poniedziałek, 29 maja 2017

Ustalenie hierarchii - część 2

Ustalenie hierarchii - część 2

To jest druga część postu - zobacz pierwszą.

Teraz, kiedy wiemy już co mamy robić, powinniśmy się zastanowić JAK tego dokonać. No jak tu, kurczę, sprawić, żeby koń uznał nasz autorytet - nie używając przy tym siły?

Jak zwykle, do znudzenia powtarzam, żeby przypatrzeć się temu, jak z tym zadaniem mierzy się alfa. A oto do czego doszłam:

1. Wie, że jest alfą

Klacz alfa wie, że jest alfą. Gdy karze biec innym osobnikom, to karze im biec. Po prostu. Nie myśli o tym, czy te zareagują: bo wie, że tak będzie. I one też to czują: jej stanowczym poleceniami nie są w stanie się sprzeciwić. 

2. Stawia na swoim

Nie przesuwa się, gdy jakiś podrostek chce zjeść trawę w miejscu, gdzie ona akurat się pasie. Co to to nie.

3. Dba o bezpieczeństwo

Ale mimo wszystko, konie wiedzą, że można jej zaufać. Alfa nigdy nie zmusza ich do niepotrzebnego wysiłku, nigdy nie pragnie ich szkody. Konie właśnie dlatego uznają jej autorytet: bo dzięki niej czują się bezpiecznie. Ufają jej.

4. Wygląda jak alfa

Porusza się spokojnie, ale pewnie. Nie sprawia wrażenia przestraszonej bądź niepewnej.

5. Kontroluje ruch

Decyduje o tym, kiedy koń ma się zatrzymać, a kiedy iść do przodu. 

Żeby okazać się dobrymi przywódcami, powinniśmy być pewni własnego JA oraz budzący w koniu zaufanie. 

Ćwiczenia, które pomagają ustalić hierarchię to Join up oraz wszelkie te, podczas których nakłaniamy zwierzę do ruchu. 

Pamiętajmy o tym, że możemy dokonać tego stojąc przed koniem, lub obok niego - podszczypując batem zadnie nogi, tak jak niekiedy alfa czyni to zębami...

Również nauka cofania bądź nauka chodów bocznych może być bardzo rozwijająca. 

Pamiętajmy przy tym wszystkim o jednym: nie zmuszajmy konia. Bądźmy jak alfa, która oddziałuje na niego samą tylko zdolnością charyzmy. 

Jest to trudne, nawet bardzo. Ale, jak to się mówi: praktyka czyni mistrza. 

Malwa

czwartek, 25 maja 2017

Ustalanie hierarchii - część 1

Ustalanie hierarchii - część 1

Zdaje się, że każdy jeździec wie, co to jest hierarchia. Każdy wie, jaka ona jest ważna i każdy chce stać się misterną: "Alfa". Problem jest tylko taki, że mało kto jest w stanie tego dokonać.



W naturze, konie są roślinożercami, narażonymi na atak ofiarami. Żeby były w stanie obronić się, a ich gatunek nie zginął śmiercią naturalną, muszą one działać w grupie: wtedy pojedynczy osobnik ma największe szanse przeżycia. Na co jednak komu grupa zwierząt, z których każdy będzie w razie zagrożenia uciekał w innym kierunku?



Sęk tkwi w tym, żeby grupę zorganizować. Żeby każdy koń miał swoje miejsce. A do tego potrzeba przywódcy. 



Nie może to być byle kto: przywódca musi być inteligentny, doświadczony oraz umiejący prowadzić stado - słowem posiadać autorytet.




Tylko wtedy stado będzie dobrze zorganizowane, a przede wszystkim - bezpieczne.



W naturze stado koni składa się z paru dorosłych klaczy, młodych, samicy alfa oraz właściciela stada - ogiera. To klacz alfa decyduje o tym, gdzie i kiedy uciekać: jest najstarsza i ma największe doświadczenie. 



Właściciel stada to młody ogier, jedyny zresztą w całej grupie. To nie on decyduje o ucieczce, zwykle biegnie na samym końcu. Jego jedynym zadaniem jest przedłużanie gatunku. 



Zwykle my-jeźdźcy staramy się w swoich dążeniach do ustalenia hierarchii stać się samcami alfa: którzy swoją pozycję osiągają poprzez agresję.




Jeśli obierzemy taką drogę, koń będzie traktował nas tak, jak traktuje ogiera. Tego chcemy?



Zwróćmy uwagę na następujące dwie rzeczy:



1. Podczas wypasania ogier stoi w pewnym oddaleniu od reszty grupy.



2. Ogier nie decyduje, wbrew opinii powszechnej, o najważniejszych aspektach; to nie on ma władze. Gdy do stada podejdzie młodszy samiec, "wykopie" tego starego. Taka to "urocza" natura.



Tymczasem klacze są ze sobą na całe życie, a więzi występujące między nimi są bardzo mocne.



Oczywiście,  w stajni sprawa się nieco komplikuje, a samicą alfa może być... wałach. Nie rzadko można zaobserwować kucyka sprawującego władzę nad dwa razy od siebie większymi końmi. Można? Można. 




Na YouTube ostatnio widziałam filmik na którym zając zaganiał... stado baranów. 



Bo, moi drodzy, nie liczy się siła ani agresja, lecz charyzma. Sęk w tym, żeby być "zajączkiem z charakterem" ;).



C.D.

sobota, 20 maja 2017

Problemy z oporządzaniem konia

Problemy z oporządzaniem konia

Rzecz, która w ostatnim czasie bardzo mnie zdziwiła to problemy z oporządzaniem konia, które dotykają coraz to większą część populcaji koniarzy. O dziwo, tyczy się to nie tylko zupełnie początkujących, ale również (i rzecz by można: przede wszystkim) jeźdźców rzekomo doświadczonych. I to właśnie z tego powodu na blogu, który z pierwotnego założenia miał być stricte ujeżdżeniowy, pojawia się taki oto post: 

Jak oporządzić konia?

Bo wierzcie mi, da się to zrobić źle. Zacznijmy od tego, że konia nie siodła się w boksie. Pomijając wszelkie pseudo-naukowe teorie o kurzu, skuteczności i innego rodzaju bzdetach, koń w boksie może zrobić nam krzywdę. Moja znajoma, gorąca zwolenniczka takiego właśnie oporządzania ma złamaną rękę. Koniu siodłanie w boksie bynajmniej się nie spodobało. 

Na samym "wywleczeniu" zwierza się  jednak nie kończy. Przed Wami przedstawiam szereg problemów, na które możecie się napotkać. 


1. Koń gryzie

A czemu gryzie? Konie mogą zachowywac się agresywnie z 3 przyczyn. Albo gdy się boją, albo gdy chcą Cię zdominować, albo gdy czują dyskomfort. 

Jeśli koń atakuje Cię ze strachu, zastanów się nad jego przyczyną. Czy koń boi się przyrządów (ach te niebezpieczne szczotki), które trzymasz w ręku, czy Ciebie? Pamiętaj o spokojnych ruchach i pewnej postawie. Nie wiem jak wy, ale ja zawsze przed czyszczeniem pozwalam zwierzęciu powąchać wszystkie szczotki, zobaczyć że żaden potwór się w nich nie kryje...

Jeśli koń gryzie z chęci dominacji, powiedz mu stanowczo "nie", tupiąc przy tym nogą. 

2. Koń gryzie przy podciąganiu popręgu

Siodłanie nie jest przyjemne (dla nikogo). Jeśli koń gryzie przy zapinaniu popręgu, znaczy że wykonujesz tą czynność nieprawidłowo. Sęk tkwi w tym, że nie wolno od zaraz podciągać go na ostatnią dziurkę, lecz robić to stopniowo i delikatnie. 

3. Koń nie chce "dać" kopyt 

W dość dużym skrócie i jeszcze większym uproszczeniu, powody mogą byc dwa:

a) koń nie wie, o co Ci chodzi, bo dajesz niepoprawne sygnały:


Samo chwycenie zwierzęcia za pęcinę nie wystarcza. Musisz chwycić końską nogę wyżej i głaszcząc ją "zjeżdżać" ręką coraz niżej. Na komendę "noga", koń powinien podnieść nogę. 

b) zwierzę jest źle nauczone i mimo że wszystko robisz dobrze, on nie rozumie Twoich próśb

W takim wypadku zwykle wspomagam się długim batem ujeżdżeniowym (spokojnie, spokojnie: nikogo nie zamierzam bić :)). Mówiąc "noga" zaczynam łaskotać okolice pęcin końcówką bata, a gdy tylko koń podnosi kończynę, chwalę go i pozwalam mu ją od razu opuścić. Powtarzam tą czynność wielokrotnie, czasem chwytam nogę na dłużej, czasem na krócej, ale wcale jej nie czyszczę. Dopiero po paru takich "sesjach" zwierzę jest gotowe. 

Tak na marginesie, zauważyliście jak często używam słowa "powtarzam"? - istne "repetito est mater studiorum" (powtarzanie jest matką nauki). 

4. Problemy z wędzidłem


Główna przyczyna jest taka, że czynimy to nieprawidłowo. Powinniśmy stanąć obok konia, po jego lewej. Prawą ręką, obejmującą koński pysk, powinniśmy trzymać paski policzkowe (te "długie" - nie mylić jednak z wodzami), a lewą na płaskiej dłoni podetknąć pod pysk zwierzęcia wędzidło. 

Wyszkolony koń przyjmie je bez mrugnięcia okiem, bardziej niepokornemu trzeba wsunąć do pyska kciuk i "nacisnąć" na bezzbębą krawędź dziąsła. 

Drobne uwagi a propos całości:

1. Czasem trzeba dać zwierzęciu luzu!

Zdażają się konie, które grzeczniej zachowują się, gdy przywiązuje się je zostawiając przy tym dużo luzu i swobody. Wtedy też czują się bezpieczniej i znacznie mniej się buntują. 

2. Nigdy nie wiąż konia za wodze!


Malwina


poniedziałek, 15 maja 2017

Praca z końmi nerwowymi

Praca z końmi nerwowymi

Czasami siedząc na koniu zastanawiasz się, czy nie jest on - delikatnie mówiąc - świrnięty. Bezcelowe machanie głową na widok szczotki, tupanie na widok traktora... nie ma jeźdźca, który by się z czymś takim jeszcze nie spotkał. I o ile zwykle kończy się na klasycznym "ha, ha, ha, mało brakowało", faktem jest że znerwicowany koń może zrobić nam krzywdę. Nie odbiegając zbyt daleko, dzisiaj zostałam stratowana przez zwierzę panikujące na widok bramy (dzisiaj czyli wtedy, kiedy pisałam ten wpis, tak dla ścisłości). Zaiste jak straszna to jest rzecz.
Żeby pracować z końmi nerwowymi, powinniśmy pamiętać o paru następujących zasadach. 

1. Spokój

Brzmi fatalnie, wiem. Ale jest to zupełna podstawa i jeśli zapomnimy o niej - nie osiągniemy niczego. Powinniśmy sprawiać wrażenie takich, którzy nie zdają sobie sprawy że zwierzę się boi. Bo nasza panika tylko pogłębia jego panikę. Przy tym pamiętajmy o sformułowaniu "sprawiajmy wrażenie". W rzeczywistoiści, powinniśmy być czujni. Powinniśmy zwracać uwagę na fakt, czy zwierzę nie "interesuje się zbytnio" jakimś obiektem - jeśli jego uszy są skierowane przed dłuższy czas w jedno miejsce, być może właśnie jego się boi. I zaraz się przepłoszy


2. Stopniowo

Załóżmy, że zwierzę boi się pewnego rogu ujeżdżalni. Najgorszym co możemy zrobić to właśnie bezpardonowo podjechać do tego rogu. Niby tyle mówi się o odczulaniu konia, ale - bez przesady - przecież wszystko powinniśmy robić stopniowo. Jeśli trzy letnie dziecko boi się wody to nie wrzuca się go razu do jeziora! 

Mądrzę się, mądrzę - wiem, ale gdybym dzisiaj nie podjechała do bramy, której bał się mój koń, nie musiałabym całować piasku. 

Jak w takim razie sprawić, by zwierzę przestało się bać?

Wróćmy do przykładu, w którym to zwierzę boi się pewnego rogu ujeżdżalni. Jak tu przekonać je, żeby przestało się go bać? 


Powyżej przedstawiłam rysunek ilustrujący sytuację. Wykrzyknikami zaznaczyłam owy "straszny róg", a poziomą (czerwoną) kreską podzieliłam ujeżdżalnię na pół. 


Powinniśmy zacząć od jazdy na "bezpiecznej połówce", czyli tej górnej, o numerze jeden. Jeśli zwierzę jest spokojne i nie wariuje, możemy zacząć działać. Wyjeżdżamy na żółte koło, udajemy że nic się nie dzieje. Możemy zagalopować (zakładam, że wykonujemy całe ćwiczenie w kłusie), wrócić do kłusa. I jeszcze raz zagalopować. Jeszcze raz wrócić do kłusa. Jeśli zwierzę reaguje bez najmniejszych problemów, możemy zwiększyć średnicę koła, tak by na rysunku znajdować się już nie śladzie żółtym, ale błękitnym. Jeśli zwierzę nie stawia żadnych problemów (a raczej na tym etapie stawiać nie powinno), możemy zwiększyć średnicę koła. Jadąc na różowym śladzie, możemy napotkać na różnego rodzaju problemy. Jeśli poczujesz, że zwierzę się spina i robi nerwowe - zmniejsz średnicę koła. Jeśli przyspiesza - wyjedź woltę. Poczekaj aż całkowicie się uspokoi i wrócici do sytuacji wyjściowej, po czym znów zwiększ średnicę koła. I znów zmniejsz średnicę koła, uspokój zwierzę...


3. Zajmij czymś myśli zwierzęcia

Pewnie zauważyliście, że w poprzednim ćwiczeniu prosiłam Was o wykonywanie licznych przejść. To zajmuje myśli zwierzęcia i odwraca jego uwagę od niezwykle strasznych rogów, w których Bóg jeden wie, co siedzi :). 

4. Nie ciągnij za wodze

Bo tym sposobem nie zatrzymasz zwierzęcia. Zamiast tego wyjedź woltę. 

Malwina






środa, 10 maja 2017

Ćwiczenia dla skoczka

Ćwiczenia dla skoczka

Może zastanwiacie się, czemu tak żadko piszę o skokach. Powód jest prosty: nie jestem dobrym skoczkiem. Zdecydowanie pewniej czuję się "na ziemi", do znudzenia wykonując te same ćwiczenia :). Nie oznacza to jednak, że ograniczam się do tego - o nie! Wiele treningów skokowych mam już za sobą i właśnie o ćwiczeniach, które uczynią Was prawdziwymi "horse jumperami" chciałabym teraz napisać. 

Ćwiczenie nr. 1

Ustaw drągi na kole , w odległości 1 foulee każdy. Całość powinna wyglądać jak na rysunku poniżej, z tym że drągów powinniście zmieścić znacznie więcej. Marne cztery widnieją na obrazku ze względu na jeszcze marniejsze zdolności informatyczne oraz umiejętności obsługiwania painta przez Malwinkę. 


Całość powinniście przejechać galopem. Trudność ćwiczenia polega na pilnowaniu rytmu, który niestety może nam się gubić, a zwierzę w efekcie przechodzić do kłusa. 

Wariant utrudniony

Jedną lub więcej cavaletkę zamieniacie na przeszkodę.

Jak tego dokonać?

O ile Wasz koń nie nalezy do tak zwanej tajemniczej kasty koni skoczkowych, może mieć problemy ze złapaniem rytmu. Powinniście pomóc mu w jego odnalezieniu - stosując rytmiczną pracę łydek. Bardzo ważne jest też to, żeby nie wstrzymywać go wodzami ani nie zaburzać jego ruchu dosiadem. 



Ćwiczenie nr.2: 

Szereg typu skok - wyskok: ustaw 3 stacjonaty w odległości 1 foulee każda. Jest to ćwiczenie, które pozytywnie wpływa na pracę grzbietu oraz mięśni wierzchowca. Jak sama nazwa wskazuje, jest to ćwiczenie służące wygimnastykowaniu konia. 

Ćwiczenie nr.3:

Ustawcie dwie przeszkody w odległości 3 foulee. Po przeskoczeniu ostatniej z nich, przejdźcie do kłusa. Po paru metrach (odległość zależy od Waszych możliwości) zróbcie ustępowanie od łydki. Parę metrów normalnego kłusa, zagalopowanie i przeskoczenie ostatniej przeszkody. 

Ćwiczenie nr.4:

Na środku ujeżdżalni ustawcie przeszkodę. Przy najeździe, na 5 foulee przed przeszkodą, zróbcie zatrzymanie do kłusa i znów zagalopujcie: tak, żeby przeszkodę pokonać w galopie. Dla uproszczenia, róbcie to na niskich przeszkodach (możecie zacząć nawet od drągów). 

Gdy będzie Wam szło coraz lepiej, będziecie mogli robić zatrzymania do stępa lub do stój, a także zacząć ćwiczyć na wyższych przeszkodach. 


Ćwiczenie nr.5:

Piąte ćwiczenie polega na wykonaniu ósemki w galopie (i to takiej dość sporej). Na środku należy ustawić stacjonatę. Cała trudność tego ćwiczenia polega na tym, żeby podczas skoku zmienić nogę. 

Malwina


piątek, 5 maja 2017

Jak oduczyć konia złych nawyków?

Jak oduczyć konia złych nawyków?

Nie okłamujmy się, nasze konie nie są święte. Uczą się w zawrotnej prędkości i mogłoby się zdawać że szybciej przyswajają rzeczy niedozwolone, niż te przez nas wymagane. Te, które przytłaczamy im do pysków non stop, 24/7 to zwykle te najbardziej przez nie ignorowane. Smutna prawda, ale prawda.

Z tytułu tego wpisu wynika (zapewne), że jednak jakiś sposób na to jest. Że jakoś konia da się złych nawyków oduczyć. Nie zaprzeczę. 

Najpierw jednak zdefiniujmy sobie, co taki zły nawyk oznacza. Otóż nie chodzi mi o jednorazowy "wybryk" (który skądinąd może spowodowany przez silne emocje t.j. strach przed szczotką), ale o stale powtarzające się złe zachowanie, które bynajmniej ze stachu nie wynika.

Jeśli pewne negatywne zachowanie jest przez konia stale powtarzane (i powtórzę jeszcze raz: nie wynika ono ze strachu lub chęci zdominowania nas), znaczy że zwyczajnie, po ludzku mu się to zachowanie opłaca.


Przykład. Koń wkłada nos do Twojej kieszeni i znajduje w niej marchew. Zaczyna powoli kojarzyć, że nos + kieszeń = marchew. Gdy następnym razem Cię widzi, przypomina mu się powyższe "równanie", więc znów wkłada nos do Twojej kieszeni. Znajduje marchew? Znajduje. Skoro za pierwszą, drugą, piątą, dziesiątą próbą jest tak samo, to znaczy że coś w tym jest. Nos + kieszeń = marchew. 

Załóżmy, że pewnego razu koń marchwi nie znajdzie. No jakto tak? Może za mało przeszukał? Spróbuje jeszcze raz i jeszcze raz. A może musi mocniej szarpnąć? A może by tak użyć zębów? Do prawdy, czemu ten jeździec tak na niego krzyczy? On przecież tylko próbuje odebrać swoją "nagrodę". Mamy oto przykład "pięknie" wyuczonego nawyku. 

Takich "równań" konie mogą przyswoić na prawdę wiele. Przykład? Kopanie w boks = chwila uwagi ze strony jeźdźca. Wierzganie = jeździec na ziemi (bo któż by tego nie chciał???). 

No i teraz - przechodząc do sedna -  jak oduczyć tego zachowania? 


Skoro zwierzę wykonuje pewne zachowanie, bo mu się ono zwyczajnie opłaca, trzeba sprawić, by mu się ono przestało opłacać. 

Możemy załatwić to przy użyciu 2 metod. Otóż z jednej strony musimy zwierzęciu pokazać, że NIE-wykonywanie nawyku jest nagaradzane oraz że wykonywanie nawyku jest karane. 

I znów przykład. Zwierzę wierzga, ponieważ nauczyło się że każde wierzgnięcie = zrzucenie jeźdźca = chwila wolnego. Musimy więć siąść na konia (UWAGA: niech to wykonuje TYLKO jeździec doświadczony). Jeśli zwierzę zacznie wierzgać, powinniśmy bezwarunkowo utrzymać się w siodle. Wtedy też dotrze do niego informacja, że wierzganiem nie osiąga niczego, a jedynie się męczy. Gdy tylko przestanie wierzgać, powinniśmy z niego zejść mówiąc "dobry koń". Wtedy nauczymy go, że nie-wierzganie jest bardzo opłacalne. 


Powinniśmy powtarzać to wielokrotnie, a gdy zwierzę załapie już w czym rzcez, będziemy mogli zacząć chwalić go za co drugie dobrze wykonane ćwiczenie. A potem za co trzecie. A potem już tylko od czasu do czasu. 

Podobne zasady możecie zastosować przy wielu sytuacjach, ale pamiętajcie przy tym o podstawowych zasadach bezpieczeństwa, gdyż niektóre nawyki mogą być po prostu niebezpieczne. Proszenie o pomoc doświadczonego jeźdźca to nie jest przecież wstyd :). 

Malwina

poniedziałek, 1 maja 2017

Rzecz o skokach, czyli 5 błędów o których nikt nie mówi

Rzecz o skokach, czyli 5 błędów o których nikt nie mówi



W ostatnim czasie coraz częściej pytacie się mnie o skoki. Przyznam, trochę zaniedbuję temat, bo - jeśli pamięć mnie nie myli - pierwszy i ostatni post o tym właśnie temacie pojawił się jesienią. Zgoda: trochę zagalopowałam się w tych wszystkich "ujeżdżeniowskich" wywodach, ale cóż zrobić, jak jest się pingwinem? 

Dzisiaj chciałam się skupić na 5 błędach, które pomimo swojej wagi są niezwykle czesto lekceważone. O czym mowa?

1. Niedostosowywanie się do ruchu konia

W momencie, gdy widzimy przeszkodę, jakaś nieznana siła przejmuje kontrolę nad naszym ciałem. Być może to właśnie ta presja i strach przed "spapraniem"  skoku (który skądinąd staje się jedynym i najważniejszym w naszym życiu) powodują, że opuszczamy ruch konia. 



Nie wiemy kiedy zrobić półsiad, co, jak, gdzie z tym wybiciem... a prawda jest taka, że bezwarunkowo nasze biodra powinny "trzymać się" końskiego ruchu. Wtedy wszystko staje się proste. 

Nasze łydki powinny się przemieszczać, wpływać na koński chód - to jest niezaprzeczalność niezaprzeczalna. Ale nie pozwólmy ich biodrom wyręczać. DOSIAD NIE JEST POMOCĄ PRZYSPIESZAJĄCĄ!!!

Miednica powinna być rozluźniona, a ruch konia powinien decydować o jej przemieszczeniu. To on "podrzuci" ją kiedy przyjdzie czas na zrobienie półsiadu. 

2. Brak spokoju

Kiedy czujemy, że mamy zagalopować przed przeszkodą, zaczynamy robić się niespokojni. A prawda jest taka, że podczas skoków liczy się spokój i prostota jeździeckich pomocy.

Prostota jeździeckich pomocy: co znaczy ów misterny zwrot?

Otóż chodzi o to, żeby nie robić zwierzęciu mętliku w głowie, nie przytłaczać go natłokiem zbędnych próśb.   



3. Sprzeczne pomoce

Jeśli dajesz łydkę ciągnąc zwierzę za wodze, nie dziw się, że te wcale nie przyspiesza. 

Problem jest taki, że bardzo często nie wiemy o tym, że działamy pomocami wstrzymującymi podczas najazdu. Dopiero uwagi trenera mogą nas o tym poinformować. 

Należy zwrócić uwagę na to, czy podczas dawania sygnału łydką nie zadzieramy rąk do góry, nie machamy batem gdy chcemy zwierzę zatrzymać, nie spinamy się... to wszystko może powodować sprzeczne sygnały. Wszystkim pełnoetatowym skoczkom radzę to przemyśleć. I skonsultować się z trenerem. 

4. Co z tymi wodzami?

Podczas skoku panują te same zasady, co na ziemi. Ręce powinny iść razem z ruchem szyi konia. Jeśli  więc czujecie, że szyja przesuwa się do przodu, pozwólcie Waszym rękom I wodzom przesuwać się pod wpływem jej ruchu. To sprawi, że ani nie wyprzedzicie go,  ani się nie spóźnicie. 

Zdaję sobie sprawę, że może brzmieć to niezwykle skomplikowanie: te wszystkie ruchy... Prawda jest taka, że jeśli rozluźnicie się i nie będziecie robić niczego na siłę, wszystko powinno pójść ok. Głowa do góry!



5. Złe myślenie

Podczas skoku myśl tylko o następnej przeszkodzie. Nie to tej jeszcze następnej, ani nie o tej przeszłej. 

Malwina



Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron