Pokazywanie postów oznaczonych etykietą galop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą galop. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lutego 2019

Wszystko o galopie na dobrą nogę

Wszystko o galopie na dobrą nogę

Jeżeli w ostatnim z moich postów tłumaczyłam Wam jak zagalopować i czemu ponad połowa populacji młodych jeźdźców podchodzi do tego niepoprawnie, teraz zdecydowanie przyszedł czas na małą wzmiankę o galopie na dobrą nogę. Z tym galopem na dobrą nogę to jest tak, że każdy o nim słyszał, większość nie rozumie, a jednak prawie nikt nie ma z nim większych problemów. Bo prawda jest taka, że o ile jest to możliwe, każdy porządny koń sam z siebie dąży do tego, by zagalopować na dobrą nogę. Finito. 

Skąd jednak w ogóle wzięło się całe to dziwne stwierdzenie i czemu tak bardzo zależy nam na patrzeniu na jakąś tam nogę? Szukając przyczyny musimy bliżej przyjrzeć się biomechanice końskiego ruchu czyli po prostu zastanowić czym tak naprawdę jest galop. O ile stęp polega na takim sobie zwyczajnym chodzeniu, a kłus jest odpowiednikiem ludzkiego truchtu, o tyle galop przypomina mi najbardziej radosne podskoki małej sarenki. Galop jest jednak o tyle dziwny, że koń skacząc nie robi tego jak królik, to znaczy nie skacze symetrycznie unosząc raz przednie a raz tylnie nogi, ale robi to właśnie w sposób bardzo niesymetryczny, tak że zawsze jedna z jego stron (prawa lub lewa) robi ten ruch jako pierwsza, a druga ze stron jedynie "doskakuje" do tej strony prowadzącej*.


Jak łatwo się domyślić, właśnie na podstawie tego która strona jest stroną "prowadzącą" a która jest "doskakującą" możemy bardzo wiele o galopie powiedzieć (między innymi to czy jest na dobrą nogę czy nie).

Poprawne jest gdy stroną "prowadzącą" czyli "inicjującą" galop jest wewnętrzna strona konia. Oznacza to, że jeżeli mamy galopować na ujeżdżalni, ta strona która jest bardziej oddalona od płotu a bliżej położona wnętrza ujeżdżalni będzie stroną, która będzie bardziej z przodu i od której będzie zaczynał się ruch. Jeżeli koń będzie tak galopował, śmiało możemy powiedzieć, że galopuje on na dobrą nogą. 

Odwrotnie wygląda sytuacja, gdy koń galopuje na złą nogę (co w ujedżeniu podczas niektórych figur nazywa się kontrgalopem). Wtedy też jego stroną "prowadzącą" jest strona zewnętrzna, czyli ta położona bliżej płotu. 

Ktoś mógłby teraz spytać się czemu to takie ważne która ze stron "prowadzi", a która "doskakuje". Odpowiedź w rzeczywistości jest bardzo prosta. Wszystko dzieje się ze względu na wygodę zwierzęcia, któremu dużo łatwiej jest galopować na dobrą nogę niż na złą. Żeby dobitniej pokazać Wam jak bardzo jest to dla konia ważne, radziłabym wyobrazić sobie konia galopującego po kole. Jeżeli koń galopuje na dobrą nogę, jest się w stanie spokojnie wygiąć. W przypadku galopu na złą nogę wewnętrzna tylna noga konia niejako zostaje "z tyłu" i sprawia, że wygięcie jest dla konia ekstremalnie trudne. 


Stąd też wielu trenerów każe swoim podopiecznym dokonać zagalopowania na kole. Jeżeli koń jest odpowiednio wygięty, praktycznie nie ma możliwości, żeby zagalopował na złą nogę. 

Problem pojawia się kiedy jeździec chce zagalopować na linii prostej, a nieświadomie wygina ciało konia do zewnętrz. To powoduje, że zwierzęciu dużo łatwiej zagalopować na złą nogę i w efekcie faktycznie dochodzi do galopu na złą nogę. Gdy jednak dojeżdżają do narożnika, ciało konia zostaje wygięte do wewnątrz, co sprawia że w większości przypadków koń czując niewygodę przechodzi do kłusa bądź zmienia nogę poprzez lotną, w zależności od jego poziomu wyszkolenia. 

Lekarstwem na to jest oczywiście delikatne wygięcie konia do wewnątrz podczas zagalopowania, które sprawia, że koń nie ma innej możliwości niż zagalopować na dobrą nogę. 



Jeśli chodzi jednak o samo ocenianie czy koń galopuje na dobrą nogę czy nie, najlepszą metodą jest spojrzenie na wewnętrzną tylną nogę konia. Jeżeli jest ona nogą, która jako pierwsza wykonuje ruch, galop jest na dobrą nogę. 

* jasne, cały ten opis jest pewnego rodzaju uproszczeniem, ale mam nadzieję, że nadążyliście za moim sposobem rozumowania i nie namieszałam Wam w głowach za bardzo

Malwina

MAŁA INFORMACJA

Podobnie jak pod innymi postami, również tutaj możecie zostawić swoją reakcję. Byłabym Wam bardzo wzdzięczna za wszystkie łapki/serduszka, bo chociaż kiliknięcie ich zajmuje tylko parę sekund, pokazuje że faktycznie ktoś czyta mojego bloga, a to bardzo motywuje. 


niedziela, 10 lutego 2019

Jak zagalopować i czemu mi to nie wychodzi?

Jak zagalopować i czemu mi to nie wychodzi?

Jeżeli jakiś bardzo dociekliwy człowiek prześledziłby wszystkie moje jeździeckie problemy, to abstrahując od faktu, że przeraziłby się ich ilością, zapewne stwierdziłby, że co jak co, ale w zagalopowaniu to ja zawsze byłam kiepska. Kwestia tego jak poprawnie zagalopować (a nawet jak zagalopować w ogóle bo i to bywało problemem) była zawsze tym, co w mojej jeździeckiej egzystencji niestannie spędzało mi sen z powiek. No bo jak to - być jeźdźcem i nie umieć galopować? O ile na początku swojej jeździeckiej przygody bardzo podobało mi się, że konie nie wchodziły pode mną w jakieś tam dzikie zagrywki a la rodeo, o tyle z czasem faktycznie zaczęło mi to przeszkadzać, a marzenie by mój koń zagalopował na pstryknięcie palcami a nie po godzinych długich i  żmudnych sygnałów moich zmęczonych łydek w końcu przeważyło. Tak, chciałam galopować. I tak, nie umiałam tego robić. 

Na początku najłatwiej było zwalić winę na jakiś zewnętrzny i niepowiązany ze mną czynnik, istnienia którego świadomość wcale nie pomogłaby mi w zagalopowaniu, ale zdecydowanie ulżyła mojemu mocno już poturbowanemu poczuciu własnej wartości. Prawda była jednak bolesna. Wina nie leżała ani po stronie konia (ten w końcu bardzo chętnie reagował na moje łydki coraz to szybciej i szybciej przebierając nóżkami w kłusie, a to że finalnie w galop nie wchodził jego błędem nie było) ani po stronie trenera, który w końcu bądź co bądź bardzo mądre rzeczy mi mówił. Winna byłam ja, a raczej moja nieumiejętność (a może i trochę niewiedza) przełożenia wszystkich tych mądrych rad w życie. Dzisiaj przychodzę do Was ciutkę mądrzejsza o te parę wskazówek, które sprawiły, że problem zagalopowania zniknął z mojej jeździeckiej listy porażek, a na jego miejsce pojawiło się wiele innych, ale to już chyba temat na inne rozważania. Dzisiaj pytanie - jak zagalopować? I oto odpowiedź...


Największym błędem związanym z zaglopowaniem jest to, że chcemy go za bardzo. Nie wiem czy jest tak we wszystkich przpadkach, ale w zdecydowanej większości jeźdźcowi tak bardzo zależy na galopie, że o jakość kłusa dba w stopniu zerowym, przez to tenże chód jest niechlujny i niedopracowany (jeździec w końcu skupia się na galopie), a to paradoksalnie sprawia, że do upragnionego galopu nie dochodzi wcale. 

Bo uwieżcie mi, mimo największych swych chęci koń nie będzie w stanie dobrze zagalopować jeśli uprzednio nie będzie miał odpowiedniego kłusa. Jeżeli należy do spokrewnionego z koniem gatunku konia miłego to może i jeszcze po długich namowach wejdzie w ten cały galop, ale będzie to przypominało bardziej potknięcie niż przejście w pełnym tego słowa znaczeniu. Podobnie może się zresztą zdarzyć jeżeli koń będzie lekko nadpobudliwy, bo wtedy sam ruch powietrza może wprawić jego ciało w niekontrolowane (a przynajmniej nie przez Ciebie) ruchy. Przeciętny trawożerca w porywach może i zacznie szybciej przebierać nóżkami, ale mówienie tu o galopie jest nieco na wyrost. 

Możecie mi wierzyć albo i nie, ale już obserwujac jak jeździec razem z koniem kłusują mogę z niemalże stuprocentową skutecznością powiedzieć, czy uda im się zagalopować czy nie, a przynajmniej ile czasu zajmie im dojscie do tego misternego stanu. Jeżeli kłus jest poprawny, praktycznie w każdym przypadku do galopu dochodzi od zaraz. Bo zagalopowanie samo w sobie nie jest niczym trudnym. Jeżeli  kłus jest dobry, a koń gotowy, wystarczy przesunąć zewnętrzną łydkę do tyłu i zagalopowanie nastąpi od zaraz. 



Tymczasem zdecydowana większość adeptów próbuje zagalopować z kłusa, który jest po prostu zły. Co mam na myśli? Po pierwsze, brak kontaktu. Wodze luźno wiszą, czasem tylko drżąca z przejęcia ręka obije wędzidłem po pysku, ale próżno tu mówić o jakiejkolwiek formie kontaktu. A kontakt - szczególnie przy zagalopowaniu - jest konieczny. Po prostu. Wodze powinny być napięte, a dłonie przez cały czas czuć delikatny opór końskiego pyska. 

Z brakiem kontaktu wiąże się zresztą brak kontroli. Bo jak jeździec chce zagalopować to nagle jakby cały Boże świat przestał istnieć. Chcę zagalopować i nagle hulaj dusza piekła nie ma. Stop! To, że chcesz zagalopować nie zwalnia Cię z tego, by dokładnie pilnować jak Twój koń się porusza. Zaczynając od bardzo prostych rzeczy, jak chociażby żeby koło na którym próbujesz wykonać przejście było równe, żeby koń nie zmiejszał jego średnicy, a przede wszytskim - żeby poruszał się tak jak Ty, a nie on tego chce. 

Kolejna rzecz dotyczy tempa kłusa. Wielu jeźdźców myli sygnał przesuniecia zewnętrznej łydki do tyłu (delikatnie poparty szturchnięciem końskiego boku wewnętrzną łydką) z oklepywaniem konia aż do skutku. Jeżeli koń nie zagalopował po jednym sygnale to prawdopodobieństwo, że zrobi to po kolejnych piędziesięciu trylionach niestety, ale maleje. 

Jeźdźcy widzą jednak, że koń trochę przyspieszył, że trochę szybciej zaczął przebierać nóżkami i biorą to za dobrą monetę. I faktycznie, czasem zdarzy się, że kłus zrobi się tak szybki, że koń nie będzie już w stanie szybciej przebierać nóżkami i w akcie desperacji zacznie galopować, a nie jest to takie zagalopowanie, o jakie nam chodzi. 



Problem jest też taki, że wiele osób uważa, że kłus z którego koń ma zagalopować musi być szybki. Bzdura! Kłus musi być kontrolowany, nie gnany, zrównoważony, "normalny", ale przede wszytskim spokojny. 

Jeżeli mówimy o spokojnym kłusie to musimy też wspomnieć o spokojnym dosiadzie. Bo niestety, ale emocje często biorą górą i przestajemy się pilnować, głęboko oddychać i starać nie podskakiwać, a zamiast tego zaczynamy po całym siodle ruszać się i skakać. Żeby temu zapobiec po pierwsze musimy dostosować tempo kłusa do naszego dosiadu (tzn. jeżeli kłus jest zbyt szybki  do tego żebyśmy mogli go wysiedzieć to odpowiednio go zwalniamy), po drugie głęboko oddychamy, po trzecie - na ile to możliwe - stabilizujemy nasze ciało. Staramy się, by nasze ręce i nogi (a także miednica, biodra i całe calutkie ciało) nie latały. I wiem, że tu się można czepiać, że można mówić że nad tym się nie da panować, ale proszę Was - w jakimś stopniu jest to serio możliwe, a część Waszego podskakiwania to brak wewnętrznego spokoju (brzmię trochę jak mistrz jogi, ale trudno). 



Właśnie taki spokojny jeździec na spokojnym i zrównoważonym koniu (mówię tu o kwestiach fizycznych bo z psychiką to trudno, to wszyscy wiemy, a jak nie wiemy to możemy się przekonać umawiając naszą myszkę do kowala na przykład) są w stanie razem zagalopować. Praktycznie od zaraz i od pstryknięcia palcem jak to się na początku wpisu metaforycznie wyraziłam. 

Na pocieszenie powiem Wam, że ja do tego, żeby nauczyć się  poprawnie zagalopować dochodziłam bardzi długo, a ostatecznie nauczyłam się tego przy okazji; po prostu stając się coraz lepszym jeźdźcem i coraz bardziej skupiając na tym, żeby kontrolować chody konia a nie tylko bezmyślnie wozić się na jego grzbiecie, powoli doszłam do stanu w którym stwierdzam: hmmm... wystarczy że chcę zagalopować, daję sygnał i już galopuję. Jakie to jest piękne! Ale ile trudu potrzeba, żeby dojść do takiego stanu... chyba tylko drugi jeździec jest w stanie to zrozumieć, bo napewno nikt z obserwujących nas laików. To wszytsko wydaje się przecież takie łatwe... no właśnie, ale żeby było łatwe potrzeba ciężkiej pracy. Nie wiem czy to jakieś pocieszenie (marne chyba takie trochę), ale mi w każdym razie daje powera bo kiedy patrzę na siebie z kiedyś i na siebie z teraz to widzę jak bardzo wiele spraw się zmieniło i myślę sobie, że przecież kurczę - może być jeszcze lepiej!



Podsumowując i zbierając te wszystkie rozważania do kupy - żeby zagalopować trzeba:

- dobrego, spokojnego, zrównoważonego kłusa
- kontroli nad tempem kłusa (i ogólnie kontroli nad tym gdzie jedziesz)
- kontaktu z pyskiem konia
- stabilnego, spokojnego dosiadu
- stabilnych rąk i łydek
- przede wszytskim nie dawania bardzo sztucznych i "podrecznikowych" sygnałów

Jeżeli te wszytskie elementy są spełnione, wystarczy przesunąć zewnętrzną łydkę do tyłu (i lekko szturchnąć wewnętrzną łydką bok konia), a koń powinien wejść w galop praktycznie od razu. 

Malwina

MAŁA INFORMACJA

Jeżeli chociaż troszeczkę spodobał Ci się napisany przeze mnie post, a może po prostu lubisz odwiedzać mojego bloga (nawet jeżeli posty w nim zawarte działają Ci na nerwy i po prostu nie możesz ich znieść, ale jednak wchodzisz na tą stronę mimo wszystko) to byłoby mi bardzo miło gdybyś zostawił łapkę/serduszko pod moim wpisem. Zajmie Ci to parę sekund a dla mnie będzie kolejnym powodem do baaardzo dużego uśmiechu. No i może okaże się że nie tylko ja w tej jakże drażliwej kwestii zagalopowania pół mojego jeździeckiego życia byłam w totalnej kropce, a będzie to całkiem dużym pocieszeniem.  

Jak widziecie, staram się wracać do regularnego publikowania, jak będzie dalej to tylko czas pokaże, ale póki co jestem dobrej myśli bo pomimo całego mojego narzekania to w gruncie rzeczy straszna optymistka ze mnie, i to na dodatek optymistka do głębi zakochana w swoim blogu i całym tym pisaniu do Was. Wy zresztą czytacie mojego bloga (tak przynajmniej mówią statystyki, a statystyki to świętość) więc skoro ja lubię pisać, a Wy lubicie czytać to dobra nasza i po co byłoby to wszystko przerywać. Także spodziewajcie się mnie za tydzień, buziaki i do zobaczenia <3. 


środa, 4 kwietnia 2018

Dlaczego mimo zdolności ruchowych nie siedzimy na koniu poprawnie

Dlaczego mimo zdolności ruchowych nie siedzimy na koniu poprawnie

Często piszę Wam, że do poprawnej jazdy potrzebna jest kondycja, rozciągnięcie mięśni i ich odpowiedni tonus, czyli napięcie. To wszystko oczywiście jest prawdą, ale czy w takim wypadku najlepszymi zawodnikami nie byłyby baleriny albo kulturyści?

Tak się składa, że moja koleżanka Charlotte ćwiczy równolegle jazdę konną i gimnastykę artystyczną (z dużym naciskiem właśnie na gimnastykę). I chociaż może to wielu zaskoczyć, wcale nie należy do grona dobrych dosiadowo.


Ciało ludzkie jest skomplikowane - bo nawet jeśli może ułożyć się dobrze, wcale nie jest powiedziane, że tak zrobi. A wszystko to przez nasz mózg, ściślej rzecz biorąc - instynkt przetrwania. Tak, my też go mamy.



Chyba najlepszym przykładem jest galop. Mówi się, że do wysiedzenia galopu niezbędna jest dobra równowaga. Jeźdźcy jednak na tyle boją się upadku, że podświadomie znajdują różne "zabezpieczenia", które mają uchronić ich przed upadkiem, a które jednak bardziej przeszkadzają niż pomagają.


O jakich "zabezpieczeniach" mówię? Różnych. Chociażby o unoszeniu kolan i zaciskaniu ich o siodło, zadzieraniu pięty do góry, odchyleniu tułowia poza pion, napinaniu mięśni, mimowolnej jeździe w półsiadzie.

Gdy zaczynaliśmy jeździć mówiono nam, że nie wolno trzymać się konia wodzami. Z czasem jednak my (a właściwie nasze ciała, bo wszystko toczy się na poziomie podświadomości) zaczęliśmy znajdować nowe rozwiązania by jednak wbrew instrukcjom trzymać się konia, w sposób nie nadwyrężający wodzy. Co, tak na marginesie, wcale nie znaczy, że poprawny.



Uniemożliwia on (ten sposób) poprawną jazdę, bo nie tylko powoduje zły dosiad, ale też przeszkadza koniowi.

Jeżeli masz w sobie nawyki "łapania" się konia, to nawet dobra kondycja nie pomoże Ci w tym, by usiąść poprawnie. Ważne jest, żeby trener wytłumaczył Ci w czym rzecz i pokazał co i jak powinieneś zrobić ze swoim dosiadem. 

M.

środa, 31 stycznia 2018

Dobry galop powinien być jak pocałunek

Dobry galop powinien być jak pocałunek

Lubisz galopować? Lubisz czuć pęd wiatru plączącego grzywę konia i tę sekundę euforii, w której jeszcze nie wiesz, że to na Ciebie spadnie obowiązek jej rozczesywania? Lubisz emocje, które towarzyszą szaleńczemu pędowi bez kontroli, gnaniu w siną dal i życie wiszące na jednym włosku? Wiem, jestem tego prawie pewna, że jesteś skoczkiem. 

Nie zrozummy się źle - słowo skoczek w moim ograniczonym słowniku to najgorsze przekleństwo. Młodszy brat mojej koleżanki swojego czasu nazywał "papierosem" każdego człowieka, który był zły (w rozumieniu czteroletniego dziecka) i moje "skoczek" ma podobną funkcję. Osobiście do osób zajmujących się zawodowymi skokami nic nie mam. Absolutnie nic. 

Fakt jest faktem, a niekontrolowane emocje rajdera podczas galopu są złe. Zanim przejdę de sedna, chciałabym przytoczyć Wam historię, której sama byłam świadkiem i głównym bohaterem zarazem. 

Dawno temu, w czasach prehistorycznych, a może i jeszcze dawniej (uściślając: przedwczoraj), dosiadałam konia pieszczotliwie nazywanego Bunnym. Nie wiem, czy pseudonim wziął się od jego długich króliczych uszu, czy raczej jeszcze dłuższych fouli, a może urokliwego spojrzenia (które stawało się tym bardzieju urokliwe im bardziej Tobą wybijało). W każdym razie, koń mimo że był łagodny i posłuszny, był też szybki, energiczny i pełen ekspresji. Taki typ, któremu nie sposób dogodzić. 


Kiedy zrobiliśmy sobie krótką rozgrzewkę, postanowiłam wypróbować jego galop. Ja podekscytowana, koń jeszcze bardziej - finał w wersji duetu galopującego przez sąsiednie wsie możecie sobie wyobrazić sami. 

Jest to paradoksalne, ale jeździec podczas zagalopowania powinien cechować się spokojem, opanowaniem i czułością. Nawet (a może i: "przede wszystkim") gdy w tym samym czasie prosi konia o szaleńczy galop czy scenę kaskaderską. 

Myślę, że w kontekście galopu bardzo trafne okazuje się porównanie do pierwszego pocałunku. 

Kiedy młoda dziewczyna (tudzież: dziewczynka) ogląda w tanim wyciskaczu łez sceny całujących się ludzi, pocałunek wydaje jej się namiętny i energiczny (jeżeli tak mogę to ująć). Kiedy jednak próbuje ową namiętność i energiczność zastosować w przypadku Krzyśka z piątej b, okazuje się że (wbrew wszelkim oczekiwaniom) jemu obrót sprawy wcale się nie podoba. Szybkie i energiczne buziaki przestaja być romantyczne, a Krzychu o obolałych ustach zwiewa gdzie pieprz rośnie. 

W galopie jest podobnie - jeździec powinien być czuły, delikatny i spokojny, bo dopiero pod takim jeźdźcem koń może w pełni wyrazić swoją ekspresję. Jeżeli człowiek zaczyna się rzucać po siodle z emocji, ujeżdżenie zmienia się w rodeo. Nie ta dyscyplina.


"Chemia" w galopie pojawia się sama. Żeby koń był pełen ekspresji (do tego dążymy w ujeżdżeniu), my musimy zachować spokój.

Koń sam w sobie jest zwierzęciem majestatycznym i obdarzonym "tym czymś", co od niepamiętnych czasów pobudza nasze serca do szybszego bicia. W galopie (a także każdym innym chodzie) dążymy do tego, by ukazać w zwierzęciu jego naturalną energię, piękno i niepokorność. W rzeczywistości, żeby taki chwyt się udał, my sami musimy być czuli i spokojni. 

Tak jak w pocałunku z Krzyśkiem czułość nie przeczy namiętności, tak w galopie czułość pomocy nie przeczy energii ruchu. 

Galop (i zagalopowanie, bo ono jest tutaj prawie, że kluczowe) powinien być widziany przez jeźdźca jak w slow motion, jakby oboje z koniem płynęli przez gęsty olej. 

Powiedziałabym jako pointę: traktujcie Waszego konia tak jak trakujecie Waszego męża, ale po namyśle stwierdzam, że może nie jest to dobre stwierdzenie. Wolę już niczego nie mówić, bo naruszam niebezpieczne tematy. 

Do następnego razu!
Malwina




sobota, 18 listopada 2017

Koń o niekontrolowanym galopie

Koń o niekontrolowanym galopie

Bardzo czesto ludzie przychodzą do mnie z pytaniem o niekontrolowany galop. Opowiadają o koniach nie do zatrzymania, nie do opanowania i nie do bezpiecznego użytkowania. Twierdzą, że nic z nimi nie da się zrobić, że te "zbuntowane anioły" są spisane na straty. 

Nie patrząc zbyt daleko w przeszłość, dzisiaj rano pewna pani odpowiedzialna za szkołkę w naszej stajni zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc. Powodem jej zmartwień był 12 wałaszek, który od pewnego czasu regularnie "wyglebiał" jej klientów. Wszystko zaczęło się niewinnie, a dziewne zachowania typu nagłe uskakiwanie w bok zostały zaklasyfikowane jako problemy z zaklimatyzowaniem. Na początku wybryki były sporadyczne: ot, parę baranich skoków przy galopie. Z czasem jednak koń coraz bardziej się znarawiał, aż został kompletnie uznany za niezdolnego do uczenia dzieci. 

Gdy go zobaczyłam po raz pierwszy, był wybuchową mieszanką buntu i strachu, którą nie sposób było przewidzieć. Jak wynikało z opowieści, koń potrafił ni stąd ni z owąd wystrzelić jak z procy, uskoczyć w bok lub oderwać wszystkie 4 nogi od ziemi. Wsiadłam na niego z lekkim strachem i nie mając żadnego planu działania. Ostatecznie po 30 minutach stępo-kłusu udało mi się zagalopować bez narażenia na żadne dzikie rodeo. Koń nie próbował na mnie żadnych nowoczesnych technik zrzucania i gdybym nie widziała wcześniej jego zachowań pod jeźdźcami ze szkołki, w życiu nie podejrzewałabym go o tak dobitnie wypowiadane słowa: zejdź ze mnie!


Oczywiście moja rozmówczyni zadała mi sakramentalne pytanie: "jak?", nie mogąc uwierzyć że Pepito w ciągu niecałej godziny był w stanie tak się zmienić. 

W kontrolowaniu niekontrolowanego galopu (ale też kłusa i stępa!) nie chodzi wcale o czarną magię. Czasem jeśli koń nie jest dostatecznie "zespusty" wystarczy zmienić nawyki by zaczął się idealnie słuchać. Tak właśnie było w przypadku Pepito. 

Pracując z każdym koniem, nie ważne czy jest on spokojny czy też "narwany", zawsze pilnuję jednej rzeczy: tego żeby słuchał się mojej każdej, nawet najmniejszej prośby. 

Jeżeli koń nie reaguje na "nieważne" polecenia, nie będzie reagował na te "ważne. 

Pracując z Pepito, w stępie egzekwowałam (łydkami, mocniejszym kontaktem) żeby wyjeżdżał on narożniki. Jest to szczegół, ale już na samym początku pokazuje zwierzęciu na czyich zasadach trening się odbywa. 


Pilnowałam też, żeby każde koło wyglądało jak koło, żeby jazda wzdłóż ściany odbywała się po pierwszym śladzie i przede wszystkim - żebym to ja decydowała o tym co teraz będziemy robić. 

Utrzymywałam kontakt zdecydowany, na tyle mocny żeby w razie czego mieć nad koniem kontrolę, ale też na tyle lekki żeby umożliwić mu rozluźnienie w potylicy. Nie ciągnęłam go za pysk, ale równocześnie miałam krótsze wodze niż zazwyczaj. 

Ważna zasada przy zagalopywaniu: co zrobić żeby mieć kontrolę nad galopem?

Pracując z różnymi końmi zauważyłam, że galop jest zawsze taki jaki poprzedzający go chód w momencie zagalopwania. Nigdy nie wolno dopuszczać do tego, by przejście odbywało się z niekontrolowanego (czyli mega szybkiego) kłusa, w przeciwnym wypadku galop będzie dzikim wystrzeleniem w przód, również poza kontrolą. 


Podczas mojej pracy z Pepito, na chwilę przed daniem pomocy do zagalopowania, poczułam jak koń rwie się do przodu. Jego kroki były zdecydowanie zbyt szybkie, a ja nie miałam nad nimi żadnej kontroli. Użyłam pomocy wstrzymujących, potem rozluźniając rękę i oddając nieco wodzy otrzymałam spokojny kłus. Dopiero z niego dałam sygnał do zagalopowania.

Konkluzja z tego są dwie: 

1) czasem nie trzeba długich miesięcy treningów by zmienić konia, ale po prostu zmiany swoich nawyków. Trzeba połączyć stanowczość (pokazanie na czyich zasadach się będzie jeździć) i łagodność (żeby koń nie czuł się osaczany, bo w gruncie rzeczy powinien on z własnej woli zaakceptować pracę). Dajemy zwierzęciu określone "warunki pracy" poprzez stanowczość, ale to łagodnością dajemy mu możliwość zaakceptowania ich.

2) nad tym żeby koń nie rwał w galopie, pracuje się już podczas pracy w stępie czy kłusie, ba!, nawet jeszcze podczas oporządania koń wyrabia sobie o nas opinię.  

Malwina


Copyright © 2014 JAK LEPIEJ JEŹDZIĆ KONNO? , Blogger
Wypasiony Katalog Stron