poniedziałek, 27 marca 2017

7 razy nie, czyli co wybijam z głowy




Czego w jeździectwie nie warto robić? Nie mówię bynajmniej o stawaniu za końskim zadem (swoją drogą, który posiadacz podogonia tego nie robi?). Zamierzam się skupić na przykładach bardziej...niespodziewanych. Mało kto wie, co może spowodować nauka stawania dęba, a przecież "co druga dwunastolatka" katuje tym swojego konia. Zdaję sobie sprawę, że wiedzieć, a robić to nie dokońca to samo, ale w sumie lepiej wiedzieć - nawet jeśli nie zrobi się nic, żeby poprawić swoje błędy.


Uroczyście zapraszam Was do najwredniejszego w historii bloga postu. 

1. Dębowanie

Piękna nazwa, piękny koń, piękna sztuczka, no i - rzecz jasna - "piękne" rany po zwierzęciu, które postanowi nam zaprezentować repertuar swoich sztuczek w bynajmniej nieodpowiednim dla nas momencie. 

Dębowanie koni jest złe. Podobnie zresztą jak uczenie ich dawania  całusów. Konie mogą stosować sztuczki w celu wyłudzenia smakołyków - i o ile przy sztuczce takiej jak siadanie, nie stanie nam się krzywda, przy "cmokaniu" lub stawaniu dęba, koń może nas zranić. Dość mocno. 


2. Halterki (a raczej wiązanie w nich konia i wypuszczanie w nich na pastwisko)

W Polsce, jak zresztą na całym świecie, koniarze zakochali się w naturalu. Sama moda na traktowanie konia fair jest według mnie bardzo fajna, ale cóż - moda to moda i potrafi zdziałać złe rzeczy. Jedną z takich rzeczy są halterki. 

Drobne uwagi dotyczące halterków:

- w większości mają udźwig na parę ton, a to znaczy że w wypadku zaczepienia się konia o coś (na pastwisku), koń nie będzie się w stanie uwolnić (halterek za nic nie puści) i może zacząć tak mocno się szarpać, aż zrobi sobie krzywdę. 

Mogą spowodować ból. Ich "supły" zaczepione są w mocno unerwionych miejscach. Taka mała informacja dla wszystkich nie chcących zadawać bólu swoim koniom. 

Uczciwie mówiąc: halterki - tak, ale pod kontrolą i przy kimś doświadczonym. Tych, którzy się ze mną nie zgadzają, zapraszam na stronę (link).


Nie jestem KONTRA używaniu halterków, ale widząc początkujących jeźdźców, ledwo radzących sobie ze zwykłym wędzidłem i zabierających się do pracy na halterku, robi mi się słabo. 

Wszystkim doświadczonym radzę poczytać o tym narzędziu i uprzednio skonsultować się z jakimś trenerem, dopiero potem zacząć pracować jako " pełnoprawny natural":). 

3. Kantary z tabliczkami z imionami

Czemu one również "podpadły" mi? Wyobraźcie sobie, że kantar z taką tabliczką zaczepi się się o coś i ... czym prędzej wyrzućcie go z Waszej stajni. Raz. Na zawsze. Chyba, że zależy Wam na koniu z pocharatanym pyskiem. Ręczę Wam, co drugi weterynarz miał już takim przypadkiem do czynienia. Lepiej dla Was, żeby Wasz koń nie stał się jednym z takich przypadków. 

4. Wiązanie koni za wodze


Boże. Jak. Można. Być. Tak. Niewyobrażalnie. Głupim?! Bardzo przepraszam, ale ... nie. Jeśli koń zacznie szarpać się, a będzie przywiązany za wodze, może sobie wbić wędzidło w pysk i trwale poharatać niezwykle delikatne tkanki. Tym, którzy nie mają wyobraźni, radzę włożyć do buzi kawałek metalu, przywiązać do niego linkę i poprosić kolegę o to żeby zaczął z całej siły szarpać i ciągnąć. 




5. Młody koń + początkujący jeździec


Oto kolejna panująca w naszym jeździeckim świecie moda. "Jesteś początkującym koniarzem? To kup sobie młodego konia". Taki ładny, bialutki szczeniaczek - tfu! - źrebaczek... co w nim złego? Będzie się można potem pochwalić znajomym, że SZKOLI się młode zwierze, że taka tam to odpowiedzialność i że talent... 

Ja też, przyznam się bez bicia, nie wierzyłam, że takie małe, słodkie coś może być silniejsze ode mnie. Do czasu, gdy nie stanęłam z maluchem twarzą w twarz  pysk. Pierwszy młody koń, z którym miałam do czynienia był czteroletnim konikiem polskim. Taki tam, niski maluch - czego się obawiać? Problem pojawił się, gdy kazałam zwierzęciu coś zrobić. W jednej chwili słodziutka myszka stała się rozszalałym diabłem. Nie wchodząc szczegóły, szramę na ramieniu miałam jeszcze następnego dnia. 

Ale tu nie chodzi tylko o nasze dobro. Bardziej zaszkodzimy zwierzęciu, niż sobie. Musimy nauczyć je wszystkiego: począwszy od podstawowych manier i hierarchii, a kończąc na poprawnej jeździe. 

Jazda na doświadczonym koniu jest tylko cieniem tego, co może spotkać Was na maluchu. Niecierpliwe, nieobliczalne i z "czystą kartą", którą nie sposób zapełnić złymi nawykami - maluchy to zdecydowanie nie konie dla początkujących. 

Co do wyboru koni, powinno się  kierować trzema modelami:

- poczatkujący jeździec + doświadczony koń
- doświadczony jeździec + doświadczony koń
- doświadczony jeździec + młody koń

A tak z innej bajki, to zapraszam Was do postu, w którym tłumaczyłam jak obchodzić się z maluchami


6. Wypas koni, które mają na sobie popręg (zapięty dość mocno)

Słyszał ktoś słowo: "zapoprężenie"? Nie, to nie rasa konia. 

7. Skoki po miesiącu nauki

No można. Nikt nie broni. Pytanie tylko brzmi: po co? I nie chodzi mi tu tylko o skoki. Po co myśleć o zawodach, galopach, odznakach, crossach, terenach i zebraniu, po zaledwie miesiącu nauki? Jak to się mówi: "co nagle, to po diable". Jeździectwa nie da się wyuczyć w parę jazd. Zgodnie z tym, co szacują naukowcy, żeby być w czymś dobrym, trzeba temu poświęcić 10 000 godzin. Pomijając jednak cały ten popularnonaukowy bełkot, trzeba zaznaczyć że jest w nim sporo racji. 

Żeby móc dobrze skakać, galopować i w ogóle: jeździć, trzeba mieć wyczucie. I wierzcie mi, jego wypracowania nie da się tak diametralnie przyspieszyć. 

A Wy, co o tym sądzicie? Znacie jeszcze inne sytuacje, które powodują, że musicie się poważnie zastanowić nad poziomem intelektualnym tak zwanej elity jeźdźców? 

Malwina







powered by Typeform
Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron