wtorek, 17 października 2017

Sekret stabilizacji na koniu

Sekret stabilizacji na koniu

Zacznę od bardzo banalnego stwierdzenia, które jest jednak sednem sprawy.  Żeby być stabilnym, trzeba mieć oparcie. Jest to prawda zakorzeniona w podświadomość i oczywista dla każdego przedstawiciela gatunku wszelakiego. Jeśli tracimy równowagę, musimy się o coś oprzeć.

Problem tkwi w tym, że oparcie znajdujemy w elementach, które tegoż właśnie oparcia nie powinny nam dawać. Niektórzy szukając oparcia usztywniają się,  inni odchylają, a jeszcze inni odstawiają łokcie od ciała. Wszystko robią podświadomie, rzecz jasna.

Takie rozpaczliwe szukanie równowagi powoduje szereg innych problemów. Przykładowo odchylenie tułowia w tył prowadzi do przesunięcia łydek w przód i vice versa.  Usztywnienie jednej partii ciała usztywnia nie tylko inne partie ciała, ale również całego konia.

Prawidłowa stabilizacja to podstawa jeździectwa, która pozwala uporać się z wieloma problemami. Poza tym, jest ona nierozerwalnie złączona z otwartą miednicą i głębokim dosiadem, ale o tym było w ostatnim poście


Podstawa stabilizacji to nogi, szczególnie dolna ich część. Są one oparciem dla całego ciała i dlatego tak ważne jest by zostały poprawnie ułożone, szczególnie przy skokach, półsiadzie czy kłusie anglezowanym.

U "stabilnego jeźdźca" stopa (stopa ułożona równolegle do podłoża) z łydką powinny tworzyć kąt prosty. Jeśli wtedy od kolana do palców u nóg poprowadzilibyśmy linię prostą, byłaby ona przeciwprostokątną trójkąta kolano-pięta-palce. Im większe pole tego trójkąta tym większa stabilizacja.


Postarajmy się znaleźć zdjęcia na których przedstawieni są jeźdźcy mający bardzo dobre oparcie w strzemionach:




Sam fakt że pole "trójkąta" jest duże nie oznacza wcale że jeździec ma dobre oparcie. Potrzeba nam jeszcze 2 rzeczy:

1) Amortyzacji przez staw skokowy

Jak już pisałam, stopa powinna być ustawiona luźno i równolegle do podłoża. Strzemiona muszą być jednak na tyle obciążone, żeby każdy wstrząs amortyzowany był przez staw skokowy jeźdźca.

Jeżeli palce u stóp znajdują się niżej niż sama stopa to w łydce brakuje "wypchania". Przypomina wtedy nienaciągnięty łuk. 

Pamiętajcie, że wstrząsy amortyzują nie stopy ale stawy skokowe. 

2. A co ze stwierdzeniem "stopa na popręgu"

Mówiłam o tworzeniu "trójkąta stabilizacji". Jednym z jego boków jest linia stopy, inną linia łydki, a ostatnia czyli ta łącząca kolano z czubkiem placów powinna leżeć na popręgu. 

Malwina





sobota, 14 października 2017

Jeździeckie wpadki

Jeździeckie wpadki


Zanim przejdę do właściwej części postu a Wy będziecie mogli pośmiać się z moich najgorszych jeździeckich wpadek (a ściślej rzecz biorąc tej jednej która w pamięci zostanie mi już do końca życia), koniecznie muszę przekazać Wam 3 super ważne wiadomości. 

1. Możliwość zadania jeździeckiego pytania anonimowo

Po pierwsze, zdaję sobie sprawę że wielu z Was ma pytania odnośnie jazdy konnej na które bardzo chciałoby poznać odpowiedź a jednocześnie z pewnych względów nie chce bądź nie może skontaktować się ze mną mailowo. Otóż 

TUTAJ

możecie wpisać nurtujące Was pytania a ja odpowiem na nie w formie postów. 

Co najlepsze, nie musicie zakładać do tego żadnych kont, a ja nawet jeśli bardzo będziecie tego chcieli nie poznam Waszych imion. No chyba że podpiszecie się pod zadanym pytaniem. 

A, i jeszcze jedno. Pytanie można zadać również na blogu - jeśli post przewiniecie na sam dół to zobaczycie taki "banner". W ramkę która pojawi się po kliknięciu przez Was na "tak" wpisujecie co tam chcecie wpisać i klikacie na "wyślij". 

2. Możliwość obserwowania bloga

Byłabym Wam bardzo, bardzo wdzięczna gdybyście zaobserwowali mojego bloga. Jest to dla mnie bardzo miłe, podnosi na duchu, sprawia że dostaję motywacyjnego kopa żeby iść do przodu... 

Wczoraj na prawym pasku, zaraz pod "popularne posty" dodałam ikonkę "obserwuj".

3. Posty zaczną się częściej pojawiać

Tak, wiem - od ostatniego czasu publikuję posty co 6/7 dni. Bardzo Was za to przepraszam i obiecuję że postaram się zmienić. 

Dziękuję za to że mimo wszytsko czytacie mnie, jesteście ze mną, piszecie do mnie... To mega motywuje <3. 

A zatem przechodząc do właściwej części posta...




W jeździectwie zaliczyłam już całe tryliardy wpadek, jednak to tą jedną będę pamiętać do końca życia. 

Było to bardzo, bardzo dawno temu (klimat a la "za górami, za lasami"), kiedy Malwinka była jeszcze małoletnią smarkulą, która wiedziała o koniach tyle co NIC. Na widok każdego przedstawiciela gatunku equus drżała z podekscytowania. Tak, tak: do każdego musiała podejść, poklepać, najlepiej dosiąść. Opcjonalnie: nakarmić. No i stało się. Szła sobie wzdłuż rynku (zdaje się, że było to w Hiszpanii), a na horyzoncie zamajaczyła jej
sylwetka Konia. 

Był to andaluz, może zwyczajny mieszaniec - fakt niezbyt ważny. Obok stał facet przebrany za rycerza, który w tandetnym stroju i z mieczem w ręku reklamował muzeum gwardzistów, ale on również nie klasyfikował się jako elemet istotny. 


Malwince oczy zaświeciły się jak dwie pochodnie; w podskokach pognała do zwierzęcia by je objąć. Krótkim: "mogę wsiąść?" załatwiła sprawę, a przerażony przebieraniec tylko kiwnął głową. Obrała to jako dobrą monetę i zanim rycerz zdał sobie sprawę co się święci, już siedziała na grzbiecie białego rumaka (nie chcąc ujmować honoru zwierzęcia, nie będę dalej komentować jego aparycji). 


Gdy mocno już zniecierpliwiony rycerz stwierdził, że z łaski swojej mogłaby już złazić, Malwinka stwierdziła że da radę sama (brutalna asertywność w reakcji na szczerą chęć pomocy). Co jak co, jeździła już dobrych parę lat, co w jej przekonaniu brzmiało jak miliardy lat świetlnych. Niestety, okazało się, że w kiecce i koturnach z konia zchodzi się znacznie trudniej. I nie, nie dała rady. Na oczach całego rynku spadła... prosto w ramiona rycerza. No co, każdemu się przecież zdarza. 

Malwina

niedziela, 8 października 2017

Unoszenie i zaokrąglanie grzbietu konia głębokim dosiadem

Unoszenie i zaokrąglanie grzbietu konia głębokim dosiadem

Głęboki dosiad. Tysiące adeptów dąży do owej mistycznej umiejętności, choć wyraźna większość nie wie nawet czym ona się charakteryzuje. Być może winni są trenerzy, którzy słysząc kłopotliwe pytania aż do znudzenia rzucają klasycznym "pięta w dół", którego prawdziwość (jak wiadomo) jest niezaprzeczalna, a być może Internet którego bezosobowość sprzyja szerzeniu się wątpliwych porad jeździeckich. Prawda jest taka, że o ile faktycznie znajdują się ludzie umiejący wytłumaczyć czym głęboki dosiad jest, o tyle jedynie garstka potrafi powiedzieć jak go osiągnąć.

Przeglądając Internet doszłam do wniosku, że umiejętność ta postrzegana jest jako coś co się albo umie albo nie. Nie ma więc żadnych stanów pośrednich: "albo urodzisz się utalentowanym jeźdźcem, albo umrzesz jako nieudacznik". Nonsens. 

Większość porad, choć okraszona inteligentnym tłem, sprowadza się do: "usiądź głęboko, jakoś to będzie". Ale z mojego doświadczenia wynika, że nie - nie będzie. 


Zacznijmy od wytłumaczenia pojęcia...

Gdyby jakiś matematyk spytał się mnie jak obliczyć w ilu procentach jeździec ma głęboki dosiad, to z pewnością kazałabym zmierzyć mu powierzchnię styku jeźdźca z siodłem. Bo prawda jest taka, że głęboki dosiad to taki dosiad w którym koń wypełnia przestrzeń między udami jeźdźca jak najszczelniej. Ale tu drobna uwaga - nie da się zrobić tego na siłę wciskając się w siodło. Sęk tkwi w tym by przylgnąć jak najmocniej (nie wiem czy słowo "mocno" jest tu odpowiednim słowem) udami do konia, a następnie poprosić go o to by uwypuklając grzbiet wypełnił całą dzielącą nas przestrzeń. 

To tyle z teorii. Jestem pewna, że teraz siądziecie na konia, użyjecie głębokiego dosiadu i... mam nadzieję, że wychwyciliście sarkazm. 

Bo zanim dokonacie tego co powyższe (usiądziecie głęboko i uwypuklicie grzbiet konia) musicie wiedzieć jak usiąść głęboko. 

1. Otwarcie bioder

Jest to zagadnienie bardzo mylące, ale w gruncie rzeczy nie stanowi ono niczego szczególnie trudnego (jestem tak zmęczona, że na początku napisałam "jest to coś tak biodrowego"...). Biodro jest stawem, podobnie jak stawem jest kolano. Jeśli kolano mamy zgięte, staw kolanowy jest zamknięty. Jeśli wyprostujemy nogę w kolanie, staw kolanowy będzie otwarty. W przypadku stawu biodrowego sytuacja jest podobna. Jeśli zegniemy się w talii (wiecie o co chodzi), staw biodrowy będzie zamknięty. A naszym celem jest otworzenie go. 


Przypomina mi się ćwiczenie, które Sally Swift opisuje w swojej książce i które obecnie stosuje bardzo wielu trenerów na całym świecie. Polega ono na tym by wyjąć nogi ze strzemion, a następnie tak bardzo wyprostować udo by kolano znalazło się pod miednicą. Oczywiście nie należy tak jeździć przez cały czas, ale traktować to jako uzpełnienie treningów (regularnie stosowane przez pierwsze 5 minut stępa daje zabójcze efekty i ja sama jestem tego przykładem!). 

2. Długie strzemiona

Z długością strzemion nie można przesadzić, ale z mojego doświadczenia wynika, że 99% polskich jeźdźców jeździ na przykrótkich strzemionach. A te uniemożliwiają głęboki dosiad. Zwróćcie uwagę na słowo: "uniemożliwiają". Uniemożliwiają, czyli sprawiają że coś jest niemożliwe

3. Ułożenie biodra w panewce biodrowej

Brzmi bardzo skomplikowanie, ale sama idea jest bardzo prosta. Od blisko pół godziny szukam schematu, który przedstawiałby co powyższe, ale nie należę do osób mających w życiu szczęście (do stu piorunów, nawet głupiego obrazka w Internecie nie umiem znaleźć). Siłą rzeczy wymyśliłam ćwiczenie, które pomoże Wam zrozumieć o czym piszę. 

Stań przed lustrem w lekkim rozkroku, tak by Twoje stopy stały równolegle do siebie. Następnie postaraj się zwrócić palce u nóg ku sobie (lub, jeśli wolisz: "do wewnątrz"). Zauważ jak ukłądają się Twoje kolana i kości udowe. Teraz stań tak, by Twoje palce zwrócone były do zewnątrz - coś a la baletowej pozycji numer dwa. Jak teraz układają się Twoje kolana i kości udowe? W której z pozycji masz szansę stykać się z jak największą powierzchnią siodła? 


Odpowiedź jest oczywista - w tej pozycji w której Twoje palce u stóp zwrócone są do wewnątrz. Wtedy biodro w panewce biodrowej ustawia się tak, że łatwo jest Ci udami "objąć" grzbiet konia. 

Kluczowe nie są tu jednak palce (o nich podczas jazdy się nie myśli), ale to by ustawić uda tak jak w sytuacji gdy palce ustawione są do wewnątrz. 

Zaproponuję Ci kolejne ćwiczenie. Prawą nogę połóż równo na ziemi, skup się tylko na lewej. Na lewnym biodrze połóż płasko lewą rękę by móc czuć przesuwającą się panewkę biodrową. Teraz oderwij lewą nogę od ziemi i zacznij obracać ją dookoła własnej osi (o ile to oczywiście możliwe) - tak żeby raz lewa stopa była równoległa prawej, raz jej prostopadła. Obserwuj jak wygląda Twoje udo (jak więc układa się kość udowa) i co czujesz. 

Sęk tkwi w tym by jadąc na koniu zrotować (mówiąc po ludzku: obrócić) kości udowe. Najlepiej zacząć próbować dokonać tego w stój i bez strzemion. 


4. Mięśnie ud

Do głębokiego dosiadu dochodzi oczywiście również praca mięśni, a kluczowe zadanie pełnią tutaj mieśnie ud. 

Pamiętam różnicę jaka niegdyś występowała między moim dosiadem ze strzemionami i moim dosiadem bez strzemion. Kiedy siedziałam na oklep, by utrzymać się na grzbiecie napinałam mieśnie ud. Dzięki temu szczelnie przylegałam do konia, a mój dosiad zaczynał być głęboki. 

To zadziwiające jak mocno dobrzy jeźdźcy anagażują mięśnie swoich ud - pomiędzy ich nogi a siodło żadnemu z nas nie udałoby się włożyć ręki. 

Znowu powracam do książki Sally Swift - podczas jazdy można wyobrażać sobie, że nie ma się nóg od kolan w dół, a równowagę łapać właśnie zaciskając uda o siodło. 

Będę upierała się przy swoim "zaciskaniu" bo mięśnie ud to mięśnie, które w jeździectwie anagażuje się bardzo mocno. A przynajmniej mocniej niż większość ludzi sądzi. 

Nie mylcie jednak zaciskania ud z zaciskaniem kolan, gdyż to ostatnie jest nieprawdłowe. 

Unoszenie grzbietu

Unoszenie grzbietu konia jest "wisienką na torcie". Jeśli siedzisz głęboko (tzn. masz odpowiednio długie strzemiona, otwarte biodra, kości udowe obrócone do wewnątrz i - co bardzo ważne - napięte mięśnie ud) sama Twoja pozycja zachęci konia do tego by zaokrąglić się. Jeżeli będzie poruszał się w miarę energicznie, a Ty siedząc poprawnie zaczniesz aktywować mięśnie ud, będziesz działac jak taka "pompa" (?) która podciągnie grzbiet konia w górę. 

Tym właśnie głęboki dosiad jest. 

Malwina

Ps. Post wyszedł mi długi, znacznie dłuższy niż miał być. Postanowiłąm, że nie będę rozpisywała się nad wszelkimi plusami głębokiego dosiadu, bo jest ich pełno a i z odkryciemk ich nie będziecie mieli żadnego problemu. Nauczycie cieszyć się nowym wymiarem jeźdźciectwa, prostszym sposobem komunikacji, głebokim porozumieniem i stablinością w siodle. Czegóż więcej potrzeba?






poniedziałek, 2 października 2017

Magia przeciwnej wodzy i sprowadzanie konia na ścianę

Magia przeciwnej wodzy i sprowadzanie konia na ścianę

Na maneżu trwa wojna. Nie ma rozlewu krwi, ale obie strony walczą zaciekle. Obie chcą porozumienia, ale żadnej z nich nie wychodzi. Jeździec rozpaczliwie ciągnie za zewnętrzną wodzę chcąc zmusić bezmyślne zwierzę do wyjechania na ścianę. Bezmyślne, znowu nie aż tak bezmyślne, zwierzę próbuje uciec przed bólem. Bezskutecznie. 

Znacie taki obrazek? Bo ja aż zbyt dobrze. 

Zacznijmy od tego, że koń nie chce bólu. Koń nie chce niesposłuszeństwa, "kłótni" i niewygody. Zwierzę dąży do poruszania się w harmonii i rozluźnieniu - pomijając wszystko inne tak mu jest po prostu wygodniej. Jeśli tylko na to pozwolimy, koń będzie się nas słuchał. W gruncie rzeczy szerko rozumiany gatunek equus nosząc człowieka spełnia większość jego próśb. Problem tylko taki, że często rozumie je sprzecznie. 

Opiszmy wyżej opisany obrazek (nieudolna próba zepchnięcia konia na ścianę) oczami obu stron. 

Człowiek czując że zwierzę zjeżdża ze ściany próbuje nakłonić je do ponownego wejścia na nią. Intuicyjnie zaczyna ciągnąć za zewnętrzną wodzą kierując się logiką: "jeśli chcę iść do zewnątrz ciągnę za zewnętrzną wodzę; jeśli chcę iść w lewo, ciągnę za lewą wodzę", która nie działa. 

Tymczasem koń idąc sobie po ścianie wpada na pomysł, żeby zejść ze ściany. Czemu? Po prostu. Na to ma akurat ochotę, taki  tam światopogląd. Nagle czuje ucisk na zewnętrznej wodzy - jest to pomoc ogranicząjąca. Ogranicza ruch konia do zewnątrz, a daje mu luz żeby szedł do wewnątrz. Przekaz jest jasny: "pójdziesz na zewnętrz to poczujesz dyskomfort, droga wolna jest w kierunku wnętrza ujeżdżalni". No to koń zgodnie ze swoją wolą zchodzi od ściany (ucieka od dyskomfortu). 


Z moich obserwacji wynika, że bardzo często zapominamy o ograniczającym działąniu wodzy. Zarówno podczas skręcania jak i naprowadzania na ścianę. 

Jak zachować się prawidłowo w wyżej opisanej sytuacji?

Gdy czujesz że koń zaczyna odchodzić od ściany, powinieneś ograniczyć ten ruch. Koń idzie do wewnątrz a więc powinieneś ograniczyć ruch do wewnątrz. Czym? Wewnętrzną wodzą. Na zewnętrznej powinien być luz, a całą pracę wspomaga wewnętrzna łydka, która "spycha" kopytnego na ścianę. Przekaz jest jasny: jak idziesz do wewnątrz jest Ci niewygodnie, a jak na ścianę dyskomfort znika. 

Oczywiście opisana sytuacja jest schematyczna, a zewnętrzna wodza nie powinna być luźna, tzn. w żadnym wypadku nie należy puszczać kontaktu. Na tym przykładzie chciałam wytłumaczyć Wam czemu tak ważne używanie jest "przeciwnej" wodzy. Nasze intuicyjne wskazywanie kierunku wodzą jest niestety błędne.


Nie ma jednej recepty na wszytsko, no może oprócz tej jednej: robiąc coś na koniu, po prostu myśl. Jak to ktoś kiedyś powiedział, najważniejszą częścią ciała jeźdźca jest nie łydka, miednica czy biodro, ale ta którą bardzo żadko się ćwiczy, a mianowicie głowa

Malwina

Ps. Bardzo przepraszam Was za tę nieobecność na blogu, ale miałam spore zamieszanie związane z zawdami (w październiku starty mam praktycznie co tydzień). Miałam nadzieję napisać Wam post jeszcze wczoraj, ale mieliśmy spóźnienie i do domu wróciłam (z brązowym medalem na szyi, nota bene :D) po 21. Miałam tyle spraw na głowie że po prostu nie udało mi się znaleźć czasu. Obiecuję, że się poprawię i życzę Wam miłego początku tygodnia (o ile oczywiście początek tygodnia może być miły). 

UROCZYŚCIE KOŃCZĘ 100 POST NA BLOGU!!!


niedziela, 24 września 2017

Jak to jest z tym wysiadywaniem kłusa ćwiczebnego

Jak to jest z tym wysiadywaniem kłusa ćwiczebnego

W jeździectwie jest bardzo wiele czułych tematów, żaden z nich nie cieszy się jednak taką popularnością jak kłus ćwiczebny. Prawie rok temu zabrałam się za napisanie postu nieudolnie próbujacego sprostać niemożliwemu. Wyszło mi raczej marnie. Zdaje się, że wspominałam o rozluźnieniu, nie pochylaniu się, nie robieniu niczego na siłę. I to jest prawda - ale tylko z jednej strony. Bo o ile jeździec sztywny, ze złym dosiadem i usilnie próbujący wcisnąć się w siodło nie wysiedzi kłusa na pewno, o tyle wcale nie jest powiedziane że jeździec prosty i rozluźniony wysiedzi go. Bo z tym ostatnim jest różnie. 

Chcesz siedzieć w siodle nieruchomo? Wiedz, że w historii ludzkości nikt jeszcze tego nie dokonał. Przeczy to podstawowym prawom fizykii. Zachowanie energii, dynamika Newtona i te sprawy. No więc co zrobić?

Można zrobić dwie rzeczy:

1. Ograniczyć podskakiwanie do minimum 

2. Wkomponować się w ruch konia by wydawać się stabilnym 

Używając obu "strategii" można cieszyć się przyjemnym kłusem ćwiczebnym (taka mała podpowiedź: to jest możliwe!). 


1. Ograniczenie podskakiwania do minimum

Zacznijmy od prozaicznej sytuacji. Stoisz sobie na przystanku czekając na atobus i nagle... bach! Ktoś podchodzi od tyłu, popycha, a Ty zaczynasz podróż z kolejną spektakularną glebą na koncie. Ponad połowa ludzkości w reakcji na popchnięcie traci równowagę ulegając owemu popchnięciu. Osoby świadome swojego ciała (chodzi mi tu głównie o trenujących wschodnie sztuki walki) potrafią mocno "wbić się" w ziemię pozostając stabilnymi. W jeździectwie sytuacja wygląda bardzo podobnie. 

By zminimalizować podskawiwanie do minimum należy przyjąć postawę, która do złudzenia przypomina postawę stosowaną w sztukach walki. O co mi chodzi?

O napinanie konkretnych mięśni. Pewnie gdzieś już to pisałam, ale pozwolę sobie powtórzyć jeszcze ten jednen raz: w jeździectwie są takie mieśnie które trzeba napinać i takie które trzeba rozluźniać. 

By zachowywać stabilność trzeba napiąć:

a) mięśnie ud

Bardzo łatwo źle zrozumieć to JAK napiąć uda. By lepiej zrozumieć to zagadnienie proponuję pojeździć 20 minut bez strzemion na wybijającym koniu. Gwarantuję Wam, że (o ile nie zaliczycie gleby) boleć będą Wam odpowiednie mięśnie ;). 

b) mieśnie brzucha 

Napinanie mieśni brzucha jest czynnością, która jednym wychodzi naturalnie (około 5% jeźdźców), a drugim wręcz przeciwnie (cała reszta). 

O ile nie jesteś szczęśliwym członkiem tak zwanej elity, musisz nabyć umiejętność napinania mięśni brzucha. Pewnie czytając moje słowa zastanawiasz się czy w ogóle będziesz w stanie tego dokanać. Muszę Cię pocieszyć, bo w swoim życiu na pewno przynajmniej raz zdarzyło Ci się napiąć mięśnie brzucha. Kichnąłeś kiedyś? A może kaszlnąłeś? Właśnie podczas wykonywania tych czynności nieświadomie napinamy mięśnie brzucha. 


Jeśli zakaszlesz, a następnie utrzymasz mieśnie brzucha w tym stanie, będziesz mógł śmiało powiedzieć, że poprawnie stabilizujesz się. 

Jak już pisałam, jest to czynność której trzeba się nauczyć. Czasami potrzeba paru godzin spędzonych w domu, bez konia na ćwiczeniach. 

2. Wkomponowanie się w ruch konia 

Jeśli choć raz oglądałeś przejazd jeźdźców z tak zwanej "wyższej półki", na pewno widziałeś że nie są oni zupełnie niruchomi. Z jednej strony wydają się oni "przyklejeni" do siodła (efekt uzyskany przez napinanie konkretnych partii mięśni), z drugiej strony są tacy podatni na ruch konia...

Sęk twki w tym by rozluźnić się poddając ruchowi zwierzęcia przy jednoczesnym napięciu mieśni brzucha i ud. 

To powoduje, że masz "sztywną" (=niepodatną  na ruch konia) górną oraz dolną partię ciała. Z kolei Twoje stawy biodrowe i miednica są rozluźnione i pozwalają by ruch konia podrzucał nimi ile wlezie. 

Prawidłowo wysiadywany kłus ćwiczebny to kontrast między stabilnością a dynamiką. Bo dosiad to taka (no kurczę, żeby nie popadać w filozofię) dynamiczna stabliność. 

I jak zwykle mój post da się streścić w jednym zdaniu (jakie to dołujące):

By osiągnąć stabilność w kłusie ćwiczebnym trzeba połączyć rozluźnienie ("podawanie się ruchowi konia") miednicy wraz ze sztywnością ("niepoddawanie się ruchowi konia") brzucha oraz ud. 

Tak, to było jedno zdanie! Długie, ale jedno :). 

Malwina







piątek, 22 września 2017

Nie jestem idealna i to czyni mnie człowiekiem

Nie jestem idealna i to czyni mnie człowiekiem

Znasz to? Nieudany trening podczas którego myślisz tylko o tym, by wreszcie skończyć ten koszmar? Frustrację kiedy mimo wszelkich strań nie jesteś w stanie zrobić perfekcyjnego przejścia? Bo przecież to wszystko wydawało się takie proste... Przecież wszystkim to wychodzi... Ale Ty nie umiesz. I nie, nieważne jak mocno się strasz. Tak po prostu się dzieje. Znasz to? 

Współczujące spojrzenia próżno próbujących wytłumaczyć Ci jak zrobić to, czego zrobić się nie da? Uczucie kiedy dobitnie masz ochotę wrzasnąć: "a dajcie mi wreszcie wszyscy święty spokój!" ale milczysz tylko zaciskając zęby coraz mocniej i mocniej? Moment kiedy na krzyki trenerki możesz zareagować już tylko bezradnym wzruszeniem ramion? Łzy, które stają Ci w oczach gdy zdajesz sobie sprawę, że to co robisz na koniu powinno zwać się sztuką? Odciski na palach, które chowasz pod białymi rękawiczkami zupełnie jak smutek pod maską uśmiechu? 

Może jestem ewenementem w historii ludzkości, ale tak właśnie się czasem czuję. Nie będę udawać, że zawsze wszytsko mi wychodzi. Częściej jest dokładnie na odwrót. 

I dużo w tym mojej winy. Nie jestem idealna. Złoszczę się, frustruję, krzyczę, narzekam. Powiem coś nie tak albo poniosą mnie emocje. I mimo największych swych starań niektórych rzeczy nie przeskoczę. Nie umiem uśmiechać się przez cały czas ani zachowywać dystans do rzeczy, które tak bolą... Czasem jest wręcz przeciwnie. Czasem mam ochotę załamać ręce niemo prosząc by ktoś zauważył jak bardzo jestem smutna. 



I to jest normalne. Bo każdy z nas jest człowiekiem. 

Być może sądzisz, że teraz wszytsko w Twoim życiu jest bez sensu. Być może jesteś zły, smutny i sfrustrowany, a być może wcale nie umiesz określić jak się teraz czujesz. 

Tylko Ty wiesz jak jest u Ciebie naprawdę i czy grymas na Twojej twarzy to szczery uśmiech. Może jest naprawdę źle i żadne porady na blogu jeździeckim nie są w stanie tego zmienić. Chcę tylko, żebyś wiedział że nie jesteś sam. Że nie musisz być sam. 

Nie ważne czy jesteś blondynką czy brunetką, wysoką czy niską. Nie ma znaczenie również Twój talent albo też jego brak, nie liczy się Twoja przeszłość. Być może Twoje życie usłane było różami, a być może było ono serią wykreowanych przez Ciebie samą porażek. Być może zrobiłaś coś czego żałujesz i za wszelką cenę cofnęłabyś czas by to odwrócić. Zapomnij o tym wszystkim i "wiedz, żeś się po to urodził, by zasłużyć na szczęście i miłość". Niezależnie od wszystkiego

Niech chwila sukcesu pośród pasm niepowodzeń sprawia, że będziesz bardziej szczęśliwa niż w bajkowym "długo i szczęśliwie", a to przecież bardzo wiele.



Jeśli chcesz płakać, płacz. Jeśli chcesz załamać się, zrób to. Pamiętaj jednak, by po każdym upadku wstać. To jest właśnie to co odróżnia człowieka sukcesu od przeciętnego "Kowalskiego". Każdy z nas jest człowiekiem, każdy ma prawo by czuć się źle. Każdy ma prawo do smutku, złości, załamania. Każdy z nas ma prawo by zrobić coś źle, pomylić się. Sęk tkwi w tym by po każdej porażce wrócić na dobrą drogę. 

Dobrą drogę - to znaczy jaką? Nie mogę odpowiedzieć Ci na to pytanie jednoznacznie. Dotyczy ono Ciebie i zależy od Twoich wartości. Ale... jeśli chodzisz w stanach poddepresyjnych od paru miesięcy, zastanów się czy droga którą podążasz jest słuszna. Jedni szczęścia szukają w pieniądzach, inni sławie, przyjaciołach, pasji, Bogu. 

Prawdę powiedziawszy sama nie wiem co chciałam przekazać Ci w tym poście. Może po prostu wyrzucić to co na sercu leży, a może uświadomić, że niezależnie jak jest źle, zawsze jest nadzieja. Mówi się, że nadzieja umiera jako ostatnia, ale według mnie powinna ona stać się nieśmiertelna. 

Malwina

PS. Cytat pochodzi z poezji Krzysztofa Cezarego Buszmana, którą gorąco polecam :)







środa, 20 września 2017

Nie na poważnie

Nie na poważnie

Jeśli jesteś koniem, który ma dość swojego jeźdźca, witaj w moich skromnych progach. Pokażę Ci parę strategii, które w czasie natychmiastowym powodują uaktywnienie działającej na moją Malwinkę grawitacji. Okraszone uroczym spojrzeniem czekoladowo-brązowych oczu dają efekt gwarantowany. Powszechną prawdą jest bowiem, że nikt - w szczególności młode dziewczę - nie jest w stanie oprzeć się inteligentemu wyrazowi mordki ogiera. 



Kto by się oparł takiemu przystojniakowi, no kto?


Jeśli więc jesteś chętny by Twój tak zwany przewodnik poszybował hen hen ku niebu, musisz być świadom jego kompetencji. Przeczytał on tryliardy poradników, by zrozumieć Twój charakter. Zowie się zaklinaczem, tudzież szkoleniowcem. Jego marne metr siedemdziesiąt na czubku grzywy nie znaczy, że sztuka z niego łatwa. Słyszałeś może o bacie? Albo o ostrogach? Bój się, kolego. 

Trudne nie znaczy wszkaże niemożliwe, a nawet najsilniej zaciskające o się siodło nogi da się oderwać od śliskiej powierzchni grzbietu paroma cyrkowymi sztuczkami. Najlepiej wkomponować je w tło muzyczne programu na zawody jako figurę-bonus. Kto wie, może za salta też przyznaje się noty.

Jeśli Twóju rajder poszedł o krok dalej inwestując w Ciebie jako żekomego skoczka, pole do popisu znacznie się poszerza. Możesz w pełnej okazałości zaprezentować swoją wadę wzroku, która uniemożliwia Ci zobaczenie stacjonaty. Dzikie galopy i wyłamania też jeszcze nikomu nie zaszkodziły. 

Gdy tylko któryś z przedstawicieli gatunku homo sapiens wpadnie na pomysł zaplecenia Ci grzywy, rytmicznie poruszaj głową w górę i w dół. Może i nie sprawi to, że unikniesz nieuniknionego, ale zdecydowanie umilisz mu robotę. Pamiętaj by na wszelkie pretensje reagować parsknięciami wyrażającymi apogeum Twego rozczarowania człowiekiem, który nigdy nie docenia Twych starań. 

Gwoli przypomnienia sądzę, że należałoby wspomnieć również o odpowiedniej rozgrzewca. Jeździec nie może wsiaść na Ciebie ot, tak sobie. Rozleniwione mięśnie nalezy rozgrzać, a  cóż tak dobrze sprawdza się w roli środka motywacji jak nie gonienie swojej myszki przez całą wieś? Biegnij ile sił w płucach, a człowiek... daj się dziecku bawić :). 



Końcowo przychodzi jednak czas na moją ulubioną część, którą uroczyście zwą wychowaniem. Wbij jeźdźowi raz a porządnie  kto tu kogo ma uczyć. W myśl świętej zasady repetitio est mater studiori każdego dnia konsekwentnie zapoznawaj go z Waszą baletową choreografią. Dwa wierzgnięcia, galopiren i salto człowieka ku ziemi jako clou programu. "Tu baranie" wypowiedziane gromkim głosem potraktuj jako najwyższy komplemet wiedząc, że właśnie dopiąłeś swego. 

Dopiero z czasem, gdy na Twojej ogierzej grzywie pojawią się srebrne nitki, zdasz sobie sprawę, że to wszystko nie było konieczne. Jeździec kocha Cię tak czy tak i mimo największych Twych wybryków wciąż zasługiwać będziesz na wypełniony aż po brzegi owsem żłób. 

Podpisał: Koń

powered by Typeform
Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron