Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontakt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontakt. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2020

Jak oduczyć konia twardego w pysku stawiania oporu?

Jak oduczyć konia twardego w pysku stawiania oporu?

Konie twarde w pysku to codzienność, codzienność z typu tych, które sami sobie zgotowaliśmy. Nie możemy mieć pretensji do nikogo innego jak tylko do nas samych, do naszych krzywych kręgosłupów, spiętych mięśni i zaciśniętych palców. To wina zbyt ostrych wędzideł w stosunku do zbyt małych umiejętności i zbyt dużych ambicji w stosunku do zbyt małej wiedzy. To wina bólu, który zadaliśmy całkiem nieświadomie, bólu, przez który jeździectwo staje się karykaturą. A koń broniąc siebie, swój jakże wrażliwy pysk i, nieprzystosowany by nas wozić, kręgosłup, zapiera się przed dyskomfortem czym tylko się da, całym swoim ciałem. Zamiast swobodnie ruszać grzbietem, spina go i usztywnia, drobi małe kroczki. Wreszcie, czując nieustanną presję na pysku, bądź też sporadycznie odbijające się o zęby wędzidło (w przypadku jeźdźca jeżdżącego bez kontaktu, bo tak naturalnie i tak nie boli) zaczyna napierać na źródło dyskomfortu. U koni naturalną reakcją na napieranie jest napieranie. Dlatego właśnie im bardziej ciągniemy za wodze, tym bardziej koń ciągnie, czyniąc jeździectwo podobne do przeciągania liny. 


By pracować z koniem twardym w pysku, trzeba przede wszystkim nie sprawiać dyskomfortu. Dobry dosiad to podstawa wszystkiego, podstawa,  która jednak nie wystarcza. Koń nauczony by się bronić przed kontaktem, nie wie, że można inaczej. I dlatego właśnie trzeba go nauczyć jak wygląda poprawną jazda. Przede wszystkim, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Trzeba też iść na kompromisy - ze swoimi ambicjami, bo oczekiwanie szybkich rezultatów to droga donikąd. Im szybciej nauczymy się w jeździectwie cieszyć z małych sukcesów, tym lepiej dla nas bo unikniemy poczucia rozgoryczenia.   

Żeby wytłumaczyć jak ja rozumiem prawidłową pracę z pyskiem konia (czy to "twardego" czy "miękkiego") powołam się na słowa Nuno Oliviera. Mogłabym oczywiście użyć swoich własnych słów, ale po co jeśli Mistrzu zrobił to tak trafnie, że ja bym tylko popsuła. 

Pozwólcie, że powtórzę. Niech Twoje ręce będą jak beton, kiedy koń się opiera i jak masło, kiedy ustępuje. Śmiem twierdzić, że jeśli jeźdźcy umiejętnie stosowali by się do tych słów, koni twardych w pysku by nie było. Bo wszystkie problemy z kontaktem (no dobra, może nie wszystkie. Ale dużo.) zaczynają się, gdy jeździec zapomina o tej "drugiej" roli ręki. Ręka w jeździectwie nie jest ani masłem, ani betonem. W zależności od sytuacji (czytaj: od tego jak zachowuje się pysk) musi dostosować się i albo stać się twarda, albo miękka. 

Jeżeli koń jest twardy w pysku w danym momencie, ręka musi być stanowcza, zamknięta. Koń nie może bowiem opierać się jej działaniu. Trzeba "sprowokować" konia, by ten odpuścił. Jeżeli tak się stanie, jeszcze w tej samej sekundzie ręka ręka musi ustąpić, a kontakt (choć nadal utrzymany) musi być jak masło. W ten właśnie sposób koń uczy się, że warto odpuszczać. Należy dążyć do tego, by robił to jak najszybciej, a gdy tylko odpuszcza - nagradzać go zmiękczeniem ręki. Koń właśnie w ten sposób się uczy - dąży do tego by presja (oczywiście krótkotrwała!!!) była odpuszczana i w ten sposób uczy się odpuszczać. Odpuszczać czyli przestać zaciskać zęby, rozluźnić szczęki, miękko podążać za ręką. 



Szkoleniu właśnie na tym polega - na naprzemiennym dozowaniu presji i odpuszczania. Presja powinna trwać tylko chwilę, ułamek sekundy i od razu powinna być przerywana (w przeciwnym wypadku koń zacznie napierać na pomoc - czy to będzie ręka czy łydka).  

Moja trenerka zawsze mówi mi swoje słynne zdanie: "push and let go". Czegokolwiek w danym momencie nie wymagasz, po trwającej chwili presji musisz odpuścić. Nawet jeżeli koń nie zareagował w 100% idealnie, ważne żeby zrobił mały kroczek do przodu. Koń w ten sposób uczy się, że opłaca się odpuszczać napięcie w swoim pysku i z każdym kolejnym ćwiczeniem robi to coraz szybciej i chętniej. 

Ponadto, wywołując krótką presję zamiast ciągnięcia, uniemożliwiamy koniowi zawieszanie się na wodzy i wieszanie na naszych rękach (a w końcu tym jest koń twardy w pysku). Wywierając presję (wybaczcie za to stale powtarzające się niefortunne słowo), a następnie zabierając ją a więc i oparcie na którym koń mógł się "uwięzić", uczymy konia że nie może on przeciwstswiać się naszym rękom. 



Bardzo ważne jest, by nie pracować z koniem mechanicznie, ale wyczuwać w to nad czym akurat się pracuje. Wyczucie pomaga stwierdzić czy koński pysk opiera się i należy być "jak beton" czy już się rozluźnił. Trzeba działać bardzo szybko i widzieć choćby ledwo odczuwalne zmiany. Pamiętajcie również o tym, że presja sama w sobie nie może być długa, bo w przeciwnym razie koń uwiesi się na wędzidle i  zacznie mu opierać jeszcze bardziej. 

W słowach mojej trenerki "push and let go", część "let go" jest równie ważnym komunikatem co "push". To bowiem właśnie wtedy jest czas, by koń polubił się z naszą ręką i odkrył jaki przyjemny potrafi być kontakt jeśli się tylko odpuści. 

Ostatecznie najważniejsze jest to, co dzieje się w naszej głowie. Nie chodzi o to żeby rytmicznie poruszać palcami, zaciskać je i rozluźniać (choć z boku może to tak wyglądać). Polega to prędzej na tym, by czuć, że najpierw robię to, potem to i widzę jak koń reaguje. Jeśli tylko reaguje źle - mogę swoją pracę skorygować. 

Podsumowanie

To co najważniejsze, żeby z tego postu wyciągnąć to fakt, że nasze ręce mają dwie funkcje - mogą być masłem lub betonem. Umiejętnie korzystając z tej informacji, naprzemiennie pracując presją i odpuszczaniem, nauczycie konia by chętnie przyjmował kontakt i nie przeciwstawiał się ręce.

I chociaż w teorii brzmi to całkiem prosto, o tyle opanowanie tego w praktyce zajmuje niekiedy i całe życie. Wiem coś o tym, bo pisząc o jeźdźcach twardych, sztywnych i nieumiejących jeździć nie myślę wcale o jakiś fikcyjnych postaciach, ale przede wszystkim o sobie. Ale nie opuszczam głowy, wręcz przeciwnie, idę dalej  dając z siebie coraz więcej, bo wiem, że nie robię tego dla siebie, ale dla wszystkich koni, na których przyjdzie mi jeszcze jeździć. Z czystym sumieniem mówię, że jest warto. 

M. 

MAŁA INFORMACJA

Bardzo Ci dziękuję jeśli dotarłeś aż tutaj ❤️ To bardzo wiele dla mnie znaczy. Jeżeli post pomógł Ci zrozumieć (chociaż troszeczkę) jak powinna działać ręka jeźdźca - nie zapomnij zostawić pod nim reakcji. Jeżeli masz coś do dodania, a może jeszcze czegoś nie rozumiesz lub też nie zgadzasz się ze mną zupełnie - sekcja komentarzy jest odpowiednim miejscem, żeby powiedzieć co myślisz.

Równocześnie zapraszam Was do odwiedzenia mnie na Facebooku, będzie mi bardzo miło ❤️ za każde wsparcie jeszcze raz dziękuję i ślę pełno buziaków!


wtorek, 12 czerwca 2018

Jak to się dzieje, że (niektóre) konie są twarde w pysku i jak z nimi pracować?

Jak to się dzieje, że (niektóre) konie są twarde w pysku i jak z nimi pracować?

W planach miałam napisać zupełnie inny post, tak się jednak złożyło, że przed wejściem na bloga zdążyłam się mocno poirytować, a wreszcie doszłam do wniosku, że warto by wspomnieć coś o koniach twardych w pysku. Wszystko wzięło się od prostej rzeczy, mianowicie króciutkiego zdania pewnej amoznki, która stwierdziła, że taki typ konia (mówię tu o koniach twardych w pysku) wcale nie istnieje. Od razu przed oczami stanęły mi te wszystkie chwile, gdy rozpaczliwie próbowałam zaprosić mojego kopytnego do (cytując jeździekcie poradniki) harmonijnego połączenia ręki z wędzidłem. Piszę rozpaczliwie, bo koń nie zawsze był do tego chętny w równym stopniu co ja. 

No właśnie, zdarzają się takie zwierzęta, które nie reagują na wędzidło tak, jak mogłyby na nie reagować. Są twarde - czyli niechętne do kontaktu, nieelastyczne, nie-mięciutkie i w ogóle ciężkie do jakiejkoliwiek pracy. 

Faktem jest, że konie twardymi w pysku się nie rodzą. Oczywiście, sa takie, które z natury są mniej lub bardziej wrażliwe, ale nie trzeba być orłem z biologii, żeby domyślić się, że jakiekolwiek narzędzie włożone do pyska konia wywiera na niego wpływ. Każdy "normalny" koń czuje wędzidło (włącznie z jego najlżejszymi drganiami), ale czy na niego reaguje to już inna sprawa. To trochę tak jak z nami. Jeśli ktoś popuka cię w ramię, a ty się nie odwrócisz to albo tego nie poczułeś, albo zignorowałeś przyjaciela z premedytacją. 



Konie niewrażliwe na wędzidło mogą być z dwóch przyczyn:

a) przyczyn na tle psychicznym

b) przyczyn na tle fizycznym

Jeśli koń przez cały czas bombardowany jest kaskadą pomocy, po pewnym czasie zaczynają dziać się następujące rzeczy. Najpierw zaczyna go to wkurzać i dezorientować, zaczyna zastanawiać się o co jeźdźcowi chodzi i jak ma reagować na jego komunikaty. Potem jednak daje za wygraną, a właściwie to dochodzi do (niekiedy słusznego) wniosku, że jeździec sam nie wie o co mu chodzi. Ostatecznie koń ignoruje sygnały wysływane przez jeźdźca, mówiąc krótko ma je po prostu gdzieś. 

Z drugiej strony im mniej koń reaguje, tym bardziej jeździec zaczyna szarpać i ciągnąć wędzidło, a z czasem i sięgać po coraz silniejsze środki jeździeckiego wyrazu. Niektórzy jeźdźcy są zdania, że siłowa jazda powoduje, że koń nie tylko ignoruje wysyłane przez jeźdźca komunikaty, ale też przestaje odczuwać je. Nie wiem na ile to jest prawdziwe (nie będę ukrywać, nie znam się), ale jeśli faktycznie tak jest, może to działać na tej samej zasadzie co słuchanie głośnej muzyki. Na początku przeszkadza ci to, ale z czasem przestajesz odczuwać tą głośność aż tak mocno, wreszcie słuchasz muzyki już tylko na full. 

Niezależnie od tego jaka jest przyczyna ignorowania pomocy przez konia, najbardziej intuicyjnym i zarazem najgorszym rozwiązaniem jest sięganie po coraz to mocniejsze kiełzna. W rzeczywistości odpowiedzią na twardość pyska powinna być miękka ręka. 

Tu jednak pojawia się pewna pułapka - kiedy myślimy o miękkiej ręce, kojarzy nam się to z brakiem kontaktu, a przynajmniej kontaktem bardzo lekkim i "nieinwazyjnym". W rzeczywistości ważne jest to, żeby kontakt był i był stabilny. Trzeba nauczyć konia jeździć od zadu, zaangażować jego tylne kończyny i pracować nad aktrywnym ruchem do przodu. Powtarzam to tysiące razy i powtórzę jeszcze kolejne miliony: problemów z kontaktem nigdy nie należy oddzielać od problemów z resztą ciała. 

Brak dobrego zaangażowania zadu powoduje, że gorzej złapać poprawny kontakt, z drugiej strony twardość w pysku zwykle występuje w połączeniu z ogólną twardością konia, spięciem i brakiem rozluźnienia. 

Tak więc jedynymi odpowiedzialnymi za powstawanie koni twardych w pysku jesteśmy my. Ale czy to oznacza, że konie twarde w pysku nie istnieją?

Malwina

niedziela, 6 maja 2018

W jaki sposób działać ręką w jeździectwie?

W jaki sposób działać ręką w jeździectwie?

Wiem, że może to zabrzmieć jakbym właśnie przeczyła wszystkiemu co kiedykolwiek o kontakcie pisałam, ale proszę Was: nie zrażajcie się tym mało ciekawym (mówiąc ściślej: nudnym) początkiem, który bardziej Wam wszystko pomiesza niż ułoży. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdarzyła Wam się sytuacja gdy spotkaliście człowieka o nieżaleznym dosiadzie, miękkiej ręce i delikatnym kontakcie, a który wcale nie był dobrym jeźdźcem. 

Musicie wiedzieć, że w jeździectwie nie liczy się tylko forma, lecz również treść. O czym mówię? O tym, że oprócz dobrego dosiadu i miękkiej ręki (które są oczywiście super ekstra ważne) potrzebujemy bardzo ważnego elementu, a mianowicie umiejętności korzystania z  tego właśnie dobrego dosiadu i miękkiej ręki.

Jeżeli jeździec siedzi na koniu poprawnie, a nie potrafi w żaden sposób przekazać zwierzęciu komunikatów - zasadniczo czegoś kluczowego mu brakuje. 




O tym jak używać łydek tak, żeby działały na konia pisałam już w innym poście. Tym razem przyszedł czas na rękę. Tam, tam, tam...

Tym co w rozumieniu zagadnienia jest dla nas wyjściowe jest pozycja neutralna, czyli ułożenie ręki podczas którego wcale nie działamy na konia. Utrzymujemy stabilny i miękki kontakt, ale nie wydajemy żadnych komend. Każde nasze odejście od tego stanu będzie pewną formą (zamierzoną bądź nie) oddziaływania na konia. Tego właśnie "zaburzenia" będziemy używali jako komunikacji. 

Sęk polega w tym, by wiedzieć jak świadomie wywoływać te "zaburzenia". Jeśli brakuje nam tej wiedzy, komunikaty będą "na chybił trafił" i z końskiego punktu widzenia po prostu nielogiczne. Trzeba odnaleźć tą cienką granicę między brakiem wiedzy, a nadużywaniem wiedzy (czyli brakiem wyczucia).




Zasada podstawowa (prowadzenie konia po prostym)

Pozycja neutralna ręki powinna być punktem wyjścia i gotowością do wykonania jakiegoś działania. Kiedy jedziemy na wprost nasza jedna wodza powinna utrzymywać kontakt bardzo stabilny, który wyznacza po jakim "torze" koń się porusza. Jest to wodza zewnętrzna i współpracuje z łydką wewnętrzną (w sensie: jeżeli chcesz jakoś wodzą  zewnętrzną pokazać trasę to dajesz w tym samym czasie łydkę wewnętrzą; chwytasz konia z "dwóch stron"). 

Jeżeli chodzi o wodzę wewnętrzną, jest ona tą wodzą, która prosi o rozluźnienie, jest milutka i mięciutka.


Trzy typy działania wodzą:

Odejść od stanu wodzy neutralnej można na wiele sposobów, ale ja opiszę te 3 które są najczęściej w środowisku jeździeckim przywoływane.



Pierwszy z nich nazywa się wodzą bezpośrednią. Wtedy ręka jest tak ustawiona jakby chciała ciągnąć wodzę w kierunku równoległego do niej biodra. Zwykle używa się go jako pomocy ograniczającej, która uniemożliwia wypadanie końskiego ciała i ty samym prowadzi go po pewnej trasie. Mówiąc prosto, mówi zwierzęciu: nie tutaj, nie pójdziesz.

Przeciwieństwem wodzy bezpośredniej jest wodza otwierająca, która mówi koniowi: tak, tutaj możesz podejść. Polega ona na odstawianiu (odsuwaniu) ręki od kłębu.

Wodzę bezpośrednią można połączyć z wodzą otwierającą. Przykładowo jeśli moja prawa ręka zadziała jako wodza bezpośrednią to powiem koniowi: w prawo nie przejdziesz. Jeżeli w tym samym czasie lewą dłonią użyję wodzy otwierającej to powiem koniowi: w lewo możesz iść. To plus praca łydek będzie idealnie wykonanym zakrętem.



Trzecim typem wodzy jest wodza pośrednia, działająca tak jakby ręka chciała pociągnąć wodzę w kierunku przeciwległego biodra. Zwykle używa się jej jako krótkotrwałej korekty gdy ciało konia nie jest ustawione w sposób poprawny.

Jak widzicie, wodzami raczej nie działa się naraz w ten sam sposób. Chociaż wodza bezpośrednia jest super pomocą to dwie wodzę bezpośrednie są totalną porażką ("tu nie idź i tu nie więź"). Tak samo jest z wodzami otwierającymi ("tu idź i tu idź") i pośrednimi.

Pozdrawiam serdecznie,
M.




sobota, 10 marca 2018

Czym jest, a czym nie jest ręka w ujeżdżeniu

Czym jest, a czym nie jest ręka w ujeżdżeniu

Kiedy pierwszy raz usiadłam na grzbiecie konia, wodze wydały mi się tym co najbardziej sprzeczne. Wyobraźcie sobie tylko - jeździć na krwiożerczej bestii i nie móc używać jedynego zostawionego Wam chwytaka. Czaicie tą hipokryzję? Ja zdecydowanie jej nie czaiłam, ba - wręcz przeciwnie. Dopiero z czasem, gdy konieczność nauczyła mnie tego co trzeba, przyjęłam do wiadomości tę dziwną i nieuzasadnioną prawdę, że wodzami się konia nie trzyma, a steruje. Ale i tu nastąpił zwrot akcji. Nie minęło parę lat, a kolejny trener przyszedł wraz z kolejnymi dziwactwami. Wodzami ani nie skręca się ani nie zatrzymuje - tłumaczył mi. 

I tu doszłam do punktu kulminacyjnego moich wątpliwości, a mianowicie pytania pod tytułem: po co w takim razie w ogóle mi wodze? 

Moja trenerka określa ich funkcję jednym francuskim słowem: caresser. W tłumaczeniu dosłownym (google translator, pozdrawiam) oznacza ono: pieścić, głaskać, pochlebiać. 

Co to oznacza? Że wodze nie służą do tego, by karać. Niby takie oczywiste, a jednak...

Wiecie czemu konie nie przychodzą do ręki i unikają kontaktu? A niby czemu miałyby przychodzić? Jeżeli ręka jest tym, co karci i zadaje ból - no to kto normalny by do niej lgnął. 

My myślimy odrotnie - jak pięć razy uderzymy wędzidłem o zęby, to na pewno koń dojdzie do kontaktu. Ale nie, to nie działa. 

Możemy zwierzę zmusić do tego, żeby przyspieszyło, skręciło, cokolwiek. Ale do kontaktu, takiego prawdziwego kontaktu może  zwierzę dojść tylko same. 

Jeżeli koń odkryje, że ręka potrafi być czuła, że pieści i że tuli - będzie sam do niej lgnął. Z nami, ludźmi, jest trochę podobnie. Jeżeli wiemy, że przylulając się do Franka zostaniemy zgnieceni w jego uścisku - już nie przytulimy się po raz drugi. A nawet jeśli, będziemy sztywni i spięci. 

Ręka w pewnych sytuacjach powinna być twarda jak stal, ale nigdy ostra jak brzywta. Ręka może ograniczać, ale nie może karać. O co mi chodzi?

Ręka powinna starać się rozluźniać konia, być miła i miękka. To jest jej główne zadanie. Jednak gdy koń zaczyna robić coś niepoprawnie, ręka ma prawo mu powiedzieć: "hola, hola, tutaj już nie przesuniesz się", robiąc taki mur. Nigdy za to nie może być środkiem stosowania kary. 

Nie oznacza to, że w żadnym stopniu nie można konia karać. Do tego celu mogą jednak służyć inne środki perswazji - głos, bat, już nawet łydki. Ale nigdy nie ręka. 

Jak mieć taką rękę?

To opiera się na wszystkim tym, o czym od dawna Wam piszę. O tym, żeby działać nią do przodu nie do tyłu, żeby podążać za ruchem konia, ale też żeby odpowiednio ją ustawić. 

Ale najważniejszy jest sam stosunek jeźdźca do tego, co zamierza robić tą właśnie ręką. 

Bo i z cudownym jej ustawieniem, ręka chcąca karać do niczego nie dojdzie. 

Malwina

środa, 6 grudnia 2017

Jak wykonać żucie z ręki?

Jak wykonać żucie z ręki?

Mam do Ciebie pytanie i nie jest ono z serii tych, na które jako ogół ludzki lubimy odpowiadać. Mam pytanie wredne i wścibskie, słowem takie, które uwypukli wiele niedoskonałości. Na podstawie tej jednej jedynej odpowiedzi, której byś mi udzielił stojąc obok mnie, mogłabym przypuszczać jaki jest stopień zaawansowania Ciebie i Twojego konia. Mogłabym przypuszczać czy odnosisz takie sukcesy do jakich jesteś zdolny i jak bardzo Twój koń jest przepuszczalny. A mianowicie, drogi jeźdźcu, nie chcąc więcej przedłużać, zadaję Ci owo - można by rzec - sakramentalne pytanie. Jak często wykonujesz na swoim koniu żucie z ręki? Zalecane osie razy na trening, czyli statystyczne jedno na 7,5 minuty? Tak? W takim razie ten post nie jest dla Ciebie. 

Piszę ten post dla osób, które nie tylko nie wiedzą czemu wykonywanie żucia z ręki jest wręcz fundalentalne dla chcących kształcić się w kierunku jeździectwa sportowego, ale też dla tych nie potrafiących ćwiczenia wykonać - wcale bądź poprawnie. 


Nie tak dawno (dokładnie 8 dni temu) wspominałam o temacie przepuszcalności (patrz: zebranie).  Jak Wam tłumaczyłam, koń nie jest w stanie poruszać się poprawnie o ile w pewnym miejscu jego ciała znajdują się usztywnienia, które blokują "energię" jego chodu. 

Streszczając poprzedni post: koń generując ruch zadnimi nogami sprawia, że "energia" jego chodu przemieszcza się przez całe jego ciało. O ile wszystkie miesjca przez które przechodzi on (mięśnie i stawy) są przepuszcalne (= nie zblokowane), o tyle ruch ten dochodzi do pyska i jest wyczuwany przez nasze ręce. Wtedy mówimy o tym, że koń idzie od zadu, od tyłu do przodu, że jest ustawiony na pomocach bądź przepuszczalny i to właśnie jest niezbędne do zebrania. 


Żucie z ręki jest o tyle śmiesznym ćwiczeniem, że z jednej strony wpływa na przepuszczalność konia, z drugiej strony to przepuszczalność jest niezbędna do wykonania go. 

Mówiłam Wam ostatnio (o ile pamięć mnie nie myli) o ćwiczeniach, które wpływają na rozluźnienie mięsni, milczałam za to w temacie rozluźniania stawów. 

Głównym uelastyczniającym jak i rolzluźniającym konia ćwiczeniem jest właśnie żucie z ręki. 

Przepis na sukces

Samo w sobie ćwiczenie jest bardzo proste. Chodzi w nim mianowicie o to by jadąc na poprawnym kontakcie jeździec nie gubiąc go opuścił szyję konia. Problem polega właśnie na nie-gubieniu. Na nie-gubieniu kontaktu, rytmu i rozluźnienia. 

Załóżmy, że jedziesz na koniu, który doszedł do konkatu. O ile stosujesz się do rad zawartych w poprzednim poście (ale także wszystkich innych dotyczących kontaktu), to koń powinien dochodzić do Twojej zamkniętej ręki, a nie ona do niego. 

Jadąc w kłusie ćwiczebnym poproś go o to by obniżył szyję. Nie ważne o ile, zacząć możesz nawet od pięciu milimetrów. Ważne by nie zgubić ani rytmu, ani kontaktu, ani rozluźnienia. 

Żeby opuścić szyję należy po prostu oddać wodze. Wypuścić parę milimetrów z ręki (potem znowu ją zamknąć, to bardzo ważne) i po sprawie. Problem jednak jest taki, że nam nie chodzi o to by definitywnie rzucić kontakt. Nie! Dlatego właśnie trzeba konia "najechać" na wędzidło, a w tym celu trzeba użyć łydki jako pomocy aktywizującej. 



Całe żucie z ręki polega na: 

1) oddaniu paru milimetrów wodzy
2) zamknięciu ręki by wodza nie wyślizgiwała się dalej
3) dodaniu łydek
4) patrz: punkt 1)

Bardzo trudno było mi tutaj ustalić kolejność, bo wszystkie czynności, niezwykle ważne, dzieją się prawie jednocześnie. Grunt to wyczucie! 

Ćwiczenie kontynuuje się dopóki koń jest rozluźniony. Każde spięcie trzeba natychmiast skorygować, bo w żuciu z ręki chodzi o coś bynajmniej innego niż o bezcelowe męczenie niewinnego zwierzęcia. 

Malwina 

poniedziałek, 2 października 2017

Magia przeciwnej wodzy i sprowadzanie konia na ścianę

Magia przeciwnej wodzy i sprowadzanie konia na ścianę

Na maneżu trwa wojna. Nie ma rozlewu krwi, ale obie strony walczą zaciekle. Obie chcą porozumienia, ale żadnej z nich nie wychodzi. Jeździec rozpaczliwie ciągnie za zewnętrzną wodzę chcąc zmusić bezmyślne zwierzę do wyjechania na ścianę. Bezmyślne, znowu nie aż tak bezmyślne, zwierzę próbuje uciec przed bólem. Bezskutecznie. 

Znacie taki obrazek? Bo ja aż zbyt dobrze. 

Zacznijmy od tego, że koń nie chce bólu. Koń nie chce niesposłuszeństwa, "kłótni" i niewygody. Zwierzę dąży do poruszania się w harmonii i rozluźnieniu - pomijając wszystko inne tak mu jest po prostu wygodniej. Jeśli tylko na to pozwolimy, koń będzie się nas słuchał. W gruncie rzeczy szerko rozumiany gatunek equus nosząc człowieka spełnia większość jego próśb. Problem tylko taki, że często rozumie je sprzecznie. 

Opiszmy wyżej opisany obrazek (nieudolna próba zepchnięcia konia na ścianę) oczami obu stron. 

Człowiek czując że zwierzę zjeżdża ze ściany próbuje nakłonić je do ponownego wejścia na nią. Intuicyjnie zaczyna ciągnąć za zewnętrzną wodzą kierując się logiką: "jeśli chcę iść do zewnątrz ciągnę za zewnętrzną wodzę; jeśli chcę iść w lewo, ciągnę za lewą wodzę", która nie działa. 

Tymczasem koń idąc sobie po ścianie wpada na pomysł, żeby zejść ze ściany. Czemu? Po prostu. Na to ma akurat ochotę, taki  tam światopogląd. Nagle czuje ucisk na zewnętrznej wodzy - jest to pomoc ogranicząjąca. Ogranicza ruch konia do zewnątrz, a daje mu luz żeby szedł do wewnątrz. Przekaz jest jasny: "pójdziesz na zewnętrz to poczujesz dyskomfort, droga wolna jest w kierunku wnętrza ujeżdżalni". No to koń zgodnie ze swoją wolą zchodzi od ściany (ucieka od dyskomfortu). 


Z moich obserwacji wynika, że bardzo często zapominamy o ograniczającym działąniu wodzy. Zarówno podczas skręcania jak i naprowadzania na ścianę. 

Jak zachować się prawidłowo w wyżej opisanej sytuacji?

Gdy czujesz że koń zaczyna odchodzić od ściany, powinieneś ograniczyć ten ruch. Koń idzie do wewnątrz a więc powinieneś ograniczyć ruch do wewnątrz. Czym? Wewnętrzną wodzą. Na zewnętrznej powinien być luz, a całą pracę wspomaga wewnętrzna łydka, która "spycha" kopytnego na ścianę. Przekaz jest jasny: jak idziesz do wewnątrz jest Ci niewygodnie, a jak na ścianę dyskomfort znika. 

Oczywiście opisana sytuacja jest schematyczna, a zewnętrzna wodza nie powinna być luźna, tzn. w żadnym wypadku nie należy puszczać kontaktu. Na tym przykładzie chciałam wytłumaczyć Wam czemu tak ważne używanie jest "przeciwnej" wodzy. Nasze intuicyjne wskazywanie kierunku wodzą jest niestety błędne.


Nie ma jednej recepty na wszytsko, no może oprócz tej jednej: robiąc coś na koniu, po prostu myśl. Jak to ktoś kiedyś powiedział, najważniejszą częścią ciała jeźdźca jest nie łydka, miednica czy biodro, ale ta którą bardzo żadko się ćwiczy, a mianowicie głowa

Malwina

Ps. Bardzo przepraszam Was za tę nieobecność na blogu, ale miałam spore zamieszanie związane z zawdami (w październiku starty mam praktycznie co tydzień). Miałam nadzieję napisać Wam post jeszcze wczoraj, ale mieliśmy spóźnienie i do domu wróciłam (z brązowym medalem na szyi, nota bene :D) po 21. Miałam tyle spraw na głowie że po prostu nie udało mi się znaleźć czasu. Obiecuję, że się poprawię i życzę Wam miłego początku tygodnia (o ile oczywiście początek tygodnia może być miły). 

UROCZYŚCIE KOŃCZĘ 100 POST NA BLOGU!!!


wtorek, 8 sierpnia 2017

Jak jest z tymi rękami?

Jak jest z tymi rękami?

Swego czasu bardzo czesto pisałam o miękkiej ręceTłumaczyłam Wam jak działać wodzami, rozwodziłam się nad innego rodzaju bzdetami (ręczę Wam, że ten rym powstał magicznym zbiegiem okoliczności). I, jeśli pamięć mnie nie zwodzi, zawsze wspominałam, że pracę nad miękką ręką trzeba rozpocząć od poprawnego ułożenia rąk. Nie wiedzieć czemu, nigdy nie wytłumaczyłam na czym owy fenomen polega. Pretensje możemy mieć tylko i wyłącznie do mnie. 

Odpowiadając jednak na pytanie: jak poprawnie ułożyć ręce, nie możemy zapomnieć o jednym. Ręce nie są tworem magicznie oddzielonym od reszty ciała, lecz tworzącym pewną całość. Pozwolę sobie powtórzyć jeszcze raz: ręce nie są odizolowane. W efekcie, złe ułożeni nóg, czy miednicy może nasłać na nas pełno problemów. A tego nie chcemy.

Gdybym jednak zaczęła się tu rozwodzić nad szczegółowym ułożeniem każdej poszczególnej kosteczki - przyznacie sami - wpis ten stałby się tak długi i nudny, że nikomu nie chciałoby się go czytać. Co jak co, mi by się nie chciało. 

Zacznijmu więc od ułożenia łopatek. Bardzo czestym błędem jest pochylanie ich do przodu. Widziałam już wielu jeźdźców, którzy utrzymując taką pozycję próbowali zatrzymać zwierzę (inna sprawa, że z całej siły ciągnęli wtedy za wodze), łokcie przesuwając przy tym maksymalnie do tyłu. Widok groteskowy. Prawidłowo, łoptaki powinny być ściągnięte, a postawa prosta. 

Kolejna rzecz - ramiona. Nie wiem jak Wy, ale ja ostanio zauważyłam taką oto szerzącą się w naszym jeździeckim środowisku modę. Adept garbi się, wyciąga proste jak struny ręce do przodu (ramię i przedramię tworzą więc jedną ciągłą), a do tego kładzie otwarte dłonie z niepodstawionymi nadgarstakami na szyję konia. Gorszej pozycji nie umiem sobie wyobrazić. Wypisz wymaluj jazda na rowerze, czy motorze. Nie widzicie tego podobieństwa?


Problem jest taki, że wielu adeptów uznaje taką postawę za idealną. Mało kto wie, że taki styl jazdy spowalnia wykształcanie się wyczucia, a do tego zaprzepaszcza szanse dobry (a raczej: jakikolwiek) kontakt. 

Tak na prawdę, ramiona powinny być ustawione równolegle do tułowia, a przedramiona do nich prostopadłe. Oczywiście, podczas jazdy nasza sylwetka może, a nawet powinna się lekko zmieniać, ale zarys powinien wyglądać mniej więcej o tak (no dobra, plecy powinny pójść bardziej do tyłu, a nadgrastki powinny pójść bardziej do zewnatrz, ale lepszej grafiki nie znalazłam):



Pamiętajmy o tym, żeby nie kłaść dłoni na szyję konia oraz postawić nadgarstki. 

Kolejnym bardzo czestym błędem jest zadzieranie rąk do góry podczas dawania sygnałów do przyspieszania. Bardzo czesto nie zdajemy sobie sprawy, że mamy takie nawyki. A skutki, mówię Wam, są opłakane. Zwierzę często zadziera głowę, jeździ całe sztywne, nie ma płynnych przejść, nie rzadko odmawia kontaktu...

Ręce w jeździectwie są bardzo ważne - mimo, że nie mają one większej roli (to łydki i dosiad odwalają całą robotę), potrafią bardzo dużo zepsuć. Ich złe ułożenie może powodować wieeeeeele problemów. Dlatego też zachęcam Was do tego, żebyście poświęcili parę treningów właśnie na doskonaleniu ułożenia swoich rąk. Ręczę Wam, że czas zwróci się Wam z nadwiązką. 

Malwina

piątek, 2 czerwca 2017

Ustawienie - co kryje się pod tą tajemną nazwą?

Ustawienie - co kryje się pod tą tajemną nazwą?

W ostatnim czasie naszym jeździeckim światem wstrząsnęła moda na słowo "ustawienie". Każdy używa go w innym kontekście, a z tryliardów definicji, którymi sobie to co powyższe tłumaczymy można by było zrobić cały słownik (wszakże każda definicja inna). A ja w tą modę zamierzam się wpisać i tak sobie korzystając z okazji wytłumaczyć Wam czym całe to ustawienie jest. 

Ustawienie to nic innego jak ustawienie ciała konia, a konkretniej jego szyi i głowy (ustawieniem więc nie nazwamy np. ustawienia nóg). Jak z pewnością wiecie (a na pewno wiecie, bo od niemalże roku trabię o tym non stop), ruch konia musi się gdzieś zacząć i tym poczatkiem bynajmniej nie jest szyja. Jest nią zad, a więc to on w dużym stopniu decyduje o jakości ustawienia. Innym czynnikiem jest praca grzbietu - jeśli grzbiet jest słaby, nie utrzyma dobrze szyi i głowy, a więc ustawienie będzie złe. 

Dość śmieszny fakt (ha, ha, ha) jest taki, że działa to również w drugą stronę: jeśli ustawienie będzie złe, to praca grzbietu będzie zła. Nie wierzysz mi? A jak zachowuje się grzbiet konia, kiedy zaczynasz ciągnąć za wodze? 


Co składa się na pracę nad ustawieniem?

Wiadomo, że każdy jeździec chce mieć konia ładnie noszącego swoją szyję - lekko zaokrągloną, "lekką". Prawda jest taka, że jeśli będziemy poprawnie pracować zadem i grzbietem (pozdrawiam wszystkie konie), to szyja ustawi się poprawnie. 

Ale od początku...

Młody koń, który nie ma jeszcze wyrobionych żadnych mięśni nie może "prawidłwo" nosić swojej szyi. Dlatego też pracując z maluchami nie wymagamy od nich żadnego wymyślatego ustawnienia: pierwszym etapem do którego dążymy jest po prostu przyjęcie kontaktu. O ile koń nie ucieka od niego ani nie wiesza się na wędzidle, uznajemy ustawienie za wystarczające. To przecież nie problem zganaszować konia, na siłę zgiąć jego szyję, komętując to słowami: "ależ piękne ustawienie". Trudność polega na tym, że całay koń ustawiony był dobrze. Żeby uzyskać ustawnienie bez koniecznej pracy wodzy. Bo nawet na cordeo da się zebrać konia.

Musimy więc przygotować konia fizycznie (psychicznie zresztą też) do pracy nad ustawieniem. Na to składa się to co następujące:

1. Praca grzbietu (mocne mięśnie grzbietu)
2. Praca tylnych nóg (mocne mieśnie nóg)
3. Praca mięśni szyi (muszę pisać?)
4. Rozluźnienie

Nasz cel: jazda na "zwykłym", niewymagającym kontakcie (lub zupełnie luźnych wodzach), ale z mocno zaangażowanym zadem i poprawnie pracującym grzbietem, w rozluźnieniu. 

Ćwiczenia, które do tego nas doprowadzą znajdziecie m.in. na moim blogu (wpis o ćwiczeniach - przejściach, skokach etc.). 
A oto wpisy do których przekierowuję ciekawskich:



Malwina

niedziela, 19 lutego 2017

Jak "oddawać wodze"?

Jak "oddawać wodze"?

W swoich postach często proszę Was o "oddawanie" wodzy koniowi. Dzięki temu dajecie zwierzęciu optymalne warunki do rozprostowania szyi oraz przyjęcia miękkiego kontaktu. Tu jednak nasuwa pytanie - jak tego dokonać. Cała "sztuka" zawiera trzy etapy:

1. Poprawne ułożenie ręki (i całego ciała)
2. Jazda na pomocach (aktywna praca zadu)
3. Moment oddania wodzy

Zanim więc zaczniemy oddawać wodze, nasze ręce muszą być poprawnie ułożone. Łokcie zgięte, jednak znajdujące się przed tułowiem, dłonie zamknięte, jednak nie zaciśnięte, ręce rozluźnione. 

Cały nasz dosiad musi być zresztą poprawny. Jak pisałam niedawno, jeździectwo to wielki supeł, którego elementów (dosiadu, łydek, rąk) nie da się oddzielić od siebie. 



Musimy łydkami najechać konia do naszej ręki (nie może być tak, by wodze, które popuścimy, zostały luźne - szczegółowo opisałam to w poście, którego link znajdziecie powyżej). 

Dopiero, gdy koń dochodzi do naszej ręki od zadu, do tego jest - podobnie zresztą jak my - rozluźniony, możemy zacząć zabierać się za oddanie wodzy. 

Można powiedzieć, że da się oddać wodze na dwa sposoby: 

1. Metoda "zgiętego łokcia" 

Jedziemy na koniu, mając przy tym zgięty łokieć. Delikatnie prostując go - lub też odwrotnie, mocniej zginając go, możemy kontrolować oddawanie i zbieranie wodzy. 

Metoda jest jednak mniej precyzyjna, niż ta, którą opiszę pod spodem. 



2. Metoda "otwierania palców"

Jeśli otworzymy całą rękę, wodze wyślizgną nam się z rąk. Żeby kontrolować stopień oddania wodzy, musimy "otwierać poszczególne palce", tzn. poluzować je - przy czym główne zadanie należy się serdecznemu (temu czwartemu). 

Pamiętaj:

1. Oddawanie to nie to samo, co wypuszczanie wodzy z rąk. Bardzo ważne jest to, by wyczuć ruch szyi konia i "iść do przodu ręką razem z nią"
2. Ruch szyi zapewniony jest właśnie przez ruch nóg, kontrolowanych przez łydki. 
3. Wodze mogą działać oddającą, wstrzymująco, ale w żadnym razie nie ciągnąco. 

Malwina

Ps. Sory, że post wyszedł taki krótki, ale grzechem byłoby nie wspomnieć w kwestii kontaktu o tak ważnej rzeczy, jak oddawani wodzy (oj, zdziwlibyście się, ile osób robi to źle!).

piątek, 10 lutego 2017

Uciekanie od wędzidła, czyli jak przyjąć prawidłowy kontakt

Uciekanie od wędzidła, czyli jak przyjąć prawidłowy kontakt

Od kiedy sięgam pamięcią (a muszę nieskromnie przyznać, że co jak co, ale pamięć mam dobrą) zawsze miałam problemy z kontaktem. Stosowałam się do wszystkich zasłyszanych w czeluściach internetu rad - że ręka ma być miękka, że łokcie zgięte, no i że coś bliżej niesprecyzowanego (o wdzięcznej nazwie zaanagżowanie zadu) mają robić moje łydki. I co? I klapa. 

Przy każdych moich próbach złapania kontaktu "bestia" zwyczajowo zwana koniem ujeżdżeniowym zadzierała łeb do góry. Żadne moje prośby (o groźbach nie wspominając) na nią nie działały, a ja zaczynałam dochodzić do wniosku, że ten cały kontakt to nic jak tylko jedna wielka bzdura. 

Dopiero po czasie doszło do mnie co robię źle, a odkryłam to przez bliżej niesprecyzowany przypadek. 

Prawda była taka, że moje ręce "stały w miejscu". Były jak dwa wbite w ziemie pachołki, których za nic nie dało się przemieścić (do prób ustablilizowania ręki podeszłam bowiem niezwykle ambitnie). 


Jest to chore, głupie i paradoksalane, ale nasze ręce podczas jazdy muszą się ruszać. Nie każę Wam wierzyć mi na słowo, dlatego też przygotowałam pewnien niezbity dowód. 


Filmik, który zamieściałam jest w baaardzo dużym slow motion (zwolnionym tempie), ale to, co chcę, żebyście zobaczyli, zobaczyć się da. 

Zaobserwujcie ruch końskiej szyji - a raczej to, jak się zamiennie kurczy i wydłuża. Na początku zwierzę ma szyję prawie że wtuloną między przednie nogi, a potem wyprostowaną jak struna. Zjawisko to zachodzi we wszystkich chodach - począwszy od stępu, a kończąc na galopie. 

A teraz wyobraźmy sobie, co się stanie jeśli zaczniemy trzymać ręce w jednym miejscu: 

W momencie, gdy koń będzie "kurczył i skracał szyję", zrobi nam się na wodzach luz, a kontakt kompletnie się zgubi. W momencie, gdy koń "wyprostuje szyję" boleśnie odbije się o stojące w miesjcu wędzidło - najprawdopodobniej przez to zadrze głowę do góry. 


Czasem, cały ten "proces" spowodowany trzymaniem rąk w jednym miejscu, jest mniej zauważalny (wręcz niewidoczny), a jedynie wyczuwany przez jeźdźca, który wie, że coś z jego kontaktem jest nie tak - ale nie wie dokładnie co. 

Jak na to zaradzić?

Nasze ręce muszą być takim pasażerem szyji - to ona ma dyktować ich ruch. O ile przy użyciu dosiadu możemy modyfikować końskie kroki, przy użyciu rąk nie możemy modyfikować (a przynajmnie nie poprzez "stanie w miejscu") ruchu szyi. 

Musimy więc ruszać rękami tak jak rusza się szyja konia - czyli naprzeminnie kurczyć i rozprostowywać. Kurczenie się rąk brzmi jednak nieco dziwnie, sami przyznajcie. Dlatego też wolałabym nazwać to inaczej. 

Zginając lub też rozprostowując łokcie powinniśmy wydłużać bądź skracać długość wodzy. Ręce powinny się więc ruszać w przód i w tył. 


Być może niektórzy z Was uznają to za zaprzeczenie tego, o czym napisłałam jakiś już czas temu -  a mianowicie o tym, że wedzidłem powinnio się działać tylko do przodu, nie zaś do tyłu. Jest to niezbita prawda. W tym przypadku jednak ciągniecie wodzy do tyłu to nie działanie wędzidłem wstecz, tylko utrzymywanie kontaktu (działanie neutralne). 


Postarałam się wytłumaczyć to nader dziwne zagadnienie najlepiej jak umiałam, ale jeśli nadal macie jakieś wątpliowści, możecie napisać w komentarzach.

Pozdrawiam, 
Malwina 






czwartek, 2 lutego 2017

Sekrety udanych przejść

Sekrety udanych przejść

Zrobienie byle jakiego przejścia sztuką nie jest - powiedzmy to sobie szczerze. Przypuszczam, że ja swoje pierwsze przejście wykonałam jeszcze na lonży. Śmiem twierdzić, że godne Grand Prix ono nie było. Czemu? 

No właśnie, czemu? Co to jest dobre przejście?

Dobre przejście to płynna zmiana chodu, podczas której "nie gubi nam się" żaden element piramidy szkoleniowej (rytm, rozluźnienie, wyprostowanie, kontakt etc.) Sylwetka konia przypomina wtedy bardziej kopnięte "U" (tzn. jego kręgosłup jest bardziej wypukły, niż wklęsły - napiszę o tym niedługo) - może jednak się nieco zmieniać jej kształt - podczas wyciągania chodu, ciało konia się "rozciąga", a podczas skrócenia, "kurczy". 

I teraz najtrudniejsze - jak tego dokonać?



Każda zmiana chodu jest inna - są przejścia w dół, w górę i w obrębie jednego chodu, a do każdego z nich używa się innych pomocy. Ale jest jedna reguła - o przejściu zawsze decyduje koński zad. To on jest siłą napędową konia i to od niego zależy, jak porusza się koń. 

Koń jest jak samochód z napędem na tylne koła - interesuje Cię w nim tylko tył - to do niego posyłasz swoje prośby o zwolnienie lub przyspieszenie tempa. Za to przednie koła (nogi) obracają się (poruszają) dzięki ruchowi tylnych, same o niczym nie decydując. 

1. Przejścia w górę

Przejście w górę to przejście z niskiego chodu do wysokiego, przy zachowaniu rozluźnienia, wyprostowania etc. 

Najważniejsze jest to, by chód od którego "startujesz" był dobrej jakości



Pownieneś siedzieć na grzbiecie zwierzęcia prosto i w rozluźnieniu, być na kontakcie oraz pilnować równego tempa konia

Teraz przychodzi czas na pomoce... (i zaczynają się wszelkiego rodzaju "schody"). 

Przejście w górę można zacząć od półparady, która powoduje skupienie wierzchowca. Należy wczuć się w rytm konia i dać mu łydkę (o sposobach jej dawania pisałam w jednym z wyżej podlinkowanych wpisów). 

Co należy zapamiętać: łydka jest jedynym sygmałem popędzającym, a wypychające zwierzę do przodu biodra powodują jedynie usztywnienie i zaburzenie całego przejścia. Tego przecież nie chcemy, czyż nie?

Bardzo ważne jest oddawanie wodzy, podczas którego powinniśmy poruszać nasze ręce zgodnie z ruchem szyi konia. Zarówno sytuacja, kiedy to wodze zwisają luźno, jak i sytuacja kiedy to pysk konia napotyka się na blokującą jego ruch barierę w postaci wędzidła, jest niewskazana. 

2. Przejście w dół



Przejście w dół nie polega na zmianie chodu na niższy przy całkowitej utracie impulsu i energii. Koń powinien z energicznego, ale szybkiego chodu przejść do energicznego, ale wolnego chodu. Widzicie różnicę?

Wszelkiego rodzaju problemy zaczynają się zwykle jednak przy wykonaniu. Jak tu poprosić tylne nogi, żeby zachamowały? 

I tu zaczyna się cały paradoks. Całość, w dość dużym skrócie polega na dodaniu impulsu (za pomocą łydek). Koń podstawia wtedy tylne nogi pod kłodę (no bo chce przyspieszyć), a - zanim poruszy się cała reszta jego ciała - stawiamy mu barierę w postaci wędzidła. Zgdodnie z tym, co w swojej książce napisała Diacont, ruch konia może zostać zablokowany również poprzez naprężenie mięśni brzucha (dosiad). 

Na filmiku: https://www.youtube.com/watch?v=XnS_acVanUA (1:38) wyraźnie widać moment, kiedy koń podstawia tylne nogi pod kłodę - sam wręcz na nich siada! Można zauważyć, że jeździec nie hamuje konia wodzami. Czemu? 

a) ponieważ w stylu western konia zatrzymuje się poprzez "naciśnięcie" na strzemiona;
b) koń nauczony jest komend głosowych ("Whoa")



3. Przejścia w obrębie jednego chodu

W obrębie jednego chodu wyróżniamy różne "wersje" tego chodu: zebrane, wyciągnięte, skrócone, pośrednie, robocze (poprawcie mnie, jeśli o czymś zapomniałam). 

Żeby skrócić chód: 

a. łydki

Łydki pilnują energiczengo tempa i rytmu, którego zgubić w żadnym razie nie możesz. Pamiętaj cały czas o tym, że mimo zwolnienia tempa koń nie może tracić energii. 

b. dosiad

Narzuć ruchem bioder inny ruch, niż ruch który "proponuje" i w którym porusza się koń. Przykładowo, rób krótsze ruchy miednicą. W ostateczności możesz spróbować nawet kompletnie zablokować jej pracę, swoim dosiadem "stając w miejscu". Koń będzie chciała się do Ciebie dostosować, gdyż będzie mu niewygodnie. W związku z tym, szukając komfortu, postanowi dostosować się do ruchu Twojego dosiadu. Profesjonalnie, nazywa się to narzuceniem ruchu



c. ręka

Koń energicznie dochodzi do zamkniętej ręki, która nie pozwala mu przyspieszyć - skracając przy tym jego ruch. 

Żeby wyciągnąć chód:

Wyciąganie chodu polega na dodaniu "łaskoczących" łydek i oddaniu wodzy. Tu przypominam o zasadzie mówiącej. że ruch naszych (oddających wodze) rąk powinien iść zgodnie z ruchem szyi konia. 

Chód pośredni:

To chód "wyciągnięty, ale nie do końca". W stosunku do chodu roboczego jest zdecydowanie bardziej obszerny, ale nie aż tak jak chód wyciągnięty. Pomoce do osiągnięcia chodu pośredniego są podobne jak w wyżej wymienionym przykładzie. 

Z kolei chód roboczy to ten "zwykły" chód, którym poruszasz się "na codzień" - szczegónie podczas rozgrzewki. 



Jak pewnie zauważyliście, obracamy się w 2 kombinacjach:

łydka + oddanie wodzy (do wyższego chodu)

łydka + blokujący dosiad + zamknięta ręka (do niższego)

Natężnie chodu należy dostosować do konia, a cały proces przejścia nie jako całość, tylko jako poszczególne etapy. Przykładowo:

1. Przykład złego myślenia:

Chcę zatrzymać konia - myślę: "Zatrzymam Cię koniu" - jest to myślenie o efekcie, a nie o tym, jak do tego efektu dojść. 

2. Przykład dobrego myślenia:



Chcę zatrzymać konia - myślę: "Najpierw doprowadzam Cię, koniu, do wędzidła. Zrobione (tu w razie pomyłki robię korektę pomocy). Szybko muszę zamknąć rękę, żeby uniemożliwić ruch do przodu. etc...

I tu radzę również pamiętać o tym, żeby działać w odpowiednim tempie np. jeśli zamkniesz rękę zbyt późno, na nic Ci się to zda. 

Malwina

Ps. O chodach zebranych póki co pisać nie będę, ale postaram się, żeby posty zaczęły zmierzać w kierunku tych tematów... Zobaczę :)

Pps. Chciałabym jeszcze raz podziękować Wam wszystkim za uzupełnienie ankiety o blogu. Naprawdę bardzo pomogliście mi. Dziękuję!


Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron