sobota, 28 kwietnia 2018

Strach przed jeździectwem - czy jest na to lekartswo? (uwaga, spojler: jest)


Pisząc ten post czuję się jakbym wkraczała w sferę tabu, miejsce o którym wcale nie powinnam była wspominać. Jak to - jeździć na koniach i się ich bać? To przecież takie... nielogiczne. A jednak gdy zobaczy się na konia: pareset kilo czystej wagi rozpędzone do granic możliwości z Tobą na grzbiecie w bonusie; no naprawdę przechodzą ciary. I to wcale nie takie odrealnione, bo zdaje się, że każdy człowiek posiadający choćby odrobinę wyobraźni jest w stanie przewidzieć wszelkie nieszczęścia, których może doświadczyć oddając się swojej uroczej pasji. Nic jak tylko jeździć konno!

Myśląc o strachu przed końmi powinniśmy zdać sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze - każdy strach przed koniem jest uzasadniony. Po drugie - każdy strach przed koniem (poza strachem definiowanym jako zdrowy rozsądek) ma na nas i na konia negatywny wpływ. Koniec kropka. 

Ludzie, których strach przed końmi dotyka szczególnie mocno zwykle zadają pytanie, które brzmi mniej więcej następująco: jak przestać się bać? Jest jeden sposób, żeby zmienić paniczny lęk w zdrowy rozsądek, a polega on na poznaniu niebezpieczeństw. Wiem, brzmi fatalalnie, ale lećmy dalej. 


Wszyscy, którzy panicznie boją się koni muszą najpierw zrozumieć, że konie nie stanowią dla nas zagrożenia przez cały czas - nie zostały "zaprojektowane" żeby nas krzywdzić. To, że czasem faktycznie to robią - inna sprawa. 

Kiedy koń może być niebezpieczny? 

Generalnie koń dla człowieka niebezpieczny jest  wtedy i tylko wtedy: 

1. Kiedy się czegoś nagle wystraszy
2. Kiedy zdecyduje się zbuntować 
3. Kiedy ma w sobie nadmiar energii (pozdrawiam młode konie)
4. Kiedy w oddali widzi piękną klacz lub marchewki. Na to nie ma mocnych. 
5. Kiedy coś go zacznie boleć/ potknie się/ wywróci

Załóżmy, że pracujemy na koniu, który nie jest ani ogierem ani młodym koniem, a i do pory karmienia daleko. Co niebezpiecznego może się zdarzyć? Jest jakiś jeden procent szansy, że koń na którym akurat jeździmy dostanie np. kolki i postanowi się wytarzać z nami na grzbiecie. Raczej mało prawdopodobne. Dużo większe prawdopodobieństwo jest, że koń a) czegoś się wystraszy albo b) zdecyduje się zbuntować. Wtedy faktycznie możemy czego się bać. Oczywiście metaforycznie. 


Koń się boi...

Weźmy na początek do obróbki pierwszą sytaucję: koń zaczyna się czegoś bać. Pierwszym o czym trzeba pomyśleć to o tym, żeby wyeliminować wszelkie możliwe stracho-genne czynniki (wszystkie przerażające szczotki oraz stojaki na przeszkody rodem z horrorów). Załóżmy jednak, że mimo naszych usilnych prób zmiejszenia ryzyka, stało się - koń spanikował. 

Strach konia może objawiać się na dwa sposoby. Albo koń zareaguje jednorazowo (odskoczy, zagalopuje, wierzgnie, stanie dęba), a potem się zatrzyma albo ogranie go przerażenie i zacznie panicznie galopować w kółko (przyjmuje się, że koń poczuje się bezpiecznie po oddaleniu się o około 100m od miejsca zagrażającego mu). 

Tym co trzeba robić podczas końskiego ataku przerażenia to... zachować zimną krew. I wiem, wiem co sobie możecie teraz pomyśleć - "ale jak to, jak się mam nie bać jak się boję". Musicie sobie uświadomić, że chociaż strach faktycznie jest uczuciem, które jest bardzo silne i którego nie da się "wyłączyć" na zawołanie, to jednak to od Was jednak zależy co ze strachem  później zrobicie. 


Możecie skulić się i napiąć wszystkie mięśnie albo odwrotnie: rozluźnić, oddychać głęboko i wyprostować (przede wszystkim nie pochylać przodu), oprzeć nogi mocno w strzemieniu. Najważniejsze to swoją postawą przekazać koniowi: nie bój się, bo nie ma czego. Jeżeli utrzymacie się na grzbiecie konia (a zrobicie to jeżeli nie będziecie przechylac się do przodu ani napinać mięśni), a przy tym nie nadszarpniecie jego zaufania (błagam, nie ciągnijcie za wodze) to koń zatrzyma się i będzie po problemie. 

Koń się buntuje...

Jest też oczywiście ta druga sytuacja - gdy koń zaczyna się buntować, a jego cel jest jednoznaczy - pozbyć się jeźdźca. 

Są oczywiście konie, które bardziej lubią się buntować, są takie które robią to rzadziej, ale ogólna zasada jest taka: koń buntuje się gdy widzi, że może. A dlaczego może? Odpowiedź jest prosta: bo my mu na to pozwalamy.

To co najważniejsze to pokazać zwierzęciu, że każda próba "wykiwania nas" jest skazana na porażkę. Jeżeli koń zacznie brykać, a my nie tylko nie spadniemy, ale też w pewnien sposób (natychmiastowo) ukarzemy go za to - wtedy jakiekolwiek inne próby będą dla niego bezsenosowen. Oczywiście, działa to też w drugą stroną - jeśli koń raz Cię z rzuci, z chęcią wypróbuje to po raz drugi. 


Po czym w ogóle konie poznają, że zrzucenie nas będzie rzeczą łatwą? Po naszym strachu. Już nie chodzi nawet o to, że wydzielamy dziwnie pachnące hormony, ale o bardzo prostą sprawę - jesteśmy spięci, pochyleni do przodu i źle oparci na strzemionach. Wystarczy, że koń nagle skręci a już znacząco utracimy równowagę. 

Wyobraźmy sobie następującą sytuację - zostaliśmy zrzuceni przez jednego i tego samego konia pięć razy z rzędu, teraz jest ten szósty raz gdy siadamy na niego. Co zrobić, żeby nie spaść?

Po pierwsze - zacząć jazdę jak gdyby nigdy nic. Siedzieć pewnie, być czujnym, ale nie przerażonym, oddychać głęboko, może ewentualnie leciutko skrócić strzemiona. 

Po drugie - dużo wymagać. Pilnować, żeby koń wyjeżdżał narożniki, żeby jeździł tak jak my chcemy, żeby jeździł, żeby koła wyglądały jak koła. 

Po trzecie - pamiętać o tym w jakich miejscach koń lubił wcześniej nas zrzucać (np. przy narożniku), bo jest duża szansa, że następnym razem postara się nas zrzucić w tym samym. 

Po czwarte - jeżeli koń zacznie się faktycznie buntować to najważniejszym jest pokazanie mu, że to niczego nie przynosi. Trzeba się utrzymać na jego grzbiecie (choćby nie wiem jak trudne to było), a przy tym, no właśnie: zachować zimną krew. 


Wiem, że te porady brzmią tak jakby problem strachu w ogóle mnie nie dotyczył, ale uwierzcie mi: dotyczy. Może teraz sytuacja nie wygląda źle, ale były takie momenty, w których strach mnie zaślepiał, a ja z końmi nie umiałam wcale pracować. Żebyście wiedzieli ile łez na to straciłam! Wiem, że porady, które zamieściłam są trudne do zrealizowania - nie przeczę. Poradzenie sobie ze strachem to długa droga, a najważniejsze to nie robić niczego wbrew sobie. Jeśli jesteś spanikowany to miej odwagę powiedzieć "boję się", "nie chcę", "nie będę" do trenera. To żaden obciach. Uwierzcie mi, sama mówiłam to już wiele razy, ba!, nawet teraz zdarza mi się powiedzieć: "sorry, ale nie dam rady, za bardzo się boję". 

Pozdrawiam serdecznie i ściskam bardzo mocno, 
Malwina




powered by Typeform
Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron