poniedziałek, 16 lipca 2018

Technika w woltyżerce #3 - stanie na koniu

Technika w woltyżerce #3 - stanie na koniu

Nigdy, nota bene zanim nie spotkałam mojego tenera, nie sądziłam, że na koniu nauczę się stać. Stać - jak to w ogóle brzmi? Na koniu można siedzieć, można jeździć, ale zdaje się, że język polski nie rozszerzył jeszcze do tego stopnia słowa "jeździectwo", by rozumieć przez nie dwie niestabilne stopy Malwinki na poruszającym się końskim grzbiecie. 

Ogólnie, czynność ta zawsze kojarzyła mi się z nadnaturalnymi zdolnościami t.j. równoga, której nigdy nie miałam i mieć raczej nie będę. Okazuje się jednak, że stanie na koniu, podobnie jak wiele innych figur, jest możliwe nie dzięki super zdolnościom, ale stosowaniu się do praw fizyki. 

Tak naprawdę w staniu na koniu liczy się to, żeby dobrze na nim stanąć (w sensie znaleźć się w tej pozycji) oraz żeby dobrze ją utrzymać. 

Jak poprawnie wstać? 

My często mamy taki odruch, że jak wstajemy to najpierw prostujemy nasze nogi (plecy mamy wtedy pochylone do przodu), a dopiero potem całą sylwetkę przywracamy do pionu. 

Kiedy podnosimy się w woltyżerce musimy pamiętać o tym, żeby nasze plecy zawsze były prostopadłe do podłoża. Zaczynamy wstawać od pozycji, w której kucamy - nogi zgięte, a plecy NIE pochylone. Wstawanie polega na prostowaniu nóg i przesuwaniu tułowia w górę. 

Być może kogoś zastanawia czemu tak bardzo narzekam na wstawanie z plecami pochylonymi do przodu. Powód jest prosty - ruch konia jeszcze bardziej pogłębia to pochylenie, a to nie tylko utrudnia wstanie, ale też znacznie ułatwia utracenie równowagi. 

Jak stać na koniu?

Kiedy na konia wstaniemy, wypada na nim ustać. Według standardów figura może być uznana za figurę jeśli wykonywana jest przez minimum 4 s, jeśli wcześniej spadniemy, to niestety ale cały wysiłek związany ze wstawaniem pójdzie na nic. 

Zastanówmy się czemu stanie na koniu nie jest łatwe. 

Otóż problem ze staniem na koniu jest taki, że koń się porusza, a poruszając się przekazuje nam energię. Z energią w fizyce jest tak, że ona nie może zniknąć, a jeśli my jej nie spożytkujemy, to ona będzie aż rwała się do tego, żeby nami potrząść. Żeby poradzić sobie ze wstrząsami, zamiast z nimi walczyć, musimy je wykorzystać. 

Wiele osób myśli, że stanie na koniu to bierna czynność - ot, stanie. W rzeczywistości chodzi o coś więcej, o aktywne zabieranie się z koniem. Można to osiągnąć dzięki amortyzowaniu wstrząsów za pomocą kolan (które przez cały czas pozostają lekko ugięte).

Pomaga wyobrażenie, że koński grzbiet to trampolina, a stanie na koniu to podskakiwanie na tej trampolinie w rytm ruchów stępa bądź galopu.

Stęp

W stępie najwięcej roli odgrywa psychika. Samo amortyzowanie wstrząsów nie jest aż tak potrzebne jak w galopie, choć oczywiście też dużo daje. Największą przeszkodą jest jednak strach, który powoduje, że jeźdźcy nie umieją wyprostować tułowia, a zamiast tego pochylają się do przodu lub garbią, co z kolei jeszcze bardziej wszystko im utrudnia.

Jeśli nie dokońca umie się jeszcze utrzymać na grzbiecie konia (trudno wyczuć jego ruch), mój trener proponuje włożyć stopy pod pas do woltyżerki, chociaż mnie samej nigdy to nie przekonało to jednak znam osoby, którym to pomaga.

Galop

Galop to jest chód, w którym wyobrażenie trampoliny szczególnie się przydaje, a jego brak może wręcz uniemożliwić wykonania tej figury. W galopie na koniu się nie stoi, ale podskakuje (oczywiście tak, żeby stopy nie odrywały się od grzbietu).

Tutaj również mamy trik, takie małe oszustwo, które pomaga ustać na galopującym koniu. Bardzo pomaga obrócenie nóg lekko do wewnątrz i postawienie jednej stopy bardziej z tyłu konia, a drugiej bardziej z przodu. Wtedy stoi się tak trochę jak na desce surfingowej i dużo łatwiej utrzymać równowagę. Potem oczywiście trzeba nauczyć się trzymać nóżki obok siebie, ale nawet przy takim "oszustwie" stanie na galopującym koniu robi wrażenie.

Malwina







czwartek, 12 lipca 2018

Przepuszczalność, czyli czemu piramida szkoleniowa w Niemczech wygląda inaczej

Przepuszczalność, czyli czemu piramida szkoleniowa w Niemczech wygląda inaczej

To nie żaden chwyt marketingowy (dajcie spokój, nie znam się na marketingu), w Niemczech piramida szkoleniowa faktycznie wygląda ciutkę inaczej niż w Polsce. Wiem, bo sama kiedyś kłóciłam się o to z trenerem, według mnie piramida szkoleniowa to oczywiście 7 stopni, on uważał, że jest ich tylko 6. Szybko okazało się, że w Polsce ostatni z elementów wyszkolenia konia - mianowicie przepuszczalność - nie jest uwzględniany, a ostateczny cel jeździectwa to zebranie konia. W Niemczech sprawa wygląda inaczej i o tym właśnie zamierzam napisać w tym poście. 

Zacznijmy od tego czym piramida szkoleniowa w ogóle jest, bo wiem że i to budzi wiele kontrowersji. 


Piramida szkoleniowa to taka piramida, która przedstawia elementy, nad którymi jeździec powinien pracować ze swoim koniem. Co bardzo ważne, wręcz kluczowe, to kolejność w jakiej zostały przedstawione zagadnienia. Nad piramidą szkoleniową należy pracować po kolei, etap po etapie. 

Najpierw jeździec próbuje znaleźć odpowiedni rytm, w którym koń będzie sę poruszał. Później w tym właśnie rytmie próbuje konia rozluźnić. Dopiero takiego umiejącego się rozluźnić uczy się kontaktu i impulscu itd. 

W Polsce ostatnim elementem piramidy szkoleniowej jest zebranie. Wizualnie o koniu zebranym mówimy wtedy kiedy koń obniży zad, zaokrągli grzbiet, przeniesie środek ciężkości do tyłu, a później jeszcze ładnie zacznie niosić szyjkę i w ogóle wygląda jak koń Olimpijski. Przy tym wszystkim oczywiście porusza się w takcie, jest rozluźniony, na kontakcie, porusza się z impulsem i jest wyprostrowany. 



Co to jest przepuszczalność?

Kiedy mówimy o jakimś koniu, że jest przepuszczalny to zwykle chodzi nam o to, że jest bardzo posłuszny. Ale nie posłuszny w taki zwykły sposób, tylko no taki bardziej... specjalny. Napewno widzieliście kiedyś przejazdy jeźdźców z wyższych klas i mogliście odnieść wrażenie, że porozumiewają się oni z końmi za pomocą myśli, bo napewno nie za pomocą łydek, wodzy czy dosiadu. Ich komunikaty w każdym razie są bardzo delikatne, okrojone, subtelne. A co najciekawsze, takie właśnie subtelne komunikaty są w stanie ni stąd ni z owąd wprowadzić konia w dziki galop, potem jakiś piruet i zatrzymanie. 


Koń przepuszcalny to koń, który reaguje na każde, bardzo subtelne komunikaty z taką "energią" i ekspresją. 



Co stoi za koniem przepuszczalnym?

Żeby koń był w stanie tak cudownie reagować na jeźdźca, musi on być przede wszystkim zebarny. Czemu? Pisałam o tym a propos tego jak zebrać konia

Generlanie chodzi o to, że koń porusza się bez żadnych napięć, w równowadze itp. Wtedy jego całe ciało jest "połączone", a komunikaty jeźdźca (np. sygnał dany łydką) mogą swobodnie przez niego "przepływać". To sprawia, że może on reagować na tak subtelne komunikaty. 

Jest jednak też inny czynnik, który wpływa na przepuszczalność konia, a mianowicie dobrze ustalona komunikacja. Zanim koń zacznie reagować na subtelne komunikaty, najpierw musi wiedzieć o co w poleceniach jeźdźca (takich normalnych) chodzi. Dobry jeździec musi pokazać: jak ci daję łydkę, to znaczy że masz pójść do przodu, jak ją przyłożę tak to znaczy, że masz iść bokiem itp. Najpierw takie komunikaty mają w sobie mało dyskretności, subtelność przychodzi dopiero z czasem. 

Malwina

poniedziałek, 9 lipca 2018

Technika w woltyżerce #2 - figury vs przejścia

Technika w woltyżerce #2 - figury vs przejścia

Większość osób oglądając woltyżerkę nie może nadziwić się figurom, które akrobaci wykonują na swoich koniach. Wiadomo, widok człowieka stojącego na galopującym fryzie robi wrażenie, ale możecie mi spokojnie uwierzyć, że nie to w woltyżerce jest najtrudniejsze. Tak naprawdę w tym sporcie liczą się nie figury, ale momenty między nimi - przejścia.

Z woltyżerką pod tym względem jest jak z baletem. W balecie mamy - jeśli się nie mylę - 4 pozycje nóg, które każda balerina powinna umieć i od których rozpoczyna swoją przygodę z tym tancem, błędem byłoby jednak mówienie, że powtarzanie ich jest istotą baletu. Taniec to coś więcej, powiecie, taniec to płynne przechodzenie od jednej figury do drugiej. Z woltyżerką jest tak samo. 

My w naszym sporcie mamy parę figur: pozycję bazową (normalny siad z rękami po bokach), młynek, nożyce, flagę i pozycję klęczącą. Na tym cały repertuar się kończy, a nauczenie się ich - w zależności od umiejętności jeźdźca i trenera - zajmują adeptowi od jednej do pięciu lekcji.

Na zawodach należy zaprezentować znajomość tych figur oraz własną choreografię. Własną choreografię? No właśnie. W tym właśnie momencie okazuje się, że woltyżerka otwiera zupełnie nowe perspektywy. Choreografia, mówiąc nowocześnie freestyle, to miejsce w którym możemy wymyślić nowe figury, a jedyne co nas blokuje to granicę ludzkiej wyobraźni.

Można na koniu stać na nogach, na rękach, zrobić szpagat i jaskółkę, a potem zawisnąć głową w dół. Freestyle to freestyle.

Sędziowie zwracają uwagę na różne aspekty - jak trudne są wybrane figury (nie chcę nikogo martwić, ale siad podstawowy traci swoich wielbicieli), a także jak dobre jest ich wykonanie. W sumie każda figura oceniana jest w skali 0-2.

Wielu jeźdźców tworzy skomplikowane figury, ale nie dba o płynność przejść między nimi. Nie o to jednak chodzi, żeby zapchać 5 minut piosenki tysiącem akrobacji z której jedna ma się do drugiej jak piernik do wiatraka, ale żeby stworzyć pewnego rodzaju całość. Na to również kładą nacisk ustalone przez związki jeździeckie kryteria. 

Pierwszym, czego trzeba się nauczyć to podstawowych figur. Zakładam, że każdy z Was potrafi siedzieć na koniu bez trzymanki, a także na nim klęczeć, czy zrobić młynek (w stępie oczywiście). Od następnego postu po kolei będę tłumaczyć Wam różne najbardziej charakterystyczne figury - typu nożyce, stanie na rękac i nogach , książe w galopie i parę innych. Dopiero później przejdziemy do  przejść, układania choreografii,  sprawy rytmu i muzyki. Pamiętajcie, że seria o woltyżerce trwa aż do września, a nowe wpisy pojawiają się co poniedziałek. W czwartki, jak zwykle, wpisy o jeździectwie angielskim. 

Do zobaczenia, 
Malwina

piątek, 6 lipca 2018

Prawidłowy dosiad #2 - jak i po co rotować biodra do wewnątrz

Prawidłowy dosiad #2 - jak i po co rotować biodra do wewnątrz

Kiedy mówimy o prawidłowym dosiadzie, zwykle mamy na myśli jeźdźca, który siedzi w siodle równiutko i prościutko. Co niektórzy znawcy mogą nawet pochwalić się istnieniem lini bark-biodro-pięta, której obecność rzekomo świadczy o ogromnych jeździeckich kompetencjach. Problem pojawia się, kiedy tak rozumiany dobry dosiad wcale nie idzie w parze z dobrym sterowaniem konia. Bo zdarza się, oj zdarza często, że nawet i ładnie siedzącym jeźdźcem koń "pomiata" jak chce. 

Zastanówmy się czym jest dosiad. Otóż dosiad to nie tylko to w jaki sposób na koniu siedzimy, ale przede wszystkim jeden z trzech podstawowych środków komunikowania się z koniem (tzw. pomoc jeździecka). To czy na koniu siedzimy ładnie czy nie jest ważne tylko dlatego, żeby potem dobrze się z koniem dogadać. To jak na koniu siedzimy, mówiąc inaczej, nie powinno nam w żaden sposób przeszkadzać w komunikacji. 

Rotowanie bioder, o którym pisałam w tytule jest ważne z dwóch powodów. Przede wszystkim, kiedy obracamy nogę do wewnątrz to większa jej powierzchnia przylega do siodła. Wiąże się to nie tylko ze zwiększeniem stabilności w siodle, ale też ułatwia komunikowanie się z koniem przez dosiad. 

Jak zrotować kość biodrową?

Słowo zrotować może budzić wiele wątpliwości, ale w rzeczywistości oznacza ono tyle samo co "obrócić". Kość biodrowa obraca się dzięki stawowi biodrowemu (rysunek niżej), czyli takiej kuleczce, która może obracać kością na wszystkie strony. 




Skoro jednak można obracać nogą na wszystkie strony, trzeba znaleźć tą jedną właściwą. W skrócie, zrotować kość biodrową można albo na zewnątrz albo do wewnątrz. Nam w jeździectwie bardziej podoba się rotowanie jej do wewnątrz:



Na tym więc właśnie polega rotowanie kości biodrowej.

Malwina



poniedziałek, 2 lipca 2018

Technika w woltyżerce #1 - wskok

Technika w woltyżerce #1 - wskok

W czasach gdy byłam jeszcze normalnym jeźdźcem, o ile te dwa słowa da się tak ze sobą zestawić, nie zdawałam sobie sprawy z całej filozofii, którą otacza się ową na pozór zbyteczną czynność - wejście na konia. Dopiero gdy dobrowolnie zdecydowałam się wypróbować jeżdżenia głową w dół, a potem zakochałam się w tym bez reszty jak niegdyś w skakaniu na trampolinie albo lodach waniliowych, wtedy właśnie uświadomiono mi w jakim żyłam błędzie. 

W woltyżerce da się wejść na konia na blisko dziesięć sposobów, wedle życzenia trenera, kompetencji jeźdźca i wytrzymałości psychicznej konia również. Można wejść tak, żeby na koniu wylądować na siedząco, na klęcząco, na leżąco, stojąco i zdaje się, że w szpagacie również, chociaż co do tego nie jestem pewna, bo szpagatu nie umiem. 

Dzisiaj skupię się tylko na jednym sposobie wchodzenia na konia, tym który jest najbardziej podstawowy. Ze swojego doświadczenia wiem, że wskoczyć na konia nie jest trudno. Zrobić to z klasą i technicznie poprawnie - to już jest wyczyn. 

Żebyśmy wiedzieli o czym mówimy, na początku pokażę Wam rysunki przedstawiające dobrze wykonany wskok, a potem po kolei wytłumaczę Wam wszystkie techniczne elementy. Zanim jednak, warto żebyście mieli ogólne pojęcie czemu technika w woltyżerkę służy. Wbrew pozorom, nie chodzi tylko o to, żeby wyglądać fajnie (choć to oczywiście też), ale przede wszystkim dlatego, że działając zgodnie z prawami fizyki z pozoru trudne elementy wykonuje się przy najmniejszym możliwym wysiłku. Ludzie przez tysiąclecia ćwiczyli woltyżerkę, obserwowali najlepszych a potem wnioskowali co powoduje, że najlepsi faktycznie są najlepsi. A potem nic jak tylko ich powtarzali. 


Moje zdolności artystyczne pozostawmy bez komentarza.

Przed-wskok (1)

Jak widzicie, wskok zaczyna się gdy jeździec podbiega do konia. Co ważne,  kiedy porusza się on obok zwierzęcia, ich przednie nogi synchronizują się. Zauważcie jednak, że na chwilę przed wskokiem jeździec stawia wewnętrzną nogę (tą bardziej oddaloną od konia) przed nogą konia, wyprzedza tym samym jego ruch. Gdyby tego nie zrobił, zamiast na grzbiecie wylądowałby na zadzie, bo koń zdążyłby mu "uciec". 

Ułożenie nóg (2)

Tak jak w koszykówce mamy dwutakt, który w całym moim życiu udało mi się wykonać tylko raz, tak i w woltyżerce ważna jest kolejność w jakiej stawia się kroki. 

Nogą wewnętrzną powinno się zrobić duży krok, a potem postawić ją w miejscu i "blokując kolano" usztywnić ją i wyprostować. W tym samym czasie nogą zewnętrzna powinna zrobić wymach do tyłu. 

Ułożenie tułowia (3)

Łopatka jeźdźca powinna przylegać do łopatki konia. W momencie kiedy zewnętrzną nogą robi się wymach, tułów powinno się przechylić do przodu. Dzięki temu umożliwia się zrobienie większego wymachu tylną nogą, używa się mało siły, a do tego całość wygląda jakby była wykonana od niechcenia. 

Wybicie (3&4)

Najważniejsze w woltyżerce to nie robić nic na siłę. Trzeba wykorzystać ruch konia, a także podstawowe prawa fizyki. 

Dopiero kiedy noga wewnętrzna jest postawiona i "zblokowana", nogą zewnętrzna robi wymach, a tułów znajduje się "w dole", wtedy wszystko zacznie dziać się samo. W odpowiednim momencie trzeba się lekko odepchnąć od ziemi, a potem - pyk - siedzi się na koniu. 

Najważniejsza zasada

W woltyżerce, szczególnie podczas wskoku, radzę Wam wyobrazić sobie ziemię jako trampolinę. Kiedy podbiegam do konia wybijam tak jakby podłoże było moją trampoliną, a ja chciałabym podskoczyć najwyżej jak tylko się da. Odbijam swoje nogi tak jakbym chciała stanąć na rękach, a dopiero po tym myślę jak teraz usiąść - czy normalnie, czy bokiem, czy może zupełnie inaczej. 

Nie ma niczego ważniejszego od wykorzystania tej ziemskiej trampoliny oraz końskiego ruchu, no może tylko to, żeby nie myśleć za dużo. Trzeba pozwolić, by ciało wykonywało poszczególne figury, ale nie dbać o konkretne jego ułożenie, o to czy na pewno robi się wszystko dobrze.

Malwina

piątek, 22 czerwca 2018

Prawidłowy dosiad #1 - otwieranie miednicy

Prawidłowy dosiad #1 - otwieranie miednicy

Musicie przyznać, że jeździectwo dorobiło się wielu tajemniczo brzmiących nazw, które każdy zna, a jednocześnie których nikt nie rozumie. Pół stajennego życia zajęło mi zrozumienie czym jest otwieranie miednicy, drugie pół zrobienie tego na koniu. Nie wiem czy to tylko ja, czy Wam też nikt nigdy nie chciał wytłumaczyć tego, co najważniejsze, żeby potem dziwić się nad Waszymi elementarnymi brakami. Ja w każdym razie znam to aż zbyt dobrze. 

Dzisiaj przychodzę do Was z tematem otwierania miednicy. Jak wiecie, a jeśli nie wiecie to właśnie teraz się dowiadujecie, otwieranie miednicy jest niezbędnym elementem prawidłowego dosiadu. Tylko w taki sposób można wysyłać zwierzęciu precyzyjne komunikaty i nazywać się prawdziwymi pingwinami (bez urazy). Nie o tym jednak. 


Co to otwieranie miednicy? 

Może i nie jest to poprawne z biologicznego punktu widzenia, ale dużo łatwiej zrozumieć otwieranie miednicy jeśli porówna się ją do stawu, takiego jak w kolanie czy w łokciu. Kiedy łokieć mamy zgięty, możemy powiedzieć, że jest on zamknięty. Otwieranie łokcia możemy porównać do rozprostowania go. Tak samo z kolanem - noga zgięta w kolanie to noga zamknięta. Rozprostowanie kolana to otwieranie go. Sytuację tą możnaby narysować:



Na tym właśnie polega otwieranie stawów. Miednica ma zupełnie inną budowę, ale jeśliby się dobrze przyjrzeć, możemy zobaczyć, że tam gdzie łączy się ona z kością udową widać strukturę, która do złudzenia przypomina powyższy rysunek. 

Wielu trenerów (śladami Sally Swift, która opisała to w swojej książce) proponuje swoim jeźdźcom jazdę bez strzemion i z udami ułożonymi prostopadle do podłoża. Na dłuższą metę na koniu tak się nie jeździ, ale ćwiczenie niesamowicie otwiera miednicę. 

No właśnie, o otwartej miednicy mówimy zwykle wtedy kiedy człowiek stoi prosto na ziemi i "wypycha" biodra do przodu. Gdyby nagle ktoś zabrał mu nogi, człowiek spadłby centralnie na kości kulszowe. 

Na czym polega otwieranie miednicy?

Otwieranie miednicy jest trochę związane ze "zrotowaniem" jej (tak, żeby siedzieć na koniu na kościach kulszowych i tym samym zlikwidować zarówno dosiad fotelowy jak i widłowy), a trochę z tym, żeby rozciągnąć pachwiny:  "pociągnąć" kolano do tyłu, a biodra wypchnąć trochę bardziej do przodu i w efekcie siedzieć o TAK

Jak osiągnąć otwarcie miednicy?

Wiadomym jest, że dobry dosiad nie zależy tylko posiadanej wiedzy, ale też pewnych "kompetencji", jeśli tak mogę to nazwać. Napewno pożyteczne jest ćwiczenie opisane przeze mnie wyżej (te od S.S.), ale ogólne ćwiczenia rozciągające pachwiny mogą się przydać. 

Ważne jest to, że długie strzemiona nie zawsze świadczą o otwartej miednicy. Chociaż ponad połowie jeźdźców, których widzę trener powinien wydłużyć strzemiona o 1-2 dziurki, to jednak przesada w drugą stronę automatycznie nie sprawia, że zaczyna się jeździć poprawnie. 

Malwina


wtorek, 12 czerwca 2018

Jak to się dzieje, że (niektóre) konie są twarde w pysku i jak z nimi pracować?

Jak to się dzieje, że (niektóre) konie są twarde w pysku i jak z nimi pracować?

W planach miałam napisać zupełnie inny post, tak się jednak złożyło, że przed wejściem na bloga zdążyłam się mocno poirytować, a wreszcie doszłam do wniosku, że warto by wspomnieć coś o koniach twardych w pysku. Wszystko wzięło się od prostej rzeczy, mianowicie króciutkiego zdania pewnej amoznki, która stwierdziła, że taki typ konia (mówię tu o koniach twardych w pysku) wcale nie istnieje. Od razu przed oczami stanęły mi te wszystkie chwile, gdy rozpaczliwie próbowałam zaprosić mojego kopytnego do (cytując jeździekcie poradniki) harmonijnego połączenia ręki z wędzidłem. Piszę rozpaczliwie, bo koń nie zawsze był do tego chętny w równym stopniu co ja. 

No właśnie, zdarzają się takie zwierzęta, które nie reagują na wędzidło tak, jak mogłyby na nie reagować. Są twarde - czyli niechętne do kontaktu, nieelastyczne, nie-mięciutkie i w ogóle ciężkie do jakiejkoliwiek pracy. 

Faktem jest, że konie twardymi w pysku się nie rodzą. Oczywiście, sa takie, które z natury są mniej lub bardziej wrażliwe, ale nie trzeba być orłem z biologii, żeby domyślić się, że jakiekolwiek narzędzie włożone do pyska konia wywiera na niego wpływ. Każdy "normalny" koń czuje wędzidło (włącznie z jego najlżejszymi drganiami), ale czy na niego reaguje to już inna sprawa. To trochę tak jak z nami. Jeśli ktoś popuka cię w ramię, a ty się nie odwrócisz to albo tego nie poczułeś, albo zignorowałeś przyjaciela z premedytacją. 



Konie niewrażliwe na wędzidło mogą być z dwóch przyczyn:

a) przyczyn na tle psychicznym

b) przyczyn na tle fizycznym

Jeśli koń przez cały czas bombardowany jest kaskadą pomocy, po pewnym czasie zaczynają dziać się następujące rzeczy. Najpierw zaczyna go to wkurzać i dezorientować, zaczyna zastanawiać się o co jeźdźcowi chodzi i jak ma reagować na jego komunikaty. Potem jednak daje za wygraną, a właściwie to dochodzi do (niekiedy słusznego) wniosku, że jeździec sam nie wie o co mu chodzi. Ostatecznie koń ignoruje sygnały wysływane przez jeźdźca, mówiąc krótko ma je po prostu gdzieś. 

Z drugiej strony im mniej koń reaguje, tym bardziej jeździec zaczyna szarpać i ciągnąć wędzidło, a z czasem i sięgać po coraz silniejsze środki jeździeckiego wyrazu. Niektórzy jeźdźcy są zdania, że siłowa jazda powoduje, że koń nie tylko ignoruje wysyłane przez jeźdźca komunikaty, ale też przestaje odczuwać je. Nie wiem na ile to jest prawdziwe (nie będę ukrywać, nie znam się), ale jeśli faktycznie tak jest, może to działać na tej samej zasadzie co słuchanie głośnej muzyki. Na początku przeszkadza ci to, ale z czasem przestajesz odczuwać tą głośność aż tak mocno, wreszcie słuchasz muzyki już tylko na full. 

Niezależnie od tego jaka jest przyczyna ignorowania pomocy przez konia, najbardziej intuicyjnym i zarazem najgorszym rozwiązaniem jest sięganie po coraz to mocniejsze kiełzna. W rzeczywistości odpowiedzią na twardość pyska powinna być miękka ręka. 

Tu jednak pojawia się pewna pułapka - kiedy myślimy o miękkiej ręce, kojarzy nam się to z brakiem kontaktu, a przynajmniej kontaktem bardzo lekkim i "nieinwazyjnym". W rzeczywistości ważne jest to, żeby kontakt był i był stabilny. Trzeba nauczyć konia jeździć od zadu, zaangażować jego tylne kończyny i pracować nad aktrywnym ruchem do przodu. Powtarzam to tysiące razy i powtórzę jeszcze kolejne miliony: problemów z kontaktem nigdy nie należy oddzielać od problemów z resztą ciała. 

Brak dobrego zaangażowania zadu powoduje, że gorzej złapać poprawny kontakt, z drugiej strony twardość w pysku zwykle występuje w połączeniu z ogólną twardością konia, spięciem i brakiem rozluźnienia. 

Tak więc jedynymi odpowiedzialnymi za powstawanie koni twardych w pysku jesteśmy my. Ale czy to oznacza, że konie twarde w pysku nie istnieją?

Malwina
powered by Typeform
Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron