wtorek, 23 stycznia 2018

Jak się jeździ na podwójnej wodzy - czyli o munsztuku


* zdjęcie przedstawia nie munsztuk, a pelham, ale o tym za chwilę


Nie wiem, czy tak mam tylko ja, czy Wy też nigdy nie umiecie znaleźć w Internecie tego, czego naprawdę szukacie. Co chwilę wyskakują reklamy nowych siodeł (przecież ja nawet konia nie mam!) albo też filmy o macieżach (ciekawe skąd to się wzięło...), no ewentualnie zdjęcia śmiesznych kotów (wstyd się przyznać). W każdym razie, to czego naprawdę potrzebuje zawsze jest poza zasięgiem moich wyszukiwań, mojego wzroku i możliwości. No i klops. 

Tak właśnie było z jazdą na podwójnej wodzy. Jeżeli zamierzacie przekopać polski Intrenet w poszukiwaniu tego, co Was serio nurtuje, no to życzę powodzenia. Możecie otrzymać poważne porady w stylu: jak prowadzić samochód w deszczu, albo: podstawowe triki łyżwiarskie. O munsztuku nie znajdziecie niczego. 

Tak się składa, że doświadczeni jeźdźcy rzadko kiedy mają czas, by używać Internetu (jak mawiał mój trener: dobrą stajnię poznasz po kiepskiej stronie Internetowej), a początkujący nie mieli nigdy możlwości dotknąć dwu-wędzidłówki, więc siłą rzeczy również nie mają o czym pisać.

Dzisiejszy post napisany jest z perspektywy mnie jako tej, co wie już o co w tym wszystkim chodzi (choć nie zawsze tak pięknie było). 

Uwaga! 

Ten post jest napisany w formie ciekawostek, a to oznacza, że nie zamierzam nikogo uczyć jazdy na munsztruku przez Internet. Porady przeznaczone są dla osób doświadczonych i wspartych o osobę trenera, który zna się na rzeczy. 

Koniec przydługiego wstępu. 

Munsztruk

Munsztuk, mówiąc prosto i nieprofesjonalnie, to takie 2 wędzidła, które wkładasz do pyska konia. Jedno z nich to zwykłe wędzidło (takie jakie znasz z codziennej jazdy), a co za tym idzie: działa w dokładnie ten sam sposób, którego uczyłeś się podczas swoich pierwszych dni spędzonych na grzbiecie konia. Nic nie uległo zmianie. Drugie z wędzideł wygląda zupełnie inaczej, a mianowicie zapatrzone jest w czanki (takie coś a la wąsy), do których przyczepia się wodze. 

Żeby nie było wątpliwości, wodze są dwie. Jedna z nich przyczepiona jest do zwykłego wędzidła (mówiąc "zwykłe" mam tu na myśli łamane), druga do czanki (wędzidła "munsztukowego"). 





* chodziło mi o wędzidło munsztukowe, nie munsztRukowe



Jak takim "czymś" sterować?

Skoro mamy do dyspozycji dwie wodze, musimy dwie wodze chwycić w ręce i dwie wodze używać. Po kolei. 

a) wodza przyczepiona do wędzidła łamanego (nazywajmy ją zwykłą)

Najłatwiej jest chwycić ją tak jak chwyta się normalną wodzę (przecież jest to jak najbardziej normalna wodza). Wiem, że słowo "chwycić" jest nieco niefortunne, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. 

Na tejże właśnie wodzy łapiemy zwykły kontakt (chwytamy ją palcem serdecznym; tak że znajduje się między piątym, a czwartym palcem) i pracujemy w ten sam sposób, co zwykle. 

b) wodza przyczepiona do munsztuku (nazwijmy ją niezwykłą, bo to całkiem fajne słowo).

Sposobów trzymania wodzy "niezwykłej" jest wiele. Ja preferuję chwycić ją palcem wskazującym (mieć pomiędzy palcem wskazującym, a środkowym). 

Działając tym wędzidłem pamiętajcie, że działa ono w zupełnie inny sposób, niż wędzidło łamane. Wędzidło munsztukowe to - na chłopski rozum - taki prosty drut, który wkłada się do pyska konia. Nie służy on do tego, by kierować nim koniem w sensie skręcania, a nawet zbierania czy łapania kontaktu. 

W zdecydowanej większości szkół całością zajmuje się wodza wędzidłowa, munsztukowa z kolei zwisa luźno. Używa się ją sporadycznie, a i nawet wtedy dba się o subtelność. 

Dopuszczalnie można zadziałać munsztukiem tak, by kąt między pyskiem, a czanką wynosił 45 stopni. Każde mocniejsze szarpnięcie jest niepotrzebnym bólem zadanym zwierzęciu (żeby nie było wątpliwości: ból nigdy nie jest potrzebny). 

Wyjaśnijmy sobie jeszcze jedno...

W jeździeckim świecie powstał mit głoszący, że jazda na munsztruku poprawia jazdę. Koń rzekomo staje się bardziej zebrany i łatwiej się go prowadzi. Bzdura! Munsztruk zamiast pomóc, ujawni Ci wszystkie Twoje niedoskonałości. 




Tak a propos, nie wiem czy wiecie, ale większość jeźdźców klasy Grand Prix wcale nie używa munsztuku podczas jazdy " w domu". O ile na zawodach taki typ wędzidła jest konieczny, o tyle podczas zwykłych treningów nie jest on wcale potrzebny. Koń klasy GP powinien być przyzwyczajony do noszenia 2 wędzideł, ale sama praca na kiełźnie złożonym z wędzidła łamanego w zupełności stracza (choć i to zależy od konia).

Ja sama co do munsztuku mam mieszane uczucia. Na codzień używam wędzidła łamanego i nie korzystam z żadnego rodzaju patentu. Inny fakt jest taki, że mam do czynienia głównie z młodymi końmi. Te, które dochodzą do odpowiedniego poziomu, zostają sprzedane.

Różnica między pelhamem, a munsztukiem

Główna różnica jest taka, że pelham składa się tylko jednego wędzidła, tego nie-łamanego, do którego można przyczepić albo jedną albo dwie wodze. 

Jak się jeździ na pelhamie nie wiem, bo nigdy nie miałam z nim do czynienia. Pewne jest to, że nie jest on dozwolony na zawodach ujeżdżeniowych, choć jest zdecydowanie subtelniejszy od munsztuku. Na zdjęciu tytułowym widać pelham, a nie munsztu, a można to poznać po ilości wędzideł ;)

Malwina




powered by Typeform
Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron