Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zawody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zawody. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2020

Co to znaczy pracować z koniem od tyłu do przodu i jak to zrobić?

Co to znaczy pracować z koniem od tyłu do przodu i jak to zrobić?



Jeżeli pamięć mnie nie zwodzi, w całej historii mojej pisarskiej kariery - czyli grubo ponad 4 lat mniej lub bardziej udanej działalności - temat pracy z koniem od tyłu do przodu nie zagościł ani razu, przynajmniej nie jako oddzielny post. Czemu - nie wiem, jest to przecież jedno z tych haseł, które jeźdźcy rzucają bardzo często i bardzo chętnie, pomiędzy jednym a drugim łykiem kawy w kawiarence na trybunach i z niemalże lekarską satysfakcją cieszą się, że nikt ich nie rozumie. Nie znam jeźdźca, który nie usłyszałby tego stwierdzenia, nie znam też wielu, którzy wcielają je w życie. Zdecydowałam się poruszyć temat, chociaż w żaden sposób nie uważam się za eksperta i mi też zdarza się przyłapywać na tym, że jeżdżę zupełnie odwrotnie. Ale do rzeczy. 


Stwierdzenia "jeździć konia od tyłu do przodu" używa się głównie w kontekście, gdy widzi się kogoś, kto się do niego nie stosuje. Żadko kiedy patrząc na zgraną parę koń-jeździec mówi się z rozmarzeniem: "no popatrz tylko, jak on ładnie pracuje od tyłu do przodu". Sami widzicie jak to brzmi. Znacznie częściej widzi się jeźdźca, który ciągnie za wodze, koń się uwiesza na wędzidle, jego grzbiet zapada, a zad nie pracuje i dopiero wtedy mówi się: "a bo widzisz, on pracuje od przodu do tyłu". 


Żeby wytłumaczyć co to znaczy pracować z koniem od tyłu do przodu najłatwiej właśnie zacząć od wytłumaczenia co to znaczy pracować od przodu do tyłu, a potem zrobić dokładnie odwrotnie. Łatwiej podziedzieć niż zrobić, no ale spróbujmy. 


Przykład owej złej pracy z koniem polega na tym, że jeździc zamiast skupiać się na końskim zadzie (tyle), skupia się na przodzie czyli na pysku. W praktyce wygląda to tak, że swoich łydek nie używa wcale lub tylko sporadycznie, a wszytsko (mówiąc enigmatyczne wszystko mam na myśli zebranie, zaokrąglenie grzbietu i wiele innych ładnie wyglądających rzeczy) próbuje osiągnąć ręką. Ręką, a mówiąc ściślej wywieranie nią nieadekwatnie mocnej presji. W efekcie koń uwiesza się na wędzidle (bo niepodważalna zasada mówi, że jak na konia się napiera to koń będzie napierał z powrotem), napina swoje mięśnie, przestaje pracować zarówno grzbietem jak i kręgosłupem (co można zobaczyć po zapadniętym grzbiecie i zadnich nogach pozostających jakby "z tyłu", wleczących się za koniem), czesto przy zachowaniu perfekcyjnego ułożenia głowy. Właśnie dlatego konia nie oceniamy po tym czy jego szyja jest zaokrąglona: podobnie jak koń może iść prosto mając całkowicie zgiętą szyję, podobnie też może może mieć zapadnięty grzbiet mimo szyi zaokrąglonej. 





Nie lubię demonizowania jeźdźców, którzy tak jeżdżą (o ile nie startują na zawodach GP i nie szczycą ich cudowną techniką, bo wtedy to już problem). Mam tak z prostej przyczyny. Dla nas, mam na myśli ludzi ogółem, bardzo naturalne jest używanie rąk. Rękami jemy, piszemy, witamy się, sięgamy, chwytamy, pokazujemy, słowem - wykonujemy wszelkie czynności dnia codziennego. Nauczenie się, że w jeździwectwie nasze ręce pełnią nieistotną funkcję (przynajmniej w porównaniu do tego co robią nasze nogi i dosiad) jest prawie równie nienaturalne co dla konia dźwiganie jeźdźca. Mi zajęło parę lat i nadal przyznaję, że jeszcze się uczę. 


W każdym razie. To, że jest to rzecz nienaturalna, nie zwalnia nas z obowiązku nauczenia się jej. Mam na myśli zastąpienia pracy rąk pracą nóg. Trener, z którym ostatnio pracuję powiedział mi, że każdy dobry jeździc powinien mieć w sobie taki refleks, że jak chce coś osiągnąć poprzez wodze, powinien automatycznie dać łydkę. I powiem Wam, coś w tym jest. 


Wydaje mi się, że już rozumiecie (a jeśli nie to bardzo przepraszam i już tłumaczę), że jazda konna polega na tym, by jechać od zadu do ręki. By koń angażował swój zad, kroczył tylnymi nogami głęboko pod kłodę, przy tym unosił i zaokrąglał swój grzbiet, a dopiero ostatecznie zaokrąglał swoją szyję, przy równoczesnym rozciąganiu jej do przodu. Tylko jak to zrobić? 


Przede wszytskim, zawsze jest możliwość, że koń nie jest jeszcze na to gotowy. Jeżeli jest młody lub całe życie jeżdżony w sposób niepoprawny, jego mięśnie grzbietu mogły się nie wykształcić jeszcze odpowiednio, co sprawi że poprawna jazda nie da tak spektakularnych efektów jak niepoprawna. W tym wypadku trzeba się uzbroić w cierpliwość i uwierzyć, że nawet jeżeli nie widzę efektów teraz, to już teraz pracuję dobrze. Tylko muszę dać sobie czas. 


Teraz, zgodnie z obietnicą, dam Wam krótką instrukcję (jak źle w kontekście jeździectwa to słowo brzmi!), żeby wytłumaczyć jak ja to robię. Kiedy siedzę na koniu, daję mu łydki (na nogach oczywiście ostrogi; chociaż to nie jest konieczne to jednak koń lepiej reaguje). Łydki staram się dawać w rytm jego kroków czyli w stępie raz prawą raz w lewą, a w kłusie anglezowanym dwie na raz, kiedy siedzę i zaraz przed tym jak wstanę. Najważniejsze to dostsować się do rytmu konia, bo oklepywanie go bez żadnego sensu może być, jeśli nie irytujące, to po prostu dezorientujące. To właśnie ta praca łydek, naprawdę banalnie prosta, jest kluczem sukcesu i tym o czym wielu jeźdźców zapomina.





Jeśli chodzi o rękę to wywieram nią presję krótkotrwałą. Zaciskam palce na wodzy i robię niby "falę" (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). W tym momencie, gdy wywieram tą krótkotrwałą presję, naturalną reakcją konia jest zaciśnięcie szczęki i napieranie na moj a rękę z powrotem. I właśnie wtedy sprytna ja (oczywiście nie żebym ja to wymyśliła) rozluźniam rękę i przesuwam ją (czasami wręcz karykaturalnie) do przodu. Koń, który chciał się oprzeć na wędzidle traci swoje oparcie, jego głowa naturalnym biegiem rzeczy idzie do przodu i w dół i wtedy właśnie koń odkrywa, że ta pozycja jest wygodna. Jako, że równocześnie pracuję łydkami i jego zadnie nogi są zaangażowane, cały koń ładnie się zaokrągla. I teraz ręką nie robię nic, rozluźniam ją, dają do przodu i pozwalam (wciąż zachowując kontkat) by koń szedł do przodu. 


Oczywiście zanim zacznę pracować z koniem nie wiem jeszczde DOKŁADNIE jak dać swoje komunikaty, to wszytsko klaruje się dopiero w czasie pracy, bo każdy koń jest inny i potrzebuje nieco innych pomocy. Ogólna zasada jest taka, że zaczynamy od bycia możliwie jak najsubtelniejszym. 


Tadam. Tyle i aż tyle. 


M. 


MAŁA INFORMACJA


Jak zawsze bardzo dziękuję Wam za czas poświęcony na czytanie moich postów. Dziękuję za komentarze, wiadomości prywatne, lajki, reakcje pod postami. To bardzo wiele dla mnie znaczy, bo w ten sposób widzę że statystyki to nie tylko cyferki na moim komputerze, ale prawdziwi ludzie, moi czytelnicy, dla których to w gruncie rzeczy tworzę to co tworzę. Dziękuję każdemu poszczególnemu z Was i bardzo mocno przytulam ❤️

czwartek, 23 sierpnia 2018

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #6 przejścia w dół i zatrzymanie

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #6 przejścia w dół i zatrzymanie

Dochodzimy do ostatniej części naszej serii dotyczącej zdawania brązowej odznaki jeździeckiej. Jedynym elementem, który nam został, a którego nie wytłumaczyłam wcześniej jest przejście w dół, mówię tu o przejściu z kłusa do stój. Jak wiadomo, przejścia należą do dość problematycznych zagadnień, a fakt, że słowo "zatrzymanie" widnieje gdzie indziej niż przy okazji ukłonu, sugeruje że warto je potraktować z równą troską co wszystkie inne figury.

Przejście do stój

Podczas zatrzymywania konia sędziowie mogą oceniać wiele pozornie nieważnych elementów, które jednak w pełnej swej okazałości rzutują na ocenę końcową. Ja oceniając zatrzymanie, zadałabym sobie 3 pytania: "jak", "gdzie" oraz "ile":

1. Jak przebiega zatrzymanie
2. Gdzie wykonane jest zatrzymanie
3. Ile trwa zatrzymanie

Po pierwsze - jak przebiega

Przebieg zatrzymania zaczyna się w momencie gdy jeździec porusza się kłusem. Jeśli kłus jest powłóczysty i leniwy albo odwrotnie, porywisty i bez kontroli, zatrzymanie na pewno nie będzie wysokich lotów.

Ważne jest żeby koń poruszał się energicznie, ale pod kontrolą. Żeby podstawiał zadnie nogi pod kłodę, chętnie szedł do przodu. Dopiero przy takim kłusie można próbować konia zatrzymać. 

Przejście nie musi odbywać się od razu do stój, można najpierw ruszyć stępem, a dopiero potem stanąć w miejscu. Tak jest dużo przyjemniej, i dla konia i dla jeźdźca. No a poza tym ma się pewność, a nawet jeśli nie pewność to przynajmniej duże szanse na to, że koń zatrzyma się idealnie na literze (w końcu łatwiej konia kontrolować jeśli idzie stępem).

Nie mniej ważne są jednak użyte pomoce. Sędziowie inaczej ocenią przejście wykonane od ręki i przejście wykonane przez połączenie pracy łydek i dosiadu. To pierwsze skończy się na koniu usztywnionym i zawieszonym na wodzy, to drugie na koniu podstawionym, stojącym ładnie i równo. 

Jak to osiągnąć?

Po pierwsze - pamiętać o tym żeby zacząć zatrzymanie od aktywizującej łydki. Po drugie - wiedzieć, że praca rąk polega na pulsowaniu (zamykaniem i otwieraniem ręki), a nie ciągnięciu - ciągłym i "w tył". Taka zamknięta ręką w połączeniu z zamkniętym biodrem (=takim, co nie podąża za ruchem konia) jest sygnałem dużo skuteczniejszym niż bezmyślne ciągnięcie. 

Po drugie - gdzie

"Gdzie" czyli przed literą, za literą czy na literze. Jak już pisałam wyżej, sprawa jest znacznie ułatwiona gdy wykonujemy przejście do stępa, a dopiero po paru krokach do stój. 

Po trzecie - ile

"Ile" to znaczy przepisowe 5 sekund. Tak żeby sędziowie wiedzieli, że zatrzymanie nie wzięło się z przypadku, ale że potrafi zostać utrzymane przez określony czas - czy coś lepiej świadczy o kontroli nad koniem? 

Tym oto sposobem dobiegliśmy do końca naszych przygotowań. Trzymam kciuki za wszystkich, którzy zdają ten lub inny egzamin, a tak w ogóle to napewno pójdzie Wam świetnie, a sędziom szczęki opadną na Wasz widok, oczywiście z wrażenia :)

Malwina



wtorek, 21 sierpnia 2018

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #5 półsiad i ćwiczebny

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #5 półsiad i ćwiczebny

W poprzednich częściach serii o zdawaniu egzaminu na brązową odznakę jeździecką (zobacz: #0#1#2#3) tłumaczyłam Wam jak wykonywać elementy takie jak: wjazd na linię środkową, poprawne koło wraz z zagalopowaniem, galop i przekątną. Przy tym wszystkim nie tłumaczyłam jednak zasad poprawnego dosiadu, które są równie ważne co umiejętności kierowania koniem (w końcu sama mówiłam Wam, że zarówno dosiad jak i poprawność figur brane są pod uwagę podczas wystawiania oceny końcowej). Jako, że następnymi elementami, które powinnam Wam objaśnić są koło w półsiadzie i pół koła w ćwiczebnym, a samą technikę wykonywania koła tłumaczyłam już w części drugiej, tym razem skupię się tylko na dosiadzie. 

Półsiad

Przede wszystkim, należy pamiętać o tym, że półsiad - podobnie jak wszystko inne na tej odznace, a także ogólnie w ujeżdżeniu - wykonuje się w ścisłym "od-do". Tym wyznacznikiem są litery, które mówią kiedy zacząć, a kiedy skończyć wykonywanie danego elementu. 

W przypadku półsiadu kluczową jest literą A. Wstajemy w strzemionach na literze A, co znaczy nie przed nią i nie za nią, podobnie jest przy ponownym siadaniu w siodle, które również wykonujemy na tej literze. 

Co do samego półsiadu, od samego początku musimy sędziom pokazać, że rozumiemy czym jest półsiad. Ciągniemy łydki w dół (opieramy na nich ciężar naszego ciała), unosimy się ponad siodło i skracamy wodze. To skrócenie wodzy jest ważne, ponieważ wykonanie półsiadu wiąże się z delikatnym pochyleniem ciała do przodu, a to z kolei powoduje, że wodze się wydłużają. Zbyt długie wodze to brak kontaktu, a brak kontaktu to brak kierowania koniem i w efekcie koło, które nie wygląda jak koło. A za to lecą punkty, na których tak nam zależy. 

Mówiąc krótko, półsiad oceniany jest na podstawie takich kategorii: 

- czy wiesz co to półsiad i czy twój półsiad wygląda jak półsiad ("wygląd" półsiadu)

- czy podczas półsiadu  masz zachowaną równowagę (nie siadasz co chwilę w siodło, nie wisisz na wodzach, nie uczepiasz się konia nogami)

- czy w półsiadzie kontrolujesz konia (masz skrócone wodze, twój rysunek koła jest poprawny).

Ćwiczebny

Jeśli chodzi o prezentowanie kłusa ćwiczebnego, ważne jest to, żeby dobrać tempo konia idealnie pod siebie. Co to znaczy w praktyce? Jeżeli wysiedzenie i kontrolowanie kłusa jest zbyt trudne, trzeba dostosować takie tempo przy którym wysiedzenie i kontrolowanie kłusa jest możliwe. Mówiąc inaczej - jeśli koń za bardzo wybija trzeba go odpowiednio do swoich potrzeb skrócić.


W samym wysiedzeniu kłusa ćwiczebnego ważne jest to, żeby pozwolić swoim biodrom pracować przy jednoczesnej "wstrzymanej pracy" reszty ciała. Znaczy to ni mniej ni więcej tyle, że chociaż biodra muszą w ćwiczebnym bardzo się ruszać, plecy, nogi, ramiona powinny być cały czas w jednej pozycji.

Poza tym oczywiście brane są pod uwagę takie elementy jak zachowana linia biodro bark pięta, pięty w dole i takie tam...

Malwina

wtorek, 14 sierpnia 2018

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #4 zmiana kierunku przez przekątną

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #4 zmiana kierunku przez przekątną

Kolejne nasze przygotowanie do egzaminu na brązową odznakę jeździecką będzie dotyczyło zmiany kierunku. Po przejechaniu pierwszej połowy czworoboku możemy czuć ekscytację lub załamanie - w zależności od tego jak poszły nam poprzednie elementy. Ani to, ani nasze postanowienia co do następnych elementów nie powinny jednak rzutować na wykonywaną przez nas zmianę kierunku. 

W Polsce mówi się: "zmiana kierunku" i nie nadaje jej się żadnej oficjalnej nazwy, no może tylko "przekątna", ale przyznacie sami że nie brzmi to zbyt elegancko. Ot, sposób żeby pojechać czworobok na inną stronę. 

We Francji na przekątną mówi się: diagonal. Z pięknym paryskim akcentem brzmi to niemal królwsko, coś jak: passage, dressage czy piaff. I właśnie tak królewsko potraktujmy zmianę nogi, która (choć może się wydawać inaczej) jest zupełnie pełnoprawną figurą jeździecką. 

Element nr. 5

Przekątna to figura podczas której sędziowie mogą zwrócić uwagę na wiele interesujących ich elementów - czy tych związanych z dosiadem, czy też tych związanych z kontrolą konia. Zacznijmy od tych drugich. 

Skoro już ustaliliśmy, że przekątna jest figurą, powinniśmy zachować jej  poprawny rysunek. O tym jak będzie on wyglądał, w dużym decyduje to co będziemy robić przed wykonaniem przekątnej. 

Jesteśmy w punkcie C, zaraz po dokonaniu przejścia do kłusa. Koń powinien być wyprostowany (nie wygięty), jechać regularnym tempem (nie przyspieszać ani nie zwalniać). Nieuchronnie zbliżamy się do narożnika, który powinniśmy poprawnie wyjechać. W tym miejscu ścięty narożnik może znacznie utrudnić nam najechanie na przekątną, które wyglądać powinno tak:

1. Od punktu C do narożnika koń jest wyprostowany.

2. W narożniku konia wyginamy do wewnątrz, staramy się żeby jak najgłębiej w ten narożnik wszedł.

3. Po narożniku zostajemy na ścianie i prostujemy (=przestajemy wyginać) konia.

4. Kiedy ucho  konia znajdzie się na literze M, zaczynamy konia znowu wyginać.

5. Kiedy znajdziemy się na lini prostej między punktami M - X - K (czyli ogólnie rzecz biorąc na przekątnej), konia prostujemy.

Tak wyprostowanego konia prowadzimy przez całą przekątną. W momencie kiedy zaczynamy się zbliżać do litery K, powinniśmy przytrzymać konia na tej wodzy, która zaraz będzie wodzą zewnętrzną. Dzięki temu koń zrozumie na którą stronę będziemy zaraz jechać. 

Żeby wrócić na ścianę musimy konia wygiąć i zaraz znowu go wyprostować (w sensie przestać wyginać). I dopiero konia, który jest prosty można zacząć wyginać do wyjechania narożnika. 

Podczas całości wykonywania figury sędziowie mogą oceniać również dosiad. Przede wszystkim ważne jest, czy umiemy anglezować w równowadze, ale też czy potrafimy pamiętać o zmianie nogi w punkcie X. A propos zmiany nogi warto też wspomnieć o zmianie bata. Jest to dość "niebezpieczna" czynność, ponieważ wiąże się z chwilowym puszczeniem kontaktu. Przekątna jest dość wymagającą dla konia figurą, a puszczony kontakt może go zdezorientować. 

Malwina


piątek, 10 sierpnia 2018

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #3 zagalopowanie, galop i przejście do kłusa

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #3 zagalopowanie, galop i przejście do kłusa

No więc przychodzę do Was z tą częścią egzaminu na brązową odznakę jeździecką, którą zwykło się uważać za najbardziej stresującą. W rzeczywistości jestem przekonana, że za galop leci znacznie mniej punktów niż za inne elementy, wiadomo przecież że i łatwiej go wysiedzieć i do tego żadnych figur w nim nie ma. Nie zmniejsza to jednak powszechnego strachu, z czego największy brzmi chyba: a co jeśli koń mi nie zagalopuje? Spokojnie. 

Wszystkich nowych czytelników zapraszam do części #0, #1 i #2. 

Element nr. 4

Według podanego przez PZJ programu, zagalopowanie odbywa się przed literą B, a jest to bardzo duży komfort. Przed literą to nie to samo co "na literze". Takie bardziej: kiedy wyjdzie to wyjdzie. Ważne jest to, żeby do zagalopowania konia przygotować wcześniej. Jeśli mamy kontrolę nad tempem konia (spokojne) i trasą po której jedzie (poprawny rysunek koła) to samo zagalopowanie powinno być bezproblemowe. 

Ważny w zagalopowania jest również nasz dosiad. Jeśli za bardzo się podekscytujemy to zaczniemy latać po siodle, utracimy stabilność. Nie o to chodzi.

Element nr. 5

Jak pisałam w jednej z pierwszych części, podczas próby na odznakę sędziowie oceniają i dosiad i kontrolę nad koniem. 

Jeśli chodzi o dosiad, wysiedzenie galopu nie jest szczególnie trudne. Wystarczy rozluźnienie bioder, obciążenie strzemion (żeby noga nie wpadała do środka) i się jedzie...

Jeśli chodzi o kontrolę nad koniem to błędem byłoby zapominanie o wodzy zewnętrznej. Aktywnie działającą łydka zachęca konia do energicznego galopu i głębszego podstawienia nóg pod kłodę, ale to pewnie trzymana wodza zewnętrzna sprawia, że koń w galopie nie robi się "rozlazły". 

Żeby sędziowie mogli powiedzieć, że kontrolujesz konia w galopie, muszą zobaczyć, że kontrolujesz: 

- końskie tempo: przede wszystkim, żeby było regularne. Koń nie powinien co chwilę przyspieszać/zwalniać, nawet jeśli to Ty o tych zmianach tempa miałbyś decydować. Jednolitość tempa jest naprawdę ważna, inaczej całość wygląda bardzo chaotycznie. Zbyt wolny galop jest o tyle niebezpieczny, że koń z łatwością może przejść do kłusa, zbyt szybki może wyglądać jakby jeździec nie miał nad koniem żadnej kontroli. Pamiętajcie o tym, że koń ma jechać takim tempem, w którym i Wy i on czujecie się dobrze. 

- trasa po której jedziesz: jako, że w galopie nie masz do wykonania żadnej figury, jedynym Twoim zadaniem jest utrzymanie konia na ścianie. Koń powinien być wyprostowany, jedynie narożniki wykonujemy w wygięciu do wewnątrz. 

Oczywiście ważne jest również to, żeby galop był "dobrej jakości": w równowadze i rozluźnieniu, ale nie jest to coś, co możnaby poprawić ot, tak, na jednym treningu. Mimo wszystko na jakość galopu pozytywnie wpływają wszystkie powyżej przedstawione rady: dobry dosiad jeźdźca, aktywna praca łydek, zewnętrzna wodza itp. 

Galop kończy się momentem przejścia do kłusa. Wiadomo, że on sam odbywa się od litery B do litery H, a oznacza to że przejście powinno nastąpić po przejechaniu litery H (w przeciwnym razie jest zbyt wczesne). Na dokonanie pierwszego kroku w kłusie mamy czas aż do litery C, przy czym nie radzę dążyć do tego, żeby wykonać je idealnie na literze. Nie jest to wymagane, a swoboda w wyborze miejsca na przejście jest dużą pomocą. 

Przejście powinno się odbyć do kłusa kontrolowanego. Mam tu na myśli głównie końskie tempo, które od samego początku powinno być "umiarkowane". 

Po przejściu do kłusa od razu sprawdzamy na jaką nogę anglezujemy, bo czeka nas zmiana kierunku...

Malwina

piątek, 3 sierpnia 2018

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #1 wjazd na linię środkową

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #1 wjazd na linię środkową

Zdaje się, że bardzo wielu jeźdźców zastanawia się nad tym jak zdać brązową odznakę jeździecką. Nie jest to znowu głupie, bo przecież wydatek rzędu stu - stu piędziesięciu złotych raczej nie jest rzucany w błoto dla wiwatu. W sensie, że zdanie tej odznaki się opłaca i głupio byłoby jej nie dostać. 

Wielu jeźdźców wymyśla różne, mniej lub bardziej odbiegające od prawdy,  teorie na ten temat, ale zanim my wymyślimy naszą własną, musimy zastanowić się nad tym co sędziowie chcą zobaczyć podczas przejazdu. Jeśli na czworoboku im to pokażemy - odznakę mamy w kieszeni. 

Przede wszystkim chodzi o to, żeby zobaczyć jeźdźca o dobrym dosiądzie, który umie kierować koniem. Te właśnie elementy: dosiad i kontrola nad koniem są oceniane w pierwszej kolejności. 

Element nr. 1 - wjazd na linię środkową

Każdy przejazd zaczyna się wjazdem na linię środkową. Jest to pierwszy moment, w którym sędzia widzi jeźdźca i warto by było, żeby od samego początku zobaczył w nas to, co chcę zobaczyć. Czyli przede wszystkim kontrolę konia. 

Przede wszystkim, kiedy jeździec wyjeżdża na linię środkową, powinien to zrobić na literze (jadąc na lini środkowej pomiędzy uszami widzisz literę C, a równiutko za zadem masz literę A). Najczęstszym błędem jest wyjeżdżanie lini środkowej ZA (nie przed) literą. Z czego to wynika? Otóż mamy taki zwyczaj, że zaczynamy koniem "skręcać ze ściany" kiedy nasze ciało jest na poziomie litery. Niestety koń nie jest w stanie w miejscu obrócić się o 90 stopni, więc literę przejeżdża. A za to lecą pierwsze punkty. 

Inna sprawa to żeby koń szedł prosto. Sędziowie siedzą zaraz na wprost nas i dokładnie widzą, czy końskie nogi idą po jednej linii, czy też pływają jak sobie chcą.  Jak utrzymać konia na prostej? Jeśli dobrze wyjechaliśmy na linię środkową, samo utrzymanie dobrego tempa i trzymanie wodzy zewnętrznej powinno wystarczyć. Na pewno żadne rozpaczliwe korygowanie nam nie pomoże. 

Idealnie na środku lini środkowej mamy zatrzymanie. Kłaniamy się obojętnie czy prawą czy lewą ręką, ważne żeby nie tą, w której mieliśmy bata. Zatrzymanie powinno trwać 5 sekund. W głowie liczymy najlepiej do 6 i ruszamy dalej. Ważne, żeby nasza łydka była w miarę subtelna, bo kopy nie robią zbyt dobrego wrażenia na sędziach...

Pamiętajmy o tym, żeby podjechać jak najbliżej litery C. Nie wjeżdżajmy na  ścianę zbyt wcześnie, bo może to wyglądać tak jakby to koń podjął za nas decyzję. Poza tym zaraz czeka nas pierwszy narożnik i pierwsza okazja, żeby pokazać, że umiemy go wyjechać.  A znacznie łatwiej pokonać narożnik, kiedy najeżdżamy na niego koniem wyprostowanym na krótkiej ścianie. Potem pozostaje nam nic innego jak wygiąć konia do wewnątrz (czyli tak jak przy wyjeżdżaniu koła). 

A potem prostujemy konia przygotowując go do elementu nr. 2. 

Malwina

wtorek, 31 lipca 2018

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #0

Jak zdać brązową odznakę jeździecką #0

Wydaje mi się, że nie muszę pisać ani czym brązowa odznaka jeździecka jest, ani tym bardziej czemu warto ją mieć, bo chyba znacznie ciekawiej byłoby od razu od razu zastanowić się jak zdać budzący grozę egzamin. Formalności wymagają jednak czego innego, a mianowicie paru słów wstępu, tak na wszelki wypadek, jakby akurat któryś z czytelników chciał się dowiedzieć o co w tym wszystkim biega. 

Zacznijmy od tego, że seria ta będzie stricte skupiona na tym, jak zdać część praktyczną - skoki i ujeżdżenie - egzaminu. Nie będziemy rozmawiać o jakiś tam pierdołach, o ubiorze, o czterolistnych koniczynkach i takich tam. Przerobimy sobie po kolei, element po elemencie - najpierw czworobok, potem parkur - tak żebyście w dniu egzaminu całą praktykę mieli na tip top.

Jako, że dzisiejszy post jest jednak takim gadaniem o wszystkim i o niczym, a nie żadną tam poważną radą to spokojnie mogę wytłumaczyć czym jest brązowa odznaka. 

Co to brązowa odznaka jeździecka?

Mówiąc krótko i zwięźle, BOJ to egzamin, taka "przepustka", która otwiera drogę do sportowego świata. O jeźdźcu, który ma BOJ wiadomo tyle, że zna podstawy opieki nad koniem (zna się na żywieniu, potencjalnych chorobach, ale też zachowaniu), da radę konia osiodłać, ale też ma go pod kontrolą w trzech chodach, w trzech chodach umie wykonywać różne ujeżdżeniowe figury no i ostatecznie umie skakać. 

Jak wygląda egzamin na BOJ?

Żeby te wszystkie umiejętności sprawdzić, organizuje się pod okiem specjalnej komisji egzamin, który składa się z dwóch części: 

- teoretycznej

- praktycznej

W części teoretycznej komisja rozmawiając z jeźdźcem sprawdza jego podstawową wiedzę na temat koni, opieki nad nimi itp. Na stronie PZJ (polskiego związku jeździeckiego) znajduje się lista zagadnień/pytań (jest ich około 300), które mogą na egzaminie się pojawić. 

W części praktycznej jeździec siodła konia, a następnie przejeżdża na nim podany czworobok i parkur. Tą częścią szczegółowo zajmiemy się w następnych częściach. 

Po przeczytaniu tylu informacji mogą rodzić się pytania w stylu:

- ile to kosztuje
- jak się ubrać
- gdzie to zdać

A odpowiedzi wydaje się tyle ile na świecie jest internautów (słowem: całkiem dużo). Ja, że nie lubię roztrzygać sporów natury organizacyjnej, odsyłam Was na stronę PZJ, gdzie znajdziecie wszystkie potrzebne informacje.

Tymczasem żegnam Was i do zobaczenia! 

Malwina

Ps. Póki co seria o BOJ zastąpi nam woltyżerkę. Nie znaczy to, że nie dokończę tamtej serii, ale myślę, że mała przerwa dobrze nam zrobi. Wiem, strasznie mieszam. Kiepska jestem w tych wszystkich sprawach organizacyjnych, ale bardzo Was proszę, żebyście mi wybaczyli ten mój chaotyczny styl prowadzenia bloga. 


wtorek, 23 stycznia 2018

Jak się jeździ na podwójnej wodzy - czyli o munsztuku

Jak się jeździ na podwójnej wodzy - czyli o munsztuku

* zdjęcie przedstawia nie munsztuk, a pelham, ale o tym za chwilę


Nie wiem, czy tak mam tylko ja, czy Wy też nigdy nie umiecie znaleźć w Internecie tego, czego naprawdę szukacie. Co chwilę wyskakują reklamy nowych siodeł (przecież ja nawet konia nie mam!) albo też filmy o macieżach (ciekawe skąd to się wzięło...), no ewentualnie zdjęcia śmiesznych kotów (wstyd się przyznać). W każdym razie, to czego naprawdę potrzebuje zawsze jest poza zasięgiem moich wyszukiwań, mojego wzroku i możliwości. No i klops. 

Tak właśnie było z jazdą na podwójnej wodzy. Jeżeli zamierzacie przekopać polski Intrenet w poszukiwaniu tego, co Was serio nurtuje, no to życzę powodzenia. Możecie otrzymać poważne porady w stylu: jak prowadzić samochód w deszczu, albo: podstawowe triki łyżwiarskie. O munsztuku nie znajdziecie niczego. 

Tak się składa, że doświadczeni jeźdźcy rzadko kiedy mają czas, by używać Internetu (jak mawiał mój trener: dobrą stajnię poznasz po kiepskiej stronie Internetowej), a początkujący nie mieli nigdy możlwości dotknąć dwu-wędzidłówki, więc siłą rzeczy również nie mają o czym pisać.

Dzisiejszy post napisany jest z perspektywy mnie jako tej, co wie już o co w tym wszystkim chodzi (choć nie zawsze tak pięknie było). 

Uwaga! 

Ten post jest napisany w formie ciekawostek, a to oznacza, że nie zamierzam nikogo uczyć jazdy na munsztruku przez Internet. Porady przeznaczone są dla osób doświadczonych i wspartych o osobę trenera, który zna się na rzeczy. 

Koniec przydługiego wstępu. 

Munsztruk

Munsztuk, mówiąc prosto i nieprofesjonalnie, to takie 2 wędzidła, które wkładasz do pyska konia. Jedno z nich to zwykłe wędzidło (takie jakie znasz z codziennej jazdy), a co za tym idzie: działa w dokładnie ten sam sposób, którego uczyłeś się podczas swoich pierwszych dni spędzonych na grzbiecie konia. Nic nie uległo zmianie. Drugie z wędzideł wygląda zupełnie inaczej, a mianowicie zapatrzone jest w czanki (takie coś a la wąsy), do których przyczepia się wodze. 

Żeby nie było wątpliwości, wodze są dwie. Jedna z nich przyczepiona jest do zwykłego wędzidła (mówiąc "zwykłe" mam tu na myśli łamane), druga do czanki (wędzidła "munsztukowego"). 





* chodziło mi o wędzidło munsztukowe, nie munsztRukowe



Jak takim "czymś" sterować?

Skoro mamy do dyspozycji dwie wodze, musimy dwie wodze chwycić w ręce i dwie wodze używać. Po kolei. 

a) wodza przyczepiona do wędzidła łamanego (nazywajmy ją zwykłą)

Najłatwiej jest chwycić ją tak jak chwyta się normalną wodzę (przecież jest to jak najbardziej normalna wodza). Wiem, że słowo "chwycić" jest nieco niefortunne, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. 

Na tejże właśnie wodzy łapiemy zwykły kontakt (chwytamy ją palcem serdecznym; tak że znajduje się między piątym, a czwartym palcem) i pracujemy w ten sam sposób, co zwykle. 

b) wodza przyczepiona do munsztuku (nazwijmy ją niezwykłą, bo to całkiem fajne słowo).

Sposobów trzymania wodzy "niezwykłej" jest wiele. Ja preferuję chwycić ją palcem wskazującym (mieć pomiędzy palcem wskazującym, a środkowym). 

Działając tym wędzidłem pamiętajcie, że działa ono w zupełnie inny sposób, niż wędzidło łamane. Wędzidło munsztukowe to - na chłopski rozum - taki prosty drut, który wkłada się do pyska konia. Nie służy on do tego, by kierować nim koniem w sensie skręcania, a nawet zbierania czy łapania kontaktu. 

W zdecydowanej większości szkół całością zajmuje się wodza wędzidłowa, munsztukowa z kolei zwisa luźno. Używa się ją sporadycznie, a i nawet wtedy dba się o subtelność. 

Dopuszczalnie można zadziałać munsztukiem tak, by kąt między pyskiem, a czanką wynosił 45 stopni. Każde mocniejsze szarpnięcie jest niepotrzebnym bólem zadanym zwierzęciu (żeby nie było wątpliwości: ból nigdy nie jest potrzebny). 

Wyjaśnijmy sobie jeszcze jedno...

W jeździeckim świecie powstał mit głoszący, że jazda na munsztruku poprawia jazdę. Koń rzekomo staje się bardziej zebrany i łatwiej się go prowadzi. Bzdura! Munsztruk zamiast pomóc, ujawni Ci wszystkie Twoje niedoskonałości. 




Tak a propos, nie wiem czy wiecie, ale większość jeźdźców klasy Grand Prix wcale nie używa munsztuku podczas jazdy " w domu". O ile na zawodach taki typ wędzidła jest konieczny, o tyle podczas zwykłych treningów nie jest on wcale potrzebny. Koń klasy GP powinien być przyzwyczajony do noszenia 2 wędzideł, ale sama praca na kiełźnie złożonym z wędzidła łamanego w zupełności stracza (choć i to zależy od konia).

Ja sama co do munsztuku mam mieszane uczucia. Na codzień używam wędzidła łamanego i nie korzystam z żadnego rodzaju patentu. Inny fakt jest taki, że mam do czynienia głównie z młodymi końmi. Te, które dochodzą do odpowiedniego poziomu, zostają sprzedane.

Różnica między pelhamem, a munsztukiem

Główna różnica jest taka, że pelham składa się tylko jednego wędzidła, tego nie-łamanego, do którego można przyczepić albo jedną albo dwie wodze. 

Jak się jeździ na pelhamie nie wiem, bo nigdy nie miałam z nim do czynienia. Pewne jest to, że nie jest on dozwolony na zawodach ujeżdżeniowych, choć jest zdecydowanie subtelniejszy od munsztuku. Na zdjęciu tytułowym widać pelham, a nie munsztu, a można to poznać po ilości wędzideł ;)

Malwina




sobota, 23 grudnia 2017

Jak zdobyć lepszą notę podczas zawodów jeździeckich?

Jak zdobyć lepszą notę podczas zawodów jeździeckich?

I wreszcie nadchodzi zwieńczenie celów, które jako jeźdźcy żywimy jadąc na zawody. Kupujemy licencję, ćwiczymy na czworoboku, rozprężamy konia - mając tylko jeden cel. Wygrać. Wygrać, powalić sędziów na kolana, chwycić w ręce złoty medal, flo, rozetkę czy cokolwiek o co tylko walczymy i wrócić z dobytkiem do domu. 

Problem pojawia się gdy życie okazuje się znacznie brutalniejsze niż nasze senne marzenia. Machnie się ręką gdy zawody przegra się ze względu na swój głupi błąd, i koniu wybaczy się spłoszenie. Problem pojawia się gdy sędzia nie ocenia tak jak my byśmy tego chcieli, gdy mimo rzekomo fantastycznego przejazdu, z zawodów wraca się z pustymi rękami i urażoną dumą. 

Przychodzi żal, frustracja, smutek, złość i cała gama spokrewnionych uczyć, które w efekcie finalnym powodują, że ma się ochotę wejść do łóżka, przykryć kołdra, zasnąć i spać tak długo aż wzięty na litość członek rodziny kupi flo w Decathlonie i uda, że to od sędziego. Tak się jednak nie dzieje (przynajmniej nie u mnie), a my - biedni, niedocenieni - musimy wstać, zagryźć zęby i jechać na kolejne zawody. 

Kiedy wdrażałam się w panującą na zawodach atmosferę, zupełnie nie wiedziałam o co w niej chodzi. Nadal zresztą, mówiąc zupełnie szczerze, nie czuję się jakbym do niej należała, ale to zupełnie inna bajka. Sędziowie oceniają (mówię tu o ujeżdżeniu, bo jak powszechnie wiadomo, jestem pingwinem) w sposób nieintuicyjny. 


Piszę tu o pierwszych startach, więc zakładam że jesteście zawodnikami niższych klas. 

Jak otrzymać wyższą notę:

Żeby otrzymać na zawodach wyższą notę należy zastanowić się jak oceniają sędziowie, na co zwracają uwagę, a następnie jadąc przejazd dostosować się do ich "potrzeb". 

Sędziowie oceniając przejazdy niższych klas MUSZĄ coś oceniać, a nie mają wielu elementów których mogliby się czepiać. Nie ma lotnych, nie ma chodów bocznych, nie ma skomplikowanych figur... no co mogłoby się im nie podobać?| 

Element numer 1 - narożniki

Nigdy nie zrozumiem miłości sędziów do wyjeżdżania narożników (przecież nie to, chciałoby się rzec, jest fundamentalne). Wiele razy obserwowałam jak dobrzy jeźdźcy, wyróżnicący się swoim dosiadem i wyczuciem, dostawali gorsze miejsca od swoich mniej utalentowanych konkurentów, którzy wyjeżdżali owe "święte" narożniki. Jeżeli nie chcecie dołączyć do grona poszkodowanych, zacznijcie wyjeżdżać narożniki. 


Element numer 2 - figury

Zawody ujeżdżeniowe to zawody, w których oceniane są figury. Chciałoby się spytać: "jak to? czyż ujeżdżenie nie jest czymś więcej". Owszem, jest. Ujeżdżenie to: 

-   wydobycie z konia tego co najpiękniejsze 
- kontrolowanie każdego poszczególnego mięśnia ciała konia swoim własnym ciałem
-   połączenie konia i człowieka 
-   i dużo, dużo więcej :)
Na zawodach oceniane są jednak przede wszystkim (a jeśli nie "przede wszystkim" to na pewno "bardzo wysoko") zgodność figur z programem, to czy poszczególne elementy są takie jak powinny być. Wynika to oczywiście z powyżej napisanych przeze mnie podpunktów, ale niestety nie jest regułą. Stąd właśnie wiele "skandali" podczas których jeźdźcy używają rollkurów i tym podobnych patentów, wygrywają zawody mimo braku harmonii z koniem, ale nie o tym dzisiaj. 

Figury, które przerabia się w klasie L to głównie koła, w klasie P dochodzą ustępowania i kontrgalop na prostym rysunku, dopiero w klasie N zaczynają się schody (piruety, chody boczne...). 

W klasie L, w której wykonuje się z figur tylko koła, właśnie one są bardzo wysoko punktowane. Już na samym początku trzeba zdać sprawę, że rysunek figur w ujeżdżeniu liczy się bardzo mocno i to w dużej mierze od niego zależty nasza nota. Czy to zwykła wolta, koło, ustępowanie, czy piruet - ważna jest precyzja. 



Element numer 3 - przejścia

Przejścia są tym, co w dużej mierze determinuje "jakość" wierzchowca. Już u startujących w klasie L czterolatków można dokonać rozróżnienia  na te o płynnych przejściach i całą resztę. 

O ile o przejściach decydują głównie czynniki takie jak naturalne predyspozyjcje konia lub żmudne ćwiczenia mające poprawić jego sposób poruszania się, o tyle nie są one jedynie. Również Ty, jeźdźcu, możesz poprawić jakość przejść konia. Musisz pamiętać o tym, by przed każdą zmianą chodu "otrzec" konia o tym, co za chwilę będzie się działo. Z zewnątrz ma to wyglądać nie tak, jakby koń był zaskoczony ideą zmienienie chodu, ale tak jakby to był jego własny pomysł

Element numer 4

Może to, co teraz powiem będzie kontrowersyjne, ale w sumie lepiej powiedzieć, niż milczeć. Czasem mam wrażenie, że na zawodach nie chodzi o to, by zrobić coś idealnie, ale o to żeby sędzia nie miał się czego czepiać. Czy są to synonimy - nie mnie oceniać. 


Element numer 5

Na programach przejazdu wypisane są elementy, które trzeba wykonać. Jeżeli mamy napisane, że w E jeździec ma wykonać koło, to znaczy że przy punkcie E sędzia będzie patrzył głównie na to koło, nie np. na jakość chodu (chyba, że jest to sprecyzowane). Nie znaczy to, że podczas kół możecie się garbić, ale... myślę, że wiecie o co mi chodzi :). 


To ostatnia część naszej serii o zawodach. Może przydałaby się instrukcja jak wrócić po zawodach do domu, do normalnego życia, ale i ja takowej poszukuję. Jak coś wykombinuję to napiszę. Póki co się żegnam, życzę miłej nocy albo jakiejkolwiek innej pory o jakiej wrzucę to w Internet i pozdrawiam. 

Malwina

Ps. Wesołych Świąt, kochani!

środa, 20 grudnia 2017

Jak powinno się trenować przed zawodami, a jak poprawnie rozprężać konia?

Jak powinno się trenować przed zawodami, a jak poprawnie rozprężać konia?

Powiedzmy to sobie wreszcie szczerze: rozprężajac konia myślimy już tylko o tym jak lepiej wypaść na zawodach. Ciałem obecni, duszą błądzimy pośród podpunktów programu, który za chwilę (daj Boże!) będzie nam dane przejechać. Przy A koło, w E zakręt, tutaj ustępowanie, a koń pragnie nam coś przekazać. Przekazać? Ano tak.

Żeby poprawnie przygotować konia do przejazdu musimy zdać sobie sprawę z jednej, niezwykle ważnej rzeczy. Rozprężanie konia nie jest ani treningiem, ani próbą generalną, ani sprawdzeniem własnych umiejętności. Nie, rozprężanie konia to ostatnie "czułe słowo" przed zawodami. To zapewnienie, że w tym nowym, dziwnie pachnącym miejscu używane pomoce są ciągle takie same, że nic się nie zmieniło. To wsłuchanie się w to co "mówi" do nas koń i rozwianie jego wątpliwości. To miłe poklepanie po ramieniu, przybicie piątki. 

Na nic jednak takie milutkie zapewnienia się nie zdadzą, jeżeli koń wsześniej nie będzie pożądnie przygotowany do przejazdu. Jak tego dokonać? Już mówię. 

Treningi przygotowujące do zawodów (ujeżdżenie)

Najważniejsze to oczywiście zapoznać się z planem przejazdu. Taką "tabelką", w której wypisane jest co my i nasz biedny koń na jakim miejscu czworoboku musimy wykonać. Przykładowo zapisane może to być tak: 

- V - koło w lewo o średnicy 15m 

albo

- HV - wydłużenie galopu

Po lewej zapisana jest litera na czworoboku na jakiej wykonuje się daną komendę, po prawej sama komenda. 

Żeby przygotować się dobrze do zawodów trzeba zdać sobie sprawę, czy każdą "komendę" potrafi się wykonywać prawidłowo. Nie chodzi o to, żeby w kółko wykonywać jeden i ten sam przejazd, ale zastanawiać się właśnie nad poszczególnymi "komendami".



Najpierw, dla przykładu, skupiam się nad moimi kołami. Zastanawiam się jakie ćwiczenia mogą sprawić, żebym zaczęła wykonywać je lepiej. Potem patrzę na inne elementy, stale zachowuję różnorodność tego co robię. Ćwiczę przejazd sam w sobie, owszem, ale nie ciągle. 


Rozprężalnia

Wracajmy jednak do rozprężalni. Jak wspominałam u góry, dzień zawodów powinien być podbudowaniem pewności konia. Dobre rozprężenie to nie takie, podczas którego naniesie się peło korekt, ale takie podczas którego zapewni się konia, że wszystko jest okej. 

Rozprężanie zawsze zaczynam tak jak rozgrzewkę, czyli stęp na luźnej wodzy. Potem już koń dyktuje o tym, co będę robić dalej.

1. Koń "boję-się-boję-wszystkiego-boję"

To koń, który co chwilę uskakuje na bok, jest cały spięty i zestresowany. Zaczynam pracę z nim właśnie na luźnej wodzy, proszę tylko o rozluźnienie i elastyczność. Zaczynam od jazdy w niższych chodach, przechodzę do galopu dopiero gdy czuję że jest już odpowiednio spokojny.  

2. Koń "jestem żywą petardą"

To koń, którego aż rozpiera energia. Z pozoru bardzo łatwo można pomylić go z koniem strachliwym, w rzeczywistości różnica pomiędzy nimi jest naprawdę duża. 

Z takim koniem  zaraz po wstępnej rozgrzewce zaczynam pracę na wyższych chodach. Dopiero gdy nieco "wyładuje się" w galopie, mogę prosić go o skupienie w stępie czy kłusie. 

3. Koń "nic nie wiem"

To koń niepewny, który nie do końca wie co ma ze sobą zrobić. Zaczynam pracować z nim na dobrze znanych przez mu ćwiczeniach, mówiąc mu tym samym "a widzisz! jednak wszystko jest okej". 



4. Koń "buntownik"

Zanim zacznę pracować z koniem, który się buntuje, zawsze muszę wiedzieć jaki jest powód jego nieposłuszeństwa. O ile nigdy nie wybieram się na zawody z koniem, co do którego nie mam pewności, o tyle wiem, że przyczyną jego buntu musi być w takim razie coś związanego ze środowiskiem zewnętrznym. Rogrzewka upływa więc pod hasłem: "halo, koniu! co się stało?". 

5. Koń "do pchania"

Na leniucha podczas zawodów zwykle "stosuję" (mówiąc brzydko) parę kółek w galopie, które mają go rozpudzić. Ale ręczę Wam, takie wyluzowane osobniki zdarzają się bardzo żadko. 


Słowem - podczas rozgrzewki wykonuję dobrze znane ćwiczenia, które dostosowuję do aktualnych "potrzeb emocjonalnych" konia. 

CEL ROZGRZEWKI: Wyjechać na maneż (i tym samym rozpoczać przejazd) na koniu rozluźnionym, skupionym i spokojnym. Tyle i aż tyle. 

Malwina












niedziela, 17 grudnia 2017

Jak przygotować siebie i konia, czyli zawody jeździeckie od drugiej strony

Jak przygotować siebie i konia, czyli zawody jeździeckie od drugiej strony

W życiu każdego "horse-rajdera" pojawia się ten niezwykły i długo wyczekiwany moment. Zawody. Ma być pięknie, baśniowo, słowem: klimat jak z pierwszego pocałunku. Z czasem (dość szybko) dowiadujemy się jednak, że wyobrażenie a rzeczywistość to dwa różne światy. Samymi umiejętnościami, jak się okazuje, wygrać się nie da, bo równie ważne co przejazdy okazują się Walka z Czasem, Stalowe Nerwy i Zapasowy Komplet Bryczesów (każdy na którego białych spodniach znalazło się to, co zostaje koniowi po zjedzeniu jabłka, będzie wiedział dlaczego piszę o tym z dużych liter). 

W tym poście zamierzam opisać jak zawody jeździeckie wyglądają "z drugiej strony", czyli z punktu widzenia wielce zestresowanego zawodnika. 

Przygotowanie do zawodów

Koniec listopada. Za oknem liście, deszcz, błoto i wszelkie inne paskudztwo, które o tej porze roku można na dworze spotkać. Budzik dzwni o szóstej rano, ale ja nie śpię już od piątej. Na białe bryczesy zakłądam obszerny dres, bo z doświadczenia wiem, że nie każdy ośrodek jeździecki może poszczycić się luksusem zamykanej przebieralni. Jem śniadanie, a raczej próbuję wmusić w siebie choćby kawałek bułki, wiedząc że jeśli nie zjem jej teraz, będę głodować aż do zakończenia zawodów. Dziesięć minut później jestem już w stajni, witam się ze znajomą, trenerką, jej psem, drugą znajomą, luzaczkami. Zamiast zajmować się oporządzaniem konia oglądam jak Snoopie, nasz dog niemiecki, przegania kota sąsiadów, mówię mu że jest złym psem i dopiero potem idę do boksu. Witam się z Violettą, klaczą na której mam startować, i chwilę spedzamy razem - tylko ja i ona. 


Prowadzę klacz na stanowisko do czyszczenia i razem z luzaczkami wykonujemy wszystkie te najbardziej żmudne czynności. Wyczesywanie ogona, sklejek, plecenie grzywy, czyszczenie kopyt, mycie nóg, smarowanie specjalnymi mazidłami. Z czasem koń zaczyna przypominać konia, a my dajemy go jeszczę na chwilę do solarium. 

W tym samym czasie właściciel stajni wyjeżdża na podwórko koniowozem, ładuje do niego słomę oraz sprzęt (siodła, czapraki, ogłowia). 

Gdy konie są gotowe (w sumie jest ich 4), wyprowadzamy je ze stajni. Dwa (w tym moja Violetta) jadą koniowozem, dwa przyczepą. Oczywiście i tu pojawiają się problemy związane z załadowaniem, w końcu kto lubiłby wchodzić do ciasnego tunelu? Violetta z pewnością nie. Dopiero po paru minutach nieufności zgadza się wejść do środka, ale wciaż nie wygląda na zadowoloną. 

Na miejsce jedziemy prawie godzinę, rolę nowoczesnego parkingu spełnia zabłocone pastwisko. Mamy się niczym nie przejmować, bo organizatorzy mają tira którym w razie czego nas wyciągną z tego bagna. Pełen luzik, jak to mawiał mój były trener.  


Trenerka idzie potwierdzić nasz przyjazd, ja wraz z pomagającymi mi luzaczkami wyprowadzam konia. Klacz jest cała podenerwowana, wyrywa się, a stojącym obok zwierzętom stres również się udziela. Zanim uda nam się je uspokoić mija chwila (dość długa, żeby nie było). Ostatecznie atmosfera jest na tyle dobra, że mogę zostawić Violettę pod opieką pomagających mi nastolatek. Dołączam do trenerki, witam się z ludźmi których ona zdaje się znać (ja o tylu znajomościach mogę tylko pomażyć), załatwiam to co niezbędne i wracam do koni. 

Podczas gdy ja muszę się uczesać i ogarnąć (w końcu nie każdy po pobycie w stajni wygląda pięknie), mój koń zostaje osiodłany przez pomagające mi luzaczki. Wszystko oczywiście dzieje się na pełnym błota pastwisku, tuż obok naszego koniowozu. 

Wsiadam na konia, klacz dostaje kolejnego ataku stresu, który zaczyna się udzielać również i mi. Na sąsiednim pastwisku (tym nieprzeznaczonym na parking) konie zamiast grzecznie jeść trawę wpadają na mądry pomysł galopowanie wzdłóż ogrodzenia. Moja Viola wygląda na bardzo zainteresowaną całą sprawą, a po jej wyrazie pyska widzę, że zaraz i ona zacznie galopować. 


Pomagająca mi nastolatka próbuje ją zatrzymać, ale widzę że to tylko bardziej stresuje i tak już mocno zestresowaną klacz. Mówię, że poradzę sobie sama, choć wiem że to samobójstwo. Po czasie, który zdał się trwać całą wiczeczność albo i dłużej, dojeżdżam do przeznaczonej na rozprężalnię halę. Pracuję z Violettą na luźnej wodzy, proszę ją o rozluźnienie. Nie dbam o nic jak tylko o to, by wróciła jej dawna elastyczność i swoboda. Robię przejścia ze stępa do kłusu i vice versa, głównie pracuję na kole. Dopiero kiedy mam nad jej chodami zupełną kontrolę, zaczynam prosić ją o galop. Na początku obie jesteśmy sztywne, z czasem się rozluźnamy. Zaczynam się czuć pewnej, widzę że i z nią jest coraz lepiej. Dopiero po czasie widzę w Violettcie tą cudowną klacz, którą odkryłam podczas jazdy "w domu". 

Słyszę wymówiony przez megagfon mój numer startowy, przez krótką chwilę zapomniam że to do mnie. Kieruję się do drugiej hali, centymetry dzielą mnie od rozpoczęcia przejazdu. Zatrzymuję się. Rzucam tęskne spojrzenie trenerce, ona kiwa głową. Biorę głęboki oddech, stres jakby były to pierwsz zawody. "Robiłaś to już tysiące razy" - próbuję sobie wmówić, ale za każdym razem muszę przełamać się na nowo. Łydka, ukłon, przejazd się zaczyna. 

Malwina






czwartek, 14 grudnia 2017

Jak zacząć startować na zawodach jeździeckich?

Jak zacząć startować na zawodach jeździeckich?

Jeździsz konno. Trening za treningiem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem przychodzisz do stajni powtarzać te same ćwiczenia. Mija rok, drugi. Bryczesy z Decathlonu dawno zastępione nowymi, takimi z ładnym znaczkiem Cavaletti. A lata dalej mijają. Pojawia się nowy trener, nowy koń, nowe możliwości. Zdajesz sobie sprawę, że konie to nie tylko hobby, to coś zdecydowanie więcej. W końcu, popchana niezrozumiałym impulsem, zdajesz sobię sprawę: "to jest to - chcę brać udział w zawodach". A zaraz potem pojawia się pytanie: "jak"? Jak się zgłosić, jak się przygotować, na co zwrócić uwagę...


Właśnie stąd, żeby móc dogłębnie odpowiedzieć na każde Wasze pytanie, zamierzam podzielić temat na parę wpisów. Nie wiem jeszcze jak to dokładnie zorganizuję, ale już na wstępie deklaruję, że powiem o tym: 

1. Jak zgłosić się na zawody - formalności (licencje, odznaki: o co w tym biega)

2. Jak przygotować się na zawody: w sensie treningów i w sensie przygotowania na chwilę przed startem (co zabrać, jak przetransportować konia et cetera)

3. Jak zachować się na miejscu (rozprężanie konia + formalności + jak zdobyć lepszą notę). 


Jak zgłosić się na zawody?

Żeby zgłosić się na zawody jeździeckie, które faktycznie status "poważnych" zawodów posiadają, trzeba dokonać paru formalności. A mianowicie, każdy jeździec, który decyduje się na wzięcie udziału w konkursie, musi być zarejestrowany jako tak zwany polski zawodnik, czyli taki który ma licencję sportową (tak z grubsza). Oczywiście nie-polscy zawodnicy też mogą brać udział w zawodach polskich, ale do tego trzeba dodatkowych fromalności, a nie o tym zamirzam tutaj pisać.

Czym jest ta licencja i jak się ją załatwia? 

Licencja to nic innego jak upoważnie do startowania na zawodach regionalnych lub wyższych. Żeby zdobyć licencję trzeba wypełnić specjalny formularz oraz dokać wpłaty na podane konto. Już mówię o co chodzi. Mianowicie każde województwo ma swój "związek jeździecki" (jeżeli tak mogę to nazawać). Na stronie internetowej takiego właśnie "związku" trzeba znaleźć formularz i wysłać zgłoszenie. Dla Śląskiego Związku Jeździeckiego wygląda on przykładowo tak

Wydawałoby się proste, ale jest w tym jednak jednen haczyk, a mianowicie żeby móc posiadać licencję należy mieć zdaną odznakę jeździecką. 


Odznaka jeździecka (BOJ, SOJ, ZOJ) - co to w ogóle jest?

Odznaka jeździecka to egzamin, który sprawdza umiejętności danego jeźdźca. Wyróżniamy odznakę Brązową (jeździec porusza się w 3 chodach, umie skakać do 70cm, umie siodłać konia i zna podstawy teorii jeździectwa) oraz Srebrną i Złotą, ale tylko 2 pierwsze dotyczą uprawnień do startów (mówiąc zupełnie szczerze, niewielka część jeźdźców decyduje się zdawać egzamin na odznakę Złotą). 

Zdanie odznaki odbywa się w certyfikowanym ośrodku jeździeckim, w którym dają możliwość do zdania egzaminu. On sam składa się z 2 części: z częsci parktycznej czyli osiodłania konia, przejechania prostego czworoboku i parkuru oraz z części teorytycznej, która polega na odpowiedzeniu na parę pytań. Zdawanie odznaki brązowej i strebrnej różni się wysokością przeszkód, trudnością pytań oraz tym, że podczas próby ujeżdżeniowej na srebrze wykonuje się żucie z ręki oraz chody boczne (jeśli pamięć mnie nie myli). 

Zdanie brązowej odznaki pozwala startować w niższych klasach, a dopiero mając srebrną można pokusić się o wyższe starty. 

Żeby mieć odznakę najlepiej poszukać w swojej okolicy ośrodków, które dają możliwość jej zdania. W bardzo wielu przypadkach stajnie same organizują kursy, które dają solidną bazę do egzaminu. I znowu zamieszczam link: BOJ


Wracają do zgłoszeń...

Kolejnym elemnetem niezbędnym do wykonania zgłoszenia jeźźca na zawody jest ubezpieczenie, zgoda opiekunów prawych (u osób poniżej 18-tki) i zaświadczenie od lekarza sportowego. 

Zgłoszenie konia

Na zawody zgłosić trzeba jednak nie tylko jeźdźca, ale również konia. Zwierzę musi być zarejestrowane w polskim związku jeździeckim (robi to się tak jak z licencją jeźdźca) oraz musi mieć aktualny paszport. 

Na tym właśnie z grubsza polega zarejestrowanie konia na zawody. Najgorszy jest pierwszy raz, potem wiadomo już co i jak, a cały proces idzie jak z płatka. Życzę wszystkim powodzenia, obiecuję pojawić się szybciej niż za kolejny tydzień (trzeba będzie w końcu nadrobić te zaległości...) i pozdrawiam serdecznie, 

Malwina


Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron