Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 marca 2019

Jak nauczyć się wydłużania i skracania chodów konia?

Jak nauczyć się wydłużania i skracania chodów konia?

Skracanie i wydłużanie chodów konia niby jest sobie całkiem proste. Piszę niby, bo w zasadzie gdyby tak prześledzić wszystkich jeźdźców wraz z ich końmi, to nagle okazałoby się, że statystycznie większość (nota bene ze mną na czele) wcale nie robi tego poprawnie. Jedna sprawa to nieświadomość jakich pomocy przy wydłużaniu i skracaniu powinno się użyć, ale druga (według mnie znacznie bardziej istotna) jest kwestia pewnego wyczucia, a ściślej rzecz biorąc - jego braku. 

Myślę, że każdy jeździc intuicyjnie "czuje", że zmieniając wykrok konia (czyli wydłużając badź skracając jego chód) powinien albo użyć łydki i rozluźnić biodra albo też mocniej domknąć rękę i nieco zblokować biodra. Równocześnie jednak mało który jeździec czuje jak mocno i w jakiej kombinacji powinien powyższych pomocy użyć. 

Trudno przecież komuś wytłumaczyć jak silne powinny być sygnały dawane łydką podczas wydłużania kroków albo jak mocno domknąć rękę podczas skracania; o tłumaczenie roli dosiadu w tym procesie w ogóle już nie mówiąc. 

W efekcie nie każdy jeździec wie jak odpowiednio zadziałać pomocami, co powoduje, że koń nie zmienia wykroku tak jak powinien. Co to w praktyce oznacza? W generalnej większości po prostu w ogóle nie widać, że jakakolwiek próba wydłużania/skracania chodu została rozpoczęta, bo koń rusza się tak jak ruszał się przed zadziałaniem pomocy. 

Wytłumaczenie komuś rzeczy, które opierają się na wyczuciu są bardzo trudne (żeby nie powiedzieć, że niemożliwe), dlatego zamiast tłumaczyć zaproponuję Wam ćwiczenie, które same w sobie nauczy Was poprawnego wydłużania i skracania chodów.

Możnaby właściwie powiedzieć, że "wymusi" w Was używanie poprawnych pomocy, bo w innym wypadku (jeżeli nieodpowiednio wydłużycie/skrócicie koński wykrok), nie będziecie w stanie wykonać ćwiczenia. 


Ćwiczenie wygląda dokładnie tak jak na załączonym obok rysunku. Chodzi o to, żebyście ułożyli dwie linie drągów - na moim cudownym paintowym dokumencie jedna z nich zaznaczona jest na czerwono, z kolei druga na fioletowo. 

Drągi czerwone ułożone są daleko od siebie (w moim przypadku odległość wynosiła 1,5m ale powinniście sami dostosować to do Waszych koni - ich wzrostu i umiejętności). Drągi fioletowe ułożone są bardzo blisko siebie (u mnie było to 1,2 m). 

Najeżdżając na linię czerwonych drągów powinniście zadbać o to, żeby koń zaczął wydłużać wykrok (przejechanie przez drągi będzie dla Was swojego rodzaju sprawdzianem i pokaże, czy koń faktycznie wydłużył krok - jeżeli wydłużanie nastąpi dopiero na drągach, znaczy się że trzeba jeszcze nad czymś popracować). Po przejechaniu przez drągi będziecie mieć chwilę czasu na powrócenie do "normalnego" wykroku, żeby na lini poprzedzającej fioletowe drągi skrócić chód konia. 

Ćwiczenie wykonujemy oczywiście całkowicie w kłusie. 

Po paru takich przejazdach razem z Waszym koniem zaczniecie  powoli rozumieć w jaki sposób musicie ze sobą współpracować, żeby osiągnąć zamierzony efekt. Leżące na ziemi drągi są jedynie sprawdzianem tego, czy wydłużenie/skrócenie kroku faktycznie następuje i bardzo pomagają w wykształceniu się poprawnego wyczucia. 

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i mam nadzieję, że powyższe ćwiczenie chociaż troszeczkę pomoże Wam w doskonaleniu ujeżdżeniowych umiejętności, 

Malwina

MAŁA INFORMACJA

Tym razem "małą informację" powinnam nazwać właściwie "małymi informacjami", bo w zasadzie to chciałabym Was poinformować o dwóch sprawach. 

Po pierwsze, jak zwykle przypominam Wam o Disqusowych reakcjach na moje posty, które w każdej chwili anonimowo możecie dodać. To mega motywuje, jest strasznie miłe i byłabym bardzo wdzięczna gdybyście w dalszym ciągu na nie klikali <3. 

Po drugie, chciałabym Was poinformować o tym, że blog parę dni temu znalazł się na Facebooku. Mówiąc zupełnie szczerze, nie do końca jeszcze rozumiem jak to wszystko działa (mówię tu o funpage'u), ale myślę że byłoby bardzo fajnie gdybyście postanowili mnie tam odwiedzić. Wszystkie infromacje o nowych postach będę tam właśnie zamieszczała, więc myślę, że obserwowanie mojej strony Wam bardzo ułatwiłoby życie, a mi znacząco nakarmiło ego. Dziękuję!

niedziela, 3 lutego 2019

W jaki sposób samodzielnie trenować konia?

W jaki sposób samodzielnie trenować konia?

To jest trochę tak, że kiedy mamy przy sobie trenera, który ze swoją pomocną dłonią stoi za nami niczym cierpliwy anioł stróż, bardzo łatwo narzekać, marudzić, a przede wszystkim mądrzyć się i wymyślać jak to my poprowadzilibyśmy trening lepiej. Dopiero kiedy trenera zabraknie, zaczyna się prawdziwa jazda i to jazda - muszę Wam powiedzieć - bez trzymanki. Nowy koń, którego ledwo znacie i którego kupno doprowadziło Was do tego drastycznego kroku może dodatkowo spotęgować atrakcje, których i tak w danym momencie macie aż nazbyt. No bo nagle okazuje się, że tak naprawdę niczego nie wiecie i to przez takie duże "N". Niczego. Jasne, jest chwila euforii, że jesteście tacy tam dorośli i tacy tam odpowiedzialni, ale po tej chwili następuje nagłe załamanie i pytanie - co ja z tą dorosłością i odpowiedzialnością mam teraz zrobić? Jak samodzielnie trenować konia?

No bo jest koń, przychodzi chwila treningu, a razem z nią coraz kolejne, nawarstwiające się pytania. Jak mam zacząć trening? Czy tyle rozgrzewki to jest odpowiednio czy może za mało? A ja nie rozgrzewam przypadkiem tego konia zbyt długo? Kurde, może ja za mało z nim kłusuję? Czy to jest odpowiedni czas na galop? Jak będę tyle skakać to zaraz go przemęczę... Nie powinnam przestać? Ale czy on się czegoś nauczy jak będę ćwiczyć tak krótko? Odpowiedzi ani jednej. 

Ten post nie jest rzecz jasna przejawem wewnętrzej frustracji autorki (choć mógłby być), ale - przynajmniej w swoim założeniu - powinien Wam pomóc i dać ogólne pojęcie tego, czym dobry trening powinien być. 



Myślę, że największym problemem w samodzielnym trenowaniu konia jest takie wewnętrzne zagubienie, to poczucie że nie wie się co w danym momencie trzeba zrobić. Według mnie najlepszą odpowiedzią jest ustalenie rzetelnego planu treningu i trenowanie według niego. Wyczucie przychodzi, to jasne, ale niestety dopiero z czasem i doświadczeniem, których to na początku niestety nie mamy. 

Jak rozplanować trening?

1) Ile trwa trening? 

Żeby zacząć cokolwiek planować, trzeba mieć najpierw świadomość czasu jaki mamy do dyspozycji. Z reguły standardowy trening konia trwa około godziny, chociaż długość treningu może wynosić od 45 minut do półtorej godziny. Czas ten może być zresztą odpowiednio krótszy jeśli np. koń nie jest w kwiecie swojego wieku. Ja jednak skupię się na klasycznym, godzinnym treningu.

Trening, jak dobre poczciwe wypracowanie, powinien składać się z trzech etepów. Zaczynamy go rozgrzewką, potem przechodzimy do części właściwej i kończymy stępem na luźnej wodzy. 

2) Rozgrzewka - jak długo, jak rozgrzać konia, co z nim robić

Koń po wyjściu z boksu nie jest gotowy na żadną cięższą pracę dlatego właśnie trening powinno się zaczynać od odpowiedniego rozgrzania. Pierwsze dziesięć minut to aktywny, żwawy stęp podczas którego koń przygotowuje swoje mięśnie do dalszej pracy. Nie powinniśmy pozwalać mu na powłóczenie nogami i wąchanie każdej kupki kolegi z sąsiedniego boksu, tylko wymagać "energii" i "życia" już od pierwszych chwil trwania treningu. Z drugiej strony najlepiej jednak stępować na długich wodzach, a kontakt złapać dopier później, natomiast na sam koniec przejść do  wyższych chodów. Pamiętajcie - koń na tym etapie powinien być zarówno aktywny jak i rozluźniony. 

Następnym etapem rozgrzewki jest praca w kłusie i galopie, która powinna trwać około 20 minut, w zależności od tego jak koń będzie się "zachowywał". Głównym zadaniem jest tutaj jego rozluźnienie, które jest niezbędne do dalszej pracy. 



Sytuacja wygląda mniej więcej tak: przez dziesięć minut aktywnie stępujecie na luźnej wodzy, później łapiecie kontakt, stępujecie na kontakcie (jakieś proste figury itp.) i zaczynacie kłusować. W kłusie robicie koła, zmiany kierunku, przejścia, ustępowania od łydki, oczywiście nie zapominacie również o zmianach kierunku. Kiedy czujecie, że koń jest już odpowiednio rozluźniony to zaczynacie galop. Ja zwykle zaczynam od galopu po kole, później przechodzę do galopu po całej długości ujeżdżalni, robię koło po drugiej stronie niż zaczęłam, przechodzę do kłusa i wykonuję to samo ćwiczenie na drugą rękę. Dopiero potem przechodzę do przejść kłus-galop, które są bardzo pożytecznym elementem rozgrzewki. 

Rozgrzewając konia staram się pamiętać o dwóch celach, które są w tym momencie najważniejsze:

- fizyczne przygotowanie konia do treningu
- psychiczne przygotowanie konia do treningu

Po pierwsze. Podczas tej części treningu ciało konia staje się gotowe do poważniejszej pracy (rozgrzewanie mięśni, stawów i tych wszystkich innych elementów, których nazwy umknęły mi podczas lekcji bilogii). To nie tylko powoduje, że zmniejszamy ryzyko kontuzji i poprawiamy komfort konia (choć już samo to powinno przemawiać do nas za wykonaniem pożądnej rozgrzewki) ale również sprawia, że sami sobie przygotowujemy zwierzę, które jest "przyjemne" w trenowaniu. Możecie mi nie wierzyć, ale na koniu odpowiedniu rozuluźnionym, który nie jest ani sztywny ani spięty jeździ się dużo milej...

Po drugie. Jeżeli już od samego początku rozgrzewki będziemy od konia wymagać aktywnej pracy, a później podczas pracy w kłusie i galopie będziemy wymagać precyzji i dokładnego wykonywania choćby najprostszych ćwiczeń takich jak koła czy zmiany kierunku, wtedy zaczynając poważniejszą pracę będziemy mieć konia, który będzie chętny i gotowy. Cud miód.

Moment rozgrzewania konia zdarza mi się również przeznaczać na rozgrzewkę dla mnie: kiedy zaczynam pracę w kłusie często pierwsze dwa koła przeznaczam na kłus anglezowany lub półsiad bez strzemion. 



3) Zasadnicza część treningu

Ta część treningu powinna trwać około 20 minut czyli tyle samo czasu ile kłusowo-galopowa część rozgrzewki. W zależności od tego co trenujemy, ćwiczenia tu wykonywane mogą mieć różny charakter. Zakładając, że jesteś jeźdźcem średnio-zaawansowanym, który nie przygotowuje się do żadnych konkretnych osiągnięć ani nie skupia się na wytrenowania konia do jakiegoś konkretnego celu (tak, wiem, brzmi to źle), możesz skupić się na takich ćwiczeniach jak skok-wyskok, szergi, drągi. W internecie jest mnóstwo przykładów ćwiczeń, istnieje też wiele książek (np. 101 ćwiczeń na ujeżdżalni) i na tej podstawie możesz wybrać co chcesz zrobić podczas treningu. 

Ja z góry ustalam sobie jakie ćwiczenie będę wykonywała danego dnia np. wymyślam ułożenie szeregu gimnastycznego, który zamierzam wykonywać i rozplanowuję sobie jak to wszystko mniej więcej będzie wyglądało. 

Pamiętajcie o tym, żeby nie jeździć "na spontanie", ale zawsze wiedzieć co w danym momencie na tym koniu robiecie i co chcecie osiągnąć. Z doświadczenia powiem Wam, że koń zawsze wyczuwa kiedy jesteście zorganizowani i sam jakoś tam się w swoim końskim umyśle "organizuje", co bardzo ułatwia współpracę. 



Z drugiej strony nie powinniście zbyt ściśle trzymać się wszytskich reguł, a jeśli koń będzie przemęczony to pozwolić mu chwilę odpocząć. No i oczywiście nie zapominać o przerwyach między kolejnymi ćwiczeniami, które mogą być doskonałą formą nagrody. 

Fajnie też kończyć trening w momencie, kiedy koń jest nadal chętny do dalszej pracy, a nie kiedy ze zmęczenia pada na pysk. No chyba, że chcesz zabić w nim wszelkie szczątki entuzjazmu do pracy z Tobą. 

Podczas części zasadniczej treningu (szczególnie na poczatku treningu) warto powtórzyć ćwiczenia z poprzedniego treningu. Dzięki temu nie zaczynasz jazdy od czegoś zupełnie nowego, ale od czegoś milszego, znajomego, a przecież wszyscy (z naszymi końmi na czele) lubimy robić rzeczy, które już umiemy. 

4) Rozstępowanie

Powinno trwać około 10 minut. Jest to czas kiedy stępujesz na luźnej wodzy i pozwalasz się koniowi zrelaskować. 

Tak właśnie powinien wyglądać zarys prawidłowo przeprowadzonego treningu. Tak jak pisałam wyżej, bardzo ważne jest żebyście od razu wiedzieli kiedy co zamierzacie na koniu robić, ponieważ bez z góry ustalonego planu Wasz trening może okazać się chaosem. W treningu właśnie o to chodzi, żeby się razem z koniem rozwijać, a do tego potrzeba chociażby malutkiej koncepcji. 

W rzeczywistości nie taki diabeł straszny jak go malują, także nawet samodzielny trening jest czymś co przy odrobinie wprawy da się  spokojnie poprowadzić. 

Powodzenia!

Malwina

MAŁA INFORMACJA

No więc moi kochani, jak widać nie zagnięłam, nie porwali mnie kosmici ani nie rozpłynełam się w powietrzu, ale - jak widać - wróciłam i jak na razie nie zamierzam rezygnować z pisania. Jestem Wam bardzo wdzięczna za wszelkie wsparcie, które bardzo wiele dla mnie znaczy (nie wiem czy muszę o tym mówić, chyba sami wiecie) i jak zwykle przypominam Wam o tych malutkich znacznikach serduszek/lajków które możecie kliknąć żeby przekazać mi, że ten cały blog to ma jednak jakiś sens, a Wy nie uciekliście ode mnie chociaż tak szczerze to po regularności moich postów bardzo na to zasługiwałam. 

Jeśli jednak czytacie ten post, spodziewam się że nadal ze mną jesteście i razem ze mną wierzycie, że może uda mi się wrócić do regularnego pisania. Bardzo Was kocham i jeszcze bardziej dziękuję za Waszą obecność na moim blogu. 

poniedziałek, 23 lipca 2018

Technika w woltyżerce #4 - przykłady figur w galopie

Technika w woltyżerce #4 - przykłady figur w galopie

Oczywistym jest, że w galopie można wykonać niemal każdą figurę, a ogranicza nas tu jedynie wyobraźnia i zdrowy rozsądek, którego jak wiecie jeźdźcom i tak odwiecznie brakuje. Mimo wszystko zdarza się, że ktoś blokuje się już przy wykonywaniu najprostszych figur albo też od samego początku nie wykonuje ich poprawnie. Końcem świata na pewno to nie jest, ale trzeba przyznać, że jest to denerwujące - szczególnie, że - jak sama nazwa wskazuje - figury proste są (a przynajmniej być powinny) proste. 

Siad podstawowy

Siad podstawowy o tyle sprawia problemy, że nieco różni się od klasycznego dosiadu ujeżdżeniowego. Oczywiście, plecy muszą być proste, ciało rozluźnione, a ciężar ciała położony na kościach kulszowych, ale na tym podobieństwa się kończą. 

W woltyżerce trzeba siedzieć jak najbliżej pasa od woltyżerki, tak żeby do niego przylegać i go dotykać. Wiem, bo na początku zupełnie nie potrafiłam tego zaakceptować; w moim przekonaniu byłam w niego maksymalnie wciśnięta, a trener dalej swoje: "bliżej, bliżej, bliżej". Druga rzecz to ułożenie stopy. Po parunastu latach "pięty w dół" musiałam nauczyć się trzymać piętę w górze. 

Klęczenie

Nie wiem jak po polsku nazywa się klęczenie na koniu, ale z pewnością mogę Wam powiedzieć jakie błędy przy tej figurze wykonujemy najczęściej. 

Poprawnie narysowana na naszym ciele linia kolano - głowa powinna być linią prostą, czyli wszystkie załamania (szczególnie w okolicy miednicy) są błędne. Ważne jest to, żeby biodra wypchnąć jak najmocniej do przodu, o czym ponad połowa jeźdźców zapomina. 

Książe 

Książe to figura a la oświadczający się mężczyzna, czyli klęk na jednym kolanie. Ważne, żeby ta noga na której się klęczy była nogą wewnętrzną, umożliwia to złapanie równowagi. Bardzo pomocne jest również ustawienie wewnętrznej łydki "na skos" konia, tak żeby nie była równoległa do grzbietu konia. Stopę drugiej nogi należy włożyć w uchwyt pasa od woltyżerki. 

Czemu akurat takie ułożenie? Ano znowu fizyka. Siła odśrodkowa, która powoduje że nasze ciało chce wylecieć z pięknego koło po którym porusza się koń wypycha nas mocno na zewnątrz. Dlatego lepiej do pasa od woltyżerki włożyć stopę zewnętrzną. 

Malwina

poniedziałek, 16 lipca 2018

Technika w woltyżerce #3 - stanie na koniu

Technika w woltyżerce #3 - stanie na koniu

Nigdy, nota bene zanim nie spotkałam mojego tenera, nie sądziłam, że na koniu nauczę się stać. Stać - jak to w ogóle brzmi? Na koniu można siedzieć, można jeździć, ale zdaje się, że język polski nie rozszerzył jeszcze do tego stopnia słowa "jeździectwo", by rozumieć przez nie dwie niestabilne stopy Malwinki na poruszającym się końskim grzbiecie. 

Ogólnie, czynność ta zawsze kojarzyła mi się z nadnaturalnymi zdolnościami t.j. równoga, której nigdy nie miałam i mieć raczej nie będę. Okazuje się jednak, że stanie na koniu, podobnie jak wiele innych figur, jest możliwe nie dzięki super zdolnościom, ale stosowaniu się do praw fizyki. 

Tak naprawdę w staniu na koniu liczy się to, żeby dobrze na nim stanąć (w sensie znaleźć się w tej pozycji) oraz żeby dobrze ją utrzymać. 

Jak poprawnie wstać? 

My często mamy taki odruch, że jak wstajemy to najpierw prostujemy nasze nogi (plecy mamy wtedy pochylone do przodu), a dopiero potem całą sylwetkę przywracamy do pionu. 

Kiedy podnosimy się w woltyżerce musimy pamiętać o tym, żeby nasze plecy zawsze były prostopadłe do podłoża. Zaczynamy wstawać od pozycji, w której kucamy - nogi zgięte, a plecy NIE pochylone. Wstawanie polega na prostowaniu nóg i przesuwaniu tułowia w górę. 

Być może kogoś zastanawia czemu tak bardzo narzekam na wstawanie z plecami pochylonymi do przodu. Powód jest prosty - ruch konia jeszcze bardziej pogłębia to pochylenie, a to nie tylko utrudnia wstanie, ale też znacznie ułatwia utracenie równowagi. 

Jak stać na koniu?

Kiedy na konia wstaniemy, wypada na nim ustać. Według standardów figura może być uznana za figurę jeśli wykonywana jest przez minimum 4 s, jeśli wcześniej spadniemy, to niestety ale cały wysiłek związany ze wstawaniem pójdzie na nic. 

Zastanówmy się czemu stanie na koniu nie jest łatwe. 

Otóż problem ze staniem na koniu jest taki, że koń się porusza, a poruszając się przekazuje nam energię. Z energią w fizyce jest tak, że ona nie może zniknąć, a jeśli my jej nie spożytkujemy, to ona będzie aż rwała się do tego, żeby nami potrząść. Żeby poradzić sobie ze wstrząsami, zamiast z nimi walczyć, musimy je wykorzystać. 

Wiele osób myśli, że stanie na koniu to bierna czynność - ot, stanie. W rzeczywistości chodzi o coś więcej, o aktywne zabieranie się z koniem. Można to osiągnąć dzięki amortyzowaniu wstrząsów za pomocą kolan (które przez cały czas pozostają lekko ugięte).

Pomaga wyobrażenie, że koński grzbiet to trampolina, a stanie na koniu to podskakiwanie na tej trampolinie w rytm ruchów stępa bądź galopu.

Stęp

W stępie najwięcej roli odgrywa psychika. Samo amortyzowanie wstrząsów nie jest aż tak potrzebne jak w galopie, choć oczywiście też dużo daje. Największą przeszkodą jest jednak strach, który powoduje, że jeźdźcy nie umieją wyprostować tułowia, a zamiast tego pochylają się do przodu lub garbią, co z kolei jeszcze bardziej wszystko im utrudnia.

Jeśli nie dokońca umie się jeszcze utrzymać na grzbiecie konia (trudno wyczuć jego ruch), mój trener proponuje włożyć stopy pod pas do woltyżerki, chociaż mnie samej nigdy to nie przekonało to jednak znam osoby, którym to pomaga.

Galop

Galop to jest chód, w którym wyobrażenie trampoliny szczególnie się przydaje, a jego brak może wręcz uniemożliwić wykonania tej figury. W galopie na koniu się nie stoi, ale podskakuje (oczywiście tak, żeby stopy nie odrywały się od grzbietu).

Tutaj również mamy trik, takie małe oszustwo, które pomaga ustać na galopującym koniu. Bardzo pomaga obrócenie nóg lekko do wewnątrz i postawienie jednej stopy bardziej z tyłu konia, a drugiej bardziej z przodu. Wtedy stoi się tak trochę jak na desce surfingowej i dużo łatwiej utrzymać równowagę. Potem oczywiście trzeba nauczyć się trzymać nóżki obok siebie, ale nawet przy takim "oszustwie" stanie na galopującym koniu robi wrażenie.

Malwina







poniedziałek, 9 lipca 2018

Technika w woltyżerce #2 - figury vs przejścia

Technika w woltyżerce #2 - figury vs przejścia

Większość osób oglądając woltyżerkę nie może nadziwić się figurom, które akrobaci wykonują na swoich koniach. Wiadomo, widok człowieka stojącego na galopującym fryzie robi wrażenie, ale możecie mi spokojnie uwierzyć, że nie to w woltyżerce jest najtrudniejsze. Tak naprawdę w tym sporcie liczą się nie figury, ale momenty między nimi - przejścia.

Z woltyżerką pod tym względem jest jak z baletem. W balecie mamy - jeśli się nie mylę - 4 pozycje nóg, które każda balerina powinna umieć i od których rozpoczyna swoją przygodę z tym tancem, błędem byłoby jednak mówienie, że powtarzanie ich jest istotą baletu. Taniec to coś więcej, powiecie, taniec to płynne przechodzenie od jednej figury do drugiej. Z woltyżerką jest tak samo. 

My w naszym sporcie mamy parę figur: pozycję bazową (normalny siad z rękami po bokach), młynek, nożyce, flagę i pozycję klęczącą. Na tym cały repertuar się kończy, a nauczenie się ich - w zależności od umiejętności jeźdźca i trenera - zajmują adeptowi od jednej do pięciu lekcji.

Na zawodach należy zaprezentować znajomość tych figur oraz własną choreografię. Własną choreografię? No właśnie. W tym właśnie momencie okazuje się, że woltyżerka otwiera zupełnie nowe perspektywy. Choreografia, mówiąc nowocześnie freestyle, to miejsce w którym możemy wymyślić nowe figury, a jedyne co nas blokuje to granicę ludzkiej wyobraźni.

Można na koniu stać na nogach, na rękach, zrobić szpagat i jaskółkę, a potem zawisnąć głową w dół. Freestyle to freestyle.

Sędziowie zwracają uwagę na różne aspekty - jak trudne są wybrane figury (nie chcę nikogo martwić, ale siad podstawowy traci swoich wielbicieli), a także jak dobre jest ich wykonanie. W sumie każda figura oceniana jest w skali 0-2.

Wielu jeźdźców tworzy skomplikowane figury, ale nie dba o płynność przejść między nimi. Nie o to jednak chodzi, żeby zapchać 5 minut piosenki tysiącem akrobacji z której jedna ma się do drugiej jak piernik do wiatraka, ale żeby stworzyć pewnego rodzaju całość. Na to również kładą nacisk ustalone przez związki jeździeckie kryteria. 

Pierwszym, czego trzeba się nauczyć to podstawowych figur. Zakładam, że każdy z Was potrafi siedzieć na koniu bez trzymanki, a także na nim klęczeć, czy zrobić młynek (w stępie oczywiście). Od następnego postu po kolei będę tłumaczyć Wam różne najbardziej charakterystyczne figury - typu nożyce, stanie na rękac i nogach , książe w galopie i parę innych. Dopiero później przejdziemy do  przejść, układania choreografii,  sprawy rytmu i muzyki. Pamiętajcie, że seria o woltyżerce trwa aż do września, a nowe wpisy pojawiają się co poniedziałek. W czwartki, jak zwykle, wpisy o jeździectwie angielskim. 

Do zobaczenia, 
Malwina

poniedziałek, 2 lipca 2018

Technika w woltyżerce #1 - wskok

Technika w woltyżerce #1 - wskok

W czasach gdy byłam jeszcze normalnym jeźdźcem, o ile te dwa słowa da się tak ze sobą zestawić, nie zdawałam sobie sprawy z całej filozofii, którą otacza się ową na pozór zbyteczną czynność - wejście na konia. Dopiero gdy dobrowolnie zdecydowałam się wypróbować jeżdżenia głową w dół, a potem zakochałam się w tym bez reszty jak niegdyś w skakaniu na trampolinie albo lodach waniliowych, wtedy właśnie uświadomiono mi w jakim żyłam błędzie. 

W woltyżerce da się wejść na konia na blisko dziesięć sposobów, wedle życzenia trenera, kompetencji jeźdźca i wytrzymałości psychicznej konia również. Można wejść tak, żeby na koniu wylądować na siedząco, na klęcząco, na leżąco, stojąco i zdaje się, że w szpagacie również, chociaż co do tego nie jestem pewna, bo szpagatu nie umiem. 

Dzisiaj skupię się tylko na jednym sposobie wchodzenia na konia, tym który jest najbardziej podstawowy. Ze swojego doświadczenia wiem, że wskoczyć na konia nie jest trudno. Zrobić to z klasą i technicznie poprawnie - to już jest wyczyn. 

Żebyśmy wiedzieli o czym mówimy, na początku pokażę Wam rysunki przedstawiające dobrze wykonany wskok, a potem po kolei wytłumaczę Wam wszystkie techniczne elementy. Zanim jednak, warto żebyście mieli ogólne pojęcie czemu technika w woltyżerkę służy. Wbrew pozorom, nie chodzi tylko o to, żeby wyglądać fajnie (choć to oczywiście też), ale przede wszystkim dlatego, że działając zgodnie z prawami fizyki z pozoru trudne elementy wykonuje się przy najmniejszym możliwym wysiłku. Ludzie przez tysiąclecia ćwiczyli woltyżerkę, obserwowali najlepszych a potem wnioskowali co powoduje, że najlepsi faktycznie są najlepsi. A potem nic jak tylko ich powtarzali. 


Moje zdolności artystyczne pozostawmy bez komentarza.

Przed-wskok (1)

Jak widzicie, wskok zaczyna się gdy jeździec podbiega do konia. Co ważne,  kiedy porusza się on obok zwierzęcia, ich przednie nogi synchronizują się. Zauważcie jednak, że na chwilę przed wskokiem jeździec stawia wewnętrzną nogę (tą bardziej oddaloną od konia) przed nogą konia, wyprzedza tym samym jego ruch. Gdyby tego nie zrobił, zamiast na grzbiecie wylądowałby na zadzie, bo koń zdążyłby mu "uciec". 

Ułożenie nóg (2)

Tak jak w koszykówce mamy dwutakt, który w całym moim życiu udało mi się wykonać tylko raz, tak i w woltyżerce ważna jest kolejność w jakiej stawia się kroki. 

Nogą wewnętrzną powinno się zrobić duży krok, a potem postawić ją w miejscu i "blokując kolano" usztywnić ją i wyprostować. W tym samym czasie nogą zewnętrzna powinna zrobić wymach do tyłu. 

Ułożenie tułowia (3)

Łopatka jeźdźca powinna przylegać do łopatki konia. W momencie kiedy zewnętrzną nogą robi się wymach, tułów powinno się przechylić do przodu. Dzięki temu umożliwia się zrobienie większego wymachu tylną nogą, używa się mało siły, a do tego całość wygląda jakby była wykonana od niechcenia. 

Wybicie (3&4)

Najważniejsze w woltyżerce to nie robić nic na siłę. Trzeba wykorzystać ruch konia, a także podstawowe prawa fizyki. 

Dopiero kiedy noga wewnętrzna jest postawiona i "zblokowana", nogą zewnętrzna robi wymach, a tułów znajduje się "w dole", wtedy wszystko zacznie dziać się samo. W odpowiednim momencie trzeba się lekko odepchnąć od ziemi, a potem - pyk - siedzi się na koniu. 

Najważniejsza zasada

W woltyżerce, szczególnie podczas wskoku, radzę Wam wyobrazić sobie ziemię jako trampolinę. Kiedy podbiegam do konia wybijam tak jakby podłoże było moją trampoliną, a ja chciałabym podskoczyć najwyżej jak tylko się da. Odbijam swoje nogi tak jakbym chciała stanąć na rękach, a dopiero po tym myślę jak teraz usiąść - czy normalnie, czy bokiem, czy może zupełnie inaczej. 

Nie ma niczego ważniejszego od wykorzystania tej ziemskiej trampoliny oraz końskiego ruchu, no może tylko to, żeby nie myśleć za dużo. Trzeba pozwolić, by ciało wykonywało poszczególne figury, ale nie dbać o konkretne jego ułożenie, o to czy na pewno robi się wszystko dobrze.

Malwina

poniedziałek, 26 lutego 2018

W jaki sposób nauczyć się jeździeckiej precyzji?

W jaki sposób nauczyć się jeździeckiej precyzji?

Nie będę żadnym odkrywcą jeżeli stwierdzę, że w ujeżdżeniu liczy się precyzja. I nie chodzi mi już nawet o nieśmiertelne narożniki, chociaż one również są świetnym przykładem, ale o dosłownie każdą figurę, za jaką się zabieramy. Bo koło ma wyglądać jak koło, ustępowanie ma się odbywać w ściśle wyznaczonym "od... do...", a i świetne wydłużenie będzie źle ocenione jeżeli zrobimy je nie tam gdzie trzeba. 

Nie będę nikomu wmawiać, że ta estetyka wykonywania figur mi leży, bo tak nie jest. Jestem jednak co nieco związana z dresażem, a więc konieczności tej (chcąc nie chcąc) się nauczyłam. 

Zacznijmy od początku. Precyzyjnie wyjechana figura nie zaczyna się na maneżu. Zanim trafi do oka sędziego, przejdzie przez pewną drogę. A mianowicie...

Na początku obraz tego, co chcemy zrobić pojawia się w naszej głowie. Potem pomocami zwracamy się o to do konia; ostatecznie on sam przerabia to "na swoje" i wreszcie wykonuje. 

Etapy są 4: 

- mózg jeźdźca
- pomoce jeźdźca
- mózg konia
- ciało konia

Brak precyzji na maneżu wynika najczęściej z braku precyzji  w pomocach. Jeździec dobrze wie co chce na koniu wykonać, ale przekazuje mu to w sposób niepoprawny. Koń poprawnie interpretuje niepoprawne pomoce i wykonuje coś, co w jego rozumieniu jest właściwe. 

Precyzji w ujeżdżeniu (a także skokach czy wielu innych dyscyplinach) trzeba się nauczyć. Trzeba wyczuć kiedy i jak mocno zadziałać łydkami i rękoma, jak współgrać wszystkimi pomocami naraz. Zanim przejdziemy do ćwiczeń, które dla Was przygotowałam, chciałabym żebyście zwrócili uwagę na następujące rzeczy:

1. Starannie planujcie trasę

Wiem, brzmi to jak stale powtarzający się banał, ale tenże banał jest strasznie ważny. Litery na czworoboku są nie tylko po to, żeby je podziwiać. Jeżeli trasę podzielicie sobie na poszczególne odcinki, a następnie będziecie starać się nie o precyzję całości, ale właśnie tych odcinków (podzielonych ze względu na litery), będzie Wam znacznie prościej. No i nie śpieszcie się mentalnie. Słowem - bądźcie "tu i teraz". 

2. Dyskretność ręki

Bardzo częstym błędem jest źle ustawiona ręka. Jeźdźcy nie trzymają łokci zgiętych, a ramion przy tułowiu. Co jeszcze gorsze, prośbę o skręt "wzmacniają" odstawieniem ręki od szyi. I tak, jest to błąd. Żeby pomoce były precyzyjne potrzeba ręki, która nie odsuwa się od szyi konia. 

Jeźdźcie tak jakbyście chcieli, żeby stojące obok Was wyimaginowane osoby nie wiedziały jakich pomocy właśnie używacie. 

3. Nie zapominajcie o łydce

I to nie tylko dlatego, że ostatni post był właśnie o niej


Wszystkie te porady są jednak jedynie (jak sami zresztą widzicie) suchymi faktami, które nie za wiele wnoszą w Waszą jazdę. Prezycji można nauczyć się tylko poprzez praktykę. 

Wszystkie, a przynajmniej większość, zaproponowanych przeze mnie ćwiczeń wymaga używania pachołków. Służą one temu, żebyście wizulanie widzieli, w którym miejscu musicie zatrzymać się/skręcić/cokolwiek. Jest to o tyle ważne, gdyż bez takiej natychmiastowej wizualnej odpowiedzi nie będziecie mogli szkolić swojej precyzji. Szkolić to właśnie patrzeć na to, co robi się źle i za każdym razem starać się robić to lepiej. 

Teorytycznie możnaby korzystać z samych liter na czworoboku, ale z doświadczenia wiem, że łatwiej używać pachołków/stojaków/tasiemek/stołków do wchodzenia na konia, właśnie ze względu na ten natychmiastowy feedback, który dzięki nim otrzymacie. 

Ćwiczenie 1:

Ustawcie 2 pachołki w dowolnym mijescu maneżu w odległości nieco większej niż szerokość Waszego konia. Postarajcie się zatrzymać go idealnie pomiędzy pachołkami. 





Inny wariant tego ćwiczenia polega na tym, żeby idealnie pomiędzy pachołkami wykonać przejście lub lotną. 

Korzyści płynące ze ćwiczenia: To ćwiczenie służy przede wszytskim temu, żeby nauczyć się w którym momencie trzeba zadziałać pomocami. Oczywistym jest, że na początku koń będzie wykonywał ćwiczenia zbyt późno lub zbyt wcześnie, o to jednak właśnie chodzi, żeby się nauczyć. 

Ćwiczenie 2:

To ćwiczenie możecie wykonywać albo z pachołkami, albo bez - w zależności od tego, jak Wam będzie wygodniej. Narysujcie butem na piasku dokładną trasę, po której chcecie się poruszać - żeby było ją lepiej widać można oznaczyć ją pachołkami. Następnie postarajcie się tak poprowadzić konia, żeby przeszedł idealnie tak, jak go prowadzicie. 

Podpowiedź: Strajcie się podzielić trasę na takie segmenty, zgodnie z tym co pisałam na górze. Czyli np. najpierw jedziesz prosto, zabierasz się za skręcanie dopiero przy pachołku, potem znów jedziesz prosto itp. 

Ćwiczenie 3:

Z pachołków zbuduj tunel, taj jak przedstawiłam na rysunku poniżej: 


A następnie postaraj się przejechać tak, żeby nie "wypaść" z tej trasy. 

Pozdrawiam, 
Malwina





środa, 6 grudnia 2017

Jak wykonać żucie z ręki?

Jak wykonać żucie z ręki?

Mam do Ciebie pytanie i nie jest ono z serii tych, na które jako ogół ludzki lubimy odpowiadać. Mam pytanie wredne i wścibskie, słowem takie, które uwypukli wiele niedoskonałości. Na podstawie tej jednej jedynej odpowiedzi, której byś mi udzielił stojąc obok mnie, mogłabym przypuszczać jaki jest stopień zaawansowania Ciebie i Twojego konia. Mogłabym przypuszczać czy odnosisz takie sukcesy do jakich jesteś zdolny i jak bardzo Twój koń jest przepuszczalny. A mianowicie, drogi jeźdźcu, nie chcąc więcej przedłużać, zadaję Ci owo - można by rzec - sakramentalne pytanie. Jak często wykonujesz na swoim koniu żucie z ręki? Zalecane osie razy na trening, czyli statystyczne jedno na 7,5 minuty? Tak? W takim razie ten post nie jest dla Ciebie. 

Piszę ten post dla osób, które nie tylko nie wiedzą czemu wykonywanie żucia z ręki jest wręcz fundalentalne dla chcących kształcić się w kierunku jeździectwa sportowego, ale też dla tych nie potrafiących ćwiczenia wykonać - wcale bądź poprawnie. 


Nie tak dawno (dokładnie 8 dni temu) wspominałam o temacie przepuszcalności (patrz: zebranie).  Jak Wam tłumaczyłam, koń nie jest w stanie poruszać się poprawnie o ile w pewnym miejscu jego ciała znajdują się usztywnienia, które blokują "energię" jego chodu. 

Streszczając poprzedni post: koń generując ruch zadnimi nogami sprawia, że "energia" jego chodu przemieszcza się przez całe jego ciało. O ile wszystkie miesjca przez które przechodzi on (mięśnie i stawy) są przepuszcalne (= nie zblokowane), o tyle ruch ten dochodzi do pyska i jest wyczuwany przez nasze ręce. Wtedy mówimy o tym, że koń idzie od zadu, od tyłu do przodu, że jest ustawiony na pomocach bądź przepuszczalny i to właśnie jest niezbędne do zebrania. 


Żucie z ręki jest o tyle śmiesznym ćwiczeniem, że z jednej strony wpływa na przepuszczalność konia, z drugiej strony to przepuszczalność jest niezbędna do wykonania go. 

Mówiłam Wam ostatnio (o ile pamięć mnie nie myli) o ćwiczeniach, które wpływają na rozluźnienie mięsni, milczałam za to w temacie rozluźniania stawów. 

Głównym uelastyczniającym jak i rolzluźniającym konia ćwiczeniem jest właśnie żucie z ręki. 

Przepis na sukces

Samo w sobie ćwiczenie jest bardzo proste. Chodzi w nim mianowicie o to by jadąc na poprawnym kontakcie jeździec nie gubiąc go opuścił szyję konia. Problem polega właśnie na nie-gubieniu. Na nie-gubieniu kontaktu, rytmu i rozluźnienia. 

Załóżmy, że jedziesz na koniu, który doszedł do konkatu. O ile stosujesz się do rad zawartych w poprzednim poście (ale także wszystkich innych dotyczących kontaktu), to koń powinien dochodzić do Twojej zamkniętej ręki, a nie ona do niego. 

Jadąc w kłusie ćwiczebnym poproś go o to by obniżył szyję. Nie ważne o ile, zacząć możesz nawet od pięciu milimetrów. Ważne by nie zgubić ani rytmu, ani kontaktu, ani rozluźnienia. 

Żeby opuścić szyję należy po prostu oddać wodze. Wypuścić parę milimetrów z ręki (potem znowu ją zamknąć, to bardzo ważne) i po sprawie. Problem jednak jest taki, że nam nie chodzi o to by definitywnie rzucić kontakt. Nie! Dlatego właśnie trzeba konia "najechać" na wędzidło, a w tym celu trzeba użyć łydki jako pomocy aktywizującej. 



Całe żucie z ręki polega na: 

1) oddaniu paru milimetrów wodzy
2) zamknięciu ręki by wodza nie wyślizgiwała się dalej
3) dodaniu łydek
4) patrz: punkt 1)

Bardzo trudno było mi tutaj ustalić kolejność, bo wszystkie czynności, niezwykle ważne, dzieją się prawie jednocześnie. Grunt to wyczucie! 

Ćwiczenie kontynuuje się dopóki koń jest rozluźniony. Każde spięcie trzeba natychmiast skorygować, bo w żuciu z ręki chodzi o coś bynajmniej innego niż o bezcelowe męczenie niewinnego zwierzęcia. 

Malwina 

niedziela, 8 października 2017

Unoszenie i zaokrąglanie grzbietu konia głębokim dosiadem

Unoszenie i zaokrąglanie grzbietu konia głębokim dosiadem

Głęboki dosiad. Tysiące adeptów dąży do owej mistycznej umiejętności, choć wyraźna większość nie wie nawet czym ona się charakteryzuje. Być może winni są trenerzy, którzy słysząc kłopotliwe pytania aż do znudzenia rzucają klasycznym "pięta w dół", którego prawdziwość (jak wiadomo) jest niezaprzeczalna, a być może Internet którego bezosobowość sprzyja szerzeniu się wątpliwych porad jeździeckich. Prawda jest taka, że o ile faktycznie znajdują się ludzie umiejący wytłumaczyć czym głęboki dosiad jest, o tyle jedynie garstka potrafi powiedzieć jak go osiągnąć.

Przeglądając Internet doszłam do wniosku, że umiejętność ta postrzegana jest jako coś co się albo umie albo nie. Nie ma więc żadnych stanów pośrednich: "albo urodzisz się utalentowanym jeźdźcem, albo umrzesz jako nieudacznik". Nonsens. 

Większość porad, choć okraszona inteligentnym tłem, sprowadza się do: "usiądź głęboko, jakoś to będzie". Ale z mojego doświadczenia wynika, że nie - nie będzie. 


Zacznijmy od wytłumaczenia pojęcia...

Gdyby jakiś matematyk spytał się mnie jak obliczyć w ilu procentach jeździec ma głęboki dosiad, to z pewnością kazałabym zmierzyć mu powierzchnię styku jeźdźca z siodłem. Bo prawda jest taka, że głęboki dosiad to taki dosiad w którym koń wypełnia przestrzeń między udami jeźdźca jak najszczelniej. Ale tu drobna uwaga - nie da się zrobić tego na siłę wciskając się w siodło. Sęk tkwi w tym by przylgnąć jak najmocniej (nie wiem czy słowo "mocno" jest tu odpowiednim słowem) udami do konia, a następnie poprosić go o to by uwypuklając grzbiet wypełnił całą dzielącą nas przestrzeń. 

To tyle z teorii. Jestem pewna, że teraz siądziecie na konia, użyjecie głębokiego dosiadu i... mam nadzieję, że wychwyciliście sarkazm. 

Bo zanim dokonacie tego co powyższe (usiądziecie głęboko i uwypuklicie grzbiet konia) musicie wiedzieć jak usiąść głęboko. 

1. Otwarcie bioder

Jest to zagadnienie bardzo mylące, ale w gruncie rzeczy nie stanowi ono niczego szczególnie trudnego (jestem tak zmęczona, że na początku napisałam "jest to coś tak biodrowego"...). Biodro jest stawem, podobnie jak stawem jest kolano. Jeśli kolano mamy zgięte, staw kolanowy jest zamknięty. Jeśli wyprostujemy nogę w kolanie, staw kolanowy będzie otwarty. W przypadku stawu biodrowego sytuacja jest podobna. Jeśli zegniemy się w talii (wiecie o co chodzi), staw biodrowy będzie zamknięty. A naszym celem jest otworzenie go. 


Przypomina mi się ćwiczenie, które Sally Swift opisuje w swojej książce i które obecnie stosuje bardzo wielu trenerów na całym świecie. Polega ono na tym by wyjąć nogi ze strzemion, a następnie tak bardzo wyprostować udo by kolano znalazło się pod miednicą. Oczywiście nie należy tak jeździć przez cały czas, ale traktować to jako uzpełnienie treningów (regularnie stosowane przez pierwsze 5 minut stępa daje zabójcze efekty i ja sama jestem tego przykładem!). 

2. Długie strzemiona

Z długością strzemion nie można przesadzić, ale z mojego doświadczenia wynika, że 99% polskich jeźdźców jeździ na przykrótkich strzemionach. A te uniemożliwiają głęboki dosiad. Zwróćcie uwagę na słowo: "uniemożliwiają". Uniemożliwiają, czyli sprawiają że coś jest niemożliwe

3. Ułożenie biodra w panewce biodrowej

Brzmi bardzo skomplikowanie, ale sama idea jest bardzo prosta. Od blisko pół godziny szukam schematu, który przedstawiałby co powyższe, ale nie należę do osób mających w życiu szczęście (do stu piorunów, nawet głupiego obrazka w Internecie nie umiem znaleźć). Siłą rzeczy wymyśliłam ćwiczenie, które pomoże Wam zrozumieć o czym piszę. 

Stań przed lustrem w lekkim rozkroku, tak by Twoje stopy stały równolegle do siebie. Następnie postaraj się zwrócić palce u nóg ku sobie (lub, jeśli wolisz: "do wewnątrz"). Zauważ jak ukłądają się Twoje kolana i kości udowe. Teraz stań tak, by Twoje palce zwrócone były do zewnątrz - coś a la baletowej pozycji numer dwa. Jak teraz układają się Twoje kolana i kości udowe? W której z pozycji masz szansę stykać się z jak największą powierzchnią siodła? 


Odpowiedź jest oczywista - w tej pozycji w której Twoje palce u stóp zwrócone są do wewnątrz. Wtedy biodro w panewce biodrowej ustawia się tak, że łatwo jest Ci udami "objąć" grzbiet konia. 

Kluczowe nie są tu jednak palce (o nich podczas jazdy się nie myśli), ale to by ustawić uda tak jak w sytuacji gdy palce ustawione są do wewnątrz. 

Zaproponuję Ci kolejne ćwiczenie. Prawą nogę połóż równo na ziemi, skup się tylko na lewej. Na lewnym biodrze połóż płasko lewą rękę by móc czuć przesuwającą się panewkę biodrową. Teraz oderwij lewą nogę od ziemi i zacznij obracać ją dookoła własnej osi (o ile to oczywiście możliwe) - tak żeby raz lewa stopa była równoległa prawej, raz jej prostopadła. Obserwuj jak wygląda Twoje udo (jak więc układa się kość udowa) i co czujesz. 

Sęk tkwi w tym by jadąc na koniu zrotować (mówiąc po ludzku: obrócić) kości udowe. Najlepiej zacząć próbować dokonać tego w stój i bez strzemion. 


4. Mięśnie ud

Do głębokiego dosiadu dochodzi oczywiście również praca mięśni, a kluczowe zadanie pełnią tutaj mieśnie ud. 

Pamiętam różnicę jaka niegdyś występowała między moim dosiadem ze strzemionami i moim dosiadem bez strzemion. Kiedy siedziałam na oklep, by utrzymać się na grzbiecie napinałam mieśnie ud. Dzięki temu szczelnie przylegałam do konia, a mój dosiad zaczynał być głęboki. 

To zadziwiające jak mocno dobrzy jeźdźcy anagażują mięśnie swoich ud - pomiędzy ich nogi a siodło żadnemu z nas nie udałoby się włożyć ręki. 

Znowu powracam do książki Sally Swift - podczas jazdy można wyobrażać sobie, że nie ma się nóg od kolan w dół, a równowagę łapać właśnie zaciskając uda o siodło. 

Będę upierała się przy swoim "zaciskaniu" bo mięśnie ud to mięśnie, które w jeździectwie anagażuje się bardzo mocno. A przynajmniej mocniej niż większość ludzi sądzi. 

Nie mylcie jednak zaciskania ud z zaciskaniem kolan, gdyż to ostatnie jest nieprawdłowe. 

Unoszenie grzbietu

Unoszenie grzbietu konia jest "wisienką na torcie". Jeśli siedzisz głęboko (tzn. masz odpowiednio długie strzemiona, otwarte biodra, kości udowe obrócone do wewnątrz i - co bardzo ważne - napięte mięśnie ud) sama Twoja pozycja zachęci konia do tego by zaokrąglić się. Jeżeli będzie poruszał się w miarę energicznie, a Ty siedząc poprawnie zaczniesz aktywować mięśnie ud, będziesz działac jak taka "pompa" (?) która podciągnie grzbiet konia w górę. 

Tym właśnie głęboki dosiad jest. 

Malwina

Ps. Post wyszedł mi długi, znacznie dłuższy niż miał być. Postanowiłąm, że nie będę rozpisywała się nad wszelkimi plusami głębokiego dosiadu, bo jest ich pełno a i z odkryciemk ich nie będziecie mieli żadnego problemu. Nauczycie cieszyć się nowym wymiarem jeźdźciectwa, prostszym sposobem komunikacji, głebokim porozumieniem i stablinością w siodle. Czegóż więcej potrzeba?






wtorek, 25 lipca 2017

Jak poprawnie wyjechać koło?

Jak poprawnie wyjechać koło?

Prawda jest taka, że nasze koła bardzo rzadko wyglądają jak koła. Czasem przypominają elipsy, czasem kwadraty, a jeszcze częściej są to bliżej niesprecyzowane kształty, delikatnie nazwiązujące do twórczości niewyżytego czterolatka. Koło to taka wredna figura, na której widać wszytskie nasze niedoskonałości: błędy rysunku, wygięcia, dosiadu, płynnych pomocy oraz rąk, które ciągną zbyt mocno. Czy można w ogóle zrobić to dobrze? A jeśli tak: jak w takim razie poprawnie wyjechać koło?

Zacznijmy od tego, że koła nie powinniśmy traktować jako całości. Przykładowo, jeśli musimy wyjechać je w literach APXV (czyli po prostu koło na literze A), powinniśmy podzielić je na 4 łuki: łuk AP, łuk PX, łuk XV oraz łuk VA. Będąc przy literze A skupiajmy się tylko na tym, żeby poprawnie dojechać do litery P. Analogicznie postępujmy przy wszystkich literach. 


Napisałam: "skupiajmy się tylko na tym, żeby poprawnie dojechać [...]". I co to tajemnicze "poprawnie" znaczy?

Jakiś już czas temu pisałam o wyginaniu konia, kiedy indziej o skręcaniu bez użycia wodzy. Zasada wykonywania koła jest bardzo podobna. Sęk w tym, żeby podczas wyjeżdżania koła koń wpisał się w nie, wygiął się na jego kształ: żeby zamiast tak: | wyglądał o tak: (. 

Opisy wygięcia są dość skrótowe, ale pisałam już o tym dwa razy i nie chcę się powtarzać:

Podczas wyjeżdżania łuków powinno się postępować wg. tych samych zasad, co tych które opisywałam w podlinkowanych wpisach. Jedno z Twoich bioder (wewnętrzne) powinno mocniej naciskać na grzbiet konia, a drugie (zewnętrzne) "obracać" się wokół niego, zgodnie zruchem konia. W skrócie: biodra powinny działać jak cyrkiel. 

Wewnętrzna łydka powinna szturchać bok konia, tym samym nakłanając go do owinięcia się wokół niej (czemu łydką dajemy takie sygnały, a nie inne - zajrzyj do wpisów podlinkowanych u góry). 


Co się tyczy wodzy, powinny one działać lżej niż inne pomoce - w przeciwnym razie szyja konia wygnie nam się mocniej niż jego grzbiet, a cały rysunek przestanie przypominać koło. Zewnętrzna wodza powinna być napięta, a wewnętrzna dawać "luz".


Problemy:

1. Koń wypada zadem

Najlepszym "lekarstwem" na to jest zadziałanie zewnętrzną łydką. Normalnie podczas wykonywania koła powinna ona być przesunięta do tyłu, ale nie wydająca żadnych "rozkazów". Dopiero kiedy zad konia zaczyna wypadać, nalezy nią zadziałać. 

Jej działanie można porównać do ustępowania od nacisku na zadzie, które wykonuje się z ziemi jako jedną z tzw. 7 gier. 

2. Koń zbyt mocno zgina szyję

Tak jak już pisałam, może wynikać ono ze zbytniego używania wodzy oraz za słabej pracy łydek. Nalezy też zwrócić uwagę na fakt, czy wewnętrzna wodza nie pracuje mocniej od zewnętrznej. 

3. Koń gubi rytm podczas wykonywania kół (wolt)

Całkiem możliew jest, że wypychasz go biodrami, Twój dosiad wyprzedza jego ruch. 

Malwina


czwartek, 13 lipca 2017

Ćwiczenia na wyczucie ruchu konia

Ćwiczenia na wyczucie ruchu konia

Wiele razy tłumaczyłam Wam jak wyczuć owy misterny ruch konia, ale pewnie sami przyznacie, że nie da się opisać tego z pomocą słów. Wyczucie trzeba zdobyć i trzeba dojść do niego samemu. Zgodnie z obietnicą zawartą w temacie wpisu przedstawiam Wam zestaw ćwiczeń, który w dość prosty sposób poprawi Wasze jeździeckie kompetencje. 

Pewnie ktoś będzie chciał się mnie teraz spytać: po co mi to całe wyczucie ruchu jest? No właśnie, po co? Zdaje się, że stało się ono teraz tematem tabu, a w co drugiej stajni klasyczne rozmowy na temat zebrania zostały zastąpione konwersacjami na temat słowa na literę wu. Każdy dorzuci swoje przysłowiowe 3 grosze i końcowo nikt nie wie już o co w tym całym wyczuciu chodzi. 

Mówiąc w dość dużym uproszczeniu, wyczucie to taka intuicja. Jeździec wie kiedy, jak długo, w jakim miejscu i jak mocno zadziałać daną pomocą, by koń zareagował poprawnie. Jeśli jeździec ma wyczucie ruchu konia, łatwo jest mu się z nim zgarć oraz pracować z nim w pełnej harmonii. 


1. Galop anglezowany

Bardzo śmieszne ćwiczenie, które pozwala lepiej wyczuć ruch konia. Zasada jego wykonania jest bardzo prosta - zachowyjemy się tak jak podczas angleozwania w kłusie, z tą może różnicą, że dopasowujemy rytm swojego podnoszenia się do kroków konia, które znacznie różnią się od klasycznego kłusa. 

2. Wystukiwanie rytmu

Ćwiczenie to możesz wykonywać w dowolnym chodzie, najlepiej na lonży. Postaraj się wyklaskiwać rytm jego kroków lub też wystukiwac go na szyi konia. 

3. Anglezowanie z zamkniętymi oczami

Wiele osób ma duży problem z określeniem na którą nogę koń kłusujue, jeśli tylko nie widzą oni łopatek zwierzęcia. Niestety nijak nie da się tego opisać w żadnym z podręczników, a żeby nauczyć się owej misternej czynności, trzeba to wszystko... poczuć. 


Już tłumaczę o co mi chodzi. 

Zamknijcie oczy i zacznijcie anglezować. Poproście osobę z ziemi, żeby powiedziała Wam czy kłusujecie na dobrą nogę. Jeśli tak, zapamiętajcie to uczucie. Następnie zmieńcie nogę na złą i zapamiętacie co czujecie, gdy tak właśnie anglezujecie. Następnie postarajcie się sami zgadywać, czy anglezujecie na dobrą czy na złą nogę. Z czasem uzyskacie w tym wprawę.

4. UWAGA - DLA BARDZIEJ ZAAWANSOWANYCH

Ćwiczenie, które teraz Wam proponuję jest genialnym ćwiczeniem na wyczucie ruchu konia, jednakże powinno być wykonywane przez osoby nieco bardziej doświadczone, gdyż może ono skończyć się glebą. Polega ono na przejechaniu cavaletki z zamkniętymi oczami. Poproście osobę ze stajni, żeby trzymając Waszego konia pobiegła razem z nim do draga i nakłoniła go do przejechania przez niego. 


Wariant utrudniony to zmienienie drąga na niską przeszkodę.

5. Ćwiczenie z ziemi

Polega ono na tym, żebyś biegnąc obok konia starał się znaleźć wspólny rytm. 

Malwina




Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron