Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łydki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łydki. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lutego 2018

Jak użyć łydek tak, żeby wpłynęły na konia?

Jak użyć łydek tak, żeby wpłynęły na konia?

Okej, wiem jak to jest. Wiem jak to jest oklepywać boki konia na tysiące różnych sposobów, a nie umieć znaleźć tego jednego, który choćby w najmniejszym stopniu zadziała na zwierzę. Wiem jak to jest, gdy chce się coś przekazać, a nie umie się znaleźć odpowiednich "słów", a potem - gdy nie wie się jak ich użyć. 

Zanim w ogóle do czegokolwiek dojdziemy, musimy zastanowić się po co w ogóle używamy łydek. A odpowiedź jest prosta: łydki służą do komunikowania się z zadnimi nogami. Jako, że zadnie nogi wpływają na: poruszanie się do przodu, do tyłu i w bok, a także zaangażowanie zadu i w pewnym sensie na wyprostowanie, kontakt et cetera, możnaby nieśmiało zasugerować, że łydki są odpowiedzią na każde jeździeckie pytanie. 

- Co zrobić jeżeli mój koń robi XYZ ?
- Użyj łydek.

I tu pojawia się zasadnicza kwestia numer jeden, a mianowicie - jak przekazać zwierzęciu konkretną rzecz, którą od niego wymagam? Skoro potencjalnie mogę wymagać tyle (począwszy od ruszenia na przód, a na skręcaniu czy zaangażowaniu kończąc) to jak rozróżnić poszczególne prośby? 

Te pytania póki co zostawię bez odpowiedzi, a wrócę za chwilkę. Teraz musimy sobie wytłumaczyć jeszcze jedno (brzmi groźnie? I bardzo dobrze!). 

Jak mocno trzeba działać łydką?


Bardzo często jeźdźcy pytają się jak mocno używać łydek. Ja odpowiadam - najsłabiej jak się tylko da. I tu pojawia się zdziwienie: "jak to? przecież mój koń słucha tylko jak przyłożę łydkę mocno!". 

Wiecie, porównałabym konia do komputera. Kiedy piszesz na klawiaturze i chcesz, żeby na ekranie pojawiło się "a", wcale nie musisz mocno wciskać klawiszy, żeby komputer zrobił to, o co go prosisz. W gruncie rzeczy, przekazujesz mu komunikat, a to on sam (nie Ty)  wysila się nad napisaniem lietry. 

Z koniem jest tak samo - dając łydkę nie musisz użyć siły. Użycie siły (dość dużej, tak na marginesie) byłoby potrzebne, gdybyś chciał własnoręcznie konia przesunąć w dowolną stronę. Tak jednak nie jest (mam nadzieję!), a to co przekazujesz łydką to jedynie komunikat. 

Koń znieczulony na łydkę - co robić?

Poprawnie wyszkolony koń reaguje na samo dotknięcie łydką boku i nic więcej nie trzeba, by się posłuchał. Oczywiście, zdarzają się też konie znieczulone na łydkę. Gdy po otrzymaniu sygnału koń nie reaguje, można raz mocniej szturchnąć go nogą - ale tylko raz. Później najlepiej skorzystać z bacika. W zależności od konia można albo trzasnąć o powietrze (chodzi o taki "huk") albo trzepnąć konia po zadzie lub łopatce. Koń może w takim wypadku wystrzelić do przodu (nawet galopem), ale każdą reakcje w tym wypadku trzeba pochwalić, bo w końcu to ruch do przodu był tym, czego chceliśmy. 


Jak działać łydką...

Wróćmy do postawionych na początku pytań. Jeźdźcy, dla ułatwienia, ustalili podstawowy podział działania łydką - to w zależności od tego, co chcemy osiągnąć zmieniamy działanie łydek. 

Jak zaraz zobaczycie (poniżej opisuję to, co każdy powin wiedzieć od pierwszego dnia w siodle, a jednak - nie wiedzieć czemu -prawie nikt się do tego nie stosuje) poszczególne komunikaty łydką rozróżnia się nie ze względu na użytą siłę, ale bardziej miejsce na które się działa. Jak wiele osób słusznie zauważy, dużo z komunikatów wysyłanych łydką nie jest dla koni naturalnych, ale wyuczonych. Na tym w końcu polega trening, by wykorzystując to co dla konia instynktownie zrozumiałe, uczyć go tego co wydaje się nie do pojęcia. 

1. Łydka aktywizująca czyli jak ruszyć żwawo do przodu

Gdy chcemy, żeby koń ruszył do przodu, a jego ruch rozpoczął się od zadnich nóg - musimy użyć łydki aktywizującej. Polega ona na zwyczajnym dotknięciu (tudzież: szturchnięciu) boku konia. 

Tutaj nie chodzi o to, żeby łydka była ustawiona perfekcyjnie, a siła dobrana idealnie. Ważny jest komunikat - delikatne, ale nie felgmatyczmne dotknięcie. 

Jak często używać tego typu pomocy? Za każdym razem gdy koń - bez naszej zgody - zwalnia (ogólnie - zwalnianie ma raczej pejoratywne znaczenie w jeździeckim słowniku); a także przed wykonaniem parady, czy w przypadky gdy chcemy po prostu przyspieszyć (mówiąc potocznie). 

2. Łydka przesuwająca czyli chodzimy w bok

Łydka przesuwająca mówi po prostu: "przesuń się" do nóg konia, z czego koryztsamy podczas chodów bocznych. 

Tutaj też nie ma większej filozfofii  - dotykamy bok zwierzęcia tak jak w przypadku zwczajnego "do przodu", z tym że dotykamy go w innym miejscu - łydkę przesuwamy do tyłu. 

Mówi się, że należy to zrobić o 10 cm albo o długość ręki - ale według mnie bawienie się w centymetry jest po prostu zbędne. 

Jak wiele razy będę jeszcze powtarzać, czasem perfekcyjna zgodność z instrukcją nie jest tym, co najważniejsze. 


3. Łydka ograniczająca

Gdy koń wypada zadem, łopatką, czy czymkolwiek - wtedy stosuje się łydkę ograniczającą, przesuwając ją do tyłu (patrz: punkt 2). 


UWAGA!!!

Wiecie co chcę po napisaniu tego posta? Żeby każdy z Was powiedział sobie: "ale to proste, przecież ja wszystko wiedziałem jeszcze przed jego przeczytaniem", a potem - skoro to tak proste - zaczął tego używać i nie przestawał. Bo łydki można stosować na każdy problem jeździecki (mówiąc każdy, mam na myśli większość); pod warunkiem że łydek używa się tak, jak opisałam powyżej. No to co, na trening? 

Malwina

PS. Przepraszam Was za tę długą przerwę (tak wiem, tydzień to nie jest długo, ale już czułam się jak na odwyku...;)











wtorek, 17 października 2017

Sekret stabilizacji na koniu

Sekret stabilizacji na koniu

Zacznę od bardzo banalnego stwierdzenia, które jest jednak sednem sprawy.  Żeby być stabilnym, trzeba mieć oparcie. Jest to prawda zakorzeniona w podświadomość i oczywista dla każdego przedstawiciela gatunku wszelakiego. Jeśli tracimy równowagę, musimy się o coś oprzeć.

Problem tkwi w tym, że oparcie znajdujemy w elementach, które tegoż właśnie oparcia nie powinny nam dawać. Niektórzy szukając oparcia usztywniają się,  inni odchylają, a jeszcze inni odstawiają łokcie od ciała. Wszystko robią podświadomie, rzecz jasna.

Takie rozpaczliwe szukanie równowagi powoduje szereg innych problemów. Przykładowo odchylenie tułowia w tył prowadzi do przesunięcia łydek w przód i vice versa.  Usztywnienie jednej partii ciała usztywnia nie tylko inne partie ciała, ale również całego konia.

Prawidłowa stabilizacja to podstawa jeździectwa, która pozwala uporać się z wieloma problemami. Poza tym, jest ona nierozerwalnie złączona z otwartą miednicą i głębokim dosiadem, ale o tym było w ostatnim poście


Podstawa stabilizacji to nogi, szczególnie dolna ich część. Są one oparciem dla całego ciała i dlatego tak ważne jest by zostały poprawnie ułożone, szczególnie przy skokach, półsiadzie czy kłusie anglezowanym.

U "stabilnego jeźdźca" stopa (stopa ułożona równolegle do podłoża) z linią łączącą kolano z palcami u stóp powinny tworzyć kąt prosty (patrz: rysunek). Jeśli wtedy poprowadzilibyśmy wzdłuż łydki linię prostą, byłaby ona przeciwprostokątną trójkąta kolano-pięta-palce. Im większe pole tego trójkąta tym większa stabilizacja.


Postarajmy się znaleźć zdjęcia na których przedstawieni są jeźdźcy mający bardzo dobre oparcie w strzemionach:




Sam fakt że pole "trójkąta" jest duże nie oznacza wcale że jeździec ma dobre oparcie. Potrzeba nam jeszcze 2 rzeczy:

1) Amortyzacji przez staw skokowy

Jak już pisałam, stopa powinna być ustawiona luźno i równolegle do podłoża. Strzemiona muszą być jednak na tyle obciążone, żeby każdy wstrząs amortyzowany był przez staw skokowy jeźdźca.

Jeżeli palce u stóp znajdują się niżej niż sama stopa to w łydce brakuje "wypchania". Przypomina wtedy nienaciągnięty łuk. 

Pamiętajcie, że wstrząsy amortyzują nie stopy ale stawy skokowe. 

2. A co ze stwierdzeniem "stopa na popręgu"

Mówiłam o tworzeniu "trójkąta stabilizacji". Jednym z jego boków jest linia stopy, inną linia łydki, a ostatnia czyli ta łącząca kolano z czubkiem placów powinna leżeć na popręgu. 

Malwina





niedziela, 9 lipca 2017

Jak rozpocząć ruch konia od zadnich nóg?

Jak rozpocząć ruch konia od zadnich nóg?

Ostatnio, a ściślej rzecz biorąc dzisiaj, miałam przyjemność jeździć na młodej, zminokrwistnej klaczy. Koń bynajmniej do grupy tak zwanych ujżdżeniowców nie należał, a na jego postawie wypisz wymaluj widziałam wszystkie błędy początkujących zwierząt. Szyja wyprostowana, wyapadające łopatki, ruch idący od przednich nóg. Tak, właśnie to ostatnie najbardziej mnie ubodło. Ten zupełny brak angażowania zadu. 

Nie wiem jak Wy, ale ja kiedyś miałam bardzo duże problemy z nakłonieniem zwierzęcia do tego, żeby jego ruch zaczynał się od zadu. Koń pierwszy krok wykonywał przednią nogą, a ja wściekałam się jak diabli. Byłam początkującym jeźdźcem i zasłyszanymi w stajni opiniami na temat szeroko rozumianego zebrania przejmowałam się w stopniu najwyższym. 

Zanim dojdę po porad sensu stricte, pozwolę sobie lekko odejść od tematu. Koń w naturze powinien mocno anagażować swój zad, a ruch rozpoczynać od tylnych nóg. Nie jest to kwestia jedynie estetyczna. Koń dźwigając ciężar w postaci jeźdźca przybiera inną "postawę" niż w naturze. Jego grzbiet robi się wklęsły, przednie nogi są za bardzo obciążone, ogólnie rzecz biorąc powoduje to szeroko rozumiany dyskomfort. Żeby koń był w stanie bez uszczerbku na zdrowiu wykonywać skomplikowane figury, powinien zaokraglić swój grzbiet, a ciężar przenieść na zad. Ruch rozpoczynający się od zadu jest absolutnym minimum by to osiągnąć. 


Ale do rzeczy. W swoich dąrzeniach dawałam łydkę, a zwierzę nic... Robiło co chciało. W swoim rozumie (a raczej jego braku) uznawałam, że to coś ze zwierzęciem jest nie tak. Nie, nie. To nie była moja wina. To zwierzę. Parę zwierząt... A nawet wszytskie na jakich siadałam się tak zachowywały. No ale co? Zdarza się. 

Słowo "dawać łydkę" jest bardzo szerokie. Łydką można przecież kopać, szturchać, łaskotać, ściskać oraz wykonywać szereg innych czynnności, z których każda będzie miała inny wpływ na całkoształt zwany koniem. 

Ja przez całe swoje jeździeckie życie (a przynajmniej przez znaczną jego część) dawałam łydkę trzymając ją odstawioną od boku konia. Dopiero kiedy dotykając ("przytulając") łydką bok konia dawałam impuls, zwierzę "startowało" od tylnych nóg. 

Wiem, wiem: plączę się. Poniżej zrobiłam rysunek przedstawiający owy nader dziwny fenomen. Liczę na to, że coś z moich nieposkładanych rozważań wyniesiecie. Poniżej: dawanie łydki odstawionej od boku konia. 


Dobra, wróc!

Moje zdolności rysownicze są marne, żeby nie powiedzieć, że nie ma ich wcale. Od czego jest jednak Internet. Znalzłam przykład zdjęcia podczas którego jeździec działa łydkami przylegającymi do boku konia (zwróćcie uwagę na to jak łydka styka się z bokiem konia). Jeśli ma się taką "przytulającą" bok konia łydkę, można dodać łydkę, która nakłoni konia do mocnijeszego zaangażowania zadu konia. Tak, tak DOPIERO wtedy, kiedy ma się przytuloną do boku konia łydkę. 

(Mała uwaga od autorki: zdjęcia łydki odstawionej nie zamieszczam, bo nie chcę nikogo obrażać. Wyobraźcie sobie po prostu, że ktoś chce dodać łydkę uprzednio mając pozyjcę westernowego "whoa"). 

Łydkę, ogólnie rzecz biorąc, najlepiej dodawać jeśli ma się ją cały czas przyłożoną do boku konia. Takie odsuwanie i przybliżanie łydki, jakze często widoczne u jeźdźców różnorakiego stopnia zaawansowania, powoduje znacznie mniej spektakularne efekty. 


Nigdy nie czytałam o tym w żadnych jeździeckich podręcznikach (może to po prostu oczywistość), ale dodwanie takiej łydki "uruchamia motor konia". Bardzo pomaga podczas dodań (koń dostaje kopa energetycznego), a nawet gdy chce się zwierzę ukarać - pisałam coś o tym tutaj

To jest taki mały "trik", który może naprawić naprawdę wiele. Czasem (jeśli nie działa) trzeba dać trochę mocniejszy impuls, czasem dłużej go stosować.

Tylko pamiętacie" nie nadużywajcie łydek!

Malwina



Ps. Od 10 do 23 lipca będę poza domem. Najprawdopodobniej będę miała dostęp do Internetu, jednak jak będzie naprawdę - to się okaże. Posty publikowane będą automatycznie, ale problem może okazać się z odpowiedziami na maile i komentarze. Mówię to na wszelki wypadek: jeśli z mojej strony nie będzie odzewu, wybaczcie mi. Nie powinno być problemów, ale... nigdy nie wiadomo :). 


czwartek, 23 marca 2017

Poprawianie jakości chodów - część 2

Poprawianie jakości chodów - część 2

To jest druga część postu o poprawianiu jakości chodów: zobacz część pierwszą

Powiedzmy sobie szczerze, każdy z nas w głębi duszy marzy o tym, żeby jego koń poruszał się dobrze. Każdy z nas marzy o wysokich notach na zawodach, każdy marzy o podziwie. Problem tylko, że zwykle na takich oto marzeniach to się kończy. 

Zdaję się, że już od paru miesięcy trąbię naokoło o tym, że jeździectwo to skomplikowany proces. Pozwolę sobie powtórzyć jeszcze raz: jeździectwo to proces. Nie dasz rady naprawić go w dwie jazdy. Brutalna prawda, którą jednak każdy musi przyswoić. 

Po co to mówię? Otóż chcę Wam coś przekazać. Starając się poprawić jakość chodów Waszego konia, nie powinniście myśleć o tym jako o całości. Nie tkwijcie w przekonaiu, że pokażę przycisk, którego naciśnięcie uczyni Was jeźdźcami Grand Prix. Takie "pyk i gotowe" nie działa. Nie w jeździectwie. 

W poście o przejściach pokazywałam Wam różnicę między poprawnym, a nie poprawnym stylem myślenia. Tutaj chodzi mi o to samo: powinniście podzielić drogę do sukcesu na krótsze odcinki. Dzięki temu w razie popełnienia błędu nie będziecie musieli zaczynać wszystkiego od początku, łatwiej będzie Wam wtedy zrozumieć miejsce błędu i w efekcie łatwiej wszystko poprawić. 



Z mojego doświadczenia wynika, że tę oto drogę można podzielić na następujące odcinki:

1. Nie przeszkadzanie koniowi

Wiecie, my jeźdźcy, starając się poprawić jakość chodów naszych koni, bardzo często zapominamy o tym najważniejszymj punkcie. Robimy cudeńka łydkami (w celu uzyskania tak zwanego zaangażowania), zakładamy sto patentów, a przy tym wszystkim zapominamy o jednym: to MY jesteśmy główną przyczyną dla której koń porusza się źle. 

Spójrzcie na konie w naturze: bez niczyjej pomocy potrafią one pięknie galopować, kłusować, a nawet cofać lub chodzić bokiem. Dopiero kiedy my siedamy na ich grzbiety, zaczynają się wszelkiego rodzaju problemy. 

Dlatego też musimy stać się dla konia wygodni. Musimy zapanować nad naszym wszechlatającym ciałem, tak by przestac zaburzać ruch zwierzęcia. Nieważne jak trudne to będzie. 

W takim przeszkadzaniu (którego mamy za wszelką cenę unikać) możemy wyróżnić (a jakże!) dwa etapy:



- zaburzenia ruchu poprzez wodze: jeśli masz twardą rękę i nieustannie szarpiesz pysk zwierzęcia, koń odczuje dyskomfort, zacznie zadzierać głowę do góry i w efekcie sprawi, że jego grzbiet stanie się wklęsły. 

- zaburzenia ruchu poprzez dosiad: czyli brak rozluźnienia, nie poddawanie się ruchowi konia, aysmetria w dosiadzie i wiele, wiele innych. 

Czyli podsumowując: w tym etapie dążymy do tego, że koń czuł się tak, jakby nas na jego grzbieicie wcale nie było. Ale zawsze jest jakieś ale:


2. Korekcja długotrwała

Oczywiście, to nie wszystko. Jak pewnie zauważyliście, koń pod jeźdźcem i koń w naturze wygląda znacznie inaczej. Żeby umożliwić nam poprawną, wygodną i przyjemną pracę, musimy skorygować jego sylwetkę i ułożyć ją w sposób, który zapewni jej najwiekszą wygodę i efektywność, a który z przyczyn oczywistych nie bedzie taki sam jak w naturze (w naturze koń nie musi targać 60 i więcej kilogramowych ciężarów). 



Wygląd takiej sylwetki opisywałam w poprzednim poście, a jej główne cechy to: podstawiony zad i zaokrąglony grzbiet. Profesjonalnie, takie oto zjawisko nazywa się zebraniem. Ale o tym później. 

W tym etapie będziemy się więc zajmować ułożeniem sylwetki konia, tak żeby znajdowała się ona w odpowiednim dla nas ustawieniu. 

Oczywiście, nie może to być zbyt proste :). To nie jest tak, że podchodzimy do konia, łapiemy go za głowę i ustawiamy tak, jak nam się podoba. 

Musimy wziąć pod uwagę to, że koń nie jest przyzwyczajony do chodzenia w sposób, którego od niego wymagamy. Dlatego też najpierw musimy przygotować go do tego fizycznie. W przeciwnym razie nasze wzruszająco szlachetne próby poprawienia jakości chodów, mogą się skończyć uszczerbkiem na zdrowiu kopytnego. Jacyś chętni?



Jeśli "wyrobimy" pewne mięśnie zwierzęcia, chodzenie w poprawny sposób przyjdzie mu prawie automatycznie. Przyznam, słowo "automatycznie" źle brzmi, ale mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. 

A teraz pytanie za sto punktów... jak te mięśnie wyrobić? A jakże inaczej jak nie ćwiczeniami! 

Przykładowe ćwiczenia:

- przejścia - link do ćwiczeń
- szeregi gimnastyczne - ćwiczenia pojawią się niebawem :)


3. Korekcja "krótkotrwała"

Oczywiście, czasem koń nie będzie wiedział, o co Ci chodzi. Mimo tego, że będziesz wykonywał pełno ćwiczeń, on po prostu nie załapie w czym rzecz. 

W jeździectwie bardzo ważne jest to, żeby nakłaniać zwierzę do przeniesienia jego ciężaru na zad i mocniejszym zaanagżowaniu jego tylnych nóg do pracy: tylko wtedy pracujemy prawidłowo i tylko wtedy koń ma szanse przyjąć odpowiednie ułożenie sylwetki (patrz: punkt 2). 



Żeby nakłonić zwierzę do takiej pracy, powinniśmy użyć naszych łydek. Powinny one łaskotać bok konia i szturchać go. Nie mylcie jednak tych sygnałów z sygnałami do przyspieszenia: są to dwie różne rzeczy. 

Jeśli czegoś nie rozumiecie, napiszcie w komentarach :)
Malwina

sobota, 18 marca 2017

Poprawianie jakości chodów - część 1 czyli po czym poznać dobrze ruszającego się konia

Poprawianie jakości chodów - część 1 czyli po czym poznać dobrze ruszającego się konia

Nie muszę chyba mówić jak ważne w ujeżdżeniu jest to, żeby koń się dobrze poruszał. Dobrze poruszał... tylko co ten misterny zwrot oznacza? 

Umiejętność oceniania tego, czy dany koń porusza się dobrze, czy też wręcz przeciwnie, jest bardzo ważna. To dzięki niej możemy dowiedzieć się co w naszej jeździe poprawić, a patrząc na byle jakie zwierzę z gatunku equus jesteśmy w stanie stwierdzić, czego "jest ono warte" (w kryteriach stricte ujeżdżeniowych). Innymi słowy, tylko wiedząc co jest ważne będziemy mogli zabrać się za poprawianie jakości chodów, czym niebawem się zajmiemy. 

Jako początkujący jeździec nigdy nie byłam w stanie zrozumieć, czemu nad jednym koniem zachywycano się, a drugiego (i zdającego się młodej Malwince podobnego) nie zaszczycało się nawet krótkim spojrzeniem. 

Umiejętność oceniania ruchu konia przychodzi z czasem i doświadczeniem, jednakże zanim się ją nabędzie, trzeba posiąść pewne podstawy. 

1.  Praca zadnich nóg

To jest jeden z ważniejszych elementów. Tylne nogi powinny pracować energicznie, tak by całokształt zwany koniem nie zdawał się wyglądać jak zmęczony wielbłąd na Saharze. 


Do czegoś takiego nie dążymy! Koń nie może powłóczyć nogami, ani się "wlec". 
Praca tylnych nóg oraz energiczność chodu nie zależą od jego tempa, zresztą pisałam już o tym w ramach postu o tym, jak wykonywać dobre przejścia


Żeby zobaczyć o co mi chodzi, możecie na YT poszukać filmików przedstawiających zawody ujeżdżeniowe klasy L oraz GP. Jednym z ważniejszych elemntów, który będzie odróżniać te dwa przejazdy, to będzie właśnia praca tylnych nóg. 

Na pewno zauważycie, że bardziej wyszkolone konie odbijają się od podłoża lekko, ich tylne nogi mocno zginają sie, a całokształt wygląda nieco jak taniec. 

2. Grzbiet

Grzbiet to takie lustro. To na nim widać czy dobrze pracuje zad i czy dobrze pracuje wędzidło. Brzmi skomplikowanie? Już tłumaczę. 

Jak pewnie wiecie, grzbiet z jednej strony jest zakończony zadem, a z drugiej strony szyją. Jeśli zadnie nogi pracują energicznie, mocno odpuszają się od podłoża, sprawiają że zad się obniża. 

Wyobraźcie się sobie, że od zadu aż do uszu, po lini kręgosłupa biegnie pewna linka. Ktoś po prostu założył swojemy biednemu kopytnemu takie bardzo długie podogonie. 

Jeśli zad się obniży, a ta linka będzie mocno napięta, grzbiet konia się zaokrągli (linka go pociagnie). W efekcie szyja konia też się zacznie zaokrąglać. Jeśli za to nie będziemy działać poprawnie zadem, grzbiet się nie zaokrągli (bo linka go nie pociągnie). 

A co z wędzidłem? Jeśli mocno będziemy szarpać za wodze, to konia zacznie boleć. W efekcie zadrze on głowę do góry. "Linka" pociągnie za sobą kręgosłup i sprawi, że stanie się on wklęsły.  

Wszystkim, którzy mają wątpliwości, napiszę jeszcze raz: grzbiet ma być zaokrąglony. 



3. Szyja

a) Szyja nie jest wyznacznikiem dobrej pracy, ale jej efektem. 
b) jeśli masz jakieś wątpliwości, patrz punkt a)

Jeśli jednak widzisz konia, który ucieka od wędzidła, którego szyja jest "złamana" lub na siłę ściągnięta tak, by pysk dotykał klatki piersiowej, wiedz że nie jest to dobrą pracą. 

4. Elementy piramidy szkoleniowej - przynajmniej te pierwsze powinny być bezwzględnie zachowane

Żeby ocenić ruch konia pod tym kątem, odpowiedz na poniższe pytania:

a) czy koń gubi rytm?

b) czy koń jest rozluźniony? Spokojnie macha ogonem, nie wykazuje oznak stresu? Czy porusza się "miękko", płynnie i mimo energiczności nie tak, jakgdyby gdzieś się spieszył?

c)czy jego koła wyglądają jak koła? Czy na zakrętach wpisuje się w nie? Czy umie prosto poruszać się na lini prostej (czy też krzywo na lini krzywej)?

d) czy nie broni się przed wędzidłem? Wodze nie ciągną go, ani nie zwisają luźno?

Wygląda na to, że to tyle. Jeśli macie jakieś pytanie lub inne kryteria wg. których oceniaice sposoby poruszania się konia, śmiało piszcie :). 
Malwina

Ps. Wiecie, że to już 50 post na moim blogu? 






wtorek, 7 marca 2017

Jak skręcać koniem bez użycia wodzy?

Jak skręcać koniem bez użycia wodzy?

Swego czasu pisałam już o tym, jak wygiąć konia. Z doświadczenia wiem jednak, że takie proste jak się wydaje, to nie jest. Czytamy tryliardy poradników, chodzimy na szkolenia i Bóg wie co jeszcze, a kończy się na tym że skręcamy tylko i wyłącznie ciągnąc za wodze. Ja, przyznaję z bólem, taką oto "filozofię" praktykowałam bardzo długo. 

Prawda jest taka, że skręcanie bez użycia wodzy wydaje nam się nieosiągalnym, dalekim marzeniem wykonalnym jedynie dla wtajemniczonej elity tak zwanych mistrzów. Wydaje nam się... a jak jest na prawdę?

Na prawdę nauczyć się wyginać konia bez wodzy się da. Naszą największą, ba! - śmiale odważyłabym się powiedzieć nawet, że naszą jedyną, blokadą jest lenistwo. 

Nie chce nam się robić "cudów" z łydkami, nie chce starać, bo przecież ten sam efekt osiągamy ciągnąc za wodze. Nasze chcę skręcać bez użycia rąk ogranicza się do chcę, a nie do zrobię. Bo lenistwo stawiamy jednak wyżej. 

Inna sprawa, że na jeszcze długo przed spróbowaniem, jesteśmy przekonani że nam się nie uda. Nie próbujemy, bo się boimy porażki. Ale taka prawda, że pudłujesz 100% strzałów, jeśli ich w ogóle nie wykonujesz. (W. Gretzky). 


Tu oto przedstawię Wam jak dokonać niemożliwego i - tam tadam - skręcić bez użycia wodzy 

Wypuść wodze z rąk. Tak, dokładnie tak. Dobrze usłyszałeś: wypuść wodze z rąk. Jeśli je trzymasz, bedzie Cię kusiło. Dlatego je wypuść. 

Całe zadanie zostanie wykonane przez:

a) Twoje łydki

Najważniejsza jest łydka wewnętrzna. Nie zmieniając jej położenia (tzn. trzymając ją w tej pozycji, co ją trzymasz zawsze), zacznij łaskotać nią bok konia. 

Łaskotać łydką bok konia - nazwa niezwykle profesjonalna (pokroju: "dodanie w galopie", czyt. zrozumiałe dla nielicznych), która znaczy tyle co szturchać.

Czyli podsumujmy zadanie wewnętrznej łydki: ma ona szturchać bok konia dopóty dopóki ładnie nam się on nie wygnie, a całokształt zwany koniem nie zacznie skręcać.


b) Twój dosiad

Gdzieś czytałam, że dosiad podczas skręcania powinien być jak cyrkiel - z bardziej trafnym zwrotem, jeśli mam być szczera, jeszcze nigdy się nie spotkałam. 

Biodro wewnętrzne powinno przypominać tą nóżkę cyrkla ze szpikulcem. Tak jak ją wbija się mocno w kartkę, tak i my powinniśmy obciążyć wewnętrzne biodro. Za to biodro zewnętrzne powinno obracać się dookoła, zupełnie tak jakby rysowało jakiś łuk lub koło (którego środkiem jest wewnętrzne biodro). 

I tu rzecz ważna - nie wypychajmy konia na siłę biodrami; powinny one działać sugerująco - nie zaś zmuszająco. 

c) wzrok

Wiem, wiem: obiecałam, że napiszę tylko o łydkach i dosiadzie, a tymczasem wyskakuję z jakimś wzrokiem. Cóż zrobić, jest to rzecz ważna i godna uwagi. 

Musicie zapamiętać o tym, żeby patrzeć tam, gdzie chcecie jechać. I tam dojedziecie. Kiedyś. Na pewno. 


A propos wykonania

Tak jak już mówiłam, powinniście wyjechać na środek ujeżdżalni (linię AXC), puścić wodze i spróbować zakręcić. Na początku będzie trudno - nie powiem. Ale tak z własego doświadczenia powinem, że efekty zauważyłam już po pierwszej próbie. Było wtedy co prawda wysoce nieidelanie, ale już na samym początku bok mi się wygiął. Potem szło już tylko z górki. 

Naprawdę, zapraszam Was do spróbowania. To niesamowite uczucie, którego za pomocą słów opisać się nie da! 

Malwina


sobota, 4 marca 2017

Stabilizacja łydek

Stabilizacja łydek

Łydki w jeździectwie mają to do siebie, że lubią latać na wszystkie strony. Mimo naszych usilnych starań, nie umiemy ułożyć ich w poprawnym miejscu, a choćby najmniejsze zapanowanie nad owym wrednym tworem zdaje się graniczyć z cudem. 

Jednocześnie widzimy jeźdźców, którzy mimo dosiadania koni z gatunku equus wybijakus, potrafią zachować wręcz idelaną stabilność. I tu, zrodzone z czystej zazdrości i podziwu, rodzi się pytanie: jak oni to robią? 

Przyznam się od razu grzecznie i bez bicia, że wszystkie porady opierają się na moich własnych przemyśleniach, a więc wiarygodnego potwierdzenia w podręcznikach nie znajdziecie. Pozostaje Wam wierzyć mi na słowo lub w trybie natychmiastowym opuścić tą stronę :). 



1. Stopy "do wewnątrz"

Gdy zaczynałam przygodę z jeździectwem, starając się uzyskać poprawne (i stabilne) ułożenie łydek, zawsze mimowolnie przekręcałam stopy na zewnątrz, tak że palce ustwione były od konia. 

Nie uznawałam tego za błąd, a niemiłosierne krzyki trenerki: "palce do konia" puszczałam mimo uszu. Dopiero kiedyś, gdy wybrałam się na zawody (jedne z pierwszych, rzecz jasna), postanowiłam sobie, iż cały przejazd przejadę z poprawnie ustawionymi stopami (cóż, powód bardzo prozaiczny: chciałam po prosto ładniej wyglądać). O dziwo, moje łydki zyskały na stabliności. Choć trochę jeszcze ruszały się na płaszczyźnie przód - tył, wcale nie latały na boki i z perspektywy widza zdawały się stabilne. 

Trzeba jednak uświadomić sobie, co ten misterny zwrot: "palce do konia" znaczy. Bynajmniej nie polega on na tym, żeby karykaturalnie przekrzywiać stopę do wewnątrz: powinniśmy za to ustawić ją równolegle do boku konia. To z kolei spowoduje, że wszystkie tryliardy oddziałowujących na biedną nogę sił nie będą ruszać jej już na skos i na boki (a jedynie do przodu i do tyłu). 



2. Rozluźnienie: nic na siłę

Jeśli zapragniemy ustawić nasze łydki siłą, nie osiągniemy niczego. Powiedziałabym nawet, że osiągniemy efekt odwrotny do zamierzonego. Zepniemy się, co z kolei spowoduje spięcie się konia. Zwierzę w efekecie będzie poruszało się jeszcze sztywniej, przez co jeszcze bardziej będzie nas poruszało na wszystkie strony. A tego bynajmniej nie chcemy. 

3. Obciążenie strzemion

O tym, jak ważne jest obciążenie strzemion oraz o tym, jak je prawidłowo "wykonać" (tzn. jak obciążyć strzemiona, żeby nie przesadzić) pisałam w ramach postu o zastosowaniu fizyki w jeździectwie. Tam Was przekierowywuję.



4. Dobre ułożenie całej nogi 

I kolejną wartą uwagi rzeczą jest to, żeby zachować stabilność reszty nogi. Uda powinny być swojego rodzaju "podpórką", a kolano - choć nie może zostać zaciśnięte - musi przylegać do siodła. Częstą przyczyną niestabilności łydek jest odstające od siodła kolano. 

5. Ćwiczenie

Myślę, że to ćwiczenie możecie potraktować jako ciekawostkę. Znalazłam je przypadkiem w internecie (tak, tak, przeglądałam grafiki dotyczące hasła: "rider biomechanics", przyznaję się) i myślę, że może pomóc jeźdźcom mającym problem z łydką "lecącą" do przodu. Nie wiem, czego jest ono warte (nigdy nie próbowałam), ale brzmi ciekawie. 

Generalnie chodzi o to, że bierzę się pasek do pilates i przywiązuje do strzemion, tak jak na rysunku: link. A potem wio i na koń :). 

Malwina








czwartek, 2 lutego 2017

Sekrety udanych przejść

Sekrety udanych przejść

Zrobienie byle jakiego przejścia sztuką nie jest - powiedzmy to sobie szczerze. Przypuszczam, że ja swoje pierwsze przejście wykonałam jeszcze na lonży. Śmiem twierdzić, że godne Grand Prix ono nie było. Czemu? 

No właśnie, czemu? Co to jest dobre przejście?

Dobre przejście to płynna zmiana chodu, podczas której "nie gubi nam się" żaden element piramidy szkoleniowej (rytm, rozluźnienie, wyprostowanie, kontakt etc.) Sylwetka konia przypomina wtedy bardziej kopnięte "U" (tzn. jego kręgosłup jest bardziej wypukły, niż wklęsły - napiszę o tym niedługo) - może jednak się nieco zmieniać jej kształt - podczas wyciągania chodu, ciało konia się "rozciąga", a podczas skrócenia, "kurczy". 

I teraz najtrudniejsze - jak tego dokonać?



Każda zmiana chodu jest inna - są przejścia w dół, w górę i w obrębie jednego chodu, a do każdego z nich używa się innych pomocy. Ale jest jedna reguła - o przejściu zawsze decyduje koński zad. To on jest siłą napędową konia i to od niego zależy, jak porusza się koń. 

Koń jest jak samochód z napędem na tylne koła - interesuje Cię w nim tylko tył - to do niego posyłasz swoje prośby o zwolnienie lub przyspieszenie tempa. Za to przednie koła (nogi) obracają się (poruszają) dzięki ruchowi tylnych, same o niczym nie decydując. 

1. Przejścia w górę

Przejście w górę to przejście z niskiego chodu do wysokiego, przy zachowaniu rozluźnienia, wyprostowania etc. 

Najważniejsze jest to, by chód od którego "startujesz" był dobrej jakości



Pownieneś siedzieć na grzbiecie zwierzęcia prosto i w rozluźnieniu, być na kontakcie oraz pilnować równego tempa konia

Teraz przychodzi czas na pomoce... (i zaczynają się wszelkiego rodzaju "schody"). 

Przejście w górę można zacząć od półparady, która powoduje skupienie wierzchowca. Należy wczuć się w rytm konia i dać mu łydkę (o sposobach jej dawania pisałam w jednym z wyżej podlinkowanych wpisów). 

Co należy zapamiętać: łydka jest jedynym sygmałem popędzającym, a wypychające zwierzę do przodu biodra powodują jedynie usztywnienie i zaburzenie całego przejścia. Tego przecież nie chcemy, czyż nie?

Bardzo ważne jest oddawanie wodzy, podczas którego powinniśmy poruszać nasze ręce zgodnie z ruchem szyi konia. Zarówno sytuacja, kiedy to wodze zwisają luźno, jak i sytuacja kiedy to pysk konia napotyka się na blokującą jego ruch barierę w postaci wędzidła, jest niewskazana. 

2. Przejście w dół



Przejście w dół nie polega na zmianie chodu na niższy przy całkowitej utracie impulsu i energii. Koń powinien z energicznego, ale szybkiego chodu przejść do energicznego, ale wolnego chodu. Widzicie różnicę?

Wszelkiego rodzaju problemy zaczynają się zwykle jednak przy wykonaniu. Jak tu poprosić tylne nogi, żeby zachamowały? 

I tu zaczyna się cały paradoks. Całość, w dość dużym skrócie polega na dodaniu impulsu (za pomocą łydek). Koń podstawia wtedy tylne nogi pod kłodę (no bo chce przyspieszyć), a - zanim poruszy się cała reszta jego ciała - stawiamy mu barierę w postaci wędzidła. Zgdodnie z tym, co w swojej książce napisała Diacont, ruch konia może zostać zablokowany również poprzez naprężenie mięśni brzucha (dosiad). 

Na filmiku: https://www.youtube.com/watch?v=XnS_acVanUA (1:38) wyraźnie widać moment, kiedy koń podstawia tylne nogi pod kłodę - sam wręcz na nich siada! Można zauważyć, że jeździec nie hamuje konia wodzami. Czemu? 

a) ponieważ w stylu western konia zatrzymuje się poprzez "naciśnięcie" na strzemiona;
b) koń nauczony jest komend głosowych ("Whoa")



3. Przejścia w obrębie jednego chodu

W obrębie jednego chodu wyróżniamy różne "wersje" tego chodu: zebrane, wyciągnięte, skrócone, pośrednie, robocze (poprawcie mnie, jeśli o czymś zapomniałam). 

Żeby skrócić chód: 

a. łydki

Łydki pilnują energiczengo tempa i rytmu, którego zgubić w żadnym razie nie możesz. Pamiętaj cały czas o tym, że mimo zwolnienia tempa koń nie może tracić energii. 

b. dosiad

Narzuć ruchem bioder inny ruch, niż ruch który "proponuje" i w którym porusza się koń. Przykładowo, rób krótsze ruchy miednicą. W ostateczności możesz spróbować nawet kompletnie zablokować jej pracę, swoim dosiadem "stając w miejscu". Koń będzie chciała się do Ciebie dostosować, gdyż będzie mu niewygodnie. W związku z tym, szukając komfortu, postanowi dostosować się do ruchu Twojego dosiadu. Profesjonalnie, nazywa się to narzuceniem ruchu



c. ręka

Koń energicznie dochodzi do zamkniętej ręki, która nie pozwala mu przyspieszyć - skracając przy tym jego ruch. 

Żeby wyciągnąć chód:

Wyciąganie chodu polega na dodaniu "łaskoczących" łydek i oddaniu wodzy. Tu przypominam o zasadzie mówiącej. że ruch naszych (oddających wodze) rąk powinien iść zgodnie z ruchem szyi konia. 

Chód pośredni:

To chód "wyciągnięty, ale nie do końca". W stosunku do chodu roboczego jest zdecydowanie bardziej obszerny, ale nie aż tak jak chód wyciągnięty. Pomoce do osiągnięcia chodu pośredniego są podobne jak w wyżej wymienionym przykładzie. 

Z kolei chód roboczy to ten "zwykły" chód, którym poruszasz się "na codzień" - szczegónie podczas rozgrzewki. 



Jak pewnie zauważyliście, obracamy się w 2 kombinacjach:

łydka + oddanie wodzy (do wyższego chodu)

łydka + blokujący dosiad + zamknięta ręka (do niższego)

Natężnie chodu należy dostosować do konia, a cały proces przejścia nie jako całość, tylko jako poszczególne etapy. Przykładowo:

1. Przykład złego myślenia:

Chcę zatrzymać konia - myślę: "Zatrzymam Cię koniu" - jest to myślenie o efekcie, a nie o tym, jak do tego efektu dojść. 

2. Przykład dobrego myślenia:



Chcę zatrzymać konia - myślę: "Najpierw doprowadzam Cię, koniu, do wędzidła. Zrobione (tu w razie pomyłki robię korektę pomocy). Szybko muszę zamknąć rękę, żeby uniemożliwić ruch do przodu. etc...

I tu radzę również pamiętać o tym, żeby działać w odpowiednim tempie np. jeśli zamkniesz rękę zbyt późno, na nic Ci się to zda. 

Malwina

Ps. O chodach zebranych póki co pisać nie będę, ale postaram się, żeby posty zaczęły zmierzać w kierunku tych tematów... Zobaczę :)

Pps. Chciałabym jeszcze raz podziękować Wam wszystkim za uzupełnienie ankiety o blogu. Naprawdę bardzo pomogliście mi. Dziękuję!


czwartek, 12 stycznia 2017

Jakie ułożenie nóg jest optymalne i dlaczego?

Jakie ułożenie nóg jest optymalne i dlaczego?

Prawda jest taka, że nogi w jeździectwie nigdy nie układają się tak, jak my byśmy tego chcieli. A to idą za bardzo do przodu, a to pięta zaczyna odstawać, a to jeszcze coś innego - i bynajmniej przez nas nieoczekiwanego - powoduje, że nasza jazda zmienia się w koszmar.

W tym poście zamierzam Wam powiedzieć, jak poprawnie powinny się układać nogi, czemu to takie ważne i jak tego dokonać.   

Najpierw powinniśmy zdać sobie sprawę, że:

Noga to całość: złe ułożenie jednej jej części powoduje złe ułożenie innej.

Zacznijmy od ułożenia górnych partii nogi, by końcowo dojść do tych dolnych (stopa, łydka...), których pozycja na nich bazuje.

Udo powinno całkowicie przylegać do siodła, żadna jego wewnętrzna część nie może "odstawać". Wyobraź sobie udo jako coś takiego stabilnego i nieruchomego, taką podpórkę dla innych, ruchomych części ciała


Kolano, swojego rodzaju granica między stabilnym udem, a ruchliwą łydką , powinno delikatnie przylegać do siodła, jednak nie zaciskać go. Czemu?  Odstając powoduje ono, że udo przestaje przylegać do siodła, zaburzając przy tym stabilność całego dosiadu. A zaciskając się wokół niego, powoduje usztywnienie całego ciała. 

Kolano jest ważne również dlatego, że dzięki niemu ruch łydki nie powoduje ruchu uda. 

Teraz zajmijmy się łydką. Przytwierdzona jest ona do stabilnego uda, w odróżnieniu od niego może, a nawet musi zmieniać swoją pozycję (np. idzie do tyłu prosząc o zagalopowanie). Powinna być rozluźniona, swobodnie mogąc przesuwać się i w przód i w tył. 

Nie można z tym jednak przesadzać - nie chodzi nam przecież o to, by "latała" na wszystkie strony. Aby "panować" nad jej ruchliwością, radzę obciążyć strzemiona. 

Drobna uwaga:

Ciężar górnej partii ciała utrzymują w większości pośladki, kości miedniczne (kulszowe itp.) oraz uda, za to ciężar nóg (od kolan w dół) utrzymują w większości strzemiona. Jest to o tyle ważne, gdyż:



1. Gdyby cały nasz ciężar utrzymywały strzemiona, mimowolnie prostowali byśmy nogi, a uda przestałyby być stabilne. 

2. Gdyby cały nasz ciężar utrzymywany by był przez kości miedniczne (itp.), łydki byłyby niestabilne (nieobciążone).

Łydka powinna leżeć prostopadle do boku konia,  choć czasem należy nią zadziałać lekko ją przekrzywiając. 

Nie można ani odstawiać jej od boku konia, ani zbytnio "otulać" nią konia - przydatne mogą być rysunki: takie jak ten

Pięta powinna być obciążona (to ona bezpośrednio obciąża strzemiona).

C.D.N. - jeśli więc macie jakieś pytania i chcecie, żebym je tam uwzględniła, to śmiało piszcie, 
M.



Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron