czwartek, 24 sierpnia 2017

Praca z koniem buntowniczym - część 2


W części pierwszej tego cyklu pisałam Wam o pracy z koniem wrażliwym, który buntował się nie ze względu na chęć dominacji, ale ze zwyczajnego strachu. Klacz z którą pracowałam była wrażliwym i bardzo płochliwym koniem, który bronił się właśnie agresją. Wyjściem z tej sytuacji była przede wszytskim łagodność i cierpliwość. Wiadomo jednak. że konie buntują się z różnych przyczyn i "lajtowe" traktowanie nie zawsze nam się popłaci - stąd też dzisiaj przytaczam Wam kolejny przypadek. 


W lutym bierzącego roku miałam przyjemność poraz pierwszy dosiąść czternastoletniej gniadoszki, której pełne (dwuczłonowe) imię jest tak trudne, że dla wygody będę nazywać ją po prostu Gniadoszką. Już na wstępnym naszym spotkaniu (w boksie, a jakże) klacz zareagowała na mój widok klasycznym "w tył zwrot" i skulonymi uszami. Zawołałam ją po imieniu (nie pełnym, wszytskich tytułów wymieniać mi się nie chciało) i wyciągnęłam dłoń w jej kierunku. Wszystkie fochy nagle zniknęły, a Gniada z radością przybliżyła pysk do mojej ręki. Zanim jednak zdążyła obwąchać mnie, cofnęłam się o krok. Zaciekawiona, Gniada zbliżyła się, a ja znowu uciekłam jej.



Po chwili zabawy w kotka i myszkę (którą konie do prawdy uwielbiają) zdecydowałam, że czas działać, założyłam kanatr i wyprowadziłam ją na zewnątrz. Gniada zareagowała podobnie do Luny - zaraz po przywiązaniu zaczęła kręcić się, przesuwać zad i kulić uszy. Jedną tylko znalazłam różnicę między nimi - w oczach Gniadej nie było ani krzty strachu. O, nie! - klacz walczyła zaciekle, chcąc nakłonić mnie do odejścia. 

Zaczęłam od postukania palcami w zad - nakłonienia jej do ustąpenia od nacisku. Jak wiadomo, tylko koń wyżej postawiony w hierarchii może decydować o tym gdzie koń niżej postawony sobie pójdzie. Jakież więc było moje zdziwnie, gdy klacz zareagowała bez mrugnięcia okiem - od razu przestała kulić uszy i przesuwać zad, którym to jeszcze przed paroma sekundami chciała mnie zmiażdżyć. 

Podczas oporządzania Gniada parę jeszcze razy mnie tak "sprawdzała". Zaczynała się buntować, wystawiać mnie na próbę, ale gdy tylko dawałam jej do zrozumienia, że nie ze mną takie gierki, zaczynała zachoywać się spokojnie. 


Punkt kulminacyjny nastąpił na maneżu, kiedy to w pełnym skupieniu ćwiczyłyśmy sobie wygięcia. Klacz nagle i bez żadnej zapowiedzi zatrzymała się. Potem zaczęła obracać się dookoła własnej osi, zarzucać głową. Jako, że nie  widziałam u niej oznak strachu i byłam pewna że wina nie leży po mojej stronie, użyłam bata. Klacz opamiętała się i aż do końca jazdy nie odważyła się mi postawić. 

Jak widzicie, niektóre konie wymagają twardszego traktowania. Nie wolno traktować ich brutalnie, ale nie można też traktować ich łagodnie. Trzeba znaleźć złoty środek. 

Malwina


powered by Typeform
Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron