piątek, 28 kwietnia 2017

Dziękuję Ci koniu...

Dziękuję Ci koniu...

Parę dni temu (dokładnie dziewięć), postanowiłam sobie,  że sprawdzę kiedy wypada następny dzień konia. Okazuje się, że ma to miejsce 30 kwietnia, czyli idealnie za parę dni. Znacie mnie już na tyle dobrze, że nie powinniście być zdziwieni faktem, że coś specjalnego z tej okazji naskrobałam.

A zatem, z dedykacją, dla Konia:


Dziękuję Ci, koniu. Dziękuję Ci za to, że jesteś i że mnie znosisz. Przymykasz oczy na moje niedoskonałości, których skądinąd jest na prawdę wiele. Nie obrażasz się, gdy tracę cierpliwość i nie uciekasz ode mnie, chociaż tak byłoby Ci znacznie łatwiej.



Dziękuję Ci za to, że mimo wszystko ode mnie wymagasz. Że umiesz się postawić, by nauczyć mnie pokory. Bo przyznam sama, potrafię być pyszna i nieznośna.


Dziękuję Ci za to, że godzisz się żyć w ciasnym boksie: tak bardzo innym i tak bardzo gorszym od naturalnej dla Ciebie łąki.

Dziękuję Ci za to, że mnie uszczęśliwiasz. Że wywołujesz na mojej twarzy uśmiech.

Ale tak na prawdę,  najbardziej dziękuję Ci za to, że mimo wszystko jesteś sobą : koniem. To daje do myślenia. I to sprawia, że Cię kocham.

Podpisane: Ja

Ps. Krótko, wiem. Ale myślę, że więcej słów nie potrzeba. 

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Czemu nikt o tym nie mówi?

Czemu nikt o tym nie mówi?

Zacznę prosto z mostu, bez żadnych wstępów, czy upiększeń: jeździectwo jest trudne. Fakt, że jeździec ma problemy jest więc - wbrew opini powszechnej - zdecydowanie mniej dziwny, niż fakt że takowych nie posiada. 

Czemu o tym nie mówimy? Ostatnio w wyszukiwarkę wpisałam hasło: "jeździecki dół". I wiecie, co mi wyskoczyło? Około 106 000 wyników, każdy o poprawnym trzymaniu pięt w dole. 

O tym, że jeździectwo jest sportem trudnym, niekiedy dołującym, nie było ani jednego artykułu. Ale przecież nikt, dosłownie nikt nie wmówi mi, że jeździectwo jest sportem wiecznie przyprawiającym nas o radość. 

Nie. 

Chwilami jest zwątpienie, chwilami chęć rezygnacji. Sztuką jest to, żeby zachować optymizm i otwarty umysł przez cały czas. Niezależnie jak trudno będzie. 

Jednak to nie jest rzecz, która uderzyła mnie najbardziej. Wpsiując w wyszukiwarkę słowa: "jazda konna jest trudna" (tak, tak: bardzo mi się nudziło), wyskoczyły mi tryliardy (no dobra, przyznaję: około 20) filmików na YT o tym właśnie temacie. I co? Zobaczyłam jeden. Drugi. Piąty. Wyciagnęłam wnioski. 

A oto, co z nich wynika:

Jeździectwo jest bardzo trudne. Można się zabić przeskakując przez dwudziestocentymetrową stacjonatę, albo zlecieć, gdy koń wyciągnie kłus. 

No dobra, na poważnie. Dla 90% wypowiadających się jeźdźców trudność jeździectwa polega na skokach. Przeskoczysz przez stacjonatę 100 cm i już jesteś mistrzem. Przeskoczyłam. Nie spadłam. Jestem mistrzem? Śmiem wątpić.

Problemy w jeździectwie nie są spektakularne. Bo wiecie, jeśli zwierzę Wam wierzgnie lub spadniecie przy skokach, będzie to swego rodzaju zaszczyt. Taki problem, którym można się pochwalić. 

Problem tylko taki, że prawdziwym problemom daleko do takich problemów. Krew, pot i łzy, jak to się ładnie mówi. Są łydki, które latają na wszystkie strony, jest zmęczenie i złość na konia. Nie jest to piękne. Nie jest radosne. I nie, bynajmniej nie da się tego nazwać sztuką. 

Dlatego, mówię to do Was wszystkich: nie dołujcie się. Będzie Wam trudno, będzie źle. Będą takie momenty, w których zdacie sobie sprawę, że niczego nie wiecie. Ale to minie, przynajmniej częściowo. Zadawajcie pytania, jeśli takowe macie, proście o pomoc jeśli takowej potrzebujecie. 

Don't give up!

***



Rozwaliło mnie pytanie z jedego filmiku (w stylu "jazda konna trudna jest): "czy już rozumiesz, czym dla mnie jest jeździectwo"? 

O tak, tak, teraz to kochana przejrzałam Cię na wylot. Pięć minut oglądania upadków przy muzyce rodem z Gwiednych Wojen uświadomiło mi, czym moje ukochane konie dla Ciebie są. Nie, nie podzielam Twojego zdania. 

Malwina

Ps. Ostatnio, jak pewnie sami zauważyliście, zaczęłam publikować coraz więcej postów motywacyjnych. Od maja zamierzam znów skupić się na pierwotnym założeniu bloga, czyli na pisaniu porad. No chyba że wolicie posty takie jak ten - dajcie mi znać w takim razie. Jeśli o mnie chodzi: kocham pisać o wszystkim, więc nie ma to większego znaczenia. Poza tym, blog jest dla Was :). 

Aha, jeszcze jedno. Nie zdziwcie się, jeśli zajdzie tutaj (na blogu) parę zmian. Jeszcze dzisiaj zmieniłam zakładkę O MNIE, namieszałam w wyglądzie nagłówka. No i szykujcie się na wpisy o skokach. 

Piszę to wszytsko, żebyście w razie czego mogli podnieść VETO. Tak na wszelki wypadek :). 


czwartek, 20 kwietnia 2017

Jak opanować złość na konia?

Jak opanować złość na konia?


Powszechnie wiadomo, iż koń jest istotą niemalże doskonałą. Czasem jednak owo niemalże da się we znaki, a my zaczynamy dochodzić do wniosku, że obecność istoty czworonożnej zaczyna dawać nam w kość. Nos, który wpycha się we wszystkie kieszenie przestaje być "słodziutkim noskiem kochanej myszki". Kończy się nasza cierpliwość, kończy wyrozumiałość. 

I mimo, że bardzo chcemy - po prostu nie umiemy opanować złości. Nie umiemy odpuścić. Nie umiemy odczuwać radości z jeździectwa. Jak to odmienić?

1. Perspektywa

My patrzymy na jazdę ze swojej perspektywy, koń ze swojej. I dopóki każdy z nas będzie tkwił przy swojej perspektywie, dopóty nie osiągnięmy porozumienia. 

Moja rada jest taka: wyobraź sobie, że jesteś koniem. Tak, tak, dobrze przeczytałeś. Wyobraź sobie, że jesteś koniem. Że mały krasnoludek (ważący dziesięć razy mniej niż Ty, czyli w Twoim przypadku parę kilogramów) wsiadł Ci na plecy. Nie tylko strasznie się żądzi, skrzeczy coś swoim cienkim głosikiem, ale też złości gdy tylko go nie zrozumiesz. Kopie w brzuch, niemiłosiernie telepie, chce żebyś godzinami biegał w kółko... 

Jeśli wyobrazisz sobie taką scenę, dokładnie i ze szczegółami, gwarantuję Ci, że złość minie. Przynajmniej troszeczkę. 


2. Dobre wspomnienia

Przypomnij sobie chwilę, którą spędziłeś z koniem, a która wywołuje na Twojej twarzy uśmiech. Może to będzie wygrana na zawodach, podczas której to kopytny spisałał się na medal, a może jakakolwiek inna sytuacja, która budzi w Tobie pozytywne wspomnienia. 

Złe emocje, które czujesz do konia zastąp dobrymi, spójrz na niego jak na przyjaciela, a nie wroga. 


3. Dystans

Spójrz na siebie obiektywnie i zdaj sobie sprawę z tego, że Ty też popełniasz błędy. Wyobraź sobie, że nie jesteś człowiekiem, który wścieka się na konia, ale koniem, który wścieka się na człowieka. I pomyśl, co powiedziałbyś jako właśnie taki koń, który chce wytknąć Twoje błędy. Bo prawda jest taka, że oboje je popełniacie- ani nie tylko Ty, ani nie tylko on. 


4. Programowanie mózgu

Wypisz na kartce (lub "w głowie") zalety konia - zbierz ich przynajmniej 20. Od Ciebie zależy, czy będą one w stylu: "dobrze skacze", "ma takie mięciutkie chrapy", czy "jest moim przyjacielem". Ważne, żeby przy każdej faktycznie i z całego serca wyobrażać sobie konia wraz z jego zaletą. Z czasem tak "zaprogramujesz" swój mózg, że złość przejdzie sama. 

Jak widzisz, żeby przezwyciężyć złość, musisz zmienić sposób myślenia, zacząc patrzeć na konia w innych barwach. Moment, w którym przestajesz patrzyć na konia jak na przyjaciela, jest momentem, w którym jeździectwo przestaje być sztuką. 

A tak z zupełnie innej bajki: kto z Was nie marzy czasem z siodła, żeby wcisnąć taki oto klawisz:



Malwina

niedziela, 16 kwietnia 2017

Stać się dobrym jeźdźcem

Stać się dobrym jeźdźcem

My, jeźdźcy, kochamy narzekać. Kochamy mówić, że nic nam się nie udaje i kochamy użalać się nad swoim brakiem talentu. Ale co to daje? Smutna prawda taka, że nic.  

A jeśli by tak zacząć inaczej? Jeśliby tak wziąć sprawy w swoje ręce i podczas treningu dać z siebie sto procent? Albo i jeszcze więcej? 

Pewnie powiesz, że i tak to niczego nie da.  Ale skąd to wiesz? Skąd wiesz, że Ci się nie uda, skoro nigdy nie próbowałeś? 

Popełnisz mnóstwo błędów, to fakt. Im bardziej będziesz się starać, tym więcej błędów będziesz popełniać i tym więcej problemów napotkasz. Ale co z tego? Człowiek, który nie robi błędów, zwykle nie robi niczego (Edward Phelps)


Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz. Zrób to, co możesz. (Arthur Ashe). Spróbuj! Po prostu spróbuj. Zrób pierwszy krok. A za nim następny. I jeszcze następny. Aby przebyć tysiąc mil, trzeba zrobić pierwszy krok (Bruce Lee). 

Czy myślisz, że Dujardin urodziła się mistrzynią olimpijską? Czy myślisz, że nigdy nie czuła smaku porażki? Nie, ona wszystko to co najgorsze w dążeniu do sukcesu przeżyła. Postanowiła być ponad to. I wygrała. 

Więc spróbuj. Nie jutro, nie za miesiąc. Dzisiaj. Nie czekaj. Pora nigdy nie będzie idealna (Napoleon Hill). 

Będziesz chciał przestać. Będziesz chciał odpuścić. Ale jeśli będziesz ćwiczyć mimo to, osiągniesz sukces. Z początku efektów nie będzie. Na początku nigdy nie ma efektów. Bo wysiłek w pełni uwalnia swoją nagrodę dopiero po tym, jak osoba podejmie decyzję, że nigdy się nie podda (Napoleon Hill). 


Myślisz, że jesteś w złej pozycji? Że z punktu w którym się znajdujesz nie da się dojść do niczego? Uświadom sobie, że na dziesięć lat przed wygraną olimpijską, pewnien brytyjczyk złamał sobie kręgosłup. Musiał nauczyć się od nowa chodzić, biegać, jeździć... a mimo wszystko wygrał!

Człowiek z nowymi pomysłami jest wariatem, dopóki nie odniesie sukcesu (Mark Twain). A Ty masz pomysł. I odniesiesz sukces. Jeśli możesz sobie coś wymarzyć, możesz to zrobić (Walt Disney). 

Staraj się zawsze, nawet (i w szególności), gdy Ci nie wychodzi! Co Ci szkodzi? Najwyżej wygrasz. 

Malwina

Ps. Zainterseowanych tym jeźdźcem, który otrzymał medal na Olimpiadzie mimo poważnego upadku (no i 58 na karku), przekierowuję tutaj

Pps. Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt :). 

środa, 12 kwietnia 2017

5 razy tak, czyli jak jeździć bez strzemion

5 razy tak, czyli jak jeździć bez strzemion

Załóżmy, a raczej zdajmy sobie sprawę z faktu, że jazda bez strzemion jest trudna. Gdy zaczynałam wprowadzać w moje jeździectwo całkowite treningi bez strzemion, czułam się jak zdeformowany worek ziemniaków, który nie ma co ze sobą zrobić. Z czasem szkoła przetrwania nauczyła mnie jak utrzymać na wysoce niestabilnym podłożu, jakim jest koński grzbiet. Nie jestem ekspertem, ale jednak ułożone przeze mnie wskazówki są w stanie wyraźnie poprawić trening (czuję, że brzmi to jak jakaś tania reklama, ale co mam powiedzieć, skoro to faktycznie działa?). 

1. Odchylenie do tyłu, a raczej jego brak

Gdy tylko czułam, że koński grzbiet podrzuca mnie do góry, momentalnie pochylałam się do przodu - zapewnie sądzac że to uchroni mnie przed ewentualnym wyleceniem z siodła. 

Nie wiem z czego to wynika, ale lekkie (z podkreśleniem na lekkie) odchylenie do tyłu powoduje, że stajemy się bardziej stabilni. Słowem - mniej podskakujemy. 



2. O co chodzi z tym trzymaniem się kolanami...

Tak zwani trenerzy dzielą się na dwa nurty: na ten propagujący rozpaczliwe zaciskanie kolan o siodło oraz na ten propagaujący całkowite odstawienie kolan od siodła (tak żeby przypadkiem się nie spiąć). 

Za którym "nurtem" jestem? Szczerze: za żadnym. Bo złoty środek, jak sama nazwa wskazuje, leży pośrodku.

Nasze nogi powinny się w siodle tak układać, żeby uda idealnie dopasowywały się do kształtu poduszek siodła. Czyli: nasze nogi powinny być zgięte pod takim kątem, jaki "wymusza" na nas budowa siodła. Bardzo wielu jeźdźców podczas jazdy bez strzemion pozwala sobie na takie "nic nie robienie" i całkowite prostowanie (nie zginanie) nóg w kolanie. I to jest złe. 

Żeby było nam łatwiej poprawnie ułożyć nogę i żeby zyskać na stabilności, powinniśmy zacisnąć kolana. 

Problem polega na tym, że możemy zrobić to źle. Jeśli z całej siły złapiemy się kolanami o siodło to - tu przyznaję rację wszystkim fanom odstawiania kolan od siodła - cali się zepniemy, a nasza miednica automatycznie zrobi "mikropółsiad", czyli mówiąc po ludzku: nie będziemy w stanie usiąść głęboko. 

Jeśli będziemy mieć obciążone strzemiona oraz uda, bedziemy siedzieć na kościach kulszowych, a nie łonowych i chwycimy się siodła udami (przede wszystkim) oraz kolami (trochę mniej): to osiągnięmy to, o co nam chodzi. 



3. Ułożenie nogi

Zasada, którą zapamiętać musi każdy: nasze nogi powinny być tak ułożone, jak ułożone byłyby gdybyśmy mieli strzemiona. A więc, moi drodzy: pięty w dół, palce do konia i tego radzaju teksty powracają :). 

4. Rozluźnienie - z innej niż zwykle strony

Rozluźnienie... I tu znów można zrozumieć coś na opak. Jak pewnie zauważyliście, nieustannie tłumaczę Wam, że kluczem do nie - podskakiwania jest rozluźnienie. Nie myślcie jednak, że jeśli bęcie takim flapem, który ani jedego mięśnia nie używa, będziecie jeździć poprawnie. Czemu?

Wyobraź sobie taką sytuację: nie używasz ani jednego mięśnia, jesteś całkowicie rozluźniony. Byłbyś w stanie teraz przekoczyć stacjonatę? Śmiem twierdzić, że nawet mistrzowie by sobie z tym nie popradzili. 

Sęk tkwi w tym, że pewne mięśnie spinać musimy, a innych nie. Problem rodzi wtedy, gdy spinamy te mięśnie, które powinny być w danym momencie rozluźnione (zaczyna nas wtedy wybijać) oraz wtedy, gdy rozluźniamy mięśnie, które w danym momencie powinny być spięte (tracimy stablilność i równowagę). 



Wiem, że trudno w to uwierzyć, dlatego też przygotowałam dla Was pewnien dowód. Wystarczy, że poszukacie w internecie filmiku przedstawiającego końskiego championa. Na pewno zauważycie, że choć jest on rozluźniony, jego mięśnie bardzo mocno pracują. Na zmianę spinają się i rozluźniają. U nas sprawa wygląda tak samo. 

5. Czasem po prostu nie myśl

Moja trenerka nigdy nie pozwala mi na to, żebym jeżdżąc bez strzemion nie miała żadnych innych zadań do wykonania. A to muszę ćwiczyć zgięcia, a to przejścia... dużą zaletą jest to, że jeśli nie myślę o tym, żeby za wszelką cenę nie podskakiwać, to faktycznie nie podskakuję :). 

Malwina





piątek, 7 kwietnia 2017

Jeździectwo pseudo-naturalne, czyli jak (nie) być porządnym koniarzem

Jeździectwo pseudo-naturalne, czyli jak (nie) być porządnym koniarzem

Pewnie sami przyznacie, naszym jeździeckim światem ograrnęła moda na natural. Co drugi jeździec - za przeproszeniem - wywalił wędzidło, ogłowie i siodło, by na ich miejsce wstawić cordeo, czy halterek. A to, że nie umie ich używać? Mniejsza o to. Ważne, że jest naturalem. 

Zanim dojdę do sedna, przytoczę Wam krótką rozmowę, którą przeprowadziłam kiedyś (z dobrych parę lat temu) z młodą amazonką. Dziewczyna widząc, że trzymałam w ręku palcat, spojrzała na mnie wzrokiem iście karcącym. Zdaje się, że długi, ujeżdżeniowy bat musiał wyglądać w jej oczach przynajmniej jak średniowieczne narzędzie tortur. Nie wchodząc jednak w zbytnie szczegóły: spytała się mnie, czemu z nim jeżdżę. W jej opini, którą wyraziła miło i kulturalnie, bat straszy konia i "może spowodować u niego rozstrojenie nerwowe". 

Nie chciałam jednak pisać tu ani o batach, ani o tym czy i kiedy można ich używać, bo tym tematem już się zajmowałam

Ta krótka rozmowa sprawiła jednak, że zrozumiałam co powoduje, że natural bardzo często okazuje się niewypałem. 

Otóż głównym założeniem ideologii (jeśli tak można to nazwać) jest traktowanie konia naturalnie. Naturalnie, czyli po końsku. Problem jest jednak taki, że znaczna część koniarzy nie rozumie co znaczy traktować konia po końsku. I stąd rodzą się wszelkie mity, wśród których króluje jeden. 

Mit : Konia nie wolno karać, koniowi trzeba ustępować

Zanim zabierzemy się za rozpatrywanie jego prawdziwości, a ściślej rzecz biorąc braku jego prawdziwości, powinniśmy spojrzeć na to, co myślą o tym konie. Czy one się karają? Czy kara jest dla nich czymś naturalnym? Patrząc na poniższe zdjęcie, śmiem twierdzić, że tak. 


Koń po lewej stanowczo, bo za pomocą kopyt pokazuje swojemu towarzyszowi, że ten zachował się źle. 

Jeśli nie zrozumiemy tego, nie będziemy mogli pracować poprawnie ze zwierzęciem. Hiererchia, podstawa naszej końsko-ludzkiej relacji, bazuje na systemie kar i nagród. Jeśli chcemy przekazywać coś zwierzęciu, coś od niego wymagać - musimy stać się wysoko postawionymi w hierarchii liderami. A żeby tego dokonać, czasem musimy zwierzę ukarać, czasem musimy postawić na swoim. 

Problem z ludźmi zajmującymi się jeździectwem naturalnym jest taki, że starają się oni traktować konia jak słodkiego króliczka. Słodkiego króliczka nie można ukarać, nie można wypuszczać na padok (bo mu się jeszcze bialutkie futerko przybrudzi). 

Powinniśmy konia traktować jak koń. Oto stworzony przeze mnie pięć zasad myślenia dobrego jeźdźca:

1. Koń. Po pierwsze koń. 

Czasem po prostu czegoś nie rozumiemy. Nie wiemy o co chodzi, a szukając odpowiedzi na nurtujące nas pytania, znajdujemy tyle różnych opnini na ten temat, ilu ludzi jest na ziemi. I co tu począć?

W takim wypadku spójrzmy na konia. On, niezależnie od wszystkiego, będzie na swój temat wiedział więcej niż jakikolwiek profesor hipologii. Z całym szacunkiem dla hipologów. 

I stąd rodzi się punkt 2. 

2. Obserwuj. 

Obserwuj i wyciągaj wnioski. Nie staraj się domyślać, bo to niczego Ci nie przyniesie. Nie jesteś koniem, więc nie możesz myśleć jak koń. Możesz za to obserwować jego zachowania i starać się je naśladować. 

Przykład zupełnie prozaiczny (ale jakże znany!): chcesz konia ukarać. Zamiast domyślać się jak to zrobić, snuć Bóg wie jak skomplikowane teorie, wystarczy że zaczniesz obserwować konia. Zobaczysz, że kopytne przyjmują wtedy agresywną postawę ciała i zrobisz tak samo. Volia! 

Obserwować konia możesz jednak w jeszcze innym celu: patrz kolejny podpunkt. 

3. Co koń mówi o Tobie

Koń swoim zachowaniem pokaże Ci, czy Twoje próby są dobre, czy też nie. Jak? Jeśli będzie wykazywał oznaki dyskomfortu bądź niezadowolenia - znaczy, że coś w Tobie mu nieodpowiada. Nie jesteś wtedy jak koń, nie traktujesz konia jak koń. 

I stąd...

4. Krytyczne oko...

Nie możesz pozwolić sobie na takie "nic nie robienie". Szkolić, poprawiać, ulepszać musisz się cały czas. 

5. Najpierw inny sposób myślenia, potem nowy sprzęt

Podstawą dobrego jeździectwa jest dobry sposób myślenia. Sprzęt jest drugorzędny. Nie wierzysz mi? Otóż widziałam pełno ludzi jeżdżących na cordeo i zadających zwierzęciu ból (a przynajmniej duży dyskomfort). 

Dobry sposób myślenia... co to oznacza? Otóż wszystko to, o czym właśnie piszę: krytyczność wobec siebie, otwartość na nowe rzeczy, obserwowanie siebie i konia...

Jeździectwo pseudo - naturalne

Każdy nurt ludzi, który twierdzi że dba o dobro konia, choć traktuje zwierzę jak słodkiego, puchatego króliczka: nie zasługuje na miano "jeźdźca naturalnego". Przykro mi, ale cel nie uświęca środków. Nie w jeździectwie. 

Przypuszczam - jest to moja opinia i można się z nią nie zgadzać - że pseudo - naturale zadają koniowi tyle szkody, ile jeźdźcy - ignoranci. 

Czemu? 

Weźmy na przykład uległość wobec konia. Jeśli nie bedziesz stosował sytstemu kar, zwierzę nauczy się, że może Tobą pomiatać. Pomiatać to znaczy gryźć, kopać....

Kolejnym przykładem są kanarki sznurkowe. Niedoświadczony jeździec może zadać nimi więcej bólu, niż wędzidłem. 

Czy ja jestem jeźdźcem naturalnym?

Jeśli definiujemy tak każdego, kto stara się pracować z końmi zgodnie z ich naturą, to tak, oczywiście jestem jeźdźcem naturalnym. Napotykam się na niepowodzenia, czasem wkurzam, ale zwykle staram się być wyrozumiała wobec moich podobiecznych. 

Jeśli jednak jeźdźcem naturalnym nazywamy tego, kto jeździ na halterkach, rezygnuje z ujeżdżenia, karania i dbania o hierarchię, to nie. Żałuję? Śmiem mieć pewne wątpliwości. 

Malwina

























poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Co jest najważniejsze w jeździectwie?

Co jest najważniejsze w jeździectwie?

Zawsze zastanawiało mnie, co w jeździectwie jest najważniejsze. Co odróżnia mistrza od amatora, co powoduje, że niektórzy mają w sobie to "coś" (w domyśle: co powoduje, że inni, jak ja, tego nie mają). Talent, ręka do zwierząt - pod jaką cechą to się skrywa? Czy w ogóle dałoby się to streścić jednym słowem?

Zdaje się, że po stworzeniu takiej aury tajemniczości, powinnam pośpieszyć z wyjaśnieniami. Ale najpierw chciałabym przytoczyć Wam pewną historię. 

Jak generalna większość populacji jeźdźców, na pastwiska chodzę tylko w Jednym celu. Spięta i pełna pośpiechu, wbiegam na nie i chwytam kopytnego. A potem uciekam. 

Kiedyś jednak przyszłam na nie bez żadnego celu. Usiadłam (ściślej mówiąc: uklęknęłam) na trawie i zamknęłam oczy. Konie spojrzały na mnie z wyrazem pełnego zdziwnienia w oczach, aż w końcu, po pewnym czasie, jeden ze śmiałków podszedł do mnie, by zbadać owy fenomen. 



I zrobił coś, co było dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Stanął obok, po czym spuścił głowę i przymknął oczy. Staliśmy (kto stał, ten stał) w takowej pozycji przez czas bliżej nieokreślony. 

I wiecie co? Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam (na tyle, ile mój ograniczony umysł zrozumieć może) o co w tym wszystkim chodzi. 

Koń chce spokoju. Nie musi cały czas czegoś robić, "rozmawiać" z towarzyszami non stop, ani zajmować pięćdziesięcioma sprawami na raz. Czasami stado po prostu ze sobą jest. Wielu mogłoby się wydawać, że to niezmiernie nudne. Nie zgodzę się z tym. To uczucie, gdy otwierasz oczy i widzisz obok zrelaksowanego i szczęśliwego konia jest naprawdę... niesamowite. Niezastąpione. 

Spokój - rzecz w jeźdźciectwie najważniejsza: zarówno w kontakcie z ziemi, jak i w siodle. 



Spokój podczas pracy z ziemi

Swego czasu zaczęłam obserwować relacje koni panujące w stadzie. Przez 90% spędzanego razem czasu, zwierzęta po prostu stoją lub pasą się obok siebie. Czasem tylko jeden z nich uniesie głowę, by sprawdzić co się dzieje (co zwykle powoduje wyraźne zainteresowanie u jego towarzyszy), po czym wszystkie konie spokojnie wracają do pasienia się. 

Zdaża się - choć niezbyt często - że jeden z koni postanowi zaczać się paść w miejscu, w którym aktualnie pasie się inny koń. Podchodzi wtedy do niego i dobitnie pokazuje mu, że ten drugi koń ma sobie pójść w trybie natychmiastowym. Ale w jego zachowaniu nie ma, tak często towarzyszących ludziom, rozdrażnienia i złości (przynajmniej nie takiej czystej, ludzkiej złości). 

Konie w stadzie robią różne czynności, ale zawsze emanuje od nich spokój. Dopiero kiedy przychodzi człowiek, pojawiają się wszelkiego rodzaju problemy. 

Koń jest jak roślina podatna na zanieczyszczenia. "Nasiąka" on bardzo łatwo naszymi złymi emocjami i nawykami. 



Jeśli za to staniemy się spokojni, konie same staną się spokojne. Powiedziałbym nawet, że wtedy dopiero otworzą się na nas i dadzą nam to, co w kontakcie z nimi najpiękniejsze. 

Spokój w siodle

Jak pisałam już ostatnio, podczas jazdy powinniśmy być flexible, co w dosłownym tłumaczeniu z języka angielskiego znaczy elastyczni, giętcy, dostosowujący się. Uzupełniłabym to o słowo: spokojni. 

Nasze ruchy powinny być płynne i wolne - nawet podczas skoków, czy galopu. 

Nie anglezujmy "na wyścigi", nie każmy robić zwierzęciu paru rzeczy na raz. Rozluźnijmy się. 

Bo spokój to podstawa. 

Kłus w kadencji: filmik przedstawia kłus w kadencji. Zwróćcie uwagę na płynność ruchów konia oraz spokój, który od niego emanuje. 

Pozdrawiam, 
Malwina


Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron