piątek, 10 lutego 2017

Uciekanie od wędzidła, czyli jak przyjąć prawidłowy kontakt


Od kiedy sięgam pamięcią (a muszę nieskromnie przyznać, że co jak co, ale pamięć mam dobrą) zawsze miałam problemy z kontaktem. Stosowałam się do wszystkich zasłyszanych w czeluściach internetu rad - że ręka ma być miękka, że łokcie zgięte, no i że coś bliżej niesprecyzowanego (o wdzięcznej nazwie zaanagżowanie zadu) mają robić moje łydki. I co? I klapa. 

Przy każdych moich próbach złapania kontaktu "bestia" zwyczajowo zwana koniem ujeżdżeniowym zadzierała łeb do góry. Żadne moje prośby (o groźbach nie wspominając) na nią nie działały, a ja zaczynałam dochodzić do wniosku, że ten cały kontakt to nic jak tylko jedna wielka bzdura. 

Dopiero po czasie doszło do mnie co robię źle, a odkryłam to przez bliżej niesprecyzowany przypadek. 

Prawda była taka, że moje ręce "stały w miejscu". Były jak dwa wbite w ziemie pachołki, których za nic nie dało się przemieścić (do prób ustablilizowania ręki podeszłam bowiem niezwykle ambitnie). 


Jest to chore, głupie i paradoksalane, ale nasze ręce podczas jazdy muszą się ruszać. Nie każę Wam wierzyć mi na słowo, dlatego też przygotowałam pewnien niezbity dowód. 


Filmik, który zamieściałam jest w baaardzo dużym slow motion (zwolnionym tempie), ale to, co chcę, żebyście zobaczyli, zobaczyć się da. 

Zaobserwujcie ruch końskiej szyji - a raczej to, jak się zamiennie kurczy i wydłuża. Na początku zwierzę ma szyję prawie że wtuloną między przednie nogi, a potem wyprostowaną jak struna. Zjawisko to zachodzi we wszystkich chodach - począwszy od stępu, a kończąc na galopie. 

A teraz wyobraźmy sobie, co się stanie jeśli zaczniemy trzymać ręce w jednym miejscu: 

W momencie, gdy koń będzie "kurczył i skracał szyję", zrobi nam się na wodzach luz, a kontakt kompletnie się zgubi. W momencie, gdy koń "wyprostuje szyję" boleśnie odbije się o stojące w miesjcu wędzidło - najprawdopodobniej przez to zadrze głowę do góry. 


Czasem, cały ten "proces" spowodowany trzymaniem rąk w jednym miejscu, jest mniej zauważalny (wręcz niewidoczny), a jedynie wyczuwany przez jeźdźca, który wie, że coś z jego kontaktem jest nie tak - ale nie wie dokładnie co. 

Jak na to zaradzić?

Nasze ręce muszą być takim pasażerem szyji - to ona ma dyktować ich ruch. O ile przy użyciu dosiadu możemy modyfikować końskie kroki, przy użyciu rąk nie możemy modyfikować (a przynajmnie nie poprzez "stanie w miejscu") ruchu szyi. 

Musimy więc ruszać rękami tak jak rusza się szyja konia - czyli naprzeminnie kurczyć i rozprostowywać. Kurczenie się rąk brzmi jednak nieco dziwnie, sami przyznajcie. Dlatego też wolałabym nazwać to inaczej. 

Zginając lub też rozprostowując łokcie powinniśmy wydłużać bądź skracać długość wodzy. Ręce powinny się więc ruszać w przód i w tył. 


Być może niektórzy z Was uznają to za zaprzeczenie tego, o czym napisłałam jakiś już czas temu -  a mianowicie o tym, że wedzidłem powinnio się działać tylko do przodu, nie zaś do tyłu. Jest to niezbita prawda. W tym przypadku jednak ciągniecie wodzy do tyłu to nie działanie wędzidłem wstecz, tylko utrzymywanie kontaktu (działanie neutralne). 


Postarałam się wytłumaczyć to nader dziwne zagadnienie najlepiej jak umiałam, ale jeśli nadal macie jakieś wątpliowści, możecie napisać w komentarzach.

Pozdrawiam, 
Malwina 






powered by Typeform
Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron