Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dosiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dosiad. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 lutego 2020

8 powodów przez które nie umiesz wysiedzieć kłusa ćwiczebnego

8 powodów  przez które nie umiesz wysiedzieć kłusa ćwiczebnego

Są tacy jeźdźcy, którzy wystarczy że usiądą na koniu a już wyglądają jakgdyby szkolili się u olimpijczyków, jakgdyby cały ten nieporadnie ruszający się zwierz nie zaburzał ich wewnętrznej równowagi i jakgdyby całe to obijanie tyłka po siodle sprawiało im przyjemność. Takim jeźdźcom nie śniły się siniaki na udach, tacy jeźdźcy nie wiedzą jak to jest płakać po kolejnym nieudanym treningu. Takim jeźdźcem na pewno nie jestem ja.

Kłus ćwiczebny był czymś co zawsze sprawiało mi ponad przeciętne trudności i dopiero od niedawna mogę powiedzieć, że na koniu usiedzieć nie tylko umiem, ale też nie wyglądam już przy tym jak telepiący się po grzbiecie mojego rumaka worek ziemniaków.

Myślę że kłus ćwiczebny to coś o czym powinno się mówić, pisać i powtarzać coraz to kolejnym pokoleniom, że nie - nie jest on prosty i że tak - to normalne że sprawia trudności. Patrząc na to z innej strony, dziwnym byłoby gdyby utrzymanie się na podskakującym zwierzęciu które stawia swoje nogi parami po przekątnych było czymś naturalnym z czym rodzi się każdy człowiek. Z ewolucyjnego punktu widzenia - totalny nonsens.

Pisałam już wiele razy w jaki sposób wysiedzieć kłus ćwiczebny, w tym poście skupimy się jednak problemach, które sprawiają że mimo przeczytaniu tysięcy książek i poradników, kłusa ćwiczebnego nie wysiedzisz. 



POWÓD 1: POCHYLANIE DO PRZODU


Zanim przejdziemy do elementów, które są znacznie bardziej skomplikowane zarówno do zrozumienia jak i skorygowania, zaczniemy od stosunkowo prostej rzeczy. Pozwólcie, że zadam Wam pytanie. Spójrzcie na ujeżdżeniowe lustro i powiedzcie mi z ręką na sercu i zupełnie szczerze - czy Wasza sylwetka podczas kłusa jest na pewno prosta? Zwróćcie uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze - zupełny klasyk - czy Wasze ciało na pewno zachowuje prostą linię pomiędzy uchem, barkiem, biodrem i piętą?


Tu nie chodzi tylko o kwestie estetyczne. Jeżeli Wasz tułów pochylony jest do przodu to powoduje to drugą kwestię czyli zmianę  w rotacji miednicy. Mówiąc prościej, Wasza miednica nie jest ułożona prostopadle do ziemi tylko pochylona w taki sposób, że kości kulszowe skierowane są do tyłu i nie mają kontaktu z siodłem. W takiej sytuacji nie możemy mówić o głębokim dosiądzie.

Prosta postawa w siodle nie zapewnia dobrego ćwiczebnego, ale stanowi bazę od której trzeba zacząć. Bez upewnienia się, że Wasza miednica (a także całe ciało) jest odpowiednio ułożona może być Wam znacznie trudniej.



Jeżeli w tym momencie zależałoby Wam na jakimś "protipie" to z rzeczy które mogę Wam polecić jest podłożenie pod kości kulszowe gąbki. Jej obecność sprawi, że będziecie pamiętać by kości kulszowe cały czas utrzymywały kontakt z siodłem.



POWÓD 2: ZACISKANIE UD


Zaciskanie ud to bardzo intuicyjny i nie głupi pomysł, na jakie wpada nasze ciało by uchronić się przed upadkiem. Jeżeli brakuje nam równowagi to bardzo logicznym jest, że musimy się czegoś "chwycić". Nie jesteśmy w stanie trzymać się konia rękami więc trzymamy się siodła udami. Problem polega na tym, że nawet jeśli nasza równowaga jest dość dobra i z grzbietu spaść byśmy nie spadli, to jednak złe nawyki pozostają.


Zaciskanie się ud sprawia, że dosiad nie jest głęboki a jeździec tak jakby "wisi" parę milimetrów nad siodłem. Płytki dosiad, spięcie ud - to wszystko sprawia, że koń nie może nas delikatnie nieść, a jego ruch sprawia że nadmiernie podskakujemy.

W jaki sposób na koniu powinniśmy się utrzymywać jeśli nie poprzez zaciskanie ud? Moją trenerka zawsze mówi że sam "balans" wystarczy. Podczas siedzenia na koniu nogi nie odgrywają żadnej roli, a za utrzymanie odpowiada tułów, którzy żeby to stało się możliwe musi znajdować się w dobrej równowadze.

Żeby oduczyć się tego komplikującego nam życie nawyku możemy skorzystać z możliwości jakie daje nam jazda bez strzemion. Sama jazda bez strzemion nie jest jednak wystarczająca, bo jeżeli jeździec zaciska uda mając strzemiona, zrobi to równie dobrze bez nich. Warto więc odstawić nogi od siodła i przez pewien czas jeździć w takiej pozycji rodem z woltyżerki.



Pomaga to dlatego, że niejako zmusza nas do złapania równowagi bez wykorzystania nóg i bez kurczowego trzymania się udami. 



POWÓD 3: "STANIE" W STRZEMIONACH


Mówiąc stanie w strzemionach mam na myśli sytuację, w której jeździec cały lub prawie cały swój ciężar przenosi na strzemiona. To sprawia, że nie "siedzi" on ma koniu, jego kości kulszowe nie są "połączone" z siodłem. W takiej sytuacji głęboki dosiad nie jest możliwy, a co za tym idzie poprawne wysiedzenie ćwiczebnego również nie jest możliwe.


Stanie w strzemionach często połączone jest z pochylaniem się do przodu. Nie wiem z czego to wynika, ale gdy  kiedy byłam młodsza zawsze kiedy stresowałam się na koniu wstawałam w strzemionach i pochylałam się do przodu. Nie wiem co tym chciałam osiągnąć, ale dopiero pewna mądra trenerka powiedziała mi że jeżeli chcę mieć nad koniem kontrolę to muszę mocniej "usiąść".

Jeżeli problem "stania" w strzemionach dotyczy i Was to warto żebyście pozbyli się Waszego problemu, czyli strzemion. Na chwilę tylko, oczywiście.



POWÓD 4: SZTYWNE BIODRA


Żeby móc wysiedzieć kłus ćwiczebny, musisz dać się koniowi nieść. Wiem, że czasami wydaje się że Ci wszyscy najlepsi jeźdźcy wcale się na koniu nie ruszają, ale prawda jest taka, że dążenie do unieruchomienia swoich bioder jest najgorszym, co możesz teraz zrobić.



Zadaniem bioder w jeździe konnej jest absorbowanie ruchu konia. Oznacza to, że mają one być możliwie najbardziej rozluźnione, a ruch konia ma wprawiać je w ruch. Ty nie starasz się ograniczać tego ruchu, nie boisz się go, pozwalasz żeby Twoje ciało podskakiwało w siodle. I co wydaje się bardzo nielogiczne - w ten sposób przestaniesz podskakiwać.

POWÓD 5: ZBYTNIE ROZLUŹNIENIE


Nie chciałabym nikogo zachęcać do tego, by rozluźnił się za bardzo. O ile w większości wypadków wolę jeźdźca zachęcić do tego by się rozluźnił niż by się spiął, nie możemy zapominać o tym że ciało  na koniu powinno być jednak lekko napięte.


Chodzi o to, by unikać sytuacji w której jesteśmy jak taka szmaciana lalka, która bezwładnie lata po całym grzbiecie konia.

Jeżeli przyjrzeć się biomechanice jeźdźca podczas wysiadywania kłusa, zauważymy że jego mięśnie naprzemiennie napinają się i rozluźniają. To właśnie to sprawia, że sylwetka wydaje się podążać za ruchem zwierzęcia, jest taka swobodna. Mięśniami, które odgrywają kluczową rolę są mięśnie brzucha. O tym jednak dlaczego uważam, że nie powinno się zbytnio myśleć o całej tej biomechanice wytłumaczę w kolejnym punkcie.



POWÓD 6: PRÓBOWANIE ZA BARDZO


Próbowanie "za bardzo" sprawia, że jeździec zaczyna wykonywać swoimi biodrami dziwne ruchy. Być może przeczytał w jakimś mądrym podręczniku  że tak trzeba i być może to nawet prawda. W rzeczywistości jednak ruch którey  wykonuje nasze ciało uwarunkowany jest przez ruch konia i wszelkie nadmierne poruszanie plecami/biodrami/miednicą jedynie przeszkadzają zwierzęciu. Nam z kolei nie pomagają.

To trochę tak jak że skakaniem na trampolinie. W pewnym momencie każde dziecko nauczy się skakać na trampolinie i będzie robiło to bez zastanowienia i w sposób intuicyjny. Nie potrzeba do tego wiedzy z zakresu biomechaniki, ba! - taka wiedza tylko wprowadziłaby zamieszanie. Dziecko bowiem zamiast zwyczajnie skakać zastanawiałoby się które mięśnie ma napinać, a które rozluźniać. Efekt? Sztywne, niezadowolone dziecko. Zastanówcie się czy Wy na grzbiecie konia nie przypominacie czasami takiego skrępowanego podręcznikową wiedzą dziecka. 

Zamiast starać się odwzorowywać jakieś dziwne ruchy po prostu dajcie się koniowi nieść, poczujcie jego ruch i tak jak partnerka w tańcu pozwólcie być w kłusie  przez konia "prowadzone". Nie przejmujcie się jeśli wychodzi pokracznie, jeśli trenerzy patrzą na Was z niezadowoleniem bo nie spełniacie ich ambicji, jeśli 8-letnie dziewczynki w stajni mówią Wam że zrobiłyby to lepiej (i nawet jeśli faktycznie to prawda). To jest Wasze życie, Wasza pasja, a to że się uczycie to przecież każdy kiedyś zaczynał. Finito.



POWÓD 7: ZŁE TEMPO NA POCZĄTEK

Nie wiem czy Wy też tak macie, może to tylko ja. Kiedy uczyłam się wysiadywania kłusa ćwiczebnego, zauważyłam że bardzo trudno wysiedzieć na samym początku kłus, który jest bardzo szybki. Jeżeli koń gnał, wydłużał wykrok albo też szybko przebierał nóżkami - ja automatycznie zaciskałam uda, pochylałam się do przodu i wstawałam w strzemionach. Nawet jeżeli robiłam to w bardzo małym zakresie, i tak niewiele wystarczało by już zły dosiad stawał się jeszcze gorszy. 

Stąd moja rada jest taka, by zaczynać naukę w kłusie bardzo wolnym. Tak wolnym, że koń prawie przechodzi do stępa. Dopiero jeżeli w takim kłusie jest się w stanie spokojnie rozluźnić, nieco odstawić uda od siodła, usiąść głębiej i pomyśleć: "okej, to nawet przyjemne" to dopiero wtedy można ciutkę przyspieszyć. I znowu, wszystko przychodzi powolutku. Nie należy oczekiwać nie wiadomo jak szybkich wyników. Sam fakt że w kłusie ćwiczebnym (nawet super wolnym!) poczujecie że siedzi Wam się super wygodnie to już duży plus i możecie być z siebie dumnym. 

Spytacie może a co jeśli  jeździcie w szkółce i nie możecie tak sobie dowolnie regulować tempa Waszego konia. Otóż ja na Waszym miejscu spokojnie dobrała bym tempo konia pod Was (czyli jeżeli jest za szybkie to bym je spowolniła). Jeżeli natomiast instruktor zarzucałby Wam brak tempa, na spokojnie wytłumaczyła bym mu że to ja - nie koń - zdecydowałam tak jechać ponieważ w wolniejszym kłusie czuję się pewniej i stabilniej. Wyrozumiały trener powinien zrozumieć. 



Pamiętajcie że to  Wy macie czuć się dobrze, swobodnie i komfortowo. Zaraz po komforcie Waszego konia jest to główny priorytet. Nie musicie jeździć super szybko jeśli nie chcecie, w ogóle - jeżeli z czymkolwiek czujecie się źle - nie musicie tego robić. To w końcu Wasza pasja, więc musicie się czuć pewnie, bezpiecznie. Nie zapominając oczywiście o dobrze Waszego konia, tak tylko gwoli przypomnienia.


POWÓD 8: SZTYWNY GRZBIET KONIA

Jest jeszcze jeden powód przez który wysiedzenie kłusa może być trudniejsze. Celowo napisałam go na samym końcu mimo że pomyślałam o nim jeszcze na początku. Wszystko dlatego, że nie chcę żeby ktokolwiek wyrobił sobie nawyk szukania błędów u konia zanim znajdzie się błędy u siebie. 

Prawda jest jednak taka, że nie wszystkie konie ułatwiają nam wysiadywanie kłusa. Niektóre wręcz zadanie to utrudniają. Mamy konie, które są łatwe do wysiedzenie, mamy też takie które są trudniejsze - bo np. ich krok jest naturalnie bardziej obszerny. Każdy jeździec powinien wysiedzieć na każdym z tych koni. Chociaż na samym początku warto próbować swoich sił na koniu łatwiejszym, warto szybko zapoznać się też z tymi trudniejszymi. To one w końcu sprawiają, że po powrocie do "łatwego" konia wysiadywanie staje się jeszcze proste. Ogólna zależność jest taka, że im koń mocniej wybija, tym więcej Was nauczy. 

Jest jednak również trzecia kategoria, czyli konie które są trudne do wysiedzenie nie dlatego że takie są ich wrodzone "predyspozycje", ale dlatego że ich grzbiet jest tak bardzo sztywny. 

Jeżeli koń nie jest rozluźniony, jeźdźcowi trudno się rozluźnić, a jeżeli jeździec nie jest rozluźniony to nie ma szans żeby koń się rozluźnił. Błędne koło. 



Pracując z takim koniem nigdy nie zaczynam pracy z nim od kłusa ćwiczebnego. Jeżdżę wtedy tak długo kłusem anglezowanym bądź w półsiadzie aż poczuję że koń zaczyna się rozluźniać i jego grzbiet jest gotowy na przyjęcie mojego ciężaru. 

Bo moi drodzy, dla młodego lub mocno spiętego konia kłus ćwiczebny jest wyzwaniem nawet jeżeli nasz dosiad jest idealny. Taki koń nie zawsze ma odpowiednio rozwiniętą muskulaturę oraz technikę by być w stanie dźwigać nasz ciężar. Po czym poznać że taki koń nie jest gotowy? Ano na przykład po zapadniętym grzbiecie. Po sztywnych chodach. Po uciekaniu od wędzidła. 

Tak więc kłus ćwiczebny jest wyzwaniem nie tylko dla nas, ale też dla naszych koni. Nie wiem czy to pocieszające czy raczej tragiczne, ale fakt jest taki że na początku dyskomfort odczuwacie oboje. W tym miejscu życzę Wam i Waszym rumakom dużo cierpliwości i ani się obejrzycie a kłus ćwiczebny stanie się coraz większą przyjemnością. A cóż więcej w jeździectwie chcieć jak nie szczęśliwego konia i szczęśliwego jeźdźca. W końcu to po to mamy ujeżdżenie. 

Malwina

MAŁA INFORMACJA

Jeżeli post Wam się spodobał, a Wy łączycie się ze mną w bólu bo podobnie jak mi wysiadywanie kłusa nigdy nie wychodziło Wam intuicyjnie - zachęcam Was do pozostawienia pod moim postem małego śladu w postaci reakcji. Tak mało, a strasznie cieszy i motywuje do dalszego pisania ❤️


Jeżeli za to macie chwilkę czasu i ochoty to zapraszam również na mojego Facebooka którego dopiero co (ponownie) założyłam. Wy to pewnie wiecie, nie znam się na tego typu rzeczach, ale byłam bardzo wdzięczna za wszelką formę wsparcia w postaci lajków ❤️

Buziaki!

wtorek, 11 grudnia 2018

Czego mądrego można dowiedzieć się od rekreacji?

Czego mądrego można dowiedzieć się od rekreacji?

Mam wrażenie, że w jeździectwie bardzo mocno utarło się przekonanie, że to co pochodzi od rekreacji jest złe, niepoprawne, a przynajmniej mocno nieprofesjonale. Rad takich tam instruktorów nie bierze się na poważnie, ale raczej z przymrużeniem oka czy lekkim uśmiechem politowania; na pewno jednak żadenemu szanującemu się jeźdźcowi na myśl by nie przyszło, by od takiej tam rekreacji czegoś się "nauczyć". Jak by na to nie spojrzeć, wcale taki obraz mnie nie dziwi. Bo szarpanie konia za pysk, zastęp złożony z większej ilości kucyków niż w mojej stajni jest koni no i kochana pani instruktor rozmawiająca przez telefon już trzecią godzinę... daleko temu do ideału. A jednak zdecydowałam się napisać o rekreacji post, post raczej pozytywny i post, w którym ona jednak czegoś (w całej swej nieprofesjonalności) bardzo profesjonalnie nas nauczy. 

Bo wiecie, co? Doszłam do wniosku, że jest parę takich rad, które są bardzo mądre. Mimo, że pochodzą z rekreacji. Mimo, że na pierwszy rzut oka powodują odrzucenie. Śmiem jednak twierdzić, że są tacy jeźdźcy, którym rady te są bardzo potrzebne. W sporcie. Ja jestem takim jeźdźcem. 

1. "Chwyć go za ryja"

Mimo, że zdanie to jest dość dosadne i za każdym razem powoduje we mnie nieprzyjemne dreszcze (no bo jaki ujeżdżeniowiec chwytałby swojego konia "za ryja"), to jednak bardzo je lubię. Lubię za tą prostotę i bezpośredniość. 

W jeździectwie bardzo ważne jest to, żeby jeździć na kontakcie. Jeżeli masz w rękach wodze, musisz tych wodzy używać. Mówiąc używać nie mam na myśli szarpać czy ciągnąć, ale najzwyczajniej w świecie czuć w dłoniach lekki opór końskiego pyska. Jeżeli nie ma kontaktu, koń zaczyna się gubić. Szczególnie widać to na młodych koniach, które potrzebują by ręka była pewna. Taka pomoc w połączeniu z działaniem łydek sprawia, że koń dokładnie wie, gdzie ma iść. 



Wiele razy mówiłam Wam, że Wasze ręce oraz łydki powinny tworzyć swojego rodzaju korytarz. Korytarz, który w sposób bardzo prosty mówi zwierzęciu: idź tam. Bez kontaktu koń nie wie gdzie ma iść, zaczyna schodzić ze ściany albo dziwnie się wyginać. 

Zdanie "chwyć go za ryja" w gruncie rzeczy jest bardzo proste. Chodzi o to, by jadąc na koniu pewnie złapać kontakt. Wodze, które są zbyt długie i zwisają wcale nie pomagają zwierzęciu, szczególnie jeśli koń szuka w jeźdźcu wsparcia i informacji na temat tego, co ma teraz robić. Brak kontaktu i brak takich informacji powoduje zwyczajną frustracje. Chyba, że koń zdecydował, że przestaje próbować zrozumieć swojego jeźdźca. Też bywa. W rekreacji na przykład. 

2. "Pięta w dół"

Pięta w dół to klasyk, klasyk z którego lubiłam się naśmiewać dopóty dopóki nie dotarło do mnie, jak wiele mądrego ten utarty przekaz w sobie niesie. 

Pięta w dół z pozoru dotyczy samego ułożenia stopy, czyli rzeczy nieważnej i błahej. Kiedy patrzymy na takiego małego człowieczka, który dopiero co zaczyna się uczyć jazdy na swoim uroczym kucyku, ułożenie jego pięty jest ostatnią rzeczą, którą uważamy za ważną. Przecież tyle można powiedzieć! Że dosiad nie taki, że biodra źle rotowane, że miednica nie otworzona... a tu trener skupia się na tym szczególe, na tej pięcie. 

Ale wiecie, co? Mam wrażenie, że to ważne by mówić o pięcie. Bo samo zadarcie jej do góry to często coś więcej, niż źle ułożona stopa. Pięta w górze może świadczyć o złym dosiadzie, tak w ogóle. Jeźdźcy początkujący mają taką generalną tendencję do przykurczania nóg, zadzierania ich do góry i potem zaciskania kolan o siodło (co w gruncie rzeczy jest niczym innym jak tylko próbą uniknięcia potencjalnego upadku). 

Słowa "pięta w dół" nakłaniają jeźdźca do tego, by zamiast przykurczał nogę, rozprostował ją i pociągnął mocno w dół. Dzięki temu dosiad staje się dużo lepszy, noga przestaje aż tak latać, a samo ułożenie stopy sprawia, że łatwiej znaleźć oparcie w strzemieniu. Same plusy. 



3. "Więcej bata"

Nie lubię bata. Jeszcze bardziej nie lubię bicia koni. Nie uważam, że powinniśmy używać więcej bata, bo jestem ogromną zwolenniczką używania sygnałów jak najsubtelniejszych. Mimo wszystko rozumiem ideę instruktorów, których słowa wyżej zacytowałam. "Więcej bata" rozpatrzmy nie w sensie dosłownym czy jako zachętę do bicia zwierząt, ale w sensie raczej "metaforycznym". 

a) Po pierwsze, nie zapomninajmy o tym, że konia czasem trzeba ukarać. Nie mówię o biciu. Chodzi mi o to, że zdarzają się takie sytuacje, w których koń z pełną premedytacją zachowa się źle, a naszym obowiązkiem jest powiedzenie mu: "hola, hola, kolego! takiego zachowania to ja nie toleruję". 

b) Po drugie. W rekreacji bata zwykle używa się, by sprawić, żeby "leniwe" zwierzę nieco przyspieszyło. Instruktorzy krzyczą więc swoje "więcej bata" w sytuacji, gdy widzą że zwierzę powłóczy nogami, brakuje mu zaangażowania zadu i w ogóle ma w sobie mało energii. Takich sytacji powinniśmy unikać. Koń, nie ważne jak wolno miałby się poruszać, zawsze powinien mieć w sobie ten "błysk", tą energię w każdym swoim kroku. 

To jak, oddajemy honor? 

MAŁA INFORMACJA

Moi drodzy, kochani i najcudowniejsi czytelnicy! Jak zwykle bardzo dziękuję Wam za to, że jesteście. Że mnie czytacie. To miłe wiedzieć, że nie pisze się między sobą, a muzami, tylko do jakiegoś prawdziwego, żywego człowieka z krwi i kości. A jeśli tych ludzi jest kilku to już w ogóle jest się w siódmym niebie :) Byłabym Wam bardzo wdzięczna za wszystkie łapki/serduszka czy jakiekolwiek inne reakcje na moje posty. To mega miłe, mega motywujące i w ogóle... awww <3

piątek, 2 listopada 2018

Sposoby na ustabilizowanie ciała w jeździectwie (czyli jak się przestać tyle ruszać)

Sposoby na ustabilizowanie ciała w jeździectwie (czyli jak się przestać tyle ruszać)

W jeździectwie mało jest spraw, z którymi zgodzi się każdy jeździec, ale chyba nikt nie zaprzeczy mi jeśli powiem, że w ujeżdżeniu koń się porusza. Przekonujemy się o tym dość boleśnie już od pierwszych spędzonych na końskim grzbiecie chwil, a doświadczenie to rośnie wraz z każdym naszym jeździeckim postępem. Pierwszy galop, skoki przez przeszkody no i moment, kiedy wektory ruchu tak zmienią kierunki, że dość niespodziewanie nasze cztery litery stykając się z ziemią dają świadectwo grawitacji. A to wszystko dlatego, że koń się porusza. 

Najbardziej ironiczne wydaje się jednak to, że w takich top 10 pierwszych porad dotyczących jeździectwa, instruktorzy rzucają moje ulubione: "ustabilizuj swoje ciało". Tak jakby to było takie proste, taki myk i nagle siedzisz na koniu prosto, myk i całe Twoje ciało staje się nieruchome. 

Patrzysz jednak na swoje stajenne koleżanki, na trenerów i na zawodników - i w jakiś dziwny i bliżej niezbadany sposób im wszystkim udaje się na koniu nie tylko usiedzieć, ale też zrobić to z klasą. Oni są stabilni. Nie latają jak worek ziemniaków po całej długości końskiego grzbietu, ale siedzą w sposób tak dostojny i tak spokojny, że nic tylko im pozazdrościć. My jednak na samej zazdrości nie skończymy, a pójdziemy nieco dalej - i zastanowimy się nad tym w jaki sposób dokonać niemożliwego. 



Najpierw zastanówmy się na czym tak naprawdę polega ustabilizowane i nieruchome ciało w jeździectwie. Wiem, że budzi to wiele sprzecznych opinii, ponieważ z jednej strony słychać polecenia typu: "uspokój swoje ciało", "nie ruszaj się", by parę sekund później usłyszeć rady typu: "jedź z ruchem konia", "poruszaj się w jego rytmie". W rzeczywistości te sentencje nie są ze sobą sprzeczne, a zrozumiecie to jeśli dowiecie się na czym polega poprawna i stabilna pozycja ciała. 

O ideale mówimy wtedy kiedy nasza głową, szyja, plecy, ręce i nogi są całkowicie nieruchome, jakby wykute w skale; za to nasza miednica porusza się wraz z ruchem konia. 

Dążenie do idealnej pozycji polega więc na jednoczesnym "unieruchomieniu" swoich rąk, nóg, pleców itp. i "uruchamianiu" swoich bioder. 



Nie należy przy tym zapomnieć o jednym - problemy związane ze stabilizacją możemy dzielić na dwa typy. Z jednej strony mamy jeźdźców przesadnie stabilnych (sztywnych, totalnie nieruchomych), a z drugiej strony tych za mało stabilnych (latających po całym siodle, całkowicie rozluźnionych). Zwykle mamy to do siebie, że nie zauważamy swoich błędów, toteż jeźdźcy przesadnie rozluźnieni nadal dbają o swoje - jeszcze większe - rozluźnienie, a jeźdźcy sztywni sądzą, że muszą się usztywnić jeszcze bardziej. Nie jest to regułą, ale zdarza się bardzo często. Dlatego z tego miejsca bardzo proszę was, żeby przed rozpoczęciem jakiejkolwiek jeździeckiej pracy dobrze wiedzieć (mam tu na myśli rzetelne stwierdzenie trenera, a nie twoje odczucia) jakim typem jeźdźca jesteś. Po prostu bardzo prawdopodobne, że widzisz siebie  nieco inaczej niż robi to osoba postronna, z twoim koniem na czele. 

Poniższe rady skierowane są do osób przesadnie rozluźnionych, "latających" po całym siodle (bo to w końcu im potrzebne jest ustabilizowanie się). 



1. Po pierwsze...

Wiem, że zabrzmi to bardzo głupio, ale ustabilizowanie twojego ciała w dużej mierze zależy od twojej woli. Nie trzeba wielkich ćwiczeń, Bóg wie czego, ale prostego "pilnowania" siebie. 

Nie wierzysz mi? Mam dowód. Zrób sobie w domu mały eksperyment. Nie wiem czy ty też tak masz, ale ja zawsze gdy chodziłam z rękami opuszczonymi wzdłóż ciała, bardzo mocno nimi machałam. To było takie: przód - tył, przód - tył; zupełnie bez mojej woli. Wiesz w jaki sposób nauczyłam się jak je stabilizować? Po prostu  zaczęłam "pilnowałać" żeby znajdowały się w takiej pozycji, w jakiej chciałam, żeby były. Na początku towarzyszyły temu dziwne uczucia, ale z czasem stało się normalne. 

Nie mówię, że rozwiąże to wszystkie jeździeckie problemy, ale z mojego doświadczenia wynika, że możesz zmniejszyć niechciane ruchy rąk i nóg w siodle nawet o połowę!



2. Po drugie...

Może zabrzmi to paradoksalnie, ale zarówno przy rozluźnianiu jak i stabilizowaniu ciała najważniejszy jest spokój. Chodzi o to, żeby siedzieć na koniu w taki sposób jakby koń wcale się nie poruszał, jakby wcale właśnie nie galopował, wcale nie robił dzikiego rodeo... 

Z mojego doświadczenia mogę wam powiedzieć, że ja tracę stabilizacją właśnie wtedy kiedy ponoszą mnie emocje, kiedy za bardzo się ekscytuję i wczuwam w to, co robi koń. Halo, to przecież on galopuje, nie ja! Ja mam tylko siedzieć... 

3. Po trzecie...

Wiem, że usztywnienie jest tym, czego boimy się najbardziej, ale czasami trzeba mocniej napiąć mięśnie. Jedną z takich sytuacji jest ta, kiedy jesteśmy zbyt rozluźnieni; do tego stopnia rozluźnieni, że latamy po siodle niczym szmaciana lalka. 

Wiecie czemu wielu mężczyzn jeździ konno lepiej od kobiet? Ponieważ mężczyźni naturalnie mają większy tonus mięśni, co sprawia że ich dosiad jest bardziej stabilny. 

Malwina

MALUTKA INFORMACJA

Tak, wiem, to zaczyna być już nudne, ale jak zwykle przypominam Wam o tym jak ważne są dla mnie wszystkie Wasze reakcje na moje posty. Będę Wam bardzo wdzięczna za wszystkie łapki/serduszka/cokolwiek. Buziaki!

piątek, 6 lipca 2018

Prawidłowy dosiad #2 - jak i po co rotować biodra do wewnątrz

Prawidłowy dosiad #2 - jak i po co rotować biodra do wewnątrz

Kiedy mówimy o prawidłowym dosiadzie, zwykle mamy na myśli jeźdźca, który siedzi w siodle równiutko i prościutko. Co niektórzy znawcy mogą nawet pochwalić się istnieniem lini bark-biodro-pięta, której obecność rzekomo świadczy o ogromnych jeździeckich kompetencjach. Problem pojawia się, kiedy tak rozumiany dobry dosiad wcale nie idzie w parze z dobrym sterowaniem konia. Bo zdarza się, oj zdarza często, że nawet i ładnie siedzącym jeźdźcem koń "pomiata" jak chce. 

Zastanówmy się czym jest dosiad. Otóż dosiad to nie tylko to w jaki sposób na koniu siedzimy, ale przede wszystkim jeden z trzech podstawowych środków komunikowania się z koniem (tzw. pomoc jeździecka). To czy na koniu siedzimy ładnie czy nie jest ważne tylko dlatego, żeby potem dobrze się z koniem dogadać. To jak na koniu siedzimy, mówiąc inaczej, nie powinno nam w żaden sposób przeszkadzać w komunikacji. 

Rotowanie bioder, o którym pisałam w tytule jest ważne z dwóch powodów. Przede wszystkim, kiedy obracamy nogę do wewnątrz to większa jej powierzchnia przylega do siodła. Wiąże się to nie tylko ze zwiększeniem stabilności w siodle, ale też ułatwia komunikowanie się z koniem przez dosiad. 

Jak zrotować kość biodrową?

Słowo zrotować może budzić wiele wątpliwości, ale w rzeczywistości oznacza ono tyle samo co "obrócić". Kość biodrowa obraca się dzięki stawowi biodrowemu (rysunek niżej), czyli takiej kuleczce, która może obracać kością na wszystkie strony. 




Skoro jednak można obracać nogą na wszystkie strony, trzeba znaleźć tą jedną właściwą. W skrócie, zrotować kość biodrową można albo na zewnątrz albo do wewnątrz. Nam w jeździectwie bardziej podoba się rotowanie jej do wewnątrz:



Na tym więc właśnie polega rotowanie kości biodrowej.

Malwina



piątek, 22 czerwca 2018

Prawidłowy dosiad #1 - otwieranie miednicy

Prawidłowy dosiad #1 - otwieranie miednicy

Musicie przyznać, że jeździectwo dorobiło się wielu tajemniczo brzmiących nazw, które każdy zna, a jednocześnie których nikt nie rozumie. Pół stajennego życia zajęło mi zrozumienie czym jest otwieranie miednicy, drugie pół zrobienie tego na koniu. Nie wiem czy to tylko ja, czy Wam też nikt nigdy nie chciał wytłumaczyć tego, co najważniejsze, żeby potem dziwić się nad Waszymi elementarnymi brakami. Ja w każdym razie znam to aż zbyt dobrze. 

Dzisiaj przychodzę do Was z tematem otwierania miednicy. Jak wiecie, a jeśli nie wiecie to właśnie teraz się dowiadujecie, otwieranie miednicy jest niezbędnym elementem prawidłowego dosiadu. Tylko w taki sposób można wysyłać zwierzęciu precyzyjne komunikaty i nazywać się prawdziwymi pingwinami (bez urazy). Nie o tym jednak. 


Co to otwieranie miednicy? 

Może i nie jest to poprawne z biologicznego punktu widzenia, ale dużo łatwiej zrozumieć otwieranie miednicy jeśli porówna się ją do stawu, takiego jak w kolanie czy w łokciu. Kiedy łokieć mamy zgięty, możemy powiedzieć, że jest on zamknięty. Otwieranie łokcia możemy porównać do rozprostowania go. Tak samo z kolanem - noga zgięta w kolanie to noga zamknięta. Rozprostowanie kolana to otwieranie go. Sytuację tą możnaby narysować:



Na tym właśnie polega otwieranie stawów. Miednica ma zupełnie inną budowę, ale jeśliby się dobrze przyjrzeć, możemy zobaczyć, że tam gdzie łączy się ona z kością udową widać strukturę, która do złudzenia przypomina powyższy rysunek. 

Wielu trenerów (śladami Sally Swift, która opisała to w swojej książce) proponuje swoim jeźdźcom jazdę bez strzemion i z udami ułożonymi prostopadle do podłoża. Na dłuższą metę na koniu tak się nie jeździ, ale ćwiczenie niesamowicie otwiera miednicę. 

No właśnie, o otwartej miednicy mówimy zwykle wtedy kiedy człowiek stoi prosto na ziemi i "wypycha" biodra do przodu. Gdyby nagle ktoś zabrał mu nogi, człowiek spadłby centralnie na kości kulszowe. 

Na czym polega otwieranie miednicy?

Otwieranie miednicy jest trochę związane ze "zrotowaniem" jej (tak, żeby siedzieć na koniu na kościach kulszowych i tym samym zlikwidować zarówno dosiad fotelowy jak i widłowy), a trochę z tym, żeby rozciągnąć pachwiny:  "pociągnąć" kolano do tyłu, a biodra wypchnąć trochę bardziej do przodu i w efekcie siedzieć o TAK

Jak osiągnąć otwarcie miednicy?

Wiadomym jest, że dobry dosiad nie zależy tylko posiadanej wiedzy, ale też pewnych "kompetencji", jeśli tak mogę to nazwać. Napewno pożyteczne jest ćwiczenie opisane przeze mnie wyżej (te od S.S.), ale ogólne ćwiczenia rozciągające pachwiny mogą się przydać. 

Ważne jest to, że długie strzemiona nie zawsze świadczą o otwartej miednicy. Chociaż ponad połowie jeźdźców, których widzę trener powinien wydłużyć strzemiona o 1-2 dziurki, to jednak przesada w drugą stronę automatycznie nie sprawia, że zaczyna się jeździć poprawnie. 

Malwina


czwartek, 31 maja 2018

Po co i jak używa się mięśni brzucha w ujeżdżeniu?

Po co i jak używa się mięśni brzucha w ujeżdżeniu?

Nie wiem czy tylko ja jestem tak mało pojętnym jedźcem, ale musicie wiedzieć, że przez całe lata nie wiedziałam o co z tymi mięśniami brzucha w jeździectwie chodzi. Tylu trenerów niesutannie przypominało mi o tym, żebym spinała je przez cały czas, a ja nie tylko nie potrafiłam tego, ale też zupełnie nie widziałam sensu tej zbytecznej czynności. 

Czym mięśnie brzucha są wiedziałam - ot, to coś co napina się podczas robienia brzuszków. Miałam je nawet nieźle wyrobione, a do tego umiałam je napinać. Problem pojawiał się, gdy siadałam na koniu, wtedy chociaż napinałam je, to jednak nie przynosiło to żadnego efektu. Miałam wrażenie, że pracuję mięśniami brzucha od tak, dla wiwatu. 

Równocześnie pojawiły się informacje, że tego typu działanie mięśniami brzucha pojawia się naturalnie, gdy tylko jeździec siedzi na koniu poprawnie, a ja skoro chciałam działać nimi siłowo, to działałam nimi źle. 



Zanim skończę i powiem Wam jak doszłam do tego, jak używać mięśni brzucha (i co ważniejsze - jak Wy to możecie robić), chciałabym dokonać pewnego rozdzielenia. 

O mięśniach brzucha możemy mówić w dwóch kontekstach - po pierwsze o tym ich działaniu, które polega na utrzymywaniu poprawnej sylwetki ciała, a nie wpływa w żadnym stopniu na konia i nie jest dla niego żadną komendą. Możemy też mówić o celowym napinaiu mięśni brzucha (np. gdy chcemy konia zatrzymać), które jest komendą. Dzisiejszy post jest o tym pierwszym działaniu. 

Jestem pewna, że znajdzie się teraz wielu, którzy stwierdzą, że takie działanie mięśniami brzucha ich nie interesuje. Musicie jednak wiedzieć, że poprawny dosiad (chociaż jest mega nudny i stanowi nic w porównaniu z zatrzymywaniem galopującego konia) wbrew pozorom bardzo wpływa na zwierzę. Widzieliście kiedyś zebranie, takie zebranie zebranie, pod źle siedzącym jeźdźcem? No właśnie, ja też nie. 

Wracając jednak do mojej historii (obiecuję, że już ją kończę i zaraz się czegoś dowiecie)...

Tym, co naprowadziło mnie do znalezienia odpowiedzi był kolejny paradoks, którego w jeździectwie nie rozumiałam, a którego rozwiązaniem jest używanie mięśni brzucha. 



Wielu trenerów mówiło mi, żebym otworzyła klatkę piersiową i ściągnęła łopatki. Kiedy wykonywałam ich polecenia, oni denerwowali się mówiąc mi, że teraz mam zbyt mocną lordozę, że powinnam schować kość ogonową trochę bardziej pod siebie. 

Okazuje się, że żeby w jednym momencie siedzieć prosto, z otwartą klatką piersiową i mając plecy nie wykorzywione w charakterze lordozy, z kością kulszową skierowaną w tył; nie da się nie używać wtedy mieśni brzucha. 

Nie wiem, czy jest to słuszne, ale tak na moją chłopską logikę to działa...
M.

środa, 4 kwietnia 2018

Dlaczego mimo zdolności ruchowych nie siedzimy na koniu poprawnie

Dlaczego mimo zdolności ruchowych nie siedzimy na koniu poprawnie

Często piszę Wam, że do poprawnej jazdy potrzebna jest kondycja, rozciągnięcie mięśni i ich odpowiedni tonus, czyli napięcie. To wszystko oczywiście jest prawdą, ale czy w takim wypadku najlepszymi zawodnikami nie byłyby baleriny albo kulturyści?

Tak się składa, że moja koleżanka Charlotte ćwiczy równolegle jazdę konną i gimnastykę artystyczną (z dużym naciskiem właśnie na gimnastykę). I chociaż może to wielu zaskoczyć, wcale nie należy do grona dobrych dosiadowo.


Ciało ludzkie jest skomplikowane - bo nawet jeśli może ułożyć się dobrze, wcale nie jest powiedziane, że tak zrobi. A wszystko to przez nasz mózg, ściślej rzecz biorąc - instynkt przetrwania. Tak, my też go mamy.



Chyba najlepszym przykładem jest galop. Mówi się, że do wysiedzenia galopu niezbędna jest dobra równowaga. Jeźdźcy jednak na tyle boją się upadku, że podświadomie znajdują różne "zabezpieczenia", które mają uchronić ich przed upadkiem, a które jednak bardziej przeszkadzają niż pomagają.


O jakich "zabezpieczeniach" mówię? Różnych. Chociażby o unoszeniu kolan i zaciskaniu ich o siodło, zadzieraniu pięty do góry, odchyleniu tułowia poza pion, napinaniu mięśni, mimowolnej jeździe w półsiadzie.

Gdy zaczynaliśmy jeździć mówiono nam, że nie wolno trzymać się konia wodzami. Z czasem jednak my (a właściwie nasze ciała, bo wszystko toczy się na poziomie podświadomości) zaczęliśmy znajdować nowe rozwiązania by jednak wbrew instrukcjom trzymać się konia, w sposób nie nadwyrężający wodzy. Co, tak na marginesie, wcale nie znaczy, że poprawny.



Uniemożliwia on (ten sposób) poprawną jazdę, bo nie tylko powoduje zły dosiad, ale też przeszkadza koniowi.

Jeżeli masz w sobie nawyki "łapania" się konia, to nawet dobra kondycja nie pomoże Ci w tym, by usiąść poprawnie. Ważne jest, żeby trener wytłumaczył Ci w czym rzecz i pokazał co i jak powinieneś zrobić ze swoim dosiadem. 

M.

niedziela, 18 marca 2018

TOP 5 mięśni, które najbardziej przeszkadzają Ci w osiągnięciu dosiadu idealnego

TOP 5 mięśni, które najbardziej przeszkadzają Ci w osiągnięciu dosiadu idealnego

Tak jak pisałam Wam ostatnim razem, to właśnie nasze mięśnie (a ściślej rzecz biorąc ich brak rozciągnięcia) jest tym, co blokuje nasze ciało i sprawia, że nie potrafimy ułożyć się na koniu w idealnej pozycji. W tym poście przedstawiam Wam listę 5 mięśni, które najbardziej przeszkadzają w tym, żebyście w siodle wyglądali jak wyjęci z Hiszpańskiej Szkoły Jazdy. 

Każdy z nas jest inny i każdemu co innego sprawia trudność. Znajdą się takie mięśnie, których rozciąganie będzie dla Was przyjemnością; będą też takie, których najchętniej wcale nie ruszalibyście - to wszystko jest jak najbardziej normalne. To co dla mnie będzie trudne dla Was może być proste, a to co dla mnie będzie proste dla Was może okazać się trudne. 

Jeżeli nie jesteście związani z gimnastyką, pierwsze próby będą dla Was niezwykle bolesne i nieprzyjemne. Być może (a nawet na pewno) będziecie chceli zrezygnować. Tymczasem ja Was zachęcam do wytrwania - dajcie sobie miesiąc, dopiero jeżeli wtedy nie będzie żadnych efektów - możecie zrezygnować. 

Kiedy zaczynałam się rozciągać (pół godziny do godziny każdego dnia) nie potrafiłam podczas skłonu dotknąć palcami podłogi. Podczas pojedynczych sesji nie widziałam żadych efektów, ale nie minął tydzień (7 bitych dni ćwiczeń), a dotknęłam podłogi całą powierzchnią dłoni. 



Zanim przejdziemy do opisu konkretnych mięśni, krótki poradnik by Malwina na temat tego jak się rozciągać:

- Gdy wykonujecie jakieś ćwiczenie nie "sprężynujcie" rękami, ale ustawcie się w pozycji statycznej i w niej postarajcie się wytrwać. 

- Nie róbcie gwałtownych ruchów. Zamiast tego ustawcie się w pozycji, przy której czujecie "ciągnięcie" mięśni, ale równocześnie którą Wasze ciało toleruje. W niej wytrzymajcie 20 - 40 sekund. 

- Tu nie chodzi o to jak dobre jest ćwiczenie, ani jak głęboko jesteście się w stanie pochylić. Najważniejsze jest, żeby ćwiczenie było wykonane poprawnie i systematycznie. 

- Pamiętajcie, że rano mieśnie są dużo mniej rozciągnięte niż wieczorem. Kiedy ćwiczysz wieczorem i uda Ci się wykonać szpagat, nie licz na to że z samego ranka będzie to równie proste. Brak ruchu powoduje, że mięśnie "zastygają", przez co dużo trudniej je rozciągać. 

- Nie przesadzajcie.

- Pamiętajcie o rozgrzewce. 

Nie przedłużając, przejdźmy do konkretów:


1. Mięśnie kulszowo-goleniowe

Zaczynam od mięśni, które dotyczą każdego, kto prowadzi siedzący tryb życia - czyli prawie każdego. Mając na myśli siedzący tryb życia chodzi mi o czas spędzany przed biurkiem, czy komputerem. Dotyczy to prawie każdego z nas - czy ucznia, czy studenta, czy pracownika. 

Mięśnie kulszowo-goleniowe to mięśnie, które mają swoje zaczepienie w kościach kulszowych i "biegną" aż do goleni. Jeżeli nie jesteście specjalnie rozciągnięci, przy zrobieniu skłonu (lub jakiejkolwiek innej próbie dotknięcia stóp rękoma) poczujecie je w dwóch miejscach - pod kolanami i w okolicach kości kulszowej. 


2. Mięśnie przywodziciele

Mięśnie przywodziciele to mięśnie, które przywodzą Wasze uda do środka oraz (przy okazji) zginają staw biodrowy. Nie owijając w bawełnę - są to właśnie te mięśnie, które warunkują głęboki dosiad. 



3. Biodra (tak a propos mięśni...;))

Na głęboki dosiad wpływają nie tylko mięśnie przywodziciele, ale również te mięśnie, które znajdują się w okolicy bioder. Nie wiedząc jak je nazwać mówię o nich "biodra", mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. 



4. Mięśnie łydek

Może i mięśnie łydek nie wpływają bezpośrednio na dosiad, ale pewne jest, że bardzo wiele osób ma problemy z ich poprawnym ułożeniem. Ćwiczenia rozciągające łydek polecam szczególnie tym, którzy mają problem z tak zwaną "piętą w dół" oraz przesunięciem jej do tyłu.




5. Mięśnie grzbietu

Czyli dla tych, którzy lubią się garbić...




No to co, ćwiczymy? :)
Malwina

środa, 14 marca 2018

Anatomia niepoprawnego dosiadu

Anatomia niepoprawnego dosiadu

Z dosiadem jest tak, że nigdy nie da się ułożyć go w takiej pozycji, jakby się tego chciało. A tu noga nie chce się obciągnąć do tyłu, a tu biodro nie jest w stanie się otworzyć, a jeszcze kiedy indziej to  wredne udo nie umie się zrotować. Nie owijajmy w bawełnę, daleko nam do klasy mistrzowskiej. Każde nasze kolejne części ciała w dość przykry sposób dają znać o sobie, a właściwie to o swoich ograniczeniach, które uniemożliwiają nam cokolwiek osiągnąć. 

Widząc to wszystko co umiemy, a właściwie to wszystko czego nie umiemy, możemy dojść do wniosku, że nasze ciało jest niezdolne do prawidłowej jazdy, jakkolwiek szeroko byłaby ona rozumiana. No bo jak tu wysiedzieć kłus ćwiczebny kiedy miednica nie umie się ułożyć, albo jak galopować z łydką wpadającą na końską łopatkę?

Myślę, że każdy z Was w swoim życiu choć raz widział jak wygląda układ kostny człowieka. Czy to na rysunku w szkolnym podręczniku, czy w Internecie, na makiecie czy czymkolwiek. Wiecie o czym mówię, tak? No więc Wasz układ kostny jest idealnie przystosowany do tego byście byli w stanie ułożyć swoje ciało w dowolnej jeździeckiej pozycji. Słyszycie? Dowolnej. Wasz układ kostny umożliwia Wam rotowanie bioder, układanie łydek do tyłu, a nawet robienie szpagatów... A jednak zapewne większość z Was nie jest w stanie tego dokonać. Będę bardzo odkrywcza jak powiem, że wszystko to jest winą Waszych mięśni? Chyba nie. 

Wasz układ mięśniowy powoduje, że kręgosłup nie może (choć mógłby) przyjąć pewnych pozycji. Ta niemożość nie wynika jednak z siły waszych mięśni, ich rozbudowania, wielkości, kształtu, czy jakichkolwiek innych parametrów. Nie, wynika ona z braku rozciągnięcia. 

Tak wiem, pewnie teraz nastąpi symfonia pełnych zawiedzenia westchnień (serio Malwina...), ale zachowam się jeszcze gorzej bo jako clou posta palnę Wam wykład z anatomii. 

Żeby nie było, nie jestem w żaden sposób związana z biologią jako taką, a i z biologami patrzymy na siebie trochę krzywym okiem; proszę więc nie traktować moich wywodów tak za bardzo na serio. Nie uczyć się z nich w każdym razie do kartkówek, no chyba że ktoś ma upodobanie w zbieraniu jedynek. Nie bronię. 

W każdym razie... Każdy mięsień (spośród tych odpowiadających za ruch w ogólnym rozumieniu tego słowa - nogi, ręce et cetera) jest przyczepiony do kości za pomocą ścięgien. Kiedy mięśnień jest przykurczony, wtedy zaczyna ograniczać zakres ruchu kości. 

Tak na chłopski rozum, kiedy prowadzisz psa na krótkiej smyczy, wtedy jego zakres ruchów jest mniejszy (nie może za daleko pójść), a gdy prowadzisz go na długiej smyczy jest większy (wtedy może pójść daleko). Z kośćmi jest podobnie. 

Kiedy mięśnie są rozciągnięte, są "długie". To z kolei umożliwia kościom na duże zakresy ruchów, bez tego niemiłego uczucia ciągnięcia, kiedy Twoje ciało mówi Ci w sposób dobitny: "przestańże już, do cholery!". 

Nasz mięśnie, szczególnie mięśnie w okolicach połączenia nóg i miednicy (tak, to przez nie tak trudno Ci poprawnie usiaść) są bardzo skurczone. Trochę jesteśmy winni sami sobie, w końcu kto siedzi po osiem godzin dziennie przed biurkiem (każdy). 

Żeby osiągnąć swobodę poruszania, a także tę (niemalże mistyczną) zdolnosć ustawienia dosiadu w sposób poprawny- musicie się rozciągać. 20 minut dziennie, tak na dobry początek. 

Same ćwiczenia, za które się zabieracie nie są jednak najważniejsze. Najważniejsze jest (poza oczywiście rozgrzewką, zdrowym rozsądkiem, unikaniem kontuzji) to, żeby być systematycznym. Ćwiczyć codziennie, dłużej niż 15 minut.

A zatem w następnym poście (postach?) przedstawię Wam te wszystkie mięśnie, które najbardziej przeszkadzają Waszym ciałom w ustawieniu się w poprawnym dosiadzie. No i co najważniejsze - jak je rozciągnać. 

Malwina


środa, 31 stycznia 2018

Dobry galop powinien być jak pocałunek

Dobry galop powinien być jak pocałunek

Lubisz galopować? Lubisz czuć pęd wiatru plączącego grzywę konia i tę sekundę euforii, w której jeszcze nie wiesz, że to na Ciebie spadnie obowiązek jej rozczesywania? Lubisz emocje, które towarzyszą szaleńczemu pędowi bez kontroli, gnaniu w siną dal i życie wiszące na jednym włosku? Wiem, jestem tego prawie pewna, że jesteś skoczkiem. 

Nie zrozummy się źle - słowo skoczek w moim ograniczonym słowniku to najgorsze przekleństwo. Młodszy brat mojej koleżanki swojego czasu nazywał "papierosem" każdego człowieka, który był zły (w rozumieniu czteroletniego dziecka) i moje "skoczek" ma podobną funkcję. Osobiście do osób zajmujących się zawodowymi skokami nic nie mam. Absolutnie nic. 

Fakt jest faktem, a niekontrolowane emocje rajdera podczas galopu są złe. Zanim przejdę de sedna, chciałabym przytoczyć Wam historię, której sama byłam świadkiem i głównym bohaterem zarazem. 

Dawno temu, w czasach prehistorycznych, a może i jeszcze dawniej (uściślając: przedwczoraj), dosiadałam konia pieszczotliwie nazywanego Bunnym. Nie wiem, czy pseudonim wziął się od jego długich króliczych uszu, czy raczej jeszcze dłuższych fouli, a może urokliwego spojrzenia (które stawało się tym bardzieju urokliwe im bardziej Tobą wybijało). W każdym razie, koń mimo że był łagodny i posłuszny, był też szybki, energiczny i pełen ekspresji. Taki typ, któremu nie sposób dogodzić. 


Kiedy zrobiliśmy sobie krótką rozgrzewkę, postanowiłam wypróbować jego galop. Ja podekscytowana, koń jeszcze bardziej - finał w wersji duetu galopującego przez sąsiednie wsie możecie sobie wyobrazić sami. 

Jest to paradoksalne, ale jeździec podczas zagalopowania powinien cechować się spokojem, opanowaniem i czułością. Nawet (a może i: "przede wszystkim") gdy w tym samym czasie prosi konia o szaleńczy galop czy scenę kaskaderską. 

Myślę, że w kontekście galopu bardzo trafne okazuje się porównanie do pierwszego pocałunku. 

Kiedy młoda dziewczyna (tudzież: dziewczynka) ogląda w tanim wyciskaczu łez sceny całujących się ludzi, pocałunek wydaje jej się namiętny i energiczny (jeżeli tak mogę to ująć). Kiedy jednak próbuje ową namiętność i energiczność zastosować w przypadku Krzyśka z piątej b, okazuje się że (wbrew wszelkim oczekiwaniom) jemu obrót sprawy wcale się nie podoba. Szybkie i energiczne buziaki przestaja być romantyczne, a Krzychu o obolałych ustach zwiewa gdzie pieprz rośnie. 

W galopie jest podobnie - jeździec powinien być czuły, delikatny i spokojny, bo dopiero pod takim jeźdźcem koń może w pełni wyrazić swoją ekspresję. Jeżeli człowiek zaczyna się rzucać po siodle z emocji, ujeżdżenie zmienia się w rodeo. Nie ta dyscyplina.


"Chemia" w galopie pojawia się sama. Żeby koń był pełen ekspresji (do tego dążymy w ujeżdżeniu), my musimy zachować spokój.

Koń sam w sobie jest zwierzęciem majestatycznym i obdarzonym "tym czymś", co od niepamiętnych czasów pobudza nasze serca do szybszego bicia. W galopie (a także każdym innym chodzie) dążymy do tego, by ukazać w zwierzęciu jego naturalną energię, piękno i niepokorność. W rzeczywistości, żeby taki chwyt się udał, my sami musimy być czuli i spokojni. 

Tak jak w pocałunku z Krzyśkiem czułość nie przeczy namiętności, tak w galopie czułość pomocy nie przeczy energii ruchu. 

Galop (i zagalopowanie, bo ono jest tutaj prawie, że kluczowe) powinien być widziany przez jeźdźca jak w slow motion, jakby oboje z koniem płynęli przez gęsty olej. 

Powiedziałabym jako pointę: traktujcie Waszego konia tak jak trakujecie Waszego męża, ale po namyśle stwierdzam, że może nie jest to dobre stwierdzenie. Wolę już niczego nie mówić, bo naruszam niebezpieczne tematy. 

Do następnego razu!
Malwina




Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron