środa, 6 grudnia 2017

Jak wykonać żucie z ręki?

Jak wykonać żucie z ręki?

Mam do Ciebie pytanie i nie jest ono z serii tych, na które jako ogół ludzki lubimy odpowiadać. Mam pytanie wredne i wścibskie, słowem takie, które uwypukli wiele niedoskonałości. Na podstawie tej jednej jedynej odpowiedzi, której byś mi udzielił stojąc obok mnie, mogłabym przypuszczać jaki jest stopień zaawansowania Ciebie i Twojego konia. Mogłabym przypuszczać czy odnosisz takie sukcesy do jakich jesteś zdolny i jak bardzo Twój koń jest przepuszczalny. A mianowicie, drogi jeźdźcu, nie chcąc więcej przedłużać, zadaję Ci owo - można by rzec - sakramentalne pytanie. Jak często wykonujesz na swoim koniu żucie z ręki? Zalecane osie razy na trening, czyli statystyczne jedno na 7,5 minuty? Tak? W takim razie ten post nie jest dla Ciebie. 

Piszę ten post dla osób, które nie tylko nie wiedzą czemu wykonywanie żucia z ręki jest wręcz fundalentalne dla chcących kształcić się w kierunku jeździectwa sportowego, ale też dla tych nie potrafiących ćwiczenia wykonać - wcale bądź poprawnie. 


Nie tak dawno (dokładnie 8 dni temu) wspominałam o temacie przepuszcalności (patrz: zebranie).  Jak Wam tłumaczyłam, koń nie jest w stanie poruszać się poprawnie o ile w pewnym miejscu jego ciała znajdują się usztywnienia, które blokują "energię" jego chodu. 

Streszczając poprzedni post: koń generując ruch zadnimi nogami sprawia, że "energia" jego chodu przemieszcza się przez całe jego ciało. O ile wszystkie miesjca przez które przechodzi on (mięśnie i stawy) są przepuszcalne (= nie zblokowane), o tyle ruch ten dochodzi do pyska i jest wyczuwany przez nasze ręce. Wtedy mówimy o tym, że koń idzie od zadu, od tyłu do przodu, że jest ustawiony na pomocach bądź przepuszczalny i to właśnie jest niezbędne do zebrania. 


Żucie z ręki jest o tyle śmiesznym ćwiczeniem, że z jednej strony wpływa na przepuszczalność konia, z drugiej strony to przepuszczalność jest niezbędna do wykonania go. 

Mówiłam Wam ostatnio (o ile pamięć mnie nie myli) o ćwiczeniach, które wpływają na rozluźnienie mięsni, milczałam za to w temacie rozluźniania stawów. 

Głównym uelastyczniającym jak i rolzluźniającym konia ćwiczeniem jest właśnie żucie z ręki. 

Przepis na sukces

Samo w sobie ćwiczenie jest bardzo proste. Chodzi w nim mianowicie o to by jadąc na poprawnym kontakcie jeździec nie gubiąc go opuścił szyję konia. Problem polega właśnie na nie-gubieniu. Na nie-gubieniu kontaktu, rytmu i rozluźnienia. 

Załóżmy, że jedziesz na koniu, który doszedł do konkatu. O ile stosujesz się do rad zawartych w poprzednim poście (ale także wszystkich innych dotyczących kontaktu), to koń powinien dochodzić do Twojej zamkniętej ręki, a nie ona do niego. 

Jadąc w kłusie ćwiczebnym poproś go o to by obniżył szyję. Nie ważne o ile, zacząć możesz nawet od pięciu milimetrów. Ważne by nie zgubić ani rytmu, ani kontaktu, ani rozluźnienia. 

Żeby opuścić szyję należy po prostu oddać wodze. Wypuścić parę milimetrów z ręki (potem znowu ją zamknąć, to bardzo ważne) i po sprawie. Problem jednak jest taki, że nam nie chodzi o to by definitywnie rzucić kontakt. Nie! Dlatego właśnie trzeba konia "najechać" na wędzidło, a w tym celu trzeba użyć łydki jako pomocy aktywizującej. 



Całe żucie z ręki polega na: 

1) oddaniu paru milimetrów wodzy
2) zamknięciu ręki by wodza nie wyślizgiwała się dalej
3) dodaniu łydek
4) patrz: punkt 1)

Bardzo trudno było mi tutaj ustalić kolejność, bo wszystkie czynności, niezwykle ważne, dzieją się prawie jednocześnie. Grunt to wyczucie! 

Ćwiczenie kontynuuje się dopóki koń jest rozluźniony. Każde spięcie trzeba natychmiast skorygować, bo w żuciu z ręki chodzi o coś bynajmniej innego niż o bezcelowe męczenie niewinnego zwierzęcia. 

Malwina 

poniedziałek, 27 listopada 2017

Jak zebrać konia?

Jak zebrać konia?

Zebrać konia to nic jak tylko "zebrać go do kupy". Sprawić, żeby zad połączył się z grzbietem, grzbiet z szyją, szyja z pyskiem, pysk z wodzą, a wodza z ręką. Ot, i cała tajemnica. Mamy konia zebranego, przepuszczalnego, na pomocach, na kontakcie, idącego od zadu, zaangażowanego, jechanego od tyłu do przodu, czy też jak tylko zdecydujemy się go nazwać. 

W ujeżdżeniu chodzi o to, żeby ruch, tudzież energia, zadnich nóg konia wyczuwana była przez rękę jeźdźca. Będzie to możliwe tylko wtedy, jeśli będzie ona przechodziła przez wyżej wspomnianą linię: "zad - grzbiet - szyja - pysk - wodza - ręka" bez żadnych zakłóceń. W przeciwnym wypadku, każda bloda sprawi, że energia nie dostanie się dalej, a nasz koń nie zbierze się. 

Żeby cała ta linia miała sens, a energia doszła do ostatecznego elementu, czyli naszej ręki, musi się ona w jakiś sposób zacząć. Zaczyna się ona nie inaczej jak uaktywnieniem pierwszego "ogniwa", czyli zadu. Jak uaktywnia się zad? Pomocą aktywizującą. Czym jest pomoc aktywizująca? Łydką. 

Ta właśnie tajemnicza łydka, przyłożona do boku konia, przez większą część czasu jest bierna. Nie każe zwierzęciu przyspieszać, gdyż dobrze wyszkolony koń sam wie że ma się ruszać do przodu "aż do odwołania". Jeden jej stanowczy sygnał powoduje, że energia zaczyna płynąć dalej, do dalszych elementów naszej "lini". 


Być może wielu z Was zdziwi się: "jak to? mój koń rusza się energicznie, a ja nie czuję, żeby był on zebrany", i tu będziecie mieć zupełną rację. Powodem tych sprzeczności są zakłócenia, które powodują, że energia idąca od zadu w pewnych miejscach natrafia na blokady, które nie przepuszczają jej dalej. Takie przepuszczcanie profesjonalnie nazywa się przepuszalnością.

Tu pojawia się kolejne pytanie: w jaki sposób ruch konia może być zblokowany? Odpowiedź jest prosta: blokadami mogą być albo spięte mięśnie, albo sztywne połączenia. Zaraz powiem o co chodzi z tym ostatnim. 

By rozluźnić mięśnie grzbietu i szyi konia, często pracuję na luźnej wodzy, która umożliwia zwierzęciu swobodne poruszanie się. Łydkami pilnuję by koń poruszał się energicznie, dosiadem staram się zgrać z ruchem konia i nie łapiąc kontaktu czekam, aż kroki zwierzęcia przestaną być krótkie i "urywane", a całokształt zacznie się rozluźniać. Przy tym często stosuję przejścia oraz inne sprzyjające rozluźnieniu ćwiczenia (tylko błagam, nie myślcie, że wszystko dokonuję na jednej sesji!). Pozwalam zwierzęciu "kołysać" grzbietem i poruszać się w najwygodniejszy dla niego sposób. 


Wyżej napisałam o sztywnych połączeniach. Chodzi mi tutaj głównie o połączenie szyi konia z jego głową, które nazywa się potylicą. 

Żeby ruch konia przeszedł od szyi do pyska, musi on przepłynąć przez ich połączenie, czyli potylicę. Bardzo często zdarza się, że koń jest w niej sztywny i zblokowany. Ćwiczeniem rozluźniającym jest m.i. odpuszczenie w potylicy, ale o tym kiedy indziej. 

Problematyczne okazuje się połączenie ręki jeźdźca z pyskiem konia. O kontakcie pisałam już wiele razy, ale nigdy nie udaje mi się wyczerpać go całkowicie. Sam kontakt jest bardzo paradoksalnym zagadnieniem. 

Chodzi o to, żeby złapać luźną wodzę i zamknąć rękę. Ruch konia, który idzie od zadu poprzez grzbiet, szyję, potylicę, dochodzi wreszcie do pyska. Naturalnym jest, że w konsekwencji pysk łączy się w wodzą bez żadnych problemów (o ile sami nie blokujemy rąk, ale to już zupełnie inna historia). Jeździec poczuje jednak tą energię wtedy i tylko wtedy gdy jego ręka będzie zamknięta (w przeciwnym wypadku ruch konia "wyleci"). Pysk konia czujemy jako lekki opór na wodzy i odpowiadamy na niego lekkim oporem w ręce. Mimo, ze brzmi to przerażająco skomplikowanie, cała czynność przychodzi naturalnie. Czując opór konia na napiętej wodzy, sami zaczynamy lekko ciągnąć ją, po to by "zachować" energię.

Tak przynajmniej sytuacja wygląda w kłusie ćwiczebnym, kiedy to szyja konia wcale się nie rusza. W stępie i galopie nieco się "kurczy", a więc żeby zachowywać stały opór (stałe napięcie) na wodzy, musimy zginać nasze łokcie by poruszać się razem z ruchliwą szyją konia. 

Uwaga!

Pisząc "napięcie" na wodzy, mam na myśli napięcie obu stronne. Nasze ręce czują napierającego konia, koński pysk czuje napierających nas. 


Uwaga nr.2

Najechanie konia na zamkniętą rękę niektórzy nazywają półparadą. Według takiej definicji półparadę wykonujemy przez większą część pracy z końmi. Istnieją też inne definicje półparady, ale o tym kiedy indziej. 


Tak z grubsza, o to w jeździectwie chodzi. 

Malwina

czwartek, 23 listopada 2017

Jak wyprostować konia?

Jak wyprostować konia?

Chyba nikogo z Was nie zdziwi fakt, że koń z natury jest zwierzęciem raczej krzywym. Być może wiele razy słyszeliście sakaramentalne: "wyprostuj go" od sfustrowanego trenera, który usilnie próbował wpić w Was klasyczne metody szkolenia, Wy jednak zupełnie nie wiedzieliście jak się za to zabrać. W przypadku prostowania konia intuicyjne wydaje się używanie wodzy, które mają rzekomo sprowadzić go na dobrą linię. Niestety, i tu siła rąk nie jest odpowiednim środkiem perswazji. 

Zanim przejdziemy do porad, wytłumaczmy sobie co tajemnicze "prostowanie" konia oznacza. Nie chodzi tu o żadną czarną magię, a jedynie o to, by przednie i tylne nogi poruszały się po tym samym śladzie. Jeżeli tak jest, oznacza to że koń jest prosty. Z tej definicji wynika również, że koń może być wyprostowany nawet podczas wygięcia - pod warunkiem, że jego nogi będą poruszały się po tym samym śladzie. 

Jak wyprostować konia?

Cała praca przebiega 2-torowo. Przede wszytskim trzeba zwierzęciu przedstawić swoje wymagania, czyli - innymi słowy - jasno wytłumaczyć jak chcemy żeby się poruszał. Dla niego to, że ma być wyprostowanym nie jest oczywiste. Podobnie jak my, nie zawsze zdaje sobie sprawę z naturalnych "krzywizn" swojego ciała. 



Z drugiej strony wykonanie tego, mimo ogromnych chęci i zrozumienia ze strony konia, może okazać się nie do zrobienia ze względu na zbyt słabą muskulaturę lub elastyczność. Do tego służą odpowiednie ćwiczenia. 

1. Pomoce do prostowania konia

Żeby powiedzieć zwierzęciu, że ma się poruszać prosto, musimy pokazać mu nasze komunikaty w sposób jasny i czytelny. Pomoce, o których będzie mowa, muszą być dodane ze stanowczością i klarownością - tak, żeby koń dokładnie wiedział co ma zrobić. 

O czym mówię? Bardzo często widuję jeźdźców, którzy do serca biorą rady dotyczące uelastyczniania swojego tułowia. W efekcie chybocą się na boki, dodają łydki co drugi krok, a biedne zwierze spośród tysiący komunikatów ma wyłowić ten jeden, słuszny... NIE!



Dosiad

Pierwszą naszą pomocą jest nasz dosiad. Chodzi o to, żeby nie wysyłać nim żadnych sprzecznych komunikatów. Każda nasza asymetria przeszkadza w uzyskaniu wyprostowania konia. 

Łydki i wodze

Optymalne byłoby, gdyby koń podczas treningu poruszał się nie szeroką ujeżdżalnią, ale ciasnym korytarzem. Wtedy koń nie miałby innej możliwości jak tylko poruszać się wyznaczoną przez nas linią - jego przednie i tylne nogi kroczyłyby bo tym samym śladzie, a koń byłby w efekcie wyprostowany. 

Jako, że nie mamy do dyspozycji takiego korytarza, musimy go sobie sami "wybudować", a możemy tego dokonać tworząc z łydek i wodzy ciasne ściany. Powstały w ten sposób korytarz powinien być nieprzesuwalny i nie zmieniający swoich granic.



Na czym polega utworzenie takiego muru? Na stałym, stanowczym kontakcie (który mówi: "nie" gdy tylko koń próbuje iść wyznaczoną przez siebie, a nie przez nas, ścieżką) oraz łydkach przelegających ma bokach. 

WAŻNE!!!

Nie przejmuj się i nie frustruj jeśli koń po zastosowaniu pomocy nadal będzie krzywy. W procesie prostowania nie chodzi o to, żeby pomoce były idealne, ale konsekwentnie stosowane. Takim, stworzonym przez łydki i wodze, "korytarzem" trzeba jechać przez dłuższy czas zanim koń załapie o co chodzi. Z początku będzie napierał na niego, chodził "własnymi śladami", a dopiero z czasem nauczy się poprawnego wyprostowania. 

Najgorsze co można robić to zmieniać co chwilę swój sytstem pomocy, tworzyć "korytarz" by zaraz potem wrócić do wcześniej praktykowanego systemu pozwalania na wszystko. 



Na pocieszenie...

Na jednej z klinik jeździeckich dla jeźdźców Grand Prix, pani prowadząca narysowała na ziemi linię prostą i poprosiła, by jeźdźy równo po nie przejechali. Zdecydowana większość nie była w stanie wykonać polecenia!

Zestaw ćwiczeń

Zeby koń był się w stanie wyprostować, musi mieć rozwiniętą muskulaturę oraz elastyczność. 

Lekarstwem są oczywiście:

1) Przejścia (stare, dobre na wszystko przejścia)

2) Chody boczne, w szczególności łopatka do wewnątrz

3) Koła, wolty, serpentyny

Żeby mieć prostego konia, pamiętaj że:

prostowanie konia to nie ćwiczenie, które zdołasz wykonać podczas jednej sesji, ale proces. Liczy się konsekwencja, nieustanne wymaganie tego samego (nie zmienianie pomocy), ciasny "korytarz" z łydek i wodzy, a do tego ćwiczenia typu wolty, chody boczne. 

Malwina

poniedziałek, 20 listopada 2017

Trening po przerwie, czyli jak zacząć nie przeciążając konia?

Trening po przerwie, czyli jak zacząć nie przeciążając konia?

Oczywistym jest, że żaden człowiek nie może rozpocząć treningów bez wcześniejszego przygotowania. Sama już po dwu tygodniowej przerwie, wsiadając na konia czuję niemiłosierny ból w nogach, rękach i plecach, a mojemu poziomowi daleko przecież do Olimpiady. Aż trudno mi sobie wyobrazić z czym musiałabym się mierzyć gdyby przerwa była dłuższa, a klasa w której bym startowała - wyższa. A mimo wszystko jestem tylko jeźdźcem, kimś kto siedząc w wygodnym siodle wydaje polecenia "wykonawcy". Ten właśnie "wykonawca" to ktoś, dla kogo wrócenie do regularnych treningów może stanowić nie lada wyzwanie. 

Zanim przejdziemy do konkretnych porad, chciałabym przypomnieć Wam o paru podstawowych zasadach. 

Zasada nr.1

W jeździectwie niczego nie da się wykonać bez planu. Konie potrzebują konsekwencji i "stałości", dlatego przed wdrażaniem do pracy zawsze proponuję szczegółowe rozpisanie sobie swoich celi.

Można skorzystać z gotowych szablonów, które są w internecie - przykładowy szablon

W puste pola należy wpisać czy danego dnia będzie wykonywało się pracę, a jeśli tak: jaka to będzie praca, jak długo będzie trwała i na czym będzie polegała np. praca z ziemi, 15 minut, ćwiczenia na lonży. 

Zasada nr.2

Zmiana "użytkowania" konia powinna wiązać się również ze zmianą jego żywienia. 

Zasada nr.3

Głównym wyznacznikiem tego na ile możemy się posunąć jest nasz koń. Powinniśmy obserwować go uważnie i przerwać trening w razie obawy przed kontuzją - nawet jeżeli wcześniej ustalony przez nas plan zakłada dłuższą sesję. 

Zasada nr.4


W razie wątpliwości zawsze warto porozmawiać z weterynarzem, szczególnie jeśli przerwa wynikała z kontuzji. 

Jeżeli rozumiecie wszystkie cztery zasady, możemy przejść dalej, czyli do stopniowego wdrażania konia do treningów. 

Wdrażanie konia do pracy trwa zwykle około paru tygodni. Pierwszy z nich polega na pracy z ziemi. Koń porusza się stępo-kłusem na lonży, a pojedyncza sesja trwa nie dłużej niż dwadzieścia minut. Z czasem można zacząć wprowadzać również galop oraz powoli wydłużać czas "treningów". Nie wolno oczywiście zapominać o dniach wolnych, które powinny być wkomponowane między dni pracy. 


Pracę w siodle należy wprowadzać stopniowo, po jakimś tygodniu od wdrożenia konia do planu treningowego. Początkowo sesje powinny być sporadyczne i przypominać bardziej zwykłą rozgrzewkę niż faktyczny trening. Każdy trening powinien być troszeczkę dłuższy od poprzedniego, troszeczkę trudniejszy. Oczywiście nie wolno zapominać o dniach przeznaczonych na pracę z ziemi czy o dniach wolnych. 

Z czasem trening zacznie trwać tyle samo czasu co ten sprzed przerwy, a dni przeznaczonych na pracę z ziemi będzie coraz mniej. Na każdej sesji będzie można wprowadzać coraz trudniejsze ćwiczenia, złapać kontak, wrócić do jazdy w zebraniu i zaangażowaniu, a przede wszytskim - cieszyć zdrowym koniem. 

Malwina






sobota, 18 listopada 2017

Koń o niekontrolowanym galopie

Koń o niekontrolowanym galopie

Bardzo czesto ludzie przychodzą do mnie z pytaniem o niekontrolowany galop. Opowiadają o koniach nie do zatrzymania, nie do opanowania i nie do bezpiecznego użytkowania. Twierdzą, że nic z nimi nie da się zrobić, że te "zbuntowane anioły" są spisane na straty. 

Nie patrząc zbyt daleko w przeszłość, dzisiaj rano pewna pani odpowiedzialna za szkołkę w naszej stajni zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc. Powodem jej zmartwień był 12 wałaszek, który od pewnego czasu regularnie "wyglebiał" jej klientów. Wszystko zaczęło się niewinnie, a dziewne zachowania typu nagłe uskakiwanie w bok zostały zaklasyfikowane jako problemy z zaklimatyzowaniem. Na początku wybryki były sporadyczne: ot, parę baranich skoków przy galopie. Z czasem jednak koń coraz bardziej się znarawiał, aż został kompletnie uznany za niezdolnego do uczenia dzieci. 

Gdy go zobaczyłam po raz pierwszy, był wybuchową mieszanką buntu i strachu, którą nie sposób było przewidzieć. Jak wynikało z opowieści, koń potrafił ni stąd ni z owąd wystrzelić jak z procy, uskoczyć w bok lub oderwać wszystkie 4 nogi od ziemi. Wsiadłam na niego z lekkim strachem i nie mając żadnego planu działania. Ostatecznie po 30 minutach stępo-kłusu udało mi się zagalopować bez narażenia na żadne dzikie rodeo. Koń nie próbował na mnie żadnych nowoczesnych technik zrzucania i gdybym nie widziała wcześniej jego zachowań pod jeźdźcami ze szkołki, w życiu nie podejrzewałabym go o tak dobitnie wypowiadane słowa: zejdź ze mnie!


Oczywiście moja rozmówczyni zadała mi sakramentalne pytanie: "jak?", nie mogąc uwierzyć że Pepito w ciągu niecałej godziny był w stanie tak się zmienić. 

W kontrolowaniu niekontrolowanego galopu (ale też kłusa i stępa!) nie chodzi wcale o czarną magię. Czasem jeśli koń nie jest dostatecznie "zespusty" wystarczy zmienić nawyki by zaczął się idealnie słuchać. Tak właśnie było w przypadku Pepito. 

Pracując z każdym koniem, nie ważne czy jest on spokojny czy też "narwany", zawsze pilnuję jednej rzeczy: tego żeby słuchał się mojej każdej, nawet najmniejszej prośby. 

Jeżeli koń nie reaguje na "nieważne" polecenia, nie będzie reagował na te "ważne. 

Pracując z Pepito, w stępie egzekwowałam (łydkami, mocniejszym kontaktem) żeby wyjeżdżał on narożniki. Jest to szczegół, ale już na samym początku pokazuje zwierzęciu na czyich zasadach trening się odbywa. 


Pilnowałam też, żeby każde koło wyglądało jak koło, żeby jazda wzdłóż ściany odbywała się po pierwszym śladzie i przede wszystkim - żebym to ja decydowała o tym co teraz będziemy robić. 

Utrzymywałam kontakt zdecydowany, na tyle mocny żeby w razie czego mieć nad koniem kontrolę, ale też na tyle lekki żeby umożliwić mu rozluźnienie w potylicy. Nie ciągnęłam go za pysk, ale równocześnie miałam krótsze wodze niż zazwyczaj. 

Ważna zasada przy zagalopywaniu: co zrobić żeby mieć kontrolę nad galopem?

Pracując z różnymi końmi zauważyłam, że galop jest zawsze taki jaki poprzedzający go chód w momencie zagalopwania. Nigdy nie wolno dopuszczać do tego, by przejście odbywało się z niekontrolowanego (czyli mega szybkiego) kłusa, w przeciwnym wypadku galop będzie dzikim wystrzeleniem w przód, również poza kontrolą. 


Podczas mojej pracy z Pepito, na chwilę przed daniem pomocy do zagalopowania, poczułam jak koń rwie się do przodu. Jego kroki były zdecydowanie zbyt szybkie, a ja nie miałam nad nimi żadnej kontroli. Użyłam pomocy wstrzymujących, potem rozluźniając rękę i oddając nieco wodzy otrzymałam spokojny kłus. Dopiero z niego dałam sygnał do zagalopowania.

Konkluzja z tego są dwie: 

1) czasem nie trzeba długich miesięcy treningów by zmienić konia, ale po prostu zmiany swoich nawyków. Trzeba połączyć stanowczość (pokazanie na czyich zasadach się będzie jeździć) i łagodność (żeby koń nie czuł się osaczany, bo w gruncie rzeczy powinien on z własnej woli zaakceptować pracę). Dajemy zwierzęciu określone "warunki pracy" poprzez stanowczość, ale to łagodnością dajemy mu możliwość zaakceptowania ich.

2) nad tym żeby koń nie rwał w galopie, pracuje się już podczas pracy w stępie czy kłusie, ba!, nawet jeszcze podczas oporządania koń wyrabia sobie o nas opinię.  

Malwina


niedziela, 12 listopada 2017

Jaki jest poprawny dosiad w galopie?

Jaki jest poprawny dosiad w galopie?

Czy zastanawiałeś się kiedyś jaki jest poprawny dosiad w galopie? Tak? To interesujące... bo ja nie. Nigdy nie uważałam sprawy ułożenia miednicy w chodzie tak zwanym wyższym za sprawę godną mej uwagi. Kłus ćwiczebny - owszem, zaprzątał mi głowę i to bardzo. Szczególnie gdy pięć razy z rzędu spadłam z tego samego haflingera. Chciałam jeździć na oklep. Kluczowy jest tutaj czas przeszły. 

Problem z galopem jest taki, że bardzo łatwo się w nim utrzymać. Można mieć niestabilny dosiad, pchać biodrami ile wlezie a i tak szczycić się tym, co w stajennej gwarze zwie się wysiedzeniem. 

Nie powinno to być jednak powodem do radość, wręcz przeciwnie. O ile jeździec który umie wysiedzieć kłus ćwiczebny wie, że jego dosiad jest poprawny i nie zaburza ruchu konia, o tyle jeździec potrafiący jeździć w pełnym siadzie galop wcale tej pewności nie ma. 

Podstawowa zasada

Głupio mi trochę, że piszę o takich podstawach, ale zanim przejdę do dalszych kwestii chcę mieć pewność, że w tych podstawowych dobrze się rozumiemy (gdybym miała okulary teraz spojrzałabym na Was spod nich, zupełnie tak jak czynią to nauczyciele chcący nastraszyć swoich uczniów). 

Podstawowa zasada galopu jest taka: po prostu siedź. Koń ma w sobie tyle energii,że naprawdę (ręczę Ci) uniesie Cię. Sam da radę dowieźć Cię do końca trasy, nie musisz mu w tym (tfu!) pomagać. Zaufaj mu! A w razie gubienia rytmu użyj łydek, dosiad nie jest pomocą popędzającą. 


Mniej podstawowa zasada

Galop to chód, którym trzeba się delektować. Usiąść, zamknąć oczy (opcjonalnie) i pozwalać by grzbiet konia bujał nas jak na huśtawce. 

I tu pojawia się kluczowe pytanie (tam, tam, tam): co mamy bujać? 

...

Podczas galopu bujanie powinno się rozumieć jako ruch pleców. O ile miednica jest (a raczej: "ma być") w miarę możliwości nieruchoma; ustawiona w stanie neutralnym (czyli takim w którym jest ustawiona prostopadle), o tyle plecy mogą się "bujać" - przesuwać na płaszczyźnie przód tył. 

Tutaj jednak proszę Was o uwagę, bo nie chcę żebyście źle mnie zrozumieli. W galopie nie wolno przechylać się do przodu, można jedynie pozwalać by ruch konia przesuwał nasze plecy do tyłu, a potem świadomie "wracać" nimi do pozycji w której są one ustawione prostopadle do podłoża. 


Ten właśnie ruch pleców, które raz idą do tyłu, a potem znów wracają do pozycji "startowej", nakłania konia do anagażowania zadu. 

Ważne!

Pamiętajcie proszę, że energia ruchu konia w galopie jest powodem tego że nasz dosiad się rusza, a nie nasz dosiad jest powodem tego że koń się rusza. Jak wiele osób to myli i do jakich konsekwencji to prowadzi!

Powtórzę jeszcze raz: na brak energii ruchu konia w galopie są nasze łydki, a nie nasz dosiad. 

Jak widzicie, i galop da się zespuć. 

Malwina






poniedziałek, 6 listopada 2017

Jak zrozumieć gesty i zachowania konia?

Jak zrozumieć gesty i zachowania konia?

Następuje ten moment gdy zdajemy sobie sprawę, że zilustrowane w książkach jeździeckich wyrazy końskich mordek nie wystarczą nam byśmy rozumieli to co koń pragnie nam przekazać. Następuje ten moment gdy mamy ochotę załamać ręce zastanawiając się jak zrozumieć to dziwne zwierzę patrzące na nas spod wielkich brązowych oczu, zupełnie nie wiedząc jak zabrać się za dokonanie niemożliwego. Zrozumieć konia - jakie to wydaje się piękne. Jakie niemożliwe i tajemnicze. W rzeczywistości - nie trzeba do tego wiele. 

Dzisiaj zacznę nietypowo, bo od przytoczenia Wam pewnej historii. Ubarwionej gdzie trzeba, ale w stu procentach prawdziwej - wyobraźni twórczej w końcu, jak przecież wiadmo, nie mam. Żebyście lepiej zrozumieli temat o którym będę pisać w dalszej kolejności, pozwalam sobie na tęże włąśnie formę narracji, mam nadzieję że nie będziecie mi mieć tego za złe. A więc do dzieła! 


- On się szczurzy! - usłyszałam głośny wrzask, potem mokry czaprak który właśnie czyściłam wpadł w błoto, a znad płotu o który się opierałam wyłoniła się mała blond główka. - On się sczurzy! - dodała rozemocjonowana dziewczynka na wypadek gdybym nie usłyszała. 
Posłałam jej pytające spojrzenie, ale żadne słowa zachęty nie były potrzebne by mała rozpoczęła swój monolog. 
- No bo Madzia jestem i on, ten koń, o tu stoi - wskazała niedbałym ruchem ręki - on się szczurzyć zaczął. 
- Szczurzyć?
-Tak! - wykrzyknęła z nutką podekscytowania w głosie - I ja nie wiem czemu. Zupełnie! - zaakcentowała ostanie słowo intensywnie patrząc mi w oczy. 
- I chcesz wiedzieć, tak? - spytałam niepewnie, przyglądając się uroczemu szetlandowi. Do głowy przyszło mi wiele okropieństw, które biedak mógł przeżyć, ale to co pomyśłałam to moje. Kokardki na grzywie, lalki walające się pod kopytami... mimowolnie wzdrygnęłam się. - Chcesz zrozumieć go? 
- No ba! - mała spojrzała na mnie z irytacją. - Jasne, że chcę!
- Szczurząc się koń mówi Ci: "nie". 
- "Nie"? - w jej spojrzeniu widziałam, że niczego nie zrozumiała. 
- Madzia - zaczęłam, modląc się w duchu by nie pomyslić jej imienia - wyobraź sobie że rozmawiasz z koleżanką. Pytasz się jej czy chce pójść z Tobą na lody, a ona odpowiada Ci: "nie". Mówiąc "nie" przekazuje Ci, że nie ma ochoty...
Moja wypowiedź została brutalnie przerwana. 
- ...nie ma ochoty pójść na lody! 
- Dokładnie, ona nie ma ochoty spełnić Twojej prośby. Tak samo koń który mówi Ci: "nie" albo nie ma ochoty spełnić Twojej prośby albo odpowiada "nie" na pytanie które mu zadałaś. 
- Jakie pytanie? - spojrzała na mnie nieufnie. 
- Każde Twoje zachowanie jest dla konia jak zdanie, a prośba jak pytanie. Na przykład jak ciągniesz go to pytasz się go: "czy chcesz za mną iść". A jeśli on albo tego nie robi albo zaczyna się szczurzyć, mówi Ci: "nie". 
- Ale ja go nie ciągnęłam. 
Trudno rozmawia się z dziećmi, wiem to z autopsji. Doświadczenie zwane młodszą siostrą odcisnęło na mnie bolesne piętno (buziaki Dorota!). 
- To co robiłas zanim koń się zaczął szczurzyć? 
- No złapać go chciałam. A potem wyczyścić. 
- W takim razie kuc powiedział Ci: "nie, nie chcę być złapany". Koniki nie umieją mówić dlatego żeby się z nami porozumiewać muszą robić różne gesty. Na przykłąd siuę szczurzyć, paraskać...
- To niegrzeczne? 
Pokręciłam głową. 
- Nie, dlaczego?Koń nie chciał zorbić Ci na złość. Może po prostu się bał. 
- Albo coś go bolało. 
- Albo nie miał na nic ochoty. 
- Był zmęczony. 
Uśmiechnęłam się. Widziałam, że zrozumiała. 


Przytoczyłam Wam tę lekko przydługą historię żeby pokazać, że danego gestu konia nie da się analizować odrębnie, w wyciągnięciu od kontekstu w którym ten gest nastąpił. Trzeba spojrzeć szerzej, na całość. 

Oprócz tego, zwykle te oczywiste dla nas sygnały (wierzganie, "szczurzenie" itp.) są poprzedzane przez te dużo bardziej subtelne. 

Jak w takim razie zrozumieć jeden konkretny gest konia? Odpowiadając sobie na poniższe pytania:

1. Podstawy, czyli...

Czyli co ten gest znaczy, tak bez głębszego dna. "Szczurzenie się" to złość, parskanie - rozluźnienie, a uniesiona głowa - zaciekawienie. Nie chodzi tutaj o szczegółową analizę, a odpowiedź na to pytanie można znaleźć w pierwszej lepszej jeździeckiej książece dla dzieci 6-12 lat. 

2. Czy ten gest był wyodrębniony? 

a) czy oprócz niego wsytępowały inne "duże" gesty

Konie bardzo rzadko by przekazać swoje emocje używają tylko jednego gestu. Zwykle tuleniu uszu po sobie towarzyszą wywrócone białka i spięte mięśnie - koń nie złości się uszami, ale całym ciałem. 


b) czy oprócz niego występowały inne gesty, subtelne

Konie to zwierzęta, które muszą zachowywać dyskrecję. Jeśli rżałyby ostentacyjnie na widok każdego źdźbła trawy, drapieżniki szybko wypatrzyłyby je i zjadły (konie, nie źdźbła trawy). By temu zapobiec nasze kopytne musiały porozumiewać się bardzo dyskretnie. Uważnie obserwując konia możemy zauważyć kiedy zaczyna szybciej mrugać, dłużej oddychać, przestępować z nogi na nogę, rolzuźniając mięśnie lub je spinając. Zwykle każdy "duży" gest poprzeda inny, subtelniejszy. 

Rozpoznawania tych gestów nie da się nauczyć, uważnie obserwując konie można jednak "uczulić" się na to by je wychwytywać. 

3. Jak wygląda dany gest w kontekście danego konia?

Czy to zachowanie odbiega od normalnego zachowania tego konia? Jeśli tak oznacza to że bodźce (patrz: następny punkt) które popchały konia do wykonania tego gestu były bardzo silne - mógł to być na przykład ból albo strach. 

4. Czemu to zrobił? (kontekst)

Koń nie robi niczego "sam z siebie". Jego zachowanie to reakcja na pewnien bodziec. Tak jak Ty nie śmiejesz się z niczego (mam nadzieję), tak Twój koń nie "szczurzy się" z niczego. Każdy gest konia poprzedza pewne wydarzenie, które go do niego skłoniły. Tym bodźcem może być wkurzający człowiek, dziwny dźwięk bądź przerażająca sytuacja. Sęk tkwi w tym by zastanowić się co wywołało u konia taką reakcję. 

5. Co chciał Ci przekazać (w sumie właśnie to jest sednem komunikacji)

Skoro wiesz co koń potencjalnie czuje i co wywołuje w nim takie emocje, zastanów się czy reakcja konia nie miała Ci czegoś przekazać. "Odejdź", "lubię Cię", a może "boję się". Jeżeli koń przekazuje Ci informację negatywną, zastanów się jak możesz poprawić jego samopoczucie (jak się boi zadbaj o to by wyeliminować źródło strachu; agresja jest pretekstem by zmienić coś w sobie...). 

Słuchając konia i odpowiadając na jego nieme prośby uczynisz jego świat piękniejszym. 

Maliwna






powered by Typeform
Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron