Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zebranie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zebranie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 maja 2019

W jaki sposób praca z ziemi może zbudować mięśnie konia

W jaki sposób praca z ziemi może zbudować mięśnie konia

Kiedy mówimy o pracy z ziemi, zwykle na myśli mamy szalone dwusnastolatki radośnie ganiające swoje kucyki na różowych halterkach, a - nie obrażając nikogo, dwunastolatek w szczególności - taki sposób pracy nie wiele ma wspólnego z prawidłowym budowaniem końskich mięśni. Mimo wszystko praca z ziemi może okazać się ważna, a niekiedy nawet kluczowa w procesie szkolenia. I żeby była jasność, nie mówię tu tylko o aspekcie psychicznym. 

Zacznijmy od małego wprowadzenia. Nie wszystkie konie rodzą się z idealną budową, która umożliwia im poprawne noszenie jeźdźca już od samego początku ich kariery. Mówiąc szczerze, zwierzęta bez wcześniejszego przygotowania w ogóle nie są dostosowane do noszenia ciężaru jakim jest nasze ciało. 

Zadaniem, które mamy przed sobą jako osoby chcące znajdować się na końskim grzbiecie mimo wszystko, jest nauczenie konia takiego sposobu poruszania się z nami, który nie sprawia mu bólu  oraz na dłuższą metę nie prowadzi do zupełnego zepsucia kręgosłupa. 

Jak wiele razy na pewno słyszeliście, koński kręgosłup ma pewne naturalne krzywizny. Młode zwierzę nie mające żadnego doświadczenia pod siodłem chodzi w taki sposób, że jego grzbiet wydaje się wklęsły, a szyja zadarta jest do góry. Taki sposób poruszania się nie ma w sobie niczego złego, oczywiście do momentu gdy człowiek nie zdecyduje się konia użytkować. Dodatkowe kilogramy sprawiają, że grzbiet konia niejako "zapada się", a w konsekwencji poszczególne kręgi mogą zacząć się ścierać co nosi nazwę kissing spines i jest bardzo często spotykaną dolegliwością u koni. Dodatkowo, zwierzę może zacząć spinać swoje mięśnie i zadzierać głowę jeszcze bardziej do góry, a to wszystko zupełnie zaburza jego biomechanikę. 



Jeżeli jeździec nie chce by koń w sposób szybki i bolesny zakończył swoją karierę, musi zacząć pracować z nim tak, by jego kręgosłup mógł pracować poprawnie. A nie ma dla niego innej możliwości dźwigania parudziesięciu kilogramów ludzkiego ciała niż gdy jest on w pozycji wypukłej. 

Do tego właśnie jeździec musi zachęcić konia - by ten zaokrąglił swój grzbiet (czyli wygiął go i uczynił wypukłym), obniżył zad i w konsekwencji również przestał zadzierać szyję oraz się rozluźnił. Tylko w takim stanie koń może nosić jeźdźca nie narażając się na żadne problemy oraz ból. 

Pojawiają się jednak dwa ściśle ze sobą związane problemy, które sprawiają, że nie u każdego konia proces wyszkolenia go do takiej jazdy jest równie prosty. Po pierwsze, koń potrzebuje silych mięśni do takiej pracy, ponieważ jazda w zebraniu jest dla niego sporym wyczynem fizycznym. Po drugie, co jest trochę wynikiem tego pierwszego, nie każdy koń uważa taką jazdę za konieczną, szczególnie te zwierzęta, które spędziły lata będąc użytkowane w sposób niepoprawny. Jeżeli koń jest leniwy (a zwykle jest), to dodatkowy wysłek fizyczny pomimo odczuwanego bólu będzie mu się wydawał skrajnie głupi. Trudno mu się w sumie dziwić. 

Mądry jeździec powinien skupić się na tym, by wyrobić mięśnie konia - zarówno te grzbietu jak i zadu - tak, by poprawna jazda stała się dla niego możliwa. Ponadto, powinien wykształcić w koniu stały nawyk jazdy z zaokrąglonym grzbietem, pokazując mu że taka jazda jest dużo przyjemniejsza. 

Pracę taką można oczywiście wykonać pod siodłem. Warunkiem jest, żeby jeździec (oprócz tego, że miał dobry dosiad i możliwie jak najmniej przeszkadzał swoim ciałem) cały czas pilnował by końskie ciało było ustawione w sposób poprawny. Przy zaokrąglonym grzbiecie może wykonywać wiele ćwiczeń - czy to na kole, czy to przejść, czy to cavaletti. Jeżeli koń nie jest w stanie mieć takiej pozycji ciała, niekiedy niezbędny jest gogue. Jest to jeden z nielicznych patentów jeździeckich, który polecam Wam z całego serca. Nie o nim jednak ten post. 



Zgodnie z tytułem postu, chciałam Wam napisać o tym jak zbudować mięśnie konia używając samej tylko pracy z ziemi. Do tego postu zainspirował mnie oczywiście mój koń, o którym pisałam Wam parę dni temu, a którego kręgosłup pozwala mu nosić mój ciężar maksymalnie raz w tygodniu i jest to orzeczenie fizjoterapeutki-osteopatki, a nie jakiegoś tam mojego widzi-mi-się. Przez pozostałe dni tygodnia muszę pracować ze Zgredkiem na lonży i to na niej zbudować muskulaturę, która będzie w stanie dźwigać mój ciężar. I, żeby nie było, nie jest to Bóg wie ile tylko marne 50kg. 

Moją pierwszą reakcją było lekkie zdziwnienie - no bo jak to, jak zbudować mięśnie nie siedząc na koniu?

Okazuje się jednak, że jest to możliwe. Sposobów jest oczywiście mnóstwo. Dla mnie podstawą jest praca na jednej lonży, ale w systemie nazwanym pessoa. Zdaję sobie jednak sprawę, że metod  ogólnie jest bardzo dużo, całkiem możliwe że istnieją jakieś lepsze niż moja, ja jednak opiszę Wam to na czym się znam, bo nie chcę Was w żaden sposób okłamywać. 

Pessoa to jeden z jeździeckich patentów, aktualnie jedyny którego (oprócz gogue) zdarza mi się używać. Możliwe, że niektórych z Was dziwi czemu ja - będąca tak wielką anty-miłośniczką patentów - zaraz zachęcam Was do używania ich. Otoż usłyszałam kiedyś bardzo mądre zdanie, które brzmi mniej więcej tak: patenty zostały stworzone dla konia a nie dla jeźdźca, a więc powinny pomagać koniowi a nie jeźcowi. Jeżeli więc koń ma wyraźne problemy i bez jakieś wskazówki nie da rady pracować - używanie patentów jest jak najbardziej okej. Nie należy jednak stosować ich gdy to jeździec nie chce bądź nie potrafi szkolić konia w sposób poprawny i idąc na łatwiznę próbuje siłą zakrąglić jego szyję. 



Pessoa w odróżnieniu od niektórych innych patentów nie działa tylko na szyję i nie próbuję siłą ściągnąć głowy w doł, ale przede wszytskim oplata również zad, co w dość prosty sposób powoduje zaokrąglenie końskiego grzbietu. Nie mówię, że system jest idealny (w końcu wszystko da się zepsuć), ale mogę Wam powiedzieć, że u mnie ten rodzaj pracy sprawdza się wystarczająco dobrze. 

Na czym polega lonżowanie konia za pomocą pessoa? Poza tym, że koń ma założoną specjalną uprząż łączącą zad, grzbiet i szyję, lonżowanie konia wygląda normalnie. Na początku robimy parę kołek stępem albo chodzimy z koniem w ręku, potem przechodzimy do pracy w kłusie i galopie. W kłusie dodatkowo możemy używać cavaletti - ich obecność nakłoni konia do wyższego podnoszenia zadnich nóg, co umocni jego mięśnie zadu. Bardzi fajnym pomysłem jest też stosowanie przejść kłus-galop-kłus, które jak nic innego angażują koński zad. Dodatkowym plusem jest to, że ucza one konia reakcji na pomoce takie jak głos czy mowa ciała. Ciałościow takie lonżowanie trwa 20-25 minut.

Oprócz lonżowania konia moja fizjoterapeutka zachęciła mnie do wykonywania strechingu co głównie polega na tym, że kładę marchewkę w różnych miejscach (np. pomiędzy jego  przednimi nogami) i nakłaniam go do sięgnięcia po nią. Innym wariantem jest naciskanie w taki specjalny punkt na brzuchu konia, który sprawia, że jego grzbiet robi się wypukły. Takie ćwiczenia nie trwają jednak dłużej niż parę minut. Jeśli mam być szczera to nie wiem czy są pomocne, ale wiele osób twierdzi że tak (w tym owa właśnie fizjoterapeutka), więc kontynuuję je mimo wszystko. 

Po takiej sesji zwykle staram się rozluźnić konia pracując z nim na lonży bez żadnych patentów. Moim celem jest to, żeby ruszał się jak najbardziej spokojnie i powoli opuszczał głowę w dół. Nie wiem czy słusznie, ale mam wrażenie że ostatnie minuty w takim właśnie niskim ustawieniu poprawnie na niego wpływają.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, 
Malwina

MAŁA INFORMACJA

Wielkie dzięki za wszystkie łapki i serduszka pod moimi postami. Dziękuję Wam za zaangażowanie, za miłe słowa i jakąkolwiek inną formę wsparcia <3. Jak zwykle, bardzo zachęcam Was do zostawiania reakcji również pod tym postem. To strasznie motywuje do dalszej pracy i sprawia, że - chociaż zdarza mi się być bardzo nieregularną w swojej aktywności- to jednak staram się przychodzić tu dla Was jak najczęściej, bo musicie wiedzieć, że sprawia mi to ogromną przyjemność :)). 

czwartek, 12 lipca 2018

Przepuszczalność, czyli czemu piramida szkoleniowa w Niemczech wygląda inaczej

Przepuszczalność, czyli czemu piramida szkoleniowa w Niemczech wygląda inaczej

To nie żaden chwyt marketingowy (dajcie spokój, nie znam się na marketingu), w Niemczech piramida szkoleniowa faktycznie wygląda ciutkę inaczej niż w Polsce. Wiem, bo sama kiedyś kłóciłam się o to z trenerem, według mnie piramida szkoleniowa to oczywiście 7 stopni, on uważał, że jest ich tylko 6. Szybko okazało się, że w Polsce ostatni z elementów wyszkolenia konia - mianowicie przepuszczalność - nie jest uwzględniany, a ostateczny cel jeździectwa to zebranie konia. W Niemczech sprawa wygląda inaczej i o tym właśnie zamierzam napisać w tym poście. 

Zacznijmy od tego czym piramida szkoleniowa w ogóle jest, bo wiem że i to budzi wiele kontrowersji. 


Piramida szkoleniowa to taka piramida, która przedstawia elementy, nad którymi jeździec powinien pracować ze swoim koniem. Co bardzo ważne, wręcz kluczowe, to kolejność w jakiej zostały przedstawione zagadnienia. Nad piramidą szkoleniową należy pracować po kolei, etap po etapie. 

Najpierw jeździec próbuje znaleźć odpowiedni rytm, w którym koń będzie sę poruszał. Później w tym właśnie rytmie próbuje konia rozluźnić. Dopiero takiego umiejącego się rozluźnić uczy się kontaktu i impulscu itd. 

W Polsce ostatnim elementem piramidy szkoleniowej jest zebranie. Wizualnie o koniu zebranym mówimy wtedy kiedy koń obniży zad, zaokrągli grzbiet, przeniesie środek ciężkości do tyłu, a później jeszcze ładnie zacznie niosić szyjkę i w ogóle wygląda jak koń Olimpijski. Przy tym wszystkim oczywiście porusza się w takcie, jest rozluźniony, na kontakcie, porusza się z impulsem i jest wyprostrowany. 



Co to jest przepuszczalność?

Kiedy mówimy o jakimś koniu, że jest przepuszczalny to zwykle chodzi nam o to, że jest bardzo posłuszny. Ale nie posłuszny w taki zwykły sposób, tylko no taki bardziej... specjalny. Napewno widzieliście kiedyś przejazdy jeźdźców z wyższych klas i mogliście odnieść wrażenie, że porozumiewają się oni z końmi za pomocą myśli, bo napewno nie za pomocą łydek, wodzy czy dosiadu. Ich komunikaty w każdym razie są bardzo delikatne, okrojone, subtelne. A co najciekawsze, takie właśnie subtelne komunikaty są w stanie ni stąd ni z owąd wprowadzić konia w dziki galop, potem jakiś piruet i zatrzymanie. 


Koń przepuszcalny to koń, który reaguje na każde, bardzo subtelne komunikaty z taką "energią" i ekspresją. 



Co stoi za koniem przepuszczalnym?

Żeby koń był w stanie tak cudownie reagować na jeźdźca, musi on być przede wszystkim zebarny. Czemu? Pisałam o tym a propos tego jak zebrać konia. 

Generlanie chodzi o to, że koń porusza się bez żadnych napięć, w równowadze itp. Wtedy jego całe ciało jest "połączone", a komunikaty jeźdźca (np. sygnał dany łydką) mogą swobodnie przez niego "przepływać". To sprawia, że może on reagować na tak subtelne komunikaty. 

Jest jednak też inny czynnik, który wpływa na przepuszczalność konia, a mianowicie dobrze ustalona komunikacja. Zanim koń zacznie reagować na subtelne komunikaty, najpierw musi wiedzieć o co w poleceniach jeźdźca (takich normalnych) chodzi. Dobry jeździec musi pokazać: jak ci daję łydkę, to znaczy że masz pójść do przodu, jak ją przyłożę tak to znaczy, że masz iść bokiem itp. Najpierw takie komunikaty mają w sobie mało dyskretności, subtelność przychodzi dopiero z czasem. 

Malwina

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

W jaki sposób poprawić jakość kłusa?

W jaki sposób poprawić jakość kłusa?

Zdaje mi się (a nawet jestem co do tego stuprocentowo pewna), że wiele razy pisałam o poprawianiu jakości kłusa, mam jednak wrażenie, że wszystko to było zbyt ogólnikowe żebyście mogli cokolwiek z tego wynieść. Dzisiaj wracam więc z tematem, tym razem trochę bardziej konkretnie. A więc do dzieła!

Nie muszę chyba mówić, że taki poprawiony kłus jest bardzo fajny, wygodny, a do tego prześlicznie wygląda, można za niego dostać ładne noty na zawodach i każdy jeździec (o koniu nie mówiąc) o nim śni i marzy; chyba lepiej byłoby powiedzieć jednak czym taki kłus jest - bo zdaje się, że niewiele wtajemniczonych ma o tym blade choćby pojęcie. 

Często w internecie słyszy się definicje dobrego kłusa. Na pewno wiele razy trafiliście na obrazki przedstawiające końskie nogi ułożone pod takim kątem a nie innym, wiecie więc na pewno o co mi chodzi. Ja w tym poście kwestię wymachu, wykroku et cetrera - pozwólcie - pominę - a dobry kłus zawrę w swojej definicji, która  tak czy tak zawiera w sobie wszystko to, co ważne (a przynajmniej mam taką nadzieję). 

Dobry kłus to kłus w rozluźnieniu i do przodu.

Koniec. Na tym mogłabym zupełnie poprzestać, ale nie poprzestanę z jednego prostego powodu - i ta definicja mogłaby zostać źle zrozumiana. 


Co oznacza więc kłus w rozluźnieniu i do przodu, poza oczywistym faktem, że jest to kłus poprawny? Albo inaczej - jak go osiągnąć?

Strasznie ciężko zacząć od opisania jednego elementu - bo rozluźnienie i ruch do przodu to dwa elementy, które ściśle od siebie zależą. 

Jeździec prosząc o dobry kłus z jednej strony powinien dbać o ruch konia naprzód - tak, żeby koń nie ślamazarzył się, ale zamiast tego biegł energicznie, z drugiej strony poprzez delikatną rękę powinien dać mu trochę więcej luzu na wodzy, żeby tym samym zachęcić go do większego rozluźnienia. Wiem, że nadal może wydawać się to niezrozumiałe, więc tłumaczę jeszcze dokładniej. 

Żeby zaprosić konia do ruch naprzód potrzeba łydek. Takich łydek, które zadziałają jak bat - dwa razy rytmicznie uderzą o bok konia po czym poprzestaną i "popatrzą" na reakcję. Jeżeli doda to zwierzęciu energicznego kopa i spowoduje, że zacznie ruszać się żwawo do przodu, znaczy że obecny cel został osiągnięty. Jeśli nie - można się wspomóc rytmicznym batem. Rytmicznym czyli szybkim, nie zbyt lekkim (o czym już pisałam); takim żeby zadziałał. 

Zobaczcie na tego konia (w galopie) - jaki ruch do przodu, jaka energia :)

Co do rozuźnienia - często proponuję, żeby jeździec zaprosił konia do lekkiego obniżenia szyi (będąc na kontakcie leciutko popuszcza wodze, a koń nie tracąc kontaktu podąża za ręką). Nie proponuję tego, bo uważam że pozycja z nosem w dole jest świetna (choć może taka i jest, nie przeczę) - lecz dlatego, że ruch oddawania wodzy powoduje, że jeździec daje koniowi swobodę, działa wodzą do przodu a nie do tyłu; to z kole jest bardzo ważne w kwestii rozluźnienia. 

Sam zresztą energiczny ruch do przodu bez wodzy lub na bardzo długich wodzach jest dobry, bo często powoduje że koń rozluźnia się i rozciąga w ten poprawny sposób. Także to też bardzo zachęcam. Potem (wciąż pamiętając, że wodzami działamy do przodu nie do tyłu) bierzemy wodze do łapek i jedziemy poprawionym już chodem. 

Malwina

Ps. Czuję, że słowa zaczynają mi się mieszać, ale na usprawiedliwienie dodam, że cały weekend zajmowałam się dzieciakami w stajni ("awansowałam" na kogoś w rodzaju instruktora) i... nie chcecie sobie wyobrażać jaka jestem zmęczona. Miłego dnia i dobrego tygodnia!


środa, 6 grudnia 2017

Jak wykonać żucie z ręki?

Jak wykonać żucie z ręki?

Mam do Ciebie pytanie i nie jest ono z serii tych, na które jako ogół ludzki lubimy odpowiadać. Mam pytanie wredne i wścibskie, słowem takie, które uwypukli wiele niedoskonałości. Na podstawie tej jednej jedynej odpowiedzi, której byś mi udzielił stojąc obok mnie, mogłabym przypuszczać jaki jest stopień zaawansowania Ciebie i Twojego konia. Mogłabym przypuszczać czy odnosisz takie sukcesy do jakich jesteś zdolny i jak bardzo Twój koń jest przepuszczalny. A mianowicie, drogi jeźdźcu, nie chcąc więcej przedłużać, zadaję Ci owo - można by rzec - sakramentalne pytanie. Jak często wykonujesz na swoim koniu żucie z ręki? Zalecane osie razy na trening, czyli statystyczne jedno na 7,5 minuty? Tak? W takim razie ten post nie jest dla Ciebie. 

Piszę ten post dla osób, które nie tylko nie wiedzą czemu wykonywanie żucia z ręki jest wręcz fundalentalne dla chcących kształcić się w kierunku jeździectwa sportowego, ale też dla tych nie potrafiących ćwiczenia wykonać - wcale bądź poprawnie. 


Nie tak dawno (dokładnie 8 dni temu) wspominałam o temacie przepuszcalności (patrz: zebranie).  Jak Wam tłumaczyłam, koń nie jest w stanie poruszać się poprawnie o ile w pewnym miejscu jego ciała znajdują się usztywnienia, które blokują "energię" jego chodu. 

Streszczając poprzedni post: koń generując ruch zadnimi nogami sprawia, że "energia" jego chodu przemieszcza się przez całe jego ciało. O ile wszystkie miesjca przez które przechodzi on (mięśnie i stawy) są przepuszcalne (= nie zblokowane), o tyle ruch ten dochodzi do pyska i jest wyczuwany przez nasze ręce. Wtedy mówimy o tym, że koń idzie od zadu, od tyłu do przodu, że jest ustawiony na pomocach bądź przepuszczalny i to właśnie jest niezbędne do zebrania. 


Żucie z ręki jest o tyle śmiesznym ćwiczeniem, że z jednej strony wpływa na przepuszczalność konia, z drugiej strony to przepuszczalność jest niezbędna do wykonania go. 

Mówiłam Wam ostatnio (o ile pamięć mnie nie myli) o ćwiczeniach, które wpływają na rozluźnienie mięsni, milczałam za to w temacie rozluźniania stawów. 

Głównym uelastyczniającym jak i rolzluźniającym konia ćwiczeniem jest właśnie żucie z ręki. 

Przepis na sukces

Samo w sobie ćwiczenie jest bardzo proste. Chodzi w nim mianowicie o to by jadąc na poprawnym kontakcie jeździec nie gubiąc go opuścił szyję konia. Problem polega właśnie na nie-gubieniu. Na nie-gubieniu kontaktu, rytmu i rozluźnienia. 

Załóżmy, że jedziesz na koniu, który doszedł do konkatu. O ile stosujesz się do rad zawartych w poprzednim poście (ale także wszystkich innych dotyczących kontaktu), to koń powinien dochodzić do Twojej zamkniętej ręki, a nie ona do niego. 

Jadąc w kłusie ćwiczebnym poproś go o to by obniżył szyję. Nie ważne o ile, zacząć możesz nawet od pięciu milimetrów. Ważne by nie zgubić ani rytmu, ani kontaktu, ani rozluźnienia. 

Żeby opuścić szyję należy po prostu oddać wodze. Wypuścić parę milimetrów z ręki (potem znowu ją zamknąć, to bardzo ważne) i po sprawie. Problem jednak jest taki, że nam nie chodzi o to by definitywnie rzucić kontakt. Nie! Dlatego właśnie trzeba konia "najechać" na wędzidło, a w tym celu trzeba użyć łydki jako pomocy aktywizującej. 



Całe żucie z ręki polega na: 

1) oddaniu paru milimetrów wodzy
2) zamknięciu ręki by wodza nie wyślizgiwała się dalej
3) dodaniu łydek
4) patrz: punkt 1)

Bardzo trudno było mi tutaj ustalić kolejność, bo wszystkie czynności, niezwykle ważne, dzieją się prawie jednocześnie. Grunt to wyczucie! 

Ćwiczenie kontynuuje się dopóki koń jest rozluźniony. Każde spięcie trzeba natychmiast skorygować, bo w żuciu z ręki chodzi o coś bynajmniej innego niż o bezcelowe męczenie niewinnego zwierzęcia. 

Malwina 

poniedziałek, 27 listopada 2017

Jak zebrać konia?

Jak zebrać konia?

Zebrać konia to nic jak tylko "zebrać go do kupy". Sprawić, żeby zad połączył się z grzbietem, grzbiet z szyją, szyja z pyskiem, pysk z wodzą, a wodza z ręką. Ot, i cała tajemnica. Mamy konia zebranego, przepuszczalnego, na pomocach, na kontakcie, idącego od zadu, zaangażowanego, jechanego od tyłu do przodu, czy też jak tylko zdecydujemy się go nazwać. 

W ujeżdżeniu chodzi o to, żeby ruch, tudzież energia, zadnich nóg konia wyczuwana była przez rękę jeźdźca. Będzie to możliwe tylko wtedy, jeśli będzie ona przechodziła przez wyżej wspomnianą linię: "zad - grzbiet - szyja - pysk - wodza - ręka" bez żadnych zakłóceń. W przeciwnym wypadku, każda bloda sprawi, że energia nie dostanie się dalej, a nasz koń nie zbierze się. 

Żeby cała ta linia miała sens, a energia doszła do ostatecznego elementu, czyli naszej ręki, musi się ona w jakiś sposób zacząć. Zaczyna się ona nie inaczej jak uaktywnieniem pierwszego "ogniwa", czyli zadu. Jak uaktywnia się zad? Pomocą aktywizującą. Czym jest pomoc aktywizująca? Łydką. 

Ta właśnie tajemnicza łydka, przyłożona do boku konia, przez większą część czasu jest bierna. Nie każe zwierzęciu przyspieszać, gdyż dobrze wyszkolony koń sam wie że ma się ruszać do przodu "aż do odwołania". Jeden jej stanowczy sygnał powoduje, że energia zaczyna płynąć dalej, do dalszych elementów naszej "lini". 


Być może wielu z Was zdziwi się: "jak to? mój koń rusza się energicznie, a ja nie czuję, żeby był on zebrany", i tu będziecie mieć zupełną rację. Powodem tych sprzeczności są zakłócenia, które powodują, że energia idąca od zadu w pewnych miejscach natrafia na blokady, które nie przepuszczają jej dalej. Takie przepuszczcanie profesjonalnie nazywa się przepuszalnością.

Tu pojawia się kolejne pytanie: w jaki sposób ruch konia może być zblokowany? Odpowiedź jest prosta: blokadami mogą być albo spięte mięśnie, albo sztywne połączenia. Zaraz powiem o co chodzi z tym ostatnim. 

By rozluźnić mięśnie grzbietu i szyi konia, często pracuję na luźnej wodzy, która umożliwia zwierzęciu swobodne poruszanie się. Łydkami pilnuję by koń poruszał się energicznie, dosiadem staram się zgrać z ruchem konia i nie łapiąc kontaktu czekam, aż kroki zwierzęcia przestaną być krótkie i "urywane", a całokształt zacznie się rozluźniać. Przy tym często stosuję przejścia oraz inne sprzyjające rozluźnieniu ćwiczenia (tylko błagam, nie myślcie, że wszystko dokonuję na jednej sesji!). Pozwalam zwierzęciu "kołysać" grzbietem i poruszać się w najwygodniejszy dla niego sposób. 


Wyżej napisałam o sztywnych połączeniach. Chodzi mi tutaj głównie o połączenie szyi konia z jego głową, które nazywa się potylicą. 

Żeby ruch konia przeszedł od szyi do pyska, musi on przepłynąć przez ich połączenie, czyli potylicę. Bardzo często zdarza się, że koń jest w niej sztywny i zblokowany. Ćwiczeniem rozluźniającym jest m.i. odpuszczenie w potylicy, ale o tym kiedy indziej. 

Problematyczne okazuje się połączenie ręki jeźdźca z pyskiem konia. O kontakcie pisałam już wiele razy, ale nigdy nie udaje mi się wyczerpać go całkowicie. Sam kontakt jest bardzo paradoksalnym zagadnieniem. 

Chodzi o to, żeby złapać luźną wodzę i zamknąć rękę. Ruch konia, który idzie od zadu poprzez grzbiet, szyję, potylicę, dochodzi wreszcie do pyska. Naturalnym jest, że w konsekwencji pysk łączy się w wodzą bez żadnych problemów (o ile sami nie blokujemy rąk, ale to już zupełnie inna historia). Jeździec poczuje jednak tą energię wtedy i tylko wtedy gdy jego ręka będzie zamknięta (w przeciwnym wypadku ruch konia "wyleci"). Pysk konia czujemy jako lekki opór na wodzy i odpowiadamy na niego lekkim oporem w ręce. Mimo, ze brzmi to przerażająco skomplikowanie, cała czynność przychodzi naturalnie. Czując opór konia na napiętej wodzy, sami zaczynamy lekko ciągnąć ją, po to by "zachować" energię.

Tak przynajmniej sytuacja wygląda w kłusie ćwiczebnym, kiedy to szyja konia wcale się nie rusza. W stępie i galopie nieco się "kurczy", a więc żeby zachowywać stały opór (stałe napięcie) na wodzy, musimy zginać nasze łokcie by poruszać się razem z ruchliwą szyją konia. 

Uwaga!

Pisząc "napięcie" na wodzy, mam na myśli napięcie obu stronne. Nasze ręce czują napierającego konia, koński pysk czuje napierających nas. 


Uwaga nr.2

Najechanie konia na zamkniętą rękę niektórzy nazywają półparadą. Według takiej definicji półparadę wykonujemy przez większą część pracy z końmi. Istnieją też inne definicje półparady, ale o tym kiedy indziej. 


Tak z grubsza, o to w jeździectwie chodzi. 

Malwina
Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron